…i zimowo. Nareszcie biało i pięknie. Nie widać brudnych ulic i obdrapanych budynków. Traktor dostał wczoraj szału na spacerze, pierwszy raz w tym roku widząć śnieg. Palma mu odbiła i gdyby mógł zeżarłby całą śnieżną pierzynę na podwórku. Wołami nie dało się go do domu zaciąnąć. Jakby ktoś potrzebował maszyny do odśnieżania – polecam mojego psa. Rozwali każdą zaspę, zeżre każdą ilość śniegu, wydepcze ścieżkę w śniegu każdej głębokości:))) Faktycznie Traktor z niego:)))
Grzech podziębiony, więc trzeba zapomnieć o mdłościach i parzyć Fervex, opatulać kołdrą i niańczyć. Też fajnie, tym bardziej, że dziś jest pierwszy dzień kiedy nie jest mi niedobrze.
Coraz bliżej Świąt. Mały John wraca w sobotę. Do umycia zostały mi 4 okna – ciągle. W pracy szał, jak to w księgowości pod koniec roku. A Trollica pije. Od rana dziś – nam nie wolno, nawet alkomat mamy na stanie firmy, a ona se pije kura mać. W końcu Święta idą to trzeba to oblać.
Jednym słowem misio mi…chociaż w zasadzie nie wiem czemu:)))
wtorek, 16 grudnia 2003
Misio mi...
poniedziałek, 15 grudnia 2003
Widziałam...
…Misiątko. Ma 7,7 mm i cały czas zastanawiam się jak taki mały glucik, może mnie rozkładać na amen. A, że rozkłada to fakt. Jem jak słonica, nawaet Mąż był w sobotę na imprezie zdziwiony. Jego znajomi też. Przy okazji chciałam Mężowi podziękować, że nawet Emila nie poinformował o stanie Cleosi, dzięki czemu zostałam pewnie uznana przez Niego i resztę za utylizację odpadów. Ma-sa-kra.
Grzech na widok pierwszego zdjęcia Misiątka płakał ze szczęścia – nareszcie jakiś objaw radości z Jego strony, bo jak do tej pory tylko się bał:)))
A poza tym, byłam w sobotę w Radio i zaproponowali mi praktyki od lutego:))) Podobno mam GŁOS i nadaję się. Przy czytaniu wiadomości radiowych nie zająknęłam się ani razu, w przeciwieństwie do koleżanek ze studiów, które były tam ze mną. Widocznie uwielbiane od dziecka występy publiczne wpływają pozytywnie na brak ewentualną tremę. Usłyszałam najpiękniejsze słowa, wymarzone: „Pani Cleos pani się nadaje, niech się pani zacznie starać o praktyki u nas. Proszę przyjść do mnie 10 stycznia. Pasuje pani do wiadomości.” Spełnianie marzeń wcale nie jest trudne:))) Wystarczy tylko od dziecka strrrrrrasznie czegoś chcieć. A może to tylko mnie wszystko tak łatwo przychodzi??? Najpierw Grzech, potem Misiątko idealnie w terminie, teraz wymarzona praktyka dziennikarska… Szczęściara ze mnie. Z może po prostu bogowie wiedzią, że mnie cieszą nawet małe rzeczy i nagradzają ten mój brak wymagań??? A że ciesząto fakt. W sobotę byliśmy w Operetce na koncercie „Maciej Niesiołowski przedstawia”. Siedziałam tam, słuchałam orkiestry, sopranistek, barytona, i łza zakręciła mi się w oku. Bo tak było pięknie, tak ŚPIEWALI, tak GRALI, że serce rosło. No taka jestem, że płaczę ze szczęścia, a uszczęśliwia mnie drobiazg, niby nic, niby kruszynka, a jednak. Tak było też, kiedy na pierwszym wspólnym urlopie pierwszy raz stanełam z Grzechem nad brzegiem morza. Zachód słońca, szum fal i to mocne objęcie – płakałam jak dziecko i śmiałam się jednocześnie. Czy to normalne??? Albo kiedy pierwszy raz zapalamy światełka na choince… Dobra, bo się rozkleję…
Ze spraw przyziemnych: do posprzątania został mi jeszcze gabinet i living-room. I garderoba, ale za niąsię nie ruszę, bo to burdelik Grzecha niech sam sprząta. No i jeszcze 4 okna, a czasu tak niewiele…Dam radę, no bo jeśli nie ja to kto??? Chociaż muszę powiedzieć, że Grzech grzecznie pomaga i nawet nie burknie:)))
No to wracam do pracy, albo raczej do sikalni, bo Misiątko zmuszam nie do spędzania połowy dniówki w tym uroczym miejscu:))) Dobrze, że mi za to płacą;)))
piątek, 12 grudnia 2003
Misiątko...
…ma 5-6 tygodni. Małe jest strasznie i robi mi niedobrze. Mdli mnie od rana do nocy.Tylko kiedy śpię i jem jest mi trochęlepiej. Węch mi się wyostrzył- do teraz nie wiedziałam, że świat jest taki śmierdzący. Śmierdzi wszystko: pieczywo, wędliny, proszki do prania, pies, dezodorant Grzecha. Nie śmierdzi chyba tylko papier, ale pewna nie jestem powącham to powiem. Piję jak smoczyca – 3 litry wody niegazowanej z sokiem pomarańczowym dziennie. A może więcej? Przy trzeciej butelce przestałam liczyć. Chce mi się spać…permanentnie. Zajefajnie jest. Marudzę tak, że sama siebie słuchać już nie mogę. Biedny Grzech. Ale kochany jest…robi mi kolacje o 23.00, miesza wodę z sokiem, wietrzy łazienkę po porannej toalecie, żebym nie czuła Giletta, nie pali przy mnie. Kochany troskliwy Miś.
Wczoraj wizyta u lekarza. Dawno siętak nie ubawiłam.
Lekarz: Ile dzieci Pani planuje?
Cleos: 2
L: W takim razie niech Pani zapamięta, żadnego szaleństwa, biegania, mycia okien. W życiu jeszcze 1000 razy umyje Pani okna, a ciąże planuje Pani dwie.
C: Dostanę to na piśmie?? Że mi myć okien nie wolno?
L: Oczywiście (i pisze na jakimś świstku: Okna-NIE, odpoczynek-TAK).
W ogóle facet z serialu komediowego wyjęty. Dał mi swoich 18 numerów telefonów: do domu, do gabinetu, do szpitala, do dyżurki, na komórki. Mam dzwonić o każdej porze dnia i nocy gdyby coś się działo.
L: Jest szansa, że Pani moja żona nie zabije po 2 telefonie w nocy:)))
C: Jest szansa, że w takim wypadku zostanie Pan wdowcem:)))
W niedzielę idę do szpitala na jakieś kosmiczne badania, co nawet nie potrafię wymówić jak się nazywają. Przeczytać tez nie mogę, bo tak nakryklał, że nic z tego nie wiem.
A Grzech jest szczęśliwy…Chyba nareszcie do Niego dotarło, że nie jestem TROCHĘ w ciąży, ale BARDZO w ciąży:)))
Cmoki jak smoki
wtorek, 9 grudnia 2003
W co się bawić....
…polecam. Spędziłam nad tym godzin sporo, to wiem najlepiej:
Hejhopter dla blondynek
Skate
Co zrobić z cholernym komarem???
Wystarczy.Tym się właśnie zajmuję kiedy nie wiszę głową w kiblu, kiedy mnie nie mdli i kiedy nie pracuję. A co! Każdemu się coś od życia należy:)))
poniedziałek, 8 grudnia 2003
czwartek, 4 grudnia 2003
Mikołajki kura mać...
…mnie wykończą delikatnie mówiąc.
3 godziny spędziłam w Car-furze wybierając prezenty mikołajkowe dla 64 dzieci od 0 do 17 lat. Z Rudym byłam – też biedak padał na twarz. 2 wózki kloców, lalek, samochodów, lego, drewnianego badziewia, niemowlęcego barachła, kosmetyków, gier, puzzli, bajek, i wuj wie czego jeszcze.
Mam dosyć.
Umarłam, nie żyję, nie deptać Cleosi, nie kopać leżącej, nie reanimować…
poniedziałek, 1 grudnia 2003
Jednym słowem szczęście...
…mam i tyle. Do znudzenia powtarzać będę, że mnie we wszelkiego rodzaju instytucjach kochają. Otóż 20 minut temu wyskoczyłam z pracy do banku. Weszłam jak wszyscy, wcisnęłam „A”, na maszynie co pokazuje kolejność kolejki. Maszyna wypluła świstek, „oo44 ilość oczekujących 11″. Zajefantastycznie. W pracy powiedziałam, że będę za 20 minuta tymczasem tu jest stania na godzinę. Nagle z boksu wyłania się głowa faceta, którego znam jako informatyka systemu komputerowego przesyłania przelewów.
Pan: Czy ktoś z państwa jest do wymiany karty, może? Bo mamy awarię systemu, ruszy na 15 minut, a to można zrobić od ręki. Pani Cleos??
…i patrzy na mnie wyczekująco. NO to idę. Mam do wymiany 2 karty z czego jedna skończyła się w lipcu a druga wczoraj. Skąd wiedział nie wiem. Jakim cudem pamięta moje imię, skoro widzieliśmy się ostatnio 3 lata temu? Nie wiem.
Podchodzę do boksu, siadam, daję dowód, stare karty…6 podpisów, podaję adres do korespondencji, na który mają wysłać umowy i gotowe. Miły Pan cały czas zabawia mnie pogawędką, ludzie patrzą na mnie jak na raroga.
Pan: Gdybyśmy się już nie widzieli (mówi z nadzieją w glosie) to wesołych Świąt życzę.
C: A ja Panu udanej imprezki. I dizękuję Panu bardzo.
Pan: Ależ żaden problem (uśmiecha się), może nazwiska Pani nie pamiętałam, ale imię zawsze.
No i poszłam, przepychając się przez tłum narodu z kwitkami z maszyny, na których pewnie pisało „oo48 oczekujących 14″, albo „18″ albo coś jeszcze koszmarniejszego.
Nadmienić należy, że Pan jest kawalerem, a przynajmniej był 3 lata temu. Obrączki nie zauważyłam, tylko srebrną na lewej dłoni. I jest wysoki, może nie przystojny, ale ciekawy. I na pewno miły i dobrze by się z nim…..ekhe…rozmawiało:)))No.
I tym sposobem Cleos znowu bez czekania, bez kolejki, bez nerwów. załatwiła dwie karty w 5 minut.
A do biletów na bal sylwestrowy po awanturze jaką zrobiłam w Operetce dostaliśmy 2 zaproszenia na koncert Niesiołowskiego. Na 13-go grudnia:))) Też bez specjalnych nerwów, bo jak powszechnie wiadomo robiąc awanturę nie drę się tylko sopelkuję:))) I w Operetce też mnie kochają widocznie:)))

