…po tylu latach… 5? 6? 7? nie pamiętam nastręczyło mi trochę trudności… Zagranie „Schodów do nieba” jeszcze więcej… Palce bolą od strun, Smok tańczy do „Czarnego bluesa o czwartej na ranem” SDM, przytargała swoją gitarę i gra:))) „Jest już za późno, nie jest za późno” i „Ballada o krzyżowcu” – sentyment mam. Głos niećwiczony od lat brzmi dziwnie w moich własnych uszach. To jakby nie to samo,co śpiewanie pod prysznicem operetkowego „O mia bella Napoli w błękitnej mgle, o mia bella Napoli zachwycasz mnie, piosenko mała do nas wróć i jak gwiazdka na niebie nam świeć, o mia bella Napoli ja kocham cię. Nad morzem w Neapolu zaciszny jest dom i tak blisko tak blisko do gwiazd…”. Dlaczego NIKT NIGDZIE już nie wystawia „Damy z portretu”??? Struny muszę wymienić, bo brzęczą, głosowe poćwiczyć. W końcu za rok będę mogła siedzieć sobie na ganku z kubkiem kakao i śpiewać z Rodziną i Przyjaciółmi.
Właśnie Smok się drze z living-roomu „Mamo daj mi jeszce chlebka, przecież muszę ulosnąć”. No ba.
Znalazłam piękną deskę na HELPLAND. Kto czytał ten wie, że nad bramą wjazdową do Helplandu zawisnęła wyryta w drewnie nazwa miejsca. Muszę kupić dłuta do drzeworytu. Budowlańcy już wiedzą, że trzeba będzie deskę przybić do słupka i wkopać przy furtce. Grunt to nie ustawać w realizacji marzeń. Tak właśnie zrobię…
…nie o to chodzi, ale to nic. Ważne, że gorzej już nie będzie. Tymczasem tu i tam jest dobrze, Nowa się sprawdza, podobno mam w 100% kobiecy mózg, jak to się ma do oglądania meczów fussballa, doradzania kumplom w kwestiach wyrwania towara, męskich rozmów po nocach, wbijania gwoździ i umiejętności i zamiłowania do obsługi imadła, hebla i innych takich nie wiem, ale jakby to bez znaczenia. 100% kobieta – spoglądam na zdjęcia i no faktycznie, niczego sobie. Jest temat, o którym już nawet nie chce mi się gadać. Jest drugi, który mnie nurtuje. Jest trzeci, który mnie wkurza. Sięgnę po „mój kochany pamiętniczku” i na kolejnych kartach od 1993 roku napiszę co czuję naprawdę. I znowu nikt się o tym nie dowie. Potrzeba mi prawdziwej męskiej rozmowy. Przyjaciela faceta, który nie będzie pocieszał, szukał rozwiązania, wymyślał cudów na kiju, tylko usiądzie w knajpie i posiedzi. JohnnyB nie wybierasz się w nasze okolice przypadkiem??? Tylko Ty mi zostałeś, bez kitu. Czarna by teraz powiedziała ze znaną tylko sobie delikatnością „a ty płaczesz, czy masz zapalenie spojówek?” Mam, czasem, kiedy jestem sama…
…spędzam wykonując radosne prace ogrodnicze (odrobaczam kwiaty), stolarskie (imadło, wicol i kukiełki Smoka), sprzątacze (chlew generalny), budowlane (wybieram bruk klinkierowy ręcznie formowany), zabawowe (mamusiu zlób mi ziabę z ciastoliny, mamusiu zlób mi kota, zlób mi kwiatka, zlób mi psa, mamusiu co mam zlobić? to ziaba, to koń, to naleśnik), poradnicze (rady nie od parady ciotki Cleosi), kucharskie (kochanie wstaw wodę na makaron, bo już jadę). Jeśli ktoś się ośmieli zdziwić, że bywam czasem zmęczona to ubiję jak psa Burka. Do tego wszystkiego wymyślam jeszcze dinozaury, bo syn naszego Boba Budowniczego chce dinozaury na ścianach swojego pokoju, a ja zbieram na doga niemieckiego i mam jeszcze w planach zieloną bieliznę podczas zakupów z Who (w odwrotnej kolejności, ale to szczegół). Gdybym się mogła rozpięciorzyć – bo gdzieś tam po drodze muszę się jeszcze spotkać z adwokatem, chcę się spotkać z Iwą, muszę zrobić tygodniowe zakupy, dopilnować szalunku, pojechać do majstra od murowanej kuchni, zastrzelić się na przykład – to ja bardzo chętnie poproszę. W tym wszystkim praca w Nowej to pikuś i bułka z masłem i w ogóle sama przyjemność i wypoczynek, bo przynajmniej nie muszę latać jak powalona i odbieram tylko 10 telefonów dziennie. Zdaje się, że jak będę chciała odpocząć będę sobie robiła nadgodziny. Błagam, ja już chcę na Hacjendę, na ten ganek z wielkim stołem i bujanym fotelem, na ten wygwizdów, do skrzypów polnych, moich trzech dębów i zdechłej jabłonki. I ja wiem, że za chwilę wszystkie posiadaczki domów (Who, Banalna, Skaf, Shibaa i reszta) pozbawią mnie złudzeń, że w domu sobie już ABSOLUTNIE nie odpocznę. Ale przynajmniej mi będą ptaszki pitolić, świerszcze grać i wiatr wiać i zaspokoję potrzebę ciszy i świętego spokoju od gnania. Tak bym sobie zwolniła trochę, ale nie mam kiedy:)))
…dzieci na przestrzeni mniejszej niż 30 hektarów grozi oddziałem zamkniętym – czyli byłam u Who z wizytą:))) Czy wygadalam się? Ależ. Wyluzowałam? Oczywiście. Nagrzmociłam lekko. A jakże. Wyspalam? Skądże znowu. Wypoczęłam. of kors. Tyle tylko, że po powrocie do domu padłam jak sznitka na asfalt i zaliczyłam zgon tuż po tym, jak mnie Grzechu nakarmił carbonarrą. Bo tym razem miłe dzieci – impreza była z noclegiem. A jak nocleg to Melanurc, żubrówka z sokiem jabłokowym, król Sobieski, racuchy, ciasto truskawkowe, kabanosy, latające jak sputniki dzieciory, klachy do nocy. Czy zachowałyśmy umiar??? Absolutnie. Jedna Who zachowując (o dziwo) resztki rozsądku, sączyła dwa drinki przez pół nocy o 2 stwierdzając, że wypiła już wystarczająco dużo. Błagam. I to nie o to chodzi, żeby się od razu skuć jak świnia, wyjatkowo nie o to. No bo jeżeli Matematyca pije, ja piję a Who tylko siedzi i slucha po raz 3875555438, że durna jest, to chyba lepiej by jej się słuchało lekko zalkoholizowanej, tak? (Za to „tak” Cię zabiję kobieto. Co za idiotyczny przerywnik mi się utrwalił:))) ) Ja już wspominałam, że spotkania z Who bywają ożywcze i wnoszą wiele mądrości i radości. Noclegi u Who bywają to wszystko x 3 lub 4 nawet, a Matematyca, wbrew obawom gospodyni, że się pozabijamy – jakoś nie wykazała chęci mordu. Tak se myślę, że fajne z nas babki. I jak już Hacjenda zamieni się w Helpland to kolejny zlot jest u mnie:)))
Last but not least… …Spaniel na własnym ślubie wyglądał ślicznie. Nie wypadła z auta na ryło, przewróciła się na schodach, nie zaplątała w kieckę, nie pomyliła słów przysięgi, nie była bucowata czy nadęta. Szczęśliwa była po prostu, bo o to jakby chodzi. Dużo szczęścia Wam życzę urodziwe misie:)))
Baba Cleosia: puk puk Doktor: (młody i przeraźliwie chudy – czyżby strajk głodowy?) Proszę. BC: Panie doktorze kończę się. D: Ale na co konkretnie. BC: Hertzklekoty mam i mnie boli. D: Proszę się rozebrać (ekhe) zrobimy EKG. Nic tu nie widzę… BC: To pewnie dlatego, że ja podobno serca nie mam. D: :))) BC: Umieram? D: Jeszcze nie bardzo. BC: To dobrze, bo mam jeszcze trochę do zrobienia w życiu. D: Proszę iść zrobić zdjęcie rentgenowskie i wrócić do mnie. BC: (poszła, zrobiła, wróciła) Prosze bardzo. D: No tak jak mówiłem nic tu nie ma. BC: No błagam przy tej świetlówce nawet jakbym miała serce to by go pan nie zobaczył:))) D: :))) Lekarstwo takie pani zapiszę… raz dziennie proszę brać bo to nerwobóle, ale jakby nie pomogło proszę się do mnie zgłosić. BC: A może mi pan na drugiej recepcie przepisać, żeby mnie mąż nie wkurzał??? Pielęgniarka Zza Parawanu: Gwarantuję pani, że to jest niewykonalne. Musiałaby być recepta na zmianę męża a i tak każdy wkurza. BC: To bez sensu, niech będzie tylko lekarstwo. D: Proszę i do widzenia. BC: Niekoniecznie mam nadzieję. Dziękuję.
Ciekawe czy po mojej wizycie wywieszą kartkę „Tej Baby nie przyjmujemy”???
…tygodni, co dwa dni na kolację pragnie bobu. I dostaje. Po czym go je…och nie przepraszam…pożera, pochłania, utylizuje – w ilości na oko licząc 1/2 kilograma. Jak ten przedłużający się stan rzeczy wytrzymuje pies, który śpi w nocy przy smoczym łózku, pojęcia nie mam. Faktem jest, że chodzi ostatnio lekko otumaniony:)))
Po kolejnej rozprawie… bitwa wygrana. 9 lipca MJ zostanie skazany. Żądałam w sądzie 8 miesięcy w zawieszeniu na 2 lata i grzywny w wysokosci 40 stawek dziennych po 20 PLN każda, a do tego pokrycia kosztów postęþowania i kosztów sądowych. Średnia satysfakcja, bo pewnie dostanie jakieś pół roku w zawieszeniu na dwa i malutką grzywnę wraz z kosztami. Tak czy siak to malutki krok naprzód do zniszczenia go i jego żony, matki, córek, synów, dziadków, pradziadków, stryjków, ciotek i wujów i kogo tam jeszcze ma w rodzinie do 8 pokoleń w przód i tył. I nie ugnę się choćby cały świat mi mówił, że jestem zawzięta bura suka. Trudno. Było nie wchodzić Cleosi w drogę. Bo tak się składa (hiehiehie), że jeśli ten wyrok dotrze do jego szefa, to straci pracę i nie znajdzie jej już tak prędko. A to oznacza długi, dołki, awantury z żoną i generalnie życie w malutkich gruzach – gruzikach takich. Call me Żmija Niszczyciel:)))