… dziś po pracy idzie na kawalerskie. Jednym słowem po moim basenie i saunie będę wolna jak dzika świnia i całą chałupę będę miała dla się. Niedługo niestety.
C: Gdzie jedziecie? G: Na Chechło, grilla jakiegoś walniem, piwko, kiełbaski te sprawy. C: A o której planujesz wrócić? No żebyś mnie z absztyfikantem nie zastał… G: Koło północy chyba… C: ??????? Tak wcześnie???Panieny będą? G: ??????????? C: No dupencje jakoweś? G: ???????????? C: No co się tak patrzysz jak sroka w chlewik? Dziwki pytam czy będą? Rozbieranki jakieś?? G: ????? (zgorszony) C: No wy jestteście nienormalni. Głowę daję, że jeden Książę pomyślał, żeby koledze niespodziewankę zrobić. G: Nie będzie żadnych dup. Pewnie będziemy gadać o robocie. C: Tylko pamiętaj, że teraz choróbska różne… nie przytargaj czegoś do domu… G: Czy ty słuchasz jak ja do ciebie rozmawiam? Nie będzie dziwek!!! C: I pościel sobie wygodnie, albo chociaż miękką trawkę znajdź, bo potem ci kręgosłup siądzie i nic się już w domku nie ukula. G: Świnka.
… i pojechał. Znaczy zatrzasnął drzwi samochodu i umknął:)) No i powiedzcie mi co to za kawalerskie bez panienek??? Protestuję!!!!
… prosto z drzewa. Siedzimy w biurze pysk w pysk. Biurka złączone frontami. przychodzi o 6.45 chyba tylko po to, żeby mi pokręcić przy radiu i przestawić stację. Bite 8 godzin gada do siebie. I to nie szpece czy szmera tylko zwyczajnie klepie jak do kogoś drugiego. GPzD: Taaaak, teraz sobie znajdziemy tę książkę… no gdzież ona jest… a tu sie schowała… taaaaa… pod tąp ozycją trzeba by wpisać…. toooo… oooo… noooooo… tak długopis, długopis, długopis… no tu jessst… muszę iść do działu technicznego… tiaaa… a oni gdzie to wpisali… no ludzie sa nienormalni…
i tak ciągle i wciąż. Do kompa staram się go nie dopuszczać, ale nie zawsze mi wychodzi. czasem George zostaje po godzinach żeby coś napisać na kompie, kiedy mnie już nie ma. Nosi przy sobie wydruk diet dla każdej grupy krwi. I wydruki ofert sprzętów komputerowych z hurtowni z Katowic. Ekipę, która mu montowała w domu kalafiory wywalił 4 razy, bo: 1. spóźnili się godzine a on nie ma teraz czasu. 2. nie mieli odkurzacza, żeby po sobie posprzątać. 3. nie mieli kapciuszków szpitalnych i mogli mu zadeptać dywany. 4. nie miał już na ich usługi ochoty. W końcu boroki przyszli z odkurzaczem i buty zostawili na korytarzu. George sam o tym opowiadał, żeby nie było, że plotek słucham.
George zatrzymał juz 2 razy pociąg relacji Katowice-Bielsko. Znaczy zmusił jakiegoś gościa z bytomskiego dworca, żeby zadzwonił i pociąg zatrzymał, bo inaczej George się na niego spóźni. A to nie jego – Geroge’a wina, że pociągi Bytom-Katowice nie kursują punktualnie. No i pociąg z Katowic stał i George się nie spóźnił, za to pewnie 500 innych pasażerów tak.
George mnie nie lubi i złowieszczo patrzy, kiedy w sprawach prywatnych dzwonię ze służbowego telefonu. Moja Siwucha powiedziała – choć go nie zna – że George jesst „zadęty” i niesympatyczny, bo kiedyś do mnie dzwoniła i George jakby łaskę robił, że telefon odebrał jak mnie w pokoju nie było. Ja nie lubię George’a bo jest męczący. Zwyczajnie da się z nim siedzieć 2 godziny w pokoju i tyle. A niestety dzień pracy trwa godzin 8. George jest bratem Dyrektora. Dyrektor mnie lubi i jestem Jego oczkiem w głowie. I mówi do mnie „Maleństwo”. I dlatego George nie lubi mnie jeszcze bardziej. Nikt nie lubi George’a. Wiem, bo współpracownicy przychodzą do mnie z wyrazami współczucia, że muszę z nim siedzieć, a to chyba o sympatii względem niego nie świadczy. George jest upierdliwy i wszystkiego się czepia i wszystko wie najlepiej. naraził się już wszystkim. Najlepiej się zna na technicznych nowinkach, najlepiej się zna na organizacji imprez sportowych, najlepiej się zna na płacach i księgowości i najlepiej się zna na sporcie w ogóle. George ubiera się jak dupek i ma obwisły tyłek. George miał pracować tu tylko pół roku z tego co wiem, doczekać do okresu przedemerytalnego i spadać. Siedzi już prawie rok i robi w kółko to samo. George stara się czasem być zabawny co mu żałośnie wychodzi. George lubi prawić złośliwości, ale nie potrafi ich przyjmować i zaraz się nadyma i obraża. George się nie nadaje między ludzi.
… z Traktorem bywają dziwne. Wczoraj wieczorem zaczepił mnie na spacerze ojciec Franciszkanin. Taki w habicie, okrąglutki, z siwą brodą, wyglądał nawet sympatycznie. Gadaliśmy chyba pół godziny bo ja chociaż do Kościoła nie chodzę i w Boga nie za bardzo wierzę lubię takie rozmowy. No i pyta się mnie gdzie mieszkam i z kim. tak jakoś naturalnie wyszło mu to pytanie, że nawet się nie oburzyłam na inwigilację. Mówię, że koło Delikatesów i z przyszłym mężem. Co mnie naszło??? Następnym razem proszę mnie stuknąć w czaszkę zanim palnę takie głupstwo. No i zaczęło się. A, że to co, niby takie małżeństwo na próbę? Że to grzech! Że to do niczego nie prowadzi! Że nie liczy się tylko sex! I mówię mu, że oczywiście, że nie tylko o sex chodzi, ale co mam kupować kota w worku. Wyjść za mąż a potem wkurzają mnie jego skarpetki pod krzesłem, to jak stęka leżąc na mnie i inne takie. Ojczulek się chyba zgorszył. I mówię mu, że z całym szacunkiem dla wiary i ludzi wierzących co ksiądz może wiedzieć o posiadaniu żony? A on mi na to, że wstąpił do klasztoru jak miał 16 lat, 54 lata żyje w celibacie, ale tego czego nie wiedział dowiedział się z książek i od lekarza, który im robił wykłady w klasztorze. I co mu niby miałam powiedzieć? Że pojęcia nie ma jak to jest mieć orgazm będąc w kobiecie??? Kpina. Słuchałam tego wszystkiego co mi wciskał (bardzo sympatycznie zresztą) i myslałam sobie, że księża powinni się też ucywilizować. Nie jestem za rżnięciem wszystkiego naokoło, wierzę w jakieś DOBRO niekoniecznie boga tego czy innego, ale takie gadania mnie rozbawia. I ten ksiądz mi mówi, że wiadomości o rodzinie wynosi się z domu. C: A co jeśli w domu miało się idealną rodzinę rodzice się kochali a potem trafi się na żonę sekutnicę albo męża cholernika (tak jak mnie tu widzicie mu mówię). Wtedy cała nasza wiedza do kitu jest i do niczego. No bo niby skąd mamy wiedzieć jak się zachować kiedy mąż nas bije, a żona się puszcza? I co na to usłyszałam??? OF: no nic, dobranoc, nie wycodze daleko bo mnie nogi strasznie bolą. Nadmieniam że staliśmy 50 metrów od plebanii. Kpina. I dlatego nie chodzę do Kościoła, nie chodzę do spowiedzi, nie legitymuję się fałszywą wiarą w cokolwiek poza sobą samą, a ślub kościelny chociaż wiem, że to hipokryzja wezmę dla moich Rodziców, którzy swojego nie mieli i o niczym już chyba innym nie marzą tylko zobaczyć mnie w tej pieknej dziewiczej (hiehiehie)bieli. I tyle. I może ktoś powie, że przemawia przeze mnie fałsz, zakłamanie i niewiara. I dobrze. Wiarę straciłam jak miałam podbite trzeci raz oko, przez ukochanego byłego mojego. I jakby się ktoś pytał, dopóki nie mieszkaliśmy razem był idealny. Gdyby nie to, że „zgrzeszyłam i cudzołożyłam” to nieświadomie wyszłabym za damskiego boxera i dziś może mój trup rozkładałby się wraz z podciętymi nadgarstkami. I Bogom dzięki wszystkim, jeśli istnieją, że dali mi wtedy przeczytać Księgę Hioba i przekonać się, że się do tego po prostu nie nadaję.
Nie lubię… nie lubię i już, jak wysyła mi się pierdoły nikomu niepotrzebne, które tylko zaśmiecają skrzynkę emilkową. Nie lubię, kiedy ktoś zaznacza całą swoją książkę adresatów i wysyła jakieś badziewie hurtowo. Nie lubię może dlatego, że ja to do kury nędzy nie „wszyscy” i nie lubię też dlatego, że nie lubię być traktowana kompleksowo i globalnie i generalnie i ogólnie. I w duszy mam czyjeś ochoty na sprawienie mi radości. Nie mam czasu na przeglądanie tego wszelakiego śmiecia, po prostu nie mam. Do tego w pracy nie otwierają mi się pliki jpg i pps w związku z czym wysyłanie tego do mnie i tak mija się z celem. Mało tego!!! Nie wydaje mi się zabawne czekanie 20 minut aż mi się skrzynka zapcha jakimiś pieroństwami. A już szczególnie nie lubię żartów w stulu „poznam twoje fantazję erotyczne wysyłając ci debilny adres debilnej strony, którą z ciekawości odwiedzisz i na której z ciekawości wypełnisz ankietę, która potem zostanie przesłana do mnie”. I tym sposobem dowiesz się czy chciałabym się pieprzyć z psem, czy z pięcioma facetami, czy może z trzema babkami, czy najbardziej podnieca mnie babranie partnera w czekoladzie, czy kurwa mać picie jego moczu, i czy jestem homo, bi czy hetero sexualna. I może to jest niesmaczne co piszę, ale się wkurzyłam. W zasadzie wkurzyłam się wczoraj ale nie miałam czasu napisać. I może to dobrze, że nie pisałam, bo polałaby się krew bynajmniej nie dziewicza. I Faraonku słoneczny nie o Tobie tu mowa, bo Ty wisisz na ścianie i już tak zostanie więc się strasznie przejmować tą notką nie musisz. Więc jeszcze raz proszę nie wysyłać mi śmiecia wszelkiego bo stracę cierpliwość….
…ostatnio w wyliczankach. Więc dziś też będzie licząco. Długi weekend minął na: 1. czwartek – Brenna. 2 godziny w korku między Żorami a Skoczowem, piękny szaszłyk na dębowej ławie, po którym odbijało mi się cały dzionek. Wejście na Błatnią, po którym Grzech nie mógł chodzić dwa dni, takie miał zakwasy. Wybiegany pies, wybiegani my. Wdychany boski zapach krowiego łajna:) Frisze luft jak złoto:) 2. piątek – Przeczyce, jeziorko, opalona kobra, wykąpany pies, uciorany Grzech jak Święta Ziemia, załapane pierwsze promyki słonka. Wieczorem koncert IRA – szaleństwo i wspólne śpiewanie. Pies boi się maszyny do popcornu i świecących pałeczek. 3. sobota – błogie lenistwo. Za oknem leje. Cały dzień przespany. Wstałam o 17.30, po to tylko,żeby zjeść genialną pizze Grzecha. 4. niedziela – Przeczyce. Kobra spalona, Traktor złapał charta i prawie anorektykowi przetrącił kręgosłup. Jakaś baba spadła z leżaka chcąc przytrzymać swojego psa wielkości krowy – przypiętego zresztą do przyczepy campingowej. Pies wykąpany wypływany, Grzech ucioprany jak Święto Ziemia. Wieczorem zamiast Rudiego (dni mi się pochrzaniły) balety z moimi Rodzicami. Grja i tupią „Śwagry”. Grzech boi się moich wygibasów. Chcemy z Mamą tańczyć, ale chopy bronią się ręcami i nogami. Wracam do domu z potworną czkawką wcale nie pijacką.
Ogólnie wsio udane. Tylko tego Rudiego żal. Co mi się ubzdurało z tą niedzielą??