licznik bloga

Obsługiwane przez usługę Blogger.

czwartek, 4 października 2007

Mój Pan Mecenas...

…przyjechał na rozprawę o dziwo przed czasem.
MPM: To idę jeszcze zapalić.
Cleos: Tylko się kurdebele nie spóźnij.
MPM: Dałabyś sobie doskonale radę beze mnie. Ja tu i tak przyjeżdżam tylko po to, żeby sobie na ciebie popatrzeć.
C: :)

W Urzędzie Miejskim miałam coś do załatwienia. A tam remont. Robotnicy w czerwonych ubrankach w liczbie pierdyliona stoją na korytarzu.
Robotnik: Te patrzcie jaka lalka!
Cleos: Grrrrr (w myślach: don’t call me lalka – by Space Jam)

W Starej poszłam odwiedzić Trollicę. Po drodze spotkałam Moich Piłkarzy – cały skład podstawowy + rezerwa.
Moi Piłkarze: Eeeee, bo bez ciebie tu smutno. Nie ma na kogo popatrzeć, ani z kim pogadać i pobalować. Chodź z nami na imprezę.
Cleos: Panowie spokojnie i po kolei, bo się potratujecie:)
MP: Ty nie miej do nas pretensji, że każdy chce stać bliżej i się poocierać.
C: :)

Ech faceci:))) Czy mi poprawili humor? Generalnie nie potrzebuję poprawy. Bo przecież, podobno jestem BOSKA, chociaż taka zwyczajna:)))

wtorek, 2 października 2007

Najpierw, o chorej...

…porze 6.40 Derektor Grzywka znalazł podobno specjalnie dla mnie CHMURĘ. CHMURA miała kolor wrzosowiska z domieszką złotego pyłu. Zachwyciłam się.

Potem tuż przed Nową przez drogę przebiegła mi sarna i wskoczyła w kukurydzę. Zamajtała ogonkiem i już jej nie było. Zachwyciłam się.

Potem za płotem na polu coś wypłoszyło bażanty. Furgot… trzy były. Zachwyciłam się.

Generalnie gdzie ja jestem??? Czy to Śląsk jakiś czy zabita dechami wieś urocza???

poniedziałek, 1 października 2007

Nienawidzę bezsilności...

…tego wkurzającego momentu, kiedy NIC nie mogę zrobić. Mogę tylko milczeć do słuchawki… Kiedy problem dotyczny mnie samej daję jakoś radę. Ale kiedy chodzi o kogoś mi bliskiego, o kogoś na kim mi zależy dostaję szału na tę cholerną bezradność. NIC… pustka w głowie i najchętniej rzuciłabym to wszystko i pojechała do tego Wrocławia, żeby tam po prostu BYĆ. Żadne słowa nie są pociechą, żadne milczenie nie wyraża tego co chciałabym, żeby wyraziło…

Trzymaj się Mężu Nr 1

niedziela, 30 września 2007

Poranny wurw...

…o 7:29 dodaje mi szwungu w sprzątaniu. Przeleciałam przez chałupę jak burza. Wszystko lśni. Kręgosłup boli, po nocy spędzonej na kanapie.
Spelkuję.

sobota, 29 września 2007

Łączę się w bólu...

…z Gabrielle. Łączę się całym sercem, duszą (o ile posiadam) i ciałem też.

Zakupienie w pieprzonym Kaczogrodzie butów graniczy z cudem. Buty powinny stać na półce w sklepie z butami i wołać „Kup Nas Cleosiu! Kup!”. Tymczasem z półek dochodzi dziki jazgot „Spierniczaj od nas Cleosia gdzie cię oczy poniosą!” Koszmar. Trzy godziny, słownie: trzy, chodziłam ciągnąc za sobą Smoka i Małego Johna. Trzy godziny oglądałam kozaczki z cekinami, kozaczki z frędzelkami, kozaczki z zakładkami, z klamrami, z cyrkoniami, z motylami, z chujwiecotoalebłyszczy, kozaczki marszczone, błyszczące, z 8 rodzajów skóry, z różną fakturą, wywinięte, pierdyknięte, z koroneczką, z gwiazdeczką, z kolorowymi wstawkami, bez wstawek ale za to zamszowe. Jezu słodki daj cierpliwość i dopomóż. Rozpacz. Znalazłam jedne, które wołały nim jeszcze weszłam do sklepu. Kosztują bagatela : pierdylion PeeLeNów, czyli trochę mniej niż pół mojej wypłaty. Nooooooooo, trza w takim razie najpierw przekonać Grzecha, że będziemy mieli co jeść, co pić, Smok w co się ubrać i ogólnie nie zemrzemy stromotnie, a potem wrócić do tego sklepu i nabyć. O ile jeszcze będą. Przekonywanie zajmie mi jak sądzę czas do niedzieli wieczorem, więc w sklepie znajdę się w poniedziałek po pracy. Biorąc pod uwagę, że za chwilę go zamykają, jest nadzieja (co umiera ostatnia), że mi ich nikt nie kupi.

Dodatkowo, żeby nie było za sympatycznie kupienie w moim rozmiarze bielizny, niekoniecznie barchanowej, niekoniecznie zabudowanej po szyję, koniecznie brązowej, koniecznie takiej, która woła „Zdejmij mnie z niej zębami” to kolejna niemożliwość. Na szczęście mam szczęście:) i moje dziewczyny ze sklepu z bielizną, na sam mój widok w drzwiach, wyjmują z zakamarków wszystko to, co daje się zdejmować zębami:) Kocham je. Dziś gwoździem programu dnia był strój lekko perwersyjnej pokojówki wiszący centralnie na pierwszym wieszaku.
Smok: Mamusiu a co to jest?
Cleos: To jest kochanie spełnienie fantazji.
Mały John: (Na znaną melodię) Bo fantazja, bo fantazja, bo fantazja jest od tego, aby bawić się, aby bawić się, aby bawić się na całego.
Klientki w sklepie: ????????????
Moje Dziewczyny: :))))))))))))
No. Przynajmniej ten zakup mi się udał, ale też nie do końca. Będę musiała zadzwonić po resztę. I nie Zboczeńcy Moi Mili, nie zakupiłam stroju pokojówki…:))) jeno bieliznę.

APDEJT:
Przekonywanie zakończyło się o godzinie 19:47 :))) Jestem wielka:)))

piątek, 28 września 2007

Refleksja mię...

…naszła taka.

Umyłam włosy wczoraj. Żaden cymes, nie? No myję od czasu do czasu. Umyłam, po czym wywaliłam na nie jak zwykle 3/4 opakowania odżywki „Połysk i puszystość pierdu pierdu będziesz najpiękniejsza”. Kto widział cleosiową grzywę, wie że o grzywę trza dbać. No to dbam. Grzech pyta, czy ja zjadam tę odżywkę. Otóż nie, używam – odżywiam w sensie cebulki i resztę. Schodzi tego w ilości prawie 3 opakowań tygodniowo. Życie. Ale myślę sobie tak, nie używam drogich kremów przeciwzmarszczkowo-wygładzająco-kitwciskających. Najdroższy kosztuje 9,90. Nie balsamuję zwłok, jedynie po intensywnym opalaniu, żeby nie zeschnąć na wiór, a i to nie zawsze, bo szczęśliwie opalam się na brązowo od razu. Nie mam obsesji kosmetyczno-perfumeryjnej, ani takiej „muszę posiadać ten megawydłużającopodkecającopogrubiajcostepujący tusz za 220 PLN”. Więc zasadniczo jestem drogeryjnie tania w utrzymaniu. Więc mogę sobie chyba wywalać na łeb takie ilości odżywczego badziewia jakie mi się podobają i nie ograniczać się w tym zakresie, czyż nie? No. A efekty jakie są każdy widzi, a kto nie widzi niech się cieszy, bo nie będzie zazdrościł:P

środa, 26 września 2007

Nabytek...

…

BURZA

Przeżywamy dziś burzę, drzewa! ja i wy.
Lecz ja szepcę słowa najcichsze,
a wy ryczycie w wichrze
jak zielone lwy…

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska