Przyszło awizo. Pojechałam na pocztę. Oberwała się chmura. Do poczty z auta miałam kilka kroków. Nie miałam czasu na czekanie, aż przestanie padać. Wysiadłam. Pognałam. Okazało się, że awizo jest źle wystawione. Wkurw. Wyszłam z poczty. Pognałam. Wsiadłam do auta. Dotarło do mnie, że ociekam. Od stóp do głów. Miss mokrego podkoszulka kurna. I spodni. I wszystkiego. Wkurw wszechczasów. Mając w perspektywie zakupy i brak czasu na przebranie – megawkurw wszechczasów.
Ostatecznie dotarłam do Czerwonego Sklepu mokrusieńka, zrobiłam zakupy wzbudzając tylko lekką sensację (kto widział cleosiowe G jak giganty, ten wie o co chodzi z tą miss), po czym udałam się na właściwą pocztę, gdzie oflagowana zapowiedziałam, że nie wyjdę dopóki mi nie dadzą listu. Dostałam. Niekoniecznie po mordzie. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że kiedy Grzech musiał już wysiąść z auta z nieba nie spadła ani jedna kropla. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie!!!
A może to jest znak od niebios, żeby wystartować w konkursie???:)))
…vel Cleośka wymyśliła sobie romantyczną pierwszą rocznicę. (Bo jakby ktoś nie zauważył 17 stuknął roczek życia w stadle zalegalizowanym.) No więc wymyśliłam sobie, że chciałabym żeby było romantycznie, słodko do obrzydliwości, na rankę pojadę z Grzechem, będziem się przytulać, gzić i miętolić, a potem zedrzemy z siebie co tylko będzie do zdarcia i będziemy się przytulać i gzić i miętolić. Wymyśliłam sobie i co zrobiłam??? Wspomniałam tydzień przed ową rocznicą, że słyszałam o Parku Miniatur w Inwałdzie i że tam podobno fajnie jest, to moglibyśmy KIEDYŚ pojechać. Jaki był tego efekt??? Grzech rocznicowy wypad zaaranżował do Inwałdu, ze Smokiem, w upale. Nici z przytulania, miętolenia i zdzierania czegokolwiek oraz randki w ogóle. I nie to, żebym była wyrodną matką, o co to to nie. Maluję ze Smokiem i Smoka, budujemy domki/samochody/traktory z klocków, chodzimy na deszczowe/słonecznie spacery, na karuzele i duperele, piszę bajki, kołysanki, wiersze i jak trzeba pierdziałabym jak Swanky z Ufolągów. Raz jeden chciałam pojechać BEZ Smoka. Problem w tym, że On musiałby poprosić Teściuniuniuniów, żeby zostali z wnuczką, więc wolał się nie wysilać. Krew mnie zalała. Obiektywnie przyznaję, że wypad był miły, pogoda piękna, Park Miniatur ciekawy choć myślałam, że będzie większy, obiad dobry, a na koniec w aucie zasnęłam romantycznie. Nie o to loto, bo loto o to, że mam jakby trochę dosyć bycia kobietą z inicjatywą. Jak sobie/nam nie zorganizuję (patrz np.: kolacja walentynkowa), to nie mam. BO generalnie staranie się o urozmaicenie związku jest fajne i kręci mnie wymyślanie nowości/nowinek/dziwności. Mogę się przebierać za Panią Mikołajową w wersji PlayBoy, mogę aranżować kolacyjki i ranki w parku, mogę rozstawiać cholerne świeczki w sypialni dla zrobienia nastroju. Mogę, a jakże. Ale raz jeden na 6 lat chciałabym wejść do tej zakrochmalonej sypialni i już tam te świeczki zastać zapalone. Tymczasem w głowie już mi świta kilka pomysłów, które cisną się do tego łba same i biją na głowę sesję zdjęciową i świeczki i całą resztę. I tylko zastanawiam się czy to Go jeszcze bardziej nie rozpuści/rozpieści/rozwydrzy/rozleniwi???
Przykazanie na dziś: Przy kolejnym mężu udawać sierotkę Marysię z zapałkami, co to zero inwencji, inicjatywy, pomysłów i w ogóle dwie lewe ręce i nogi.
…na parterze było wesele. W sobotę. Ojciec alkoholik, matka dozorczyni, ona 17 lat bez szkoły, on ? lat zamiata ulice, w domu stado młodszego rodzeństwa. Balowali do nocy, goście na podwórku urządzali tańce i hulanki. W niedzielę poprawiny. Dobrze, że im się żałoba skończyła po tym, jak syn uciekł z domu i policja znalazła go po 3 miesiącach w kanale głową w dół, bo inaczej impreza byłaby kiepska raczej. Zupełnie nie rozumiem JAK ludzie, którzy dla 4 osobowej rodziny nie mają dochodu nawet na poziomie średniej krajowej MOGĄ urządzać takie wesela. Całkowity brak rozsądku? Czy może nasze śląskie zastaw się, a postaw się? Wczoraj powód rozpaczy weselnej matki dozorczyni stał się jasny. Ona lat 17 jest w ciąży. Nie ma to jak na przymuszone wesele wydać tyle ile starczyłoby dla powodu wesela, czyt. dziecka na kilka miesięcy. Jakoś mimo wszystko nie życzę im szczęścia, bo wszystko zniosę, ale głupoty nie lubię.
Skończyłam malować transparent dla Małego Johna. Wczoraj o1.00 w nocy skończyłam. Dziś ledwie widzę, ale za to jak sobie pomyślę, jaką Mały John będzie miał minę, jak wysiądzie z autobusu i zobaczy…:))) Już mi się pychol cieszy.
Pora zabrać się więc za malowanie dyplomu dla Nadwornej Fryzjerki, która zrobiła mi boski baleyage oddalający blondi w siną dal, far and away. A jakże.
Dopóki nie byłam kierowcą, a jedynie pasażerem, jakoś mnie piesi nie wkurzali. Teraz szlag mnie trafia na ludzką głupotę i bezmyślność. Mam takie miejsce w drodze z pracy do domu, że jeśli na odcinku 500 metrów wyskoczy mi pod samochód tylko jedna osoba, to jadę do domu szczęśliwa, że tak mało. Wyłazi to to na drogę, nie patrzy gdzie lezie, bo po chuj żyć wiecznie. Drzwi z zaparkowanych samochodów otwierają bez patrzenia, wyjeżdżają z poporządkowanej. No ja przepraszam. Klnę jak szewc, a jak trzeba, to uroczo drę się przez okno )*&^&^%%$%^&&&^%^%$. A co!!!
No Misie, plan strategiczny jest taki, że wczerwcu dostajemy kredyt i ruszamy z budową. Trzymać mi tu kciuki ręcamy i nogamy, bo jak nie…
A tu —-> www.um.bytom.pl w reportażu zdjęciowym z „Widowiskowych walk” jestem na jednym zdjęciu:))) Byłyśmy sobie z Kate pooglądać ciasteczka:)))
…na własne oczy, to za Chiny Ludowe nie uwierzyłabym. Ona wzięła, położyła się na makaronie i POPŁYNĘŁA najpierw NA PLECACH, a potem NA BRZUCHU. Obiektywnie muszę przyznać, że do krytej żabki Jej jeszcze daleko, ale PŁYWAŁA!!!
…znaną mi osobą, po Calenduli, której w necie gwizdnięto dziecko. I tożsamość niejako. Wkurw mnie bierze i cisną się na usta słowa dosyć nieparlamentarne pod tytułem: po kiego chuja wafla jakiś skurwysyn niedowartościowany z pojebanym życiem w mordę jeża i wypaczonym brakiem mózgu robi coś takiego??? I można mu za to dowalić tylko prawami autorskimi!!! A to, że skafandrowa Weronika przerobiona została na pożal się Boże Marysię, calendulowa Ania na kogośtam, bo nie pamiętam to psikut??? Nosz kurwa mać!!! Ludzie są jednak centralnie przepraszam za wyrażenie – popierdoleni!!!
Czytam temu Smoku bajkę na dobranoc. Nagle… Smok: EKHE EKHE EKHE (dostaje ataku dramatycznego kaszlu z łapaniem się za gardło i iście mistrzowskim padem na łóżko) Cleos: Co się dzieje Smoku? S: Mam alelgie C: Na co? S: Na ciebie.
…na pismoo z dnia 10 maja br., niniejszym informuję zainteresowanych reporterów Forum O Co Chodzi w Mordę Jeża – Zadziora i Spaniela, że udałam się do wiadomego sklepu i spędziwszy tam 2 bite godziny wyszłam z: bordową bluzką z kwadratowym dekoltem by NafNaf, różową bluzką z paskiem wiązanym w talii by NoName, brązową bluzką by Atmosphere, spódnicą bojówką by Billabong oraz spódnicą różową ukośnie ciętą, by Amaranto. We wszystkim wyglądam najboskiej.
Hacjenda w ciągu pół roku potroiła swoją wartość, a w zasadzie nawet poczworzyła, ale mi się nie chce tych procentów liczyć. Mówcie mi BOGACZKO:)))
Smok w ramach Dnia Dziecka poza ogromem innych rzeczy i wymaroznym odkurzaczem, dostał też teatrzyk. Teatrzyk składa się z drewnianej sceny, drewnianych drzew i wież oraz drewnianych kukiełek. Wszystko w kolorze drwewna, gdyż sprytny producent załączył do zestawu farby. No to siedzimy już trzeci dzień na podłodze w kuchni i malujemy. Smok dziabdzia kukiełki na całoczarno, albo całozielono, albo całojakośtam i cieszy się niemiłosiernie. A kiedy idzie spać, Grzech oddziabdziowuje kukiełki pod gorącą wodą i maluje rycerza na szaro (zbroja), kolorowo (pióropusz), czerwono (tarcza), żółto (miecz) i cieszy się niemiłosiernie. Twierdzi, że nie może patrzeć spokojnie, jak rycerz stres przeżywa będąc obdziabdziowanym na sraczkowato w całości. A poza tym podobno lubi takie malowanki. Mam więc dwoje upapranych farbą dzieci, po których i tak poprawiam, nadając kukiełkom trochę trójwymiarowości cieniami i innymi takimi bzdetami.
Pojechałam dziś do lasu po chaszcze i kwiatki. Jakoś tak mi do głowy nie przyszło, że po deszczu w lesie będzie letko mokro. Wyszłam więc z lasu mokra po pas, w butach mi chlupało, spodnie wydłużyły się pod ciężarem wody o 20 cm. Ale za to wróciłam do domu z naręczem kwiatów, część z nich po drodze podrzucając Who. (Mam nadzieję, że mi to Who wybaczy, żem się tak wrąbała prosto z trasy i bez zapowiedzi niemalże przeszkadzając w sprzątaniu po jaszczurce. A propos Dear Who czy jaszczurka dostała w końcu imię???)
A potem poszliśmy rodzinnie na Rynek, gdzie było przedstawienie „Cukierki”, z którego zrozumiał coś chyba tylko Smok i trochę ja, za to Grzech ni w ząb. Na koniec przyszli Kibice, bo Polonia wygrała 3:1, więc porzuciłyśmy Grzecha i pognałyśmy we dwie drzeć się razem z nimi „Poloniaaaa, Poloniaaaaa na zawsze w sercach naszych jeeeeeeeeeeeeeest”. Zgadnijcie czy Go to zachwyciło???:)))