…łączcie się!!! Zrobiłam ognisko, takie wielkie, do nieba, na Hacjedzie, z Gruszki, a raczej z tego co jej obcięłam. Uwielbiam ogniska – takie zboczenie małe kolejne. Polanie płonących gałęzi podpałką do grilla dało piorunujący efekt:)))
Smok na Hacjendzie odwraca się nagle w kierunku idącego w naszą stronę Grzecha: Smok: Stać!!! W imieniu plawa!!! Strażnik Hacjendy nam rośnie:)))
Tańcujemy z Pinokiem i Jego Lubą. Tańcujemy po pracy, w pomieszczeniu obok mojego biura. Tańcujemy, bo Pinokio i Luba mają ślub własny w październiku i chcieliby się naumić tańcować. No to ich uczę. Otóż, tańcujemy sobie, gorąca samba leci z głośniczków, i raz i dwa i trzy i cztery, basic, basic, basic, basic, whisk, whisk, jeszcze dwa razy. Tańcujemy sobie, a ja patrzę na ich STOPY. Podnoszę wzrok a w drzwiach Szef S. i się przygląda. Cleos: Dzień dobry Szefie. Szef S.: Witam, właśnie się zastanawiałem co wy tu jeszcze robicie otej porze. C: My tu sobie tak tańcujemy weselnie. Może Szef dołączy? SzS: Nie dziękuję, tańczcie sobie. Tylko żeby mi pani nie wykończyli. C: Nie ma obawy Szefie, prędzej ja ich. I poszedł. Martwi się biedaczek żebym nie padła w tym tańcowaniu:))) Bo On nie wie, że ja jak wyjdę na parkiet, zacznę tańczyć, usłyszę muzykę, to mogę tak godzinami – dwie, trzy, pięć, osiem i nic mnie nie rusza. No, to następne tańcowanie w przyszłym tygodniu:)))
…muffinki i mi nie wyszły:((( Wniosek jest jeden, a może dwa. Muszę piec muffinki będąc lekko zalkoholizowaną (najlepiej winem czerwonym obrzydliwie słodkim). Oraz – muszą być one przeznaczoone na długie trasy dla jakowychś samców. Bo te dla mnie samej nie wyrosły, lekko się spiekły i chociaż smakują bosko, to wyglądają jakby je ktoś wydalił:)))
Słysząc takie wieści dostaję szczękościsku i ręce same zaciskają się w pięści. Zięć ojca żony jednego naszego znajomego, mąż siostry jego żony, czyli szwagier – whatever zresztą – molestuje swoją trzyletnią córkę. Kurwa. Cała rodzina, która odkryła prawdę niedawno, trzęsie się z wściekłości i wyrzuca sobie, że nic wcześniej nie zauważyli. Kurwa. Sprawa wyszła przez przypadek, kiedy dziecko było u dziadków i nie pozwoliło się wykąpać dziadkowi. Wpadła w histerię i tyle było z kąpieli. Babcia zdziwiona zachowaniem wnuczki zaczęła ją podpytywać o co chodzi. I na tyle na ile potrafiła, trzylatka opowiedziała babci co jej robi tatuś. Kurwa. Grzech pojechał w charakterze konsultanta rodziny pt.: „co teraz kurwa robić dalej”, w sensie, żeby dziecko nie musiało przechodzić przez piekło opowieści po raz nie-wiadomo-który. Kurwa. Pomijając drobny fakt, że zdążył tylko postawić za progiem dwie nogi, położyć torbę i już gnał Cherry Devilkiem na owe konsultacje, to całe szczęście, że ci ludzie okazali takie zaufanie całkowicie w zasadzie obcemu facetowi. Kurwa. Nie ma takich złych życzeń, które mogłabym teraz skierować pod adresem takiego )%%$&^&^&$##.
Z nowin bardziej wesołych: karetka, która wiozła Teściuniuniunia z Wejherowa do B, miała stłuczkę:))) Bóg chyba istnieje, no doprawdy. Jakaś kobita zasnęła za kierownicą i zjechała na karetkowy pas. Na szczęście (och nie, nie jestem aż tak straszna, żeby Mu życzyć koszmarnego wypadku) podrachała tylko bok karetki i poszła szyba od strony kierocy, to akurat teściuniuniunia ucieszyło, bo pozwolili Mu więcej palić w związku z niespodziewanym montażem klimy:))) Karetka dojechała już do B. Teściuniuniunio leży w szpitalu za rogiem, rzut beretem od naszej siedziby. Czy w związku z tym powinnam go iść dowiedzić???:))) I czy pójdę??? Ależ.
Samuray zgodził się wieźć Grzecha nad morze dla moich muffinów z jeżynami i już zapowiedział, że mam przerąbane i będę musiała Mu je piec do pracy po wsze czasy i na wieki wieków amen.
Smakowały im znaczy się:)))
APDEJT BIS
Piknik nam się udał. Dziobak pod wrażeniem domu: Cleos: Tu jest weranda Dziobak: Acha?????????? C: Tu wchodzimy do kuchni i mamy okno, lodówkę, zlewozmywak, kuchenkę piekarnik, wejście do spiżarni… D: Acha???????????? C: Jadalnia D: Acha???????????
I dalej w ten deseń. Biorąc pod uwagę, że mamy tylko zasypane fundamenty, stwierdzenie Dziobaka „Piękny macie dom” było oczywiście jak najbardziej na miejscu u całkowicie zrozumiałe. Kocham Ją:))) Zrobiłyśmy grilla z betoników na fundament i prętów zbrojeniowych, a następnie zasiadłyśmy pod Jabłonią co jest Gruszą, w towarzystwie mrówek i pająków i spożywałyśmy. Ogromnie spożywałysmy. A potem zrobiły się z tego prezentacje samolotów: Mig Tupolev Air Force One Wilga szybowiec jakiś F16 Boeing i jeszcze kilka Okraszone komentarzem „From Myszkowice for CNN Cleosia Cleosiowa, good night everybody” – wygłaszanym do butelki po wodzie miast do mikrofonu. A potem zrobiło się małe ZOO. Były ryby, króliki, konie, słonie, krowy, kury, kogut, koza, świnki, orangutan, foka, dzięcioł, mysz, kukułka, bocian, wilk, pies, kot, osioł, coś tam jeszcze. Nie udało mi się tylko odpowiedzieć na pytanie „Mamusiu jak lobi mlówka?” Ktoś wie? Bardzo chętnie nauczę się naśladować odgłosy mrówek, bo pozostałe wymienione powyżej doprowadziły Smoka do spazmów śmiechu, a Dziobaka do chrumkania. Bosko. Sąsiedzi spacerujący drogą niewątpliwie pomysleli sobie, że „tych państwa to raczej nie będziemy odwiedzać”. Ubolewam, doprawdy.
Alles. Idę się obalić z arbbuzem i winkiem. Nieposiadanie Grzecha w domu bywa tęskniące, ale ma też odpoczynkowo dobre strony:)))
Grzech zwany też Bobem Budowniczym jedzie z Samuray’em vel Aphazelem nad morze. Dzisiaj wyjeżdżają. I absolutnie nie jest to wypad rekreacyjny – przynajmniej dla Grzecha. Samuray jedzie do Love, Grzech jedzie po samochód Teściuniuniuniów, który stoi w Karwii i czeka na zmiłowanie, gdyż ponieważ Teściuniuniunio spadł był z roweru i złamał sobie kość łonową (gdziekolwiek ją ma). Wersja ostateczna kraksy brzmi tak: jechali przy krawężniku, a chodnikiem szła wygłupiająca się grupa młodzieży. Jeden gośc uskoczył rączo przed drugim, wpadł na Teściuniuniunia, a ten zrobił „chlast” i leży i kwiczy. Alles. W związku spożywczym Teściuniuniunio leży w szpitalu w Wejcherowie, Teściuniuniunia zamiast zadzwonić od razu zadzwoniła do Grzecha po prawie dwóch dniach z awanturą, że MUSI autobusem po nocach się tłuc. Czy ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości dlaczego tej francy nie lubię??? Czy się cieszę z ich nieudanego urlopu??? Hmmm. Szczerze, szkoda mi trochę Teściuniuniunia, bo to niczemu nie winny lać/pantofel/klapek bez podeszwy. Co nie zmienia faktu, że odczuwam zimno wykalkulowaną satysfakcję z faktu, że nie dosyć, że pogody mieli całe 3 dni na 3 tygodnie, to teraz jeszcze i taka siurpryza im się przydarzyła. Dobra – jestem jędza, podła, mściwa, zołza, cholernica, maupa zezowata – i cóż mi z tego??? Albo się mnie taką kocha, albo nienawidzi. W pierwszym wypadku jestem słodka jak mniód, w drugim… cóż odzywa się moja gorsza strona natury. Z góry współczuję.
No, więc Grzech i Samuray jadą nad morze. Upiekłam misiom puchatym muffinki z jeżynami na drogę, żeby sobie mieli i osłodzili trochę podróż bez klimy. Z góry zaznaczam, że jak się potrują, to to nie była moja zła wola, tylkom się nieco zalkoholizowała z Dużym wczoraj, po czym zabrałam za pieczenie ciastek. Efekt może być różny.
Grzech zadał tylko dwa pytania dotyczące Samuray’a: 1. pali? 2. czy jest PiSuarem? Odpowiedzi tak-nie uszczęśliwiły go niezmiernie. Niewiele chłopu do szczęścia potrzeba. Samuray nie zapytał o nic. Albo mnie uwielbia, albo jest niespełna rozumu:))) Zastanawiam się:))) Tak czy siak, nie wiem jak Mu się odwdzięczę – trza obmyśleć jakiś PLAN:))) niekoniecznie podły tą razą.
Ponieważ Grzecha nie będzie cały weekend, muszę jechać na Hacjendę zatwierdzić efekty prac fundamentowych. „Szefowo dobrze zapierdalamy? Dobrze panowie zapierdalacie.” – to z „Nigdy w życiu” jakby kto nie wiedział, ale głowę dam, że w moim życiu to akurat tak i na pewno a nie nigdy – zostanę pierwszym doglądaczem i już po tym weekendzie nie będą chcieli moi budowalńcy Grzecha na budowie widzieć.
…transformację. Call him Bob Budowniczy jeśli łaska. Wziął urlop w pracy i jeździ na Hacjendę murować ściany fundamentowe. Pańskie oko konia tuczy i budowlańców też, bo Hacjenda szybko zamienia się w Helpland.
Zabrałam się za przycinanie jabłoni, która okazała się być gruszą. Zdziczałą całkowicie, ale smaczną. Wielkich zbiorów z niej nie będzie, ale lepsze to niż nic. Pod jabłoń-gruszę przyszedł nasz sąsiad zadziwiony, że kobieta z piłą na drzewie siedzi i tnie, a Smok targa spadające gałęzie na stertę przygotowywaną pod ognisko. Rodzinna współpraca taka:))) Nie dałam rady wczoraj wszystkiemu nad czym ubolewam straszliwie, ale mnie burza zaskoczyła i siłą prawie mnie panowie z tego drzewa ściągnęli, żeby mnie przypadkiem piorun i szlag nie trafił. Skończę w weekend.
Straty w ludziach są. Grzech vel Bob pacnął się młotkiem w dłoń, a ja pocharatałam dłonie o korę troszkę. Blondynka – rękawice robocze leżały w laubie budowlańców.
Ale wiecie, jak już skończę z tym drzewem, to będę miała pięknie zacienione miejsce na spoczynek w hamaku, a tuż obok malutki ogródek z płotkiem (for Little John only), gdzie pomidorki, szczypiorek i inne takie będzie sobie plewiła.
Uwielbiam się ciężko fizycznie zmachać – nienormalna jakaś jestem chyba.
…poszły na jeżyny, noga lewa, prawa, jeżyny to za-ba-wa!!!
Iwę oblazły mrówki. Wyparzyła z krzaków niczem baletnica, szpagaty w powietrzu i dziki wrzask wydobywający się z gardła. Przynajmniej już wiemy dlaczego w TYM miejscu było TYLE nietkniętych ludzką ręką jeżyn.
Smok zaliczył glebę i rozciął sobie brodę. Krew kapała na koszulkę, ale dzielnie wytrzymała oczyszczanie rany, a potem z przytkniętym kawałkiem dupenpapieru siedziała na ścieżce i czekała, aż wyjdziemy z chaszczów.
Traktor o dziwo nic sobie nie zrobił.
Wplątałam się w krzak, kwitując to radosnym okrzykiem „nosz kur…o jedna”. ślad na boskim odnóżu pozostał.
Wracałyśmy do samochodu z „Nie płacz Ewka” i „Dwa serca dwa smutki” i „Ogórek” i „Puszek okruszek” i „Zuzia” na ustach. Jakoś mnie nie dziwi, że panowie, którzy biwakowali nieopodal samochodu dziwnie na nas patrzyli: pokrwawione dziecko wojny i dwie drące się wiedźmy – boski widok.
Nie mam już gdzie stawiać słoików z cleosiowym sokiem do cleosiowych drinków. Czy ktoś mi może udostępnić słoneczny parapet???
Bo we mnie jest sex, Gorący jak samum. Bo we mnie jest sex, Któż oprzeć się ma mu? On mi biodra opływa, wypełnia mi biust, Żar sączy z mych ust. Bo we mnie jest sex, Co pali i niszczy. Dziesiątki już serc Wypalił do zgliszczy.
Kogo zmysłów pożogą ogarnie, już ten, Nie zazna już ten, Co spokój i sen. Lecz gdy ofiarę Trawię pożarem I żądzą suszę, Wiem, żem ja cała Nie tylko z ciała, Że oprócz ciała mam przecież i duszę! Bo we mnie jest sex, Jak chwast ją zagłusza. Nikt nie wiem, że jest Pod sexem i dusza. Więc o takim wciąż marzę, co całość ogarnie I duszy latarnie Ze zmysłów wygarnie. Takiemu ja oddam wśród łez I duszę, i sex!
A do tego dwa pytania Smoka: Smok: Mamusiu kto to jest kamikaze? oraz Smok: Mamusiu cio to jest sepuku?
Czy na poziomie trzylatki mogą być jeszcze trudniejsze/dziwniejsze do wytłumaczenia zagadnienia???