licznik bloga

Obsługiwane przez usługę Blogger.

środa, 9 kwietnia 2003

Niech mi ktoś od razu powie co ja dzisiaj mam na głowie...

… miały być dziko czerwone pasemka, wyszły nijako rude. Medea wybacz, ale tym razem jestem zdecydowanie przeciwko rudziźnie – tym bardziej na moim własnym prywatnym łbie. Bogom dzięki, to tylko mocny szampon koloryzujący był i po kilku praniach ten dziwny kolor zejdzie i odejdzie w niepamięć. Na wakacje może niebieskie pasemka zrobię?

Winston...

…zakupiony został przedwczoraj. Oswoję go, bo z dzikiego Winstona żadnej uciechy… Podobny do Michaela nawet. Grzechowi ciągle myli sie imię.I chyba go wykastruję – Winstona nie Grzecha – bo jakoś tak woniajet nie teges. Traktor Winstona lubi…chyba… nie reaguje zupełnie, może myśli, że taki mału glut mu po nic… Zobaczymy jak przebiegnie socjalizacja Winstona do Cleosiowego domostwa:)

Śmierć II

… Tu spoczywa Michael.
ur. czerwiec 2001 zm. 05 kwietnia 2003
Dziki, nieoswojony, tłukący się po akwarium Przyjaciel Domu.
Pochowany za garażem w pudełku po butach na posłanku z trocin.
Słodko śnij o serze…

czwartek, 3 kwietnia 2003

CHOLERA

Z mojej czerwonej fruzyry wyszło gucio. Miały być piękne krwiste pasemka a tu nic z tego. Fryzjerka nie mogła przyjechać do mnie bo wylądowała u babci.
A Grzech zastrzegł, że jak będę wyglądać jak Wiśniewski to będę chodziła z transparentem „To co mam na głowie nie miało przypominać Wiśniewskiego. Przepraszam.” Zgredek pasqda:)

KOSZMAR

Śniło mi się, że z jakichś niewyjaśnionych przyczyn wróciłam do K. Oznaczałoby to, że Grzech musiał przenieść się na tamten świat, bo z własnej woli bym Go nie zostawiła dla tamtego kretyna. Na palcu miałam złotą obrączkę z wygrawerowanym „Jesteś moim Słońcem”. To oznaczało, że jednak odbył się ślub planowany na 23 maja. Kupowałam w sklepie pomarańcze i cebulę. Nie wiem dlaczego tak, ale pomarańczy było dużo a cebule dwie. Równie dobrze mogłam to dostać na straganie należącym do Matki K., ale nie poszłam tam. Też nie wiem dlaczego. Wchodziłam z tymi zakupami po schodach. Klatka schodowa była jakaś taka dziwna, niepodobna do tej, w której mieszkaliśmy osiem miesięcy. Stał na korytarzu przed drzwiami i czekał na mnie. Zaczął mówić, że pewnie poszłam się puszczać i pieprzyć ze wszystkimi tylko nie z nim. Że on mi pokaże gdzie jest moje miejsce. W momencie kiedy podniósł rękę w tak dobrze znanym mi geście rzuciłam w niego siatką z pomarańczami i wpadłam do mieszkania. Uciekałam przez okno. Z pierwszego piętra nie wiem jakim cudem udało mi się wyskoczyć. Zważywszy, że mam lęk wysokości to faktycznie był cud. Biegłam ulicą, a za sobą słyszałam wrzaski przez okno, że jestem szmatą i kurwą i dziwką i mam spierdalać do Tatusia. Potem nie było już nic.

Grzech powiedział mi rano, że cała noc rzucałam się jakbym tańczyła połamańca jakiegoś. I że trzęsłam się i nie mógł mnie nawet dotknąć, bo krzyczałam.

Mając 22 lata (o ile dobrze pamiętam, a staram się zapomnieć) wygrałam sprawę w sądzie. O znęcanie się psychiczne i fizyczne, o zniszczenie mienia i inne takie. K. dostał tylko 1.400 PLN grzywny, żadnych zawiasów, nic. Potem lał jeszcze dwie dziewczyny. Wiem, bo zadzwoniły do mnie w końcu, żeby zapytać jak wygląda zakładnaie sprawy i składanie zawiadomienia o przestępstwie. Ostatecznie żadna z nich nie zrobiła nic, żeby go w końcu zamknąć. Bały się. Kumplujemy się do dziś. Ofiary przemocy domowej.

Dobrze, że nie wyszłam za niego za mąż.

wtorek, 1 kwietnia 2003

Poddaje się - za bardzo lubię pisać, czyli myśli nieuczesane

Jak ja w tej chwili zresztą.

Hmmmm – praca. Miejsce – rozpadający się gmach. Ludzie – hmmmmm (chwila zastanowienia) – znaliśmy się już wcześniej więc nie było specjalnego przełamywania lodów. Jeden Samczyk-Kozaczek co to każdą spódniczkę zerwie z właścicielki bez specjalnych protestów owej (kobity nie kiecki). Jeden Prawie-Były-Przyjaciel po metamorfozie pomałżeńskiej (zaczynam byc zdania, że niektóre żony można zamykać w szafach dla dobra ludzkości). Jeden szef dusza człowiek (jak ja się przestawię z szefowania na poddaństwo?). Koleżanki sztuk: 6 (na razie nie opanowałam obsługi technicznej więc mówię o umysłowych niekoniecznie chorych). Wśród koleżanek jedna idzie na emeryturę od maja i ma wszystko w… w uchu ma, no! Coście myśleli, że gdzie niby; jedna popełniła mezalians wychodzą za mąż za syna wc-prezydenta miasta (a ona z takie wysoko postawionej rodziny robotniczej pochodzi – kpina jakaś). Żeby nie było każdy człowiek jest człowiek i szanujmy się ludzie ale takie pierdykanie o awansie społecznym to mnie doprowadza do zielonki. Od dziś chołoto mówcie mi JaśniePaniBaronowo kura mać, bo Grzech jakoweś herby posiada. Debilizm całkowity. Następnie w kolejności jedna Matka Polka co to rodzina najważniejsza (i fajnie), jedna panna (lekko posunięta nie tylko przez wiek o czym zresztą sama z dumą mówi, że jeszcze zakręca nie tylko słoiki), jedna rozwiedziona ruda i spox, jedna niemężatka z chłopem i drugim na boku (chyba), jedna Matrona, jedna tancerka, jedna mała i ruda i jeszcze prawnik jedna. No chyba nikogo nie pominęłam. Facetów: 10. Szkoda gadać. W tym jeden mój mbardzo dobry kumpel od imprez i Mąż Koleżanki Żony czyli Czupurka wspominanego w notkach wcześniejszych. Towarzystwo jak kura mać w obozie zagłady, misz-masz i mimry z mamrami.
Stanowisko pracy – siedzące cholera. Komp, jeszcze bez gg, biurko i własna szafa. Biuro – zielono- sosnowe ładne nawet. I mam bliżej do pracy.
8 godzin – na tyraniu niewolniczym spędzone i czytaniu książki o odkryciach w starożytnym Egipcie.
Generalnie myślę sobie, że gdyby nie chwilowe napady dzikiej tęsknoty za tym, że można wstać i iść w cholerę bo się jest na swoich śmieciach – byłoby całkiem znośnie. Mam nadzieję, że się przyzwyczaję. Zresztą zdolności asymilacyjne u mnie wysoko rozwinięte, więc nie powinno być problemu. No i będę miała obiekty sportowe za friko wszystkie w mieścinie. Huuurrrrraaaaaa.

Wybaczcie to rozpisanie miałam nie pisać za dużo:)))