…Twoje pierwsze notki i takie były bardziej żywiołowe. Napisałabyś coś, możesz mnie tylko pozdrowić.”
A co to kurna koncert życzeń???
Niniejszym pozdrawiam Iwę, skoro już tak ładnie prosi.Chciałaś babo, to msz:)))
Że niby było żywiołowo i nagle sflaczałam? Oklapłam i powietrze mi uszło? Że może nie chce mi się? A otóż, nie, chociaż okoliczności mam raczej mało sprzyjające. Kermit zmienił pracę, poszedł na lepsze i wymarzoną reporterką zachwyca świat w Radiu ESka. Częstotliowści nie pamiętam, niech sam wpisze w komentarzach, bo mnie czyta namiętnie w pracy. Czułki Kermitku. W związku z odejściem jeden temat Jego wygłupów oddalił się kurcgalopkiem w siną dal.
Tofikę szefowa wykopała na zbite ryło. Więc jakby mizianiowa tematyka i nasze pierdoluchanie w pracy też się skończyło i kolejna tematyka poszła w las i szczere pola.
O kablu mi się gadać nie chce, bo lubię swoje czerwone krwinki i nie chcę, żeby mi się zagotowały. Dodam tylko, że kablowanie potwierdza się w szczegółach wypowiedzi Śmierdzielizardy, więc mnie odeszły wszelkie odruchy litościwe i wdepczę gada w ziemię prędzej czy później.
Wyjaśniam: Śmierdzielizardę piszę z dużej litery, bo jaka jest każdy widzi i czuje i nikomu oczu fałszem nie mydli. kabel będzie zawsze z małej, bo nad wyraz cenię sobie lojalność, a ktoś kto włazi w zadek wszystkim byle wyciągnąć z tego dla siebie korzyści, o lojalności czytał tylko w książkach o średniowieczu i na szacunek nie zasługuje. Amen.
Mały John podejmował wczoraj w swej letniej rezydencji księżnę. Z Neapolu taką – starą arystokrację. Z Indii dzwonią, jakiś generał karabinierów się przyplątał, konsul jakiś. Może ja powinnam w mordę jeża porzucić stadło małżeńskie i gnać robić furorę na wyspie???:))) Się rozpędzam, chociaż propozycja kusząca, zostaliśmy tam zaproszeni wszyscy we trójkę – znaczy Grzech, Smok i Mój Majestat. Paszporty wyrobić już czas!!!
Wystarczająco żywiołowo było Iwa?
No to idę kulać dalej płytki ze zdjęciami ze ślubu i wesela dla gości, którzy nas wtedy zaszczycili. Bleeeeh – nie na gości tylko na te zdjęcia.
…wzięło się stąd, że Śmierdzielizarda i szefowa trafiły na bloga Tofiki. Nie wiem jak, ale polazły, przeczytały, a że ja tam w linkach figuruję, a utrata pracy z powodu bloga byłaby głupotą… No… stąd to hasło. To sobie teraz mogę dowolnie marudzić, bluzgać i w ogóle, na kogo zechcę i w dowolnej ilości. Jak zmienię pracę to znowu się upublicznię, bo generalnnie wyznaję zasadę, że się tu lubię obnażać i zwisa mi co kto o tym myśli. Paru takich było, co się nie zgadzało z moimi poglądami tudzież sposobem ich wyrażania i jakoś niespecjalnie odczuwam ich brak w moim życiorysie. I otóż nie zakopałam ich na grządce, jeno poszli sobie w siną dal.
APEL Jakby ktoś ze znajomych z linków chciał hasło, to proszę odesłać delikwenta na cleosanthia@wp.pl, sama wspaniałomyślnie udzielę dostępu:)))
…Smok momentalnie rozbabrał po różowej sukience balowej czyniąc z niej radosny misz-masz tiulu i lukru. Potem wszyscy usiłowaliśmy zdmuchnąć magiczne świeczki, które zapalały się raz za razem. Udało się Red Bullowi, który ma dmuch jak stąd do Workuty:))) Prezenty w postaci tubisiowych kaset, wózka dla lalek i edukacyjnej książeczki rozgwieździły smocze oczy niczem gwiazdozbiór Oriona. Były zdjęcia, pogaduchy i Smok poszedł spać przed północą. Niedziela była drugim dniem obchodów. Pojechaliśmy do ZOO. I tak: tiiiile miauuu – na widok lwa, rysiów i lapartów, boje – uciekając przed kozą w Mini ZOO, tuuuu tuuuu – przyrośnięta do ogrodzenia słonia, śinia tu jesss – a była i owszem, taplała się w błotku, hipo, mama hipo to – w basenie dwaa hipopotamy baraszkowały powodując fale tsunami, pani idź – kiedy jakaś kobita wryła nam się w kadr z żyrafą. Zmęczona była jak byk, ale padła dopiero po zaliczeniu karuzeli przed ZOO, już w drodze do samochodu. I wiecie co? Taka duża jest, że sama wiedziała gdzie ma iść w prawo czy w lewo, sama wybierała kolejność zwierzątek, i w ogóle wszystko sama sama. Pannica:)))
…kurwa mać wojnę. A kto z Cleos wojuje, szybciutko ginie. W męczarniach dodam dla ułatwienia. Bo ja zniosę wiele, wszystko niemalże, ale donosicielstwa w pracy niekoniecznie. Bo jak się obijamy pod nieobecność szefowej wszyscy, w tym donosiciel to jest oki. A potem się okazuje, że kabel jest dłuższy niż wszystkie kable ze Śląskiej Fabryki Kabli S.A. razem wzięte.
A poza tym Smok skończył 2 latka, ale o obchodach będzie później, jak i minie wkurw wszechczasów!!!
…o 6.45. Do 19.30 nie mogłam odbierać telefonów. O 19.45 dzwoni do mnie automatyczna sekretarka: Automatyczna Sekretarka: Dzień dobry. Masz jedną nową wiadomość. Wiadomość otrzymana o godzinie 19.20 od numeru 0 60….bla bla. Aby odsłuchać wiadomość wciśnij jeden.
Wciskam…
Grzech: No to co chciałaś powiedzieć mamie? Smok: Jacaj mama jus. JAAACAAAJ. MAAAAMAAAA jacaj posie.
…że mam napisać cokolwiek, może być, że mi gorąco w zadek… …To piszę:
gorąco mi w odwłok jak byk!!!
A oprócz tego:
Mamy w pracy Nowych. Jeden Nowy to Toudi. I to wcale nie dowcip, ani moja złośliwość – podobieństwo jest uderzające. Tak samo przygarbiona sylwetka, wydłużona dwarz, kozia bródka nadająca ogrzy wygląd, lekko wyłupiaste oczka. Boski jest. Poza wszystkim miły, sympatyczny i podoba mu się moja torebka. Znaczy się ma gust facet. Druga Nowa jest Pyskata. Pyskatość znam tylko z opowiadań Tofiki i Zadziorka, jest więc szansa, że dziewczę zmieni pseudonim artystyczny po bliższym poznaniu. Na razie jakby nie zwracam na nią uwagi. Trzecia Nowa jest Nołnejmka, bo jeszcze nie wiem jaka jest. Wygląda na sympatyczną.
Siedzimy więc sobie, gorąco nam w tyłki i inne przyległości i tak: - malujemy paznokcie, - robimy makijaże, - czeszemy koki i inne fale Dunaju, - czytamy książki/blogi/gazety/wszystko, - pierdoluchamy bez ładu i składu. I oczywiście, że szefowej nie ma i Śmierdzielizardy też nie:)))
Smok mówi: bób, baja i kleci zdania jak najbardziej logiczne, chociaż niekoniecznie gramatyczne. Nie wymagajmy cudów, wystarcza mi - mama baja ja ce - misie daj tu mi, - dzie Tatol jest tatusia? - bobu posie mama daj - mij nie tu nie mama (i w ryk, że nie chce myć włosów) …i temu podobne kwiatki.
Mały John wyjechał. Tęskno mi trochę i nie mam z kim obgadywać teściuniuni.
A teściuniunia? Nie zadzwoniła do Grzecha na urodziny. Nie odbierała jego telefonów znad morza. Zalała mi marantę, wysuszyła skrzydłokwiata. Nie zwróciła uwagi na wnuczkę, kiedy Grzech pojechał odebrać psa po naszym powrocie z urlopu, tylko przez godzinę opowiadała co Traktor robił z nimi na spacerze. Nie zainteresowała się urodzinami Smoka. Mojego powrotu w ogóle nie zauważyła – równie dobrze mogłam utonąć w morzu też by nie zwróciła uwagi. Standard:)))
Jakoś mi tak jest relaksowo, tylko pieruńsko mi się nic nie chce. Ochrzanię więc Tofikę, że mnie zmusiła do pisania i usiądę sobie w kąciku i tam sobie będę siedziała i wspominała urlop…
Nic mi się nie chce, nawet pisać, a to już dziwne raczej.
Trzy tygodnie nieustającego słońca i laby zaowocowały: - odwiedzinami u Pierników, - opalenizną jak z Tunezji, - 133 bocianami liczonymi pieczołowicie podczas wycieczek, - tonami zjedzonych skrzydełek z grilla, - i żeberek, - konkursem na lodożercę, który nie został rozstrzygnięty, bo żarliśmy te lody bez opamiętania, - wspomnieniami o gofrach ze WSZYSTKIM, - śniadaniami w ogrodzie, - Smokiem wytaplanym w morzu, - zamkami z piasku, - Big Laguną wykopaną przez Grzecha na plaży, - bąblem po bąku co mnie użądlił, - poszerzonym smoczym słownikiem o: mecz, goool, jeeeedzie, tile buuuutów, tile muuuu, patrz, jucam, tatusia Dzieś, jacaj, dzieci, dzidziuś, itd., - imprezami w knajpoie karaoke, - tańcami na trawie, - fascynacją Tubisiami, - kilogramami ziemniaczków z koperkiem pożartymi przez Smoka, - wędzonymi węgorzami na tony, - chlapaniem w basenie, wszyscy się chlapaliśmy, - gotowaniem bobu co dwa dni dla Smoka na kolację, - przeczytaniem przez mła ośmiu książek, Grzechowi nie liczę, ale chyba dwunastu, - paleniem czekoladowych cygar o północy, - dzikim zadowoleniem ze wszystkiego.
Wrócilim… I nic mi się nie chce… Znaczy chce mi się… Jechać na urlop!!!