licznik bloga

Obsługiwane przez usługę Blogger.

środa, 12 października 2005

08.X.2001 roku...

…dostałam przez posłańca butkiet róż z listem i numerem telefonu.
12.X.2001 roku – randka w ciemno. 4 godziny rozmowy, a w tle facet grający na pianinie piosenki o miłości.
Cztery miesiące później mieszkaliśmy już razem.
Najpierw uwierzyliśmy na nowo w Miłość.
Potem stworzyliśmy Dom – ciepły i przytulny.
Potem staliśmy się Rodziną – My i Smok.
To były cztery lata pełne doświadczeń, fascynacji, szaleństwa, dobrych i gorszych dni.
Na następne lata życzę Nam, żebyśmy każdego dnia odnajdywali Nasze Szczęście na nowo i dbali o nie jak o największy skarb.
Kocham Cię Mój Ty Grzechu Permanentny:)))

wtorek, 11 października 2005

Nieświadomość polityczna...

…i brak odpowiedzialności za swoje polityczne wybory Polaków mnie nieustająco zadziwia. Jak słyszę „nie poszłam, bo mi szkoda czasu”, to mnie krew zalewa. I tak, uważam, że powinno się poprowadzić granicę między Polską A i Polską B i tę drugą głosującą na homofoba przyłaczyć do Białorusi na przykład. Albo wprowadzić w prawie wyborczym biernym cenzus wykształcenia, żeby głupki i ciemnogród nie mógł głosować i żeby taki mulat nie miał TAKIEGO wyniku. Albo wprowadzić obowiązek głosowania, żeby wszyscy się wypowiedzieli i potem nie truli jak to im źle i jak NIC NIE MOGLI ZROBIĆ. Szlag!!!

90 szerokości basenowych w 34 minuty. Nieźle.

Smok budzi się w nocy raz. Na długo raczej w związku z czym śpię trochę na podłodze. W związku z czym kręgosłup mi pęka i odezwały się nereczki. Trudno. Raz udało Jej się przespać 12 godzin – budzę się rano i wydaje mi się, że jestem w niebie – godzina 8.00 a Smok bawi się w łóżeczku i nie płacze. Ja tak chcę już na stałe.

Teorie życiowe Księżniczki wprawiają mnie niezmiennie w osłupienie. O mężu „po to się lągł, żeby ciągł”, o córce „niech się zakocha w takim co ma mercedesa a prawdziwej biednej miłości ja nie będę utrzymywała do końca życia” i inne takie. Pustka. Próżnia w głowie. A potem słyszę „ja to bym nie mogła tak na cały dzień zostawić dziecka, jak ty”.
Że niby matczyny ideał. Może gdybym nie słyszała opowieści jak wrzeszczy na córkę, że całe osiedle słyszy to bym się przejęła. A tak co??? Może odpowiedzieć, że dziecko ma jeszcze Ojca, a ja nie żyję tylko dla dziecka. Tak wiem – kontrowersyjne stwierdzenia w kraju gdzie mamy ciągle utrwalony wizerunek Matki Polki poświęcającej WSZYSTKO i ojca, który jest tylko okazjonalnie. Nie w moim domu, o nie.

Smok zakochał się w basenie solankowym. Najpierw bała się dużej wody, a potem tak chlapała, machała, krzyczała i odmawiała wyjścia, że w końcu niemal siłą Ją wytargałam. Będziemy chodziły co tydzień.

Mam różne życiowe zasady, których trzymam się niezmienne. I jeszcze NIGDY nie wyszłam na nich źle. Więc kiedy słyszę, że jestem „nieżyciowa, bo to jest niewygodne”, to prycham i parskam i odwracam się na pięcie. No bo ja przepraszam, jeśli lojalność wobec przyjaciół, mściwość wobec wrogów, miłość wobec bliskich, ambicja dla siebie, szczerość zawsze i pomaganie kiedy się da są niewygodne, to ja prowadzę najniewygodniejsze życie pośród znanego mi nędznego rodu ludzkiego. Dążę w życiu do jednego niedoścignionego kobiecego ideału i nie darmo mam wytatuowaną jadowitą atakującą kobrę – no taka jestem, nieżyciowa… podobno:)))

piątek, 7 października 2005

Druga noc...

…minęła pod znakiem jednej pobudki. Za to od 01.50 do 03.20. Niech mnie jakaś litościwa dusza dobije, bo i tak się przewracam.

Basen i sauna to plan na dziś. Może uda mi się nawet przespać w temperaturze 95 stopni – miodzio. Żeby tylko te stare babska chciały pozamykać gęby i nie truć o śmierci, sąsiadach, domkach w górach i innych bzdetach. Pragnę CISZY.

Plan na basen – 100 szerokości. Tydzień temu 80 w 31 minut – nieźle, ale to jeszcze nie ta forma, o której w zakamarkach pamięci snuje mi się, że była.

Plan na weekend. Najpierw w sobotę pojadę na uczelnię odebrać dyplom i zrobić końcową awanturę, że nie było go tydzień temu. To zastanawiające, że pani Kierownik Zakładu Dziennikarstwa, przez całe studia pamiętała nasze numery telefonów, kiedy ktoś nie zapłacił czesnego. W takich wypadkach sekretarka wydzwaniała dniem i nocą niemalże. Ale kiedy okazało się, że do odebrania dyplomu brakuje mi jakiegoś zdechłego świstka, NIKT NIE ZADZWONIŁ. Co też zamierzam pani Kierowniczce Zakładu Dziennikarstwa wyłuszczyć w słowach dość prostych i trafiających do serca.
Zaraz potem ze Smokiem relaksujemy się na basenie solankowym. Tylko my dwie i woda o zapachu soli ciechocińskiej. Jak pięknie mieć do dyspozycji takie cuda techniki i to za darmo i to pod ręką i to w dowolnym czasie.
W niedzielę spełniamy obywatelski obowiązek broniąc kraj przed homofobicznym-ultrakatolickim-kurduplastym-drobiem. Bogowie chrońcie Polskę. Jeśli ten drób zostanie prezydentem to ja chyba do Timbuktu wyjadę.
Po bohaterskiej obronie ojczyzny udajemy się na liście. Będziemy szeleścić, rzucać, tarzać się, rozkopywać, zbierać, podziwiać, strząsać i co tylko nam przyjdzie do głowy. A co!!!

Rano za oknem mgła jak w „Koszmarze z Ulicy Wiązów”. Pięknie. Wyglądam przez kuchenne okno i podziwiam światło latarni rozpraszające się w tym powietrznym mleku. Jest taka ulica w moim mieście gdzie mgła i latarnie i pochylone drzewa dają magiczny efekt. Tego się chyba nie da opisać…

czwartek, 6 października 2005

Oduczam Smoka nocnego...

…budzenia-jedzenia. Idąc za radą Calenduli zakupiłam książkę „zaklinaczki dzieci” Tracy Hogg. Przeczytałam. W większości książka wydała mi się zbiorem oczywistości, które każdemu rozsądnemu i odpowiedzialnemu rodzicowi znane są ot tak, po prostu. Aż dotarłam do stron, gdzie autorka opisuje walkę rodziców z maluchem, który budzi się co godzinę na jedzenie. No, jakbym widziała mojego Smoka-Potworzoka, tyle tylko, że co 2-3 godziny. Przeczytałam, przemyślałam, zastosowałam.
Dziś minęła nam pierwsza noc bez jedzenia. Smok wykąpany o 19.40, zjadł tylko 100 ml kaszki. Myślę sobie, trudno będzie Sajgon.
Obudziła się o 23.00. Polazłam do łóżeczka, wyjęłam, pogłaskałam, poszeptałam, położyłam, pogłaskałam – zasnęła.
Obudziła się o 00.00. Zwlokłam się, wyjęłam, pogłaskałam, poprzytulałam, położyłam, pogłaskałam – zasnęła.
Obudziła się o 00.40. Wyjęłam, pogłaskałam, położyłam, pogłaskałam – płacz. I tak 4 rundy. W końcu po czwartym wyjęciu i uspokojeniu Smok z oczami jak spodki leżał w łóżeczku spokojnie, ale ryczał jak tylko wychodziłam z pokoju. Przytargałam sobie kołdrę i do 3.00 spałam na podłodze, po czym polazłam do łóżka.
Smok przespał od ok. 02.20 do rana bez pobudki. Kiedy wychodziliśmy do pracy o 06.45 chrapała w najlepsze.
W porównaniu z książkowymi rodzicami, którzy jednej nocy wyjmowali swojego budziciela 46 razy i 46 układali do snu, mój wynik 6 w sumie jest imponujący.

OŚWIADCZENIE:
Jeżeli ten sposób wyczytany okaże się skuteczny i Smok przestanie się w nocy budzić domagając się jedzenia, przyznam, że czasem książki podsuwają dobre rady. A Calendulę, która namówiła mnie na ten zakup – ozłocę. I postawię Jej flaszkę wódki/wina/piwa/koniaku/łiskacza czy co tam pija. Albo nawet dwie.
Amen

wtorek, 4 października 2005

Kiedyś po prostu...

…nie wytrzymam:)))

Mały John wchodzi bladym świtem do naszej chałupy. Cleos ze Smokiem przed lustrem robią głupie miny.
MJ: Jak ty ślicznie wyglądasz córcia.
Grzech: (z korytarza) Ona zawsze ślicznie wygląda.
MJ: Dzisiaj nawet młodziej od mamusi.

Mały John krząta się po kuchni, Cleos z oczami jak szparki, niewyspana snuje się.
C: Mamuś, ona musi kłaść się spać w ciągu dnia wcześniej, bo ja znowu pół nocy przespałam na podłodze.
MJ: A co??? Łóżko wam ukradli????

Grzech targa worek ze śmieciami.
MJ: Zobacz Smoku mamusia i tatuś idą teraz zarabiać pieniążki. Widzisz jaki tatuś zabrał wielki wór na tę kasiurę??? A potem kupią babci duuuużo prezentów.

Rozmowa telefoniczna. Cleos klaruje jaką to fantastyczną oprawę muzyczną ceremonii ślubnej załatwiła – temat niezwykle ważny. Mały John wtrąca się w pół zdania.
MJ: Córcia, powtórz ostatnich osiemnaście zdań. Musiałam telefon odłożyć i wciągnąć gatki, bo tu strasznie zimno jest.

Cleos przekazuje Małemu Johnowi zaproszenie do Red Bulla i Marchwiaka na kawę.
C: No i powiedział, że masz koniecznie wpaść na kawę, bo on jak do was przyszedł to siedział dwie godziny na plotach.
MJ: Tak długo??? Patrz, nie pamiętałam. To ja pójdę do nich rano i zostanę na obiad, co???

To tyle w temacie, jaką to poważną i zrównoważoną psychicznie Matkę mam. I całe szczęście, że tak jest, bo z normalną bym chyba nie przyjaźniła się tak bardzo:)))