Ale po kolei. Byłyśmy 4, wszystkie młode, jędrne, gibkie. Na wejściu cygaro czekoladowe, piwko i uśmiech do Pana Obok. Potem okazało się, że w kącie stoi Bukówna i krzywo się patrzy. Ale, że gruba, z odstającym z przodu brzuchem, bez zębów, ze zniszczoną cerą i oczami mętnymi po wątpliwej przyjemności zatrucia sobie życia trzema wpadkowymi bachorami, to postanowiłyśmy, że jakby co, to lejemy w ryj i nie patrzymy na ochornę. Ochrona wraz z właścicielem są nam znane osobiście i nie dadzą nam krzywdy zrobić. Bukówna jednak dojrzawszy swoją marność w obliczu naszej boskości i giętkich ruchów bioder (na jakie sama sobie nie może pozwolić, bo jest za bardzo rozgruczotana dawaniem na prawo i lewo) opuściła lokal. Alleluja! I tu na scenę wkaracza wspomnainy Negro, lat około 40, czarny jak ziemia na Hacjendzie. (Uprzejmie informuję, że nie jesteśmy rasistkami i przeciwniczkami jakiegokolwiek koloru skóry, jeno piętnujemy skrajną głupotę). Ten oto Negro zauroczony odsłoniętymi niemalże po pas, długimi do samej szyi nogami Iwy, wyszarpał ją z parkietu za rękaw, w celu uskutecznienia konwersacji. Na pytanie „a o czym chcesz rozmawiać”, odparł błyskotliwie „A tak ogólnie o sytuacji”. Bosko proponuję dyskusję o sytuacji skośnookich izmaitów na terenie dolnego Kongo w latach 1245-1380 – będzie równie twórczo. To tyle. Potem Pan Bełkot poczuł do mnie miętę i na parkiecie przystawił się, że tak powiem od tyłu. No dobra, jestem spragniona tańca, w tym tańca z facetem, bo umówmy się kulawy Łysek z pokładu Idy na parkiecie rusza się bardziej składnie niż Grzech. Wyżycie się więc taneczne z własnym małżonkiem raczej nie wchodzi w rachubę. Więc Pan Bełkot zanim się odezwał oczarował mnie zgranymi ruchami, umiejętnością prowadzenia i tą delikatnością w dłoniach, która pozwala lubić tanecznego partnera. Ale, o matko i córko, kiedy otworzył gębę i wydał dźwięk… Kate uznała, że ktoś mu odrutował szczękę, co i tak uważam za wyjątkowo delikatne określenie tego sepleniąco-szczeleszczącego czegoś co się z niego wydobywało. Pan Bełkot jednak pozostał niezrażony i trwał przy mnie godzin cztery w każdej chwili gotów się pokiwać. Cóżem usłyszała??? Otóż ” No kurwa, ja to mam pecha, jak nie mężatka, to rozwiedziona. Ale maluję, więc mogłabyś być moim natchnieniem, muzą moją. Bo jak tylko weszłaś to już na inne nie chciało mi się patrzeć, taka jesteś naturalna i tak się poruszasz, jak żadna inna. Te dziewczyny wymalowane, sztuczne, a ty wyglądasz tu po prostu na miejscu. W innych okolicznościach poprosiłbym cię o numer telefonu, ale i tak nie dostanę.” I dalej w ten deseń. Buhahaha, no umówmy się, że nie mam 18 lat, ani nawet 25, makijaż posiadałam, a z tym ruszaniem się, no cóż…będę nieskromna, miał chłopina rację, a telefonu faktycznie by nie dostał:))) Kuzyna Younger K. przygruchała sobie jakiegoś grucholca, co to podobno tylko rozmawiać chciał, ale wraz z Kate wyprowadziłyśmy ją z błędu. W sensie, że taką sobie tylko samczyk dłuższą grę wstępną wymyślił. No bo umówmy się, że kiedy słyszę w lokalu pełnym gorących rytmów i rozgrzanych ciał hasło, że ktoś tu przyszedł porozmawiać, to mnie pusty śmiech ogarnia. Kate za to… singielka niezłomna (ekhe) w myśl zasady że im więcej tym lepiej pozwoliła się osaczyć parze dosyć komicznych, sama nie wiem jak ich nazwać – desperatów??? Przez 6 godzin z okładem jeden z nich zatańczył dwa kawałki wieszając się na Kate niczym zasłabnięta babcia. Drugi nie tańczył wcale. Obaj silili się na błyskotliwą konwersację z gatunku „Tak między nami, to powinienem chyba zapytać jak się dziewczyny wabicie?” Błagam. Opuściłyśmy lokal o upiernej 4 nad ranem (może sen przyjdzie, może mnie odwiedzi), po czym stałyśmy pod drzwiami mojej klatki schodowej modląc się, żeby Grzech się obudził i wpuścił nas do domu.
Konkludując: teksty na podryw z roku na rok robią się coraz bardziej żałosne. Chyba się starzejemy. Faceci są śmieszni a po paru piwach bywają komiczni. Jeśli iść do tancbudy to tylko w celu tańczenia, bo nikt tam nie nadaje się do rozmowy. Zadzior powinien żałować, że nie poszedł. A Grzech cały ranem płakał ze śmiechu nad Panem Bełkotem i wcale nie był zazdrosny o wyrazy uwielbienia jakie zebrałam. I koniecznie TRZEBA TO JESZCZE POWTÓRZYĆ!!! Dzięki Iwa, Kate, Kuzynko Younger K.
…misiami o baaardzo małych rozumkach. Komentarz wkrótce.
Smok zaczął wymawiać „k” i „g”. Na razie tylko na początkach wyrazów, ale i tak jest nieźle. I znowu postęp nastąpił w wodzie w sensie w wannie. „W” weszło do słownika na basenie. Może coś w tym jest, że Smok się w wodzie najzwyczajniej w świecie rozwija.
Purple Devil stoi na parkingu i czeka na mła. Mały przeglądzik, małe naprawy, kołpaki sobie muszę sprawić i hejta-wiśta:))) Będę pomykać rączo mniej lub bardziej, to się jeszcze okaże. Tymczasem dostałam od Grzecha na szczęście breloczek do kluczy z Diabłem Tasmańskim w samochodzie. Aluzju paniala.
Niedaleko Hacjendy są 3 stadniny i 1 rancho. Będziem jeździć!!!
1. W przedszkolu miałam kolegę o imieniu Mariusz. W imieniu nie ma nic dziwnego, dziwna była nasza ulubiona zabawa. Mianowicie siadałam na krzesełku na środku przedszkolnego dywanu w sali średniaków i byłam Księżniczką, a Mariusz chodził dookoła krzesełka na czworaka i mruczał i był Tygryskiem. Mogliśmy tak godzinami. Acha, i jeszcze drapałam Go za uchem.
2. W podstawówce zmyślałam na potęgę. Kiedyś przyszłam do szkoły zapłakana do posmarkania. Na pytania koleżanek odpowiedziałam, że miałam dwa chomiki, które takie były mądre, że biegały po domu luzem i obydwa jednego dnia popełniły samobójstwo. Jeden wlazł po pluszowym misiu do pieca kaflowego przed rozpaleniem i spalił się żywcem, a drugi wyskoczył z balkonu. Dzieci z klasy cały dzień mnie pocieszały.
3. Pierwszy raz całowałam się „na poważnie” mając lat, ekhe, 13, z sąsiadem z piętro wyżej. Byłam zaproszona na Jego urodziny, a Jego rodzice byli w tym czasie u moich. Ponieważ miałam najbliżej do domu, po imprezie zostałam, żeby pomóc Mu posprzątać. I On wyobraźcie sobie wpadł na pomysł, żebyśmy zagrali w butelkę. We dwoje. Sami. No to się całowaliśmy – w pokoju i w kuchni i przy drzwiach, chyba godzinę od Niego wychodziłam. Dziś mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że mamlato całował.
4. Przez wszystkie lata mojej edukacji, czyli jakieś 19 nie byłam na wagarach nawet jednej godziny, nawet kwadransa. Nienormalna jestem wiem.
5. To było za czasów ByłegoNiedoszłegoDamskiegoKickboxera. Sama nie wiem czemu to piszę, ale niech będzie. Po ponad godzinnej walce o nóż, którym on sobie chciał żyły podcinać, mnie zabijać i siebie biedaczek pierdolnął głową w ścianę albo w drzwi – nie pamiętam, stracił przytomność, a kiedy się ocknął poszedł spać jakby nigdy nic. Usiadłam w drugim pokoju przy biurku, a przede mną leżała nowiutka żyletka. Siedziałam tak chyba ze trzy godziny i zastanawiałam się czy to będzie bardzo bolało. Bóg chyba jednak istnieje skoro kazał mi się wtedy ZASTANAWIAĆc a nie ZROBIĆ TO. W końcu doszłam do wniosku, że nie po to przez godzinę z okładem powstrzymywałam wyższego od siebie o ponad głowę pakera przed zadźganiem mnie i siebie, żeby teraz tak marnie skończyć w kałuży własnej krwi z żyletką tkwiącą w ręce. Co nie zmienia faktu, że ZNAM to kołatanie serca, pęd myśli, życie przebiegające przed oczami, paraliżujący strach i drżenie ciała kiedy metal dotyka ciała. Znam i wiem, że to był pierwszy i ostatni raz.
Żebyście nie mieli za łatwo poproszę Golden Tofika Offca Calendula Ala od Kapci
…pod rząd, to dzisiejszy rekord. W piersiach mi gra, buczy, warczy. Zarazki, bakterie, wirusy i inne ebole urządzają tam sobie hulanki, swawole przez co ja ledwo żyję. W głowie ktoś zainstalował mi młot pneumatyczny i chyba zrywa nawierzchnię na trasie Gdynia-Katowice, tyle to już trwa. Obolały nos smaruję maścią majerankową, którą mi Smok łaskawie pożyczył pytając tylko dla pewności „Ale oddasz mi to mamo?” Oddam, oddam, albo nawet odkupię. (Kich, kich. W mordę jeża. Kich). Staram się nie umrzeć i nie marudzić za bardzo, żeby mnie Grzech nie zechciał dobić. Do tego ktoś mi sprzed nosa sprzątnął czterokołowy Tęczowy Music Box, IRA „Rok 1993″ odtwarza się tylko do 8 piosenki, i wszystko jest do chrzanu. Jedyna chwila wytchnienia na solance – nos odpoczywaął, ja też, Smok robił bomby.
…bywają owocne. Znalazlam przedszkole dla Smoka. Wchodzę przedstawiam się panieńskim nazwiskiem, bo chodziłam do niego jakieś 23 lata temu – może mnie pamiętają. Pani Przedszkolanka: Siadaj. Cleos: ??? PP: Co, nie poznajesz mnie? C: ??? PP: Masz dwie minuty na to, żeby sobie przypomnieć. C: ??? PP: A jak ci powiem, że mam na imię Basia? C: ??? ………….. Ciocia Basia!!! No i okazało się, że moja przedszkolna Ciocia Basia, dalej tam pracuje i Pani Stasia i Pani Krysia. I wszystkie mnie pamiętają. I Smok będzie pod ich opieką. Udało się.
Odebrałam nową kartę z banku i dostałam drugą-specjalną gratis. Że niby taka wyjątkowa dla nich jestem. Srebrna jest – dla złotych kont.
Podpisałam umowę przedwstępną sprzedaży mieszkania. Jeden problem z głowy. Kupiec zachwycony, my też, bo kasa potrzebna na…
…Blue Birda, który czeka w komisie samochodowym na zakup. Czeka i tęsknie wzdycha pod maską, bo już by chcial dać mi się prowadzić. A to oznacza, że kolejną wizytę u Who odbędę już bez asysty nadwornego kierowcy. I będę sobie mobilna i zdolna do przemieszczeń na razie tylko w przestrzeni. Chociaż w czasie przemieszczam się już w okolice maja, gdyż…
…w maju będzie się działo, oj działo. Ale o tym na razie szaaaa…
…i jeszcze coś załatwiłam z Grzechem, ale o tym też na razie ani słowa.
Jednym słowem (chciałabym posiadać umiejętność skracania myśli do jednego słowa, ale niestety nie posiadam, więc musicie się jeszcze trochę pomęczyć z czytaniem) wszystko się układa tak, jak chce Mój Majestat. Dla ułatwienia dodam, że JAK ZWYKLE.
A dziś rano w drodze do pracy znalałam na ulicy 10 groszy. Fortuno tocz się tocz – najlepiej w moją stronę.
…w celu upiększenia mego nader pięknego tak czy siak ciała. Upiększenie polegać miało na zakupieniu seksownej bielizny, która powali na kolana wiadomo kogo. No. Panda dała mi do przymiarki kilka sztuk cycynhaltrów i skierowała do przymierzalni. Udałam się. Jeden…drugi…trzeci… Za małe. Szlag. Cleos: Tam przy wejściu widziałam taki czarny z Dalii (kryptoreklama wiem wiem, ale wszystkim polecam). Panda: Ale to jest 75 …. (tu następuje literkowe oznaczenie rozmiaru miseczki). C: Nie szkodzi. Daj, przymierzę. Przymierzyłam. Leżał jak ulał. Do niego pasujący dół. Zapłaciłam, dostałam 10% rabatu za nietypową rozmiarówkę, jak się wyraziła Panda. I tak stałam się szczęśliwą posiadaczką seksownej czarnej bielizny w rozmiarze
75
G
A co tam, teraz macie jedyną okazję poużywać sobie w komentarzach:)))