…jakichkolwiek mazideł, pies zarósł się sam. Moje gadanie, że go przerobię w końcu na pasztet chyba poskutkowało:)))
Grzech znowu chory. Chłop z katarem jest gorszy niż osiem psów z zerwanym pazurem i dziurą w boku i tuzin dzieci z zapaleniem oskrzeli. Podaj, pomóż, zrób, przykryj, przytul, pogłaszcz i kura mać jeszcze się uśmiechaj. Weekend pod znakiem Fervexu i marudzenia „Ojojojoj jak mi źle i niedobrze, umieram”. Całe szczęście jest wysoko ubezpieczony… Pomimo tego, że nie wydaje mi się, żebym nadawała się na Matkę Teresę z Timbuktu, noc z soboty na niedzielę spędziłam na kanapie. Grzech tak strasznie chrapał przez ten katar, i rzucał się w gorączce, że w końcu się poddałam. Mogłam Go oczywiście wykopać do living-roomu i niech tam sobie chrapie jak smok, ale uznałam, że w chorobie należy Mu się wygodne wyrko. Pół nocy męczyłam się na obrzydliwej zielonej kanapie, potem włączyła się zmywarka bucząc jak cholera,potem pies się trzepał. Szlag by trafił:))) No ale przynajmniej Grzech się wyspał i wygrzał… Niech mi ktoś jeszcze kiedyś powie, że nie ma we mnie miłosierdzia i współczucia dla ludzkiego cierpienia:))) Taka jestem – troskliwa, wrażliwa, a co!!!
…miał w poniedziałek zrywany pazur. Poszło bezboleśnie. We wtorek wrócił ze spaceru z Teściuniunią z wyszarpaną dziurą w lewym boku. Dobierał się do jakiejś suki i widocznie nie był w jej typie. Wyżarła mu skórę. W dziurze widać było jak się ruszają mięśnie. Rozmiar – 2cm x 1cm. Nie poszłam go szyć. Sam sobie nagrabił, to niech się sam zarośnie. Poddaję się – mam psa wiecznego inwalidę wojennego…:)))
…horoskop, charakterystykę, z którą stety-niestety wypada mi się zgodzić. Chociaż raz ktoś napisał prawdę o Scorpionach, tę pozytywną i tę negatywną i tę, szkolną choć wszyscy myślą, że scorpiony dostają wszystko za darmo i z łatwością… Ci, co mnie znają w zasadzie nie dowiedzą się niczego ciekawego i nowego. A ci, co nie znają, po przeczytaniu tego być może wcale nie będą chcieli mnie poznać. Trudno:)))
… od jakiegoś czasu, że pójdę na grób Babci… i nie mogę… po prostu nie mogę. Może to jeszcze za wcześnie, może ciągle mam głupią nadzieję, że po wejściu na 4 piętro jednej z kamienic zobaczę Ją w kuchni, jak pokrzywionymi rękami kroi chleb i zalewa kawę, usłyszę „Czego się dziołcha napijesz? Kawy? Wiesz kaj stoi to se zrób”. Głupia nadzieja… Ostatnio byłam u Niej na cmentarzu we Wszystkich Świętych. Śnieg sypał, było mroźno a ja siedziałam na granitowym cokoliku ogrodzenia grobowca i patrzyłam na ten krzyż, który jasno mówi, że już Jej nie zobaczę, nie dostanę ścierką w łeb, nie poczęstuje mnie kruchymi ciasteczkami. Siedziałam tam i mówiłam do Niej, jakbym siedziała na krześle przy stole, a Ona w swoim fotelu, na poduszce, opatulona pledem w kratę i w góralskich kapciach z korzuszkiem. „Wiesz, Babciu, bo Grzech to naprawdę fajny facet, trochę pracoholik, ale mnie kocha. Żałuję, że Go lepiej nie poznałaś, pokochałabyś Go, bo Jego nie da się nie kochać. Czasem mnie wkurza, ale ja też aniołem nie jestem, nie?” Ludzie przechodzili obok, zapalali znicze, stali chwilkę plotkując o żywych i wcale nie myśląc o zmarłych, a na mnie patrzyli jak na wariatkę. Zaryczana dziewczyna, niemogąca pogodzić się z TĄ śmiercią. Grzech przyszedł potem po mnie, objął… On wie, że ja nie potrafię pogodzić się, zrozumieć, przyjąć do wiadomości. W ogóle czasem do Niej mówię. Nie wierzę w Boga, który czuwa nad nami, ale wierzę, że ci, którzy naprawdę nas kochali za życia, patrzą na nas po śmierci i pilnują naszego szczęścia. I wiem, że kiedy mówię Jej „Babciu pomóż, bo nie mam siły…”, Ona pomaga. Czuję to po prostu – wygadam się, opowiem Jej wszystko i wiem, że Ona zrozumie i magicznie wesprze mnie i będzie lepiej. Nie wiem, czemu przyszło mi to wszystko do głowy właśnie dziś, bo ani nie jest mi źle, ani jakoś wyjątkowo smutno – wręcz przeciwnie. Pójdę na ten cmentarz… dziś jeszcze, może to jakiś znak…???
…mnie ludzie, których ciągle trzeba zapewniać jacy to są fantastyczni, dobrzy, ładni, niegłupi i w ogóle. Męczą mnie tacy, którym trzeba tłumaczyć najprostsze rzeczy jakby byli nie z tego świata.
Grzech na wojnie. HUURRAAAA, kolejny sukces Brygady „G”!!! Dumna jestem z chłopaków, bo ciężko na to pracowali i cieszę się, że im się udało. Chyba w nagrodę zrobię im niespodziewankę i przygotuję jakąś imprezę z piwem, wódą, chipsami, paluszkami, kanapkami i bez bab. Zadzwonię do każdego z osobna, powiem, że Grzech ma interes i chce żeby przyjechali:))) Wyjdę z domu i pójdę gdzieś, pewnie do Małego Johna, albo Marchwiaka. Niech sobie siedzą w domu, uchleją się ze szczęścia i snują opowieści o dziwnych w pracy przypadkach… mogą nawet zażygać łazienkę, jakoś to przeżyję:)))
Weekend samotny spędzę na uczelni i w tramwajach. A potem w domu, będę sobie czytać, sprzątać, głośno śpiewać i zmuszać psa do tańczenia:))) A co!!! Misio mi:)))
W niedzielę byliśmy w lesie z Trakolem. Standardowo zgubuliśmy się, dzięki czemu mogłam sobie rączo brnąć w śniegu po kolana, oglądać ślady saren i zajęcy, sarnę żywą uciekającą szt. 1, troje ludzi na koniach gnających przez las. Wszystkie te obserwacje zajęły mi ponad 2 godziny, efektem czego, dotarłam do samochodu skonana jak koń po westernie. Grzechowi trzeba uczciwie przyznać, że szedł cały czas przede mną przecierając szlak, a potem w domu podał obiad pod sam nos – czyli na kanapę. Rozpieszcza mnie:)))
Mój pies puszcza bąki:))) Każdy pies puszcza, ale Traktor głośno i wyraźnie, po czym wychodzi z pokoju, bo mu śmierdzi. Czy to możliwe, żeby Stany Zjednoczone uznały go za broń biologiczną i wkroczyły zbrojnie do naszego miasta??? Bleeeeeee…
Miałam sen… i nie pamiętam go, a nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to co mi się śniło było niezwykle ważne. Umknęło mi gdzieś… nieładnie. Grzech od razu pytał czy śniło mi się coś dobrego czy złego. No gdybym pamiętała, nie zaprzątałoby to mojej głowy… Chociaż On jeden wierzy, że mogę sobie wyśnić, wyczuć co się stanie. Mam w sobie jakiś dziwny strach przed tym zapomnianym snem… i coraz mniej mi się to podoba…
…chyba. Marchwiak się znowu wygadał. Sprawa dotyczy Kuzynki K i tego, że będzie miała młode – jak ja i połowa znanej mi i bliskiej populacji białogłów. Nie przyszło Ci Marchwiaku do głowy, że takie informacje chce się przekazywać osobiście??? Na przykład na święta Wielkanocne??? Całej rodzinie??? Skoro Ciocia J. nie wiedziała o niczym, to widocznie nie miała dowiedzieć się od Ciebie!!! A teraz, jak się wygada dalej, to JA będę miała awanturę od Kuzynki K., chociaż powiedziałam tylko Tobie – nawet Małemu Johnowi nie. Twoja w tym głowa, żeby Ciocia J. milczała jak grób. Czasami nawet Przyjaciołom brak dyskrecji i taktu… szlag by to trafił. (…) Nie wytrzymałam zadzwoniłam do Marchwiaka z ochrzanem. Niech teraz tłumaczy Cioci J., że ma trzymać dziób w ciup i nikomu ani słowa, bo inaczej ja zginę ręki Kuzynki K. I jak Babcię kocham, przy kolejnym zapłodnieniu w Rodzinie Marchwiak dowie się ostatni!!!
Do wczoraj byłam blondynką. Dziś jestem krwisto czerwona, gorzko-czekoladowa, ogniście ruda, spokojnie orzechowa, klasycznie platynowa i jaka-tam-jeszcze-chcecie. 3 godziny całkowitego relaksu u fryzjera, herbata, ploty, śmiech, efekt końcowy – szok. Muszę się przyzwyczaić, że z lustra patrzy na mnie jakaś „ciemniaczka” a nie blondi. Grzech na szczęście uznał, że nie przesadziłam (pewnie nie miał innego wyjścia), nawet mnie poznał na ulicy i nawet Mu się podoba – mówi do mnie „Kudłaczku”:)))
Wczorajsza rozmowa z Mężem przyniosła smutny wniosek. Czasem tak jest, że się już po prostu nie chce wysilać i robić czegoś za wszelką cenę. I tak chyba jest tym razem. Zobaczymy.