…zdechnąć. Harry’ego Pottera mi nie przysłali jeszcze, więc zadowoliłam się Irvinem Shawem „Chleb, na wody płynące”. Fantastyczny pisarz… wcześniej przeczytana „Cisza w eterze” zrobiła na mnie spore wrażenie.
Za oknem piękna pogoda, a ja tkwię jak więzień w domu i mogę sobie najwyżej wyobrazić jak cudnie skrzypi teraz śnieg pod butami.
W ramach relaksu posprzątam łazienkę, a potem zrobię porządek z pokrzywką Grzecha, bo już patrzeć na te badyle nie mogę. Obrzydliwy to kwiatek wyjątkowo.
A potem umrę z nudów i proszę mnie spalić i rozsypać, bo nie będą się mną jakieś robale pożywiały:)))
czwartek, 12 lutego 2004
Można z nudów...
wtorek, 10 lutego 2004
Exam...
…zdałam. Na 30 osób, zdało 16 i w tym ja. Nie znam oceny, ale nie jest to aż tak istotne, bo pytania było kosmiczne i ciężko było trafić w to „co poeta miał na mysli układając pytania”. Udało się:)))
Kuruję się…trochę sprzątam, trochę naprawiam meble, ściany, trochę piszę i projektuję, trochę wadzę się z Grzechem. Standard.
Moi Rodzice byli wczoraj u Dziadka. Masakra. Mały John zrobił awanturę obsłudze i pielęgniarkom, ale chyba na niewiele się to zdało. Muszę tam następnym razem z nimi posłać Grzecha na postrach. Biedny Dziadek…ech szkoda słów czasem na ludzką obojętność i brak serca.
Aniłek na ścianę gotowy (dzięki Mrooffka za poddanie pomysłu – słoneczne cmok cmok), podobnie księżyc i gwiazdy na sufit, miś na drugą ścianę i inne zwierzątka. Małe Misiątko będzie od małego graficiarzem:)))
Idę zjeść rosołku…chodził za mną od tygodnia i w końcu przylazł w postaci Małego Johna ze składnikami i zamiłowaniem do rozpieszczania mnie. Kochana Mamusia:)))
poniedziałek, 9 lutego 2004
18 marca...
…mój Tato idzie na operację. Wobec tego faktu wszystkie doły, problemy, kłopoty maleją i stają się nieistotne. Jeśli nie da się zoperować: będzie żył długo i szczęśliwie, będzie żył sparaliżowany, nie będzie żył (do wyboru). Jeśli jednak pójdzie na tę operację: będzie żył długo i szczęśliwie, będzie żył sparaliżowany, nie będzie żył (do wyboru). Operacja jest poważna. Nie da się jej zrobić metodą nieinwazyjną, a chociaż od ostatniej minęło kilkanaście lat i postęp techniczny jest spory, profesor powiedział, że ryzyko i tak jest duże. W końcu to rdzeń kręgowy.
Gdybym wierzyła w Boga – modliłabym się dzień i noc. Ale ponieważ nie wierzę mogę tylko skupiać cała pozytywną energię i wysyłać ją do rąk profesora z intencją, żeby mu dłoń nie zadrżała… Może to pomoże, chociaż mnie nie uspokaja…
czwartek, 5 lutego 2004
Dzielny Grzech...
…dzisiaj zalatwił megatonę różnych spraw:
1. odebrał moje L-4 od lekarza.
2. zrobił tygodniowe zakupy.
3. załatwił podpisanie umowy o wynajem mieszkania z nowym najemcą.
4. odebrał od moich rodziców fantastyczna grochówkę i jajka w sosie chrzanowym.
5. Kupił pluszową panią misię co się nazywa Misica
6. odebrał moją przesyłkę z poczty.
7. ani razu mnie nie zburczał:)))
Kochany jest:)))
środa, 4 lutego 2004
Chora jestem...
…nie mam siły. Bolące gardło, katar, stan podgorączkowy (na razie), wymioty, zimno-ciepło, co tylko chcecie. I dół. Mam dosyć…
Godzina 19.37
Gorączka 38 i ciągle rośnie…
Za Offcą i Faraonem polazłam do Chin i wyszło mi, że jestem KONIEM, częściowo nawet się zgadza…
Za linkiem od Johnny’egoB zrobiłam test osobowości i wyszło mi co następuje:
Hierarchia wartości życiowych:
rodzina,
honor,
kariera,
miłość,
pieniądze.
Osobowości i życie:
moja – obronna,
Grzecha – mrucząca jak kot (Ci co Go znają pewnie się zdziwią, ale to prawda),
wroga – oślizła jak ogon szczura
seks – mocny,
moje życie – ciepłe.
Otaczający mnie ludzie:
Mąż – zawsze będzie o mnie pamiętał,
Marchwiak – prawdziwy Przyjaciel,
Grzech – ten, którego naprawdę kocham,
Żona Nr 3 – pokrewna dusza,
Dziobak – będę ją wspominać całe życie.
Coś w tym cholera jest…
Idę zdychać dalej. L-4 do 16-go lutego. Pierwszy raz od podstawówki opuszczam z własnej woli stanowisko mi przpisane. Przez 11 ostatnich lat edukacji i 4 lata pracy frekwenacja (poza urlopami oczywista) – 100%. Idę bo zdechnę.
C U later, albo i nie…:(((
wtorek, 3 lutego 2004
Źle...
…niedobrze…do kitu…
Dół…nie pocieszać, muszę się wyryczeć, wymarudzić, bo inaczej kota dostanę.
Baby może by to zrozumiały, faceci – nie ma szans. Tłumaczę Grzechowi o co mi chodzi, czego mi brakuje, czego potrzeba, jak się czuję i dlaczego…a potem – zasypiam sama…
Źle mi…potrzeba mi ognia…płomyka chociaż, a tu nic…
niedziela, 1 lutego 2004
VICTORY!!!!!!!!!!!!!!
Wczoraj do godziny 18.00 sytuacja wyglądała tak: po przedstawieniu przez MJ kosztorysu remontu mieliśmy mu oddać do 30.04.2004 r. 6.880 PLN z groszami.
Wczoraj po godzinie 20.00 sytuacja wyglądała tak: po odebraniu mieszkania, sfilmowaniu jego stanu technicznego (dziury w podłodze, zerwane panele, zdjęte sufity, zabrane baterie, brak zlewu, brak listew, brak gniazdek), po poprawieniu kosztorysu, po uwzględnieniu tego, że MJ nie ma faktur na rury i kable, więc nie może udowodnić wymiany instalacji…MJ jest nam winny 396 PLN z groszami.
Mówiłam, że wdepczę go w ziemię i zniszczę…mówiłam, że nie zamierzam się denerwować i kłócić…mówiłam, że nie dam się oszukać. Zapomniałam mu tylko powiedzieć, że Grzech został moim pełnomocnikiem do reprezentowania mnie w sprawach mieszkania jak róznież do złożenia pozwu cywilnego gdyby zaszła taka potrzeba. Ale MJ nie pytał o to.
Po zwycięstwie w ramach rozrzutności kupiliśmy pizze i pojechaliśmy do parku (po którym autem jeździć nie wolno, ale co tam), żeby zjeść zasłużony posiłek.
Awantura pewnie się jeszcze nie skończyła, bo pracuję z MJ w jednej firmie i pewnie swoje będę musiała od niego wysłuchać, ale co tam…warto było…
JUPPPIIIIIIIIIIIIIIIIII VICTORY!!!!!!!!!
Zakrzyknęła Cleos i poszła się byczyć, bo od jutra znowu nauka:)))

