licznik bloga

Obsługiwane przez usługę Blogger.

wtorek, 9 października 2007

Są słowa...

…które cisną się na usta i nie znajdują ujścia. Za mało czasu…chociaż mijają godziny. Są takie myśli, które zaszyte w głowie, skumulowane w jednym miejscu kłebią się, potrącają, włażą jedna na drugą i rozbijając się o siebie pękają powodując dziwne drżenie ramion. Są łzy, których nikt nie widzi – same płyną, głupie i przestać nie chcą. Jest uśmiech, przy którym wszystko staje sie nieważne: słowa – wystarczy milczenie, myśli – wyrażają się spojrzeniem, łzy – będą potem, nie tu, nie teraz. Znajduję go pod powiekami, kiedy przymykam oczy, znajduję zawsze, kiedy potrzeba mi tego uśmiechu, żeby nabrać sił przed kolejnym dniem, godziną, minutą bez niego. Jedna myśl szalona krąży zawsze wokół niego. Ta myśl, o uśmiechu… ona jest… i to wystarcza,

poniedziałek, 8 października 2007

Lizak...machanie...halt...

…plan do wykonania:
„Nie zapłacić tego mandatu.”

Realizacja:
Pan Policjant: Dzień dobry pani, kontrola drogowa. Prawo jazdy, dokumenty poproszę. Dowód też.
Cleos: (zabójczy uśmiech, niewinna minka) Proszę bardzo.
PP: Pani Cleosiu pani pozwoli ze mną do radaru.
C: (pierwsza myśl: iść PRZED nim nie ZA nim). Sekudna. (wysiada, wdzięczny półobrót, dupcia robi pach pach pach PRZED nim. Mijamy pełgota, a w nim blondynka. Znaczy się dzisiaj nie płaci się mandatu „na blondynkę”)
PP: Proszę spojrzeć. 80 przy ograniczeniu do 50.
C: (głosem nr 5) Nie będę się sprzeczała z maszynką przecież
PP:; 200 złotych i 6 punktów. Przyjmuje pani mandat?
C: Niech pan pisze skoro nie można po dobroci.
PP: Proszę poczekać w samochodzie.
C: (lekki półobrót dupcia robi pach pach pach)
Pełgot odjechał z mandatem i blondynką (kretynka), między radiowozem a Devilkiem spora odległość.
C: (kluczyk, wsteczny i pod radiowóz)
PP: Myślałem, że nam pani pani Cleosiu chce uciec.
C: Ależ skąd (uśmiech), po co ma pan chodzić, skoro ja mogę po ten mandat podjechać. (uśmiech)
PP: (lekko zmieszany) Mmmhhh, no tak. To gdzie się pani tak spieszyło?
C: Na randkę (uśmiech, przeciągłe spojrzenie w oczka pod daszkiem czapki), ale w sumie mogę tu jeszcze trochę postać.
PP: Na randkę? Będzie czekał?
CC: Pewnie będzie. Mnie się dobrze tutaj stoi (głos nr 5 lekko ochrypł) To gdzie mam podpisać? Bo to mój pierwszy mandat w życiu… (trza z siebie w końcu zrobić tę blondynkę)
PP: Ekhe. Nigdzie. Niech pani jedzie.
C: (z miną niewiniątka) Czy jak tu teraz zawrócę przez podwójną ciągłą, to będzie mi pan znowu chciał mandat wlepić?
PP: Może panie zawracać i przez 10 ciągłych tylko wolniej.
C: Dziękuję i miłego dnia.

No i pojechałam, przez 2 ciągłe, tuż obok radiowozu, machając chłopakom na do widzenia. Niech też coś z życia mają:)))

niedziela, 7 października 2007

dansing

wśród małp skaczących wokoło
małpim obyczajem
w tłumie krów i niedźwiedzi
w poryku i pisku
my jak adam i ewa upojeni rajem
tulimy się tańcząc w uścisku

M. Pawlikowska-Jasnorzewska

piątek, 5 października 2007

Mam ochotę...

…zaszyć się w jakimś górskim pensjonacie z toną książek i ulubionym kubkiem na kakao – może być samotnie, ale niekoniecznie. I nie wychodzić z ciepłego łóżka i czytać. I żeby mi tylko ktoś przynosił do tego łóżka jedzonko, żebym nie umarła z głodu. Pensjonat już mam. Teraz trzeba tylko wymyśleć, JAK się w nim znaleźć.

Ech, marzenia:)

czwartek, 4 października 2007

Mój Pan Mecenas...

…przyjechał na rozprawę o dziwo przed czasem.
MPM: To idę jeszcze zapalić.
Cleos: Tylko się kurdebele nie spóźnij.
MPM: Dałabyś sobie doskonale radę beze mnie. Ja tu i tak przyjeżdżam tylko po to, żeby sobie na ciebie popatrzeć.
C: :)

W Urzędzie Miejskim miałam coś do załatwienia. A tam remont. Robotnicy w czerwonych ubrankach w liczbie pierdyliona stoją na korytarzu.
Robotnik: Te patrzcie jaka lalka!
Cleos: Grrrrr (w myślach: don’t call me lalka – by Space Jam)

W Starej poszłam odwiedzić Trollicę. Po drodze spotkałam Moich Piłkarzy – cały skład podstawowy + rezerwa.
Moi Piłkarze: Eeeee, bo bez ciebie tu smutno. Nie ma na kogo popatrzeć, ani z kim pogadać i pobalować. Chodź z nami na imprezę.
Cleos: Panowie spokojnie i po kolei, bo się potratujecie:)
MP: Ty nie miej do nas pretensji, że każdy chce stać bliżej i się poocierać.
C: :)

Ech faceci:))) Czy mi poprawili humor? Generalnie nie potrzebuję poprawy. Bo przecież, podobno jestem BOSKA, chociaż taka zwyczajna:)))

wtorek, 2 października 2007

Najpierw, o chorej...

…porze 6.40 Derektor Grzywka znalazł podobno specjalnie dla mnie CHMURĘ. CHMURA miała kolor wrzosowiska z domieszką złotego pyłu. Zachwyciłam się.

Potem tuż przed Nową przez drogę przebiegła mi sarna i wskoczyła w kukurydzę. Zamajtała ogonkiem i już jej nie było. Zachwyciłam się.

Potem za płotem na polu coś wypłoszyło bażanty. Furgot… trzy były. Zachwyciłam się.

Generalnie gdzie ja jestem??? Czy to Śląsk jakiś czy zabita dechami wieś urocza???

poniedziałek, 1 października 2007

Nienawidzę bezsilności...

…tego wkurzającego momentu, kiedy NIC nie mogę zrobić. Mogę tylko milczeć do słuchawki… Kiedy problem dotyczny mnie samej daję jakoś radę. Ale kiedy chodzi o kogoś mi bliskiego, o kogoś na kim mi zależy dostaję szału na tę cholerną bezradność. NIC… pustka w głowie i najchętniej rzuciłabym to wszystko i pojechała do tego Wrocławia, żeby tam po prostu BYĆ. Żadne słowa nie są pociechą, żadne milczenie nie wyraża tego co chciałabym, żeby wyraziło…

Trzymaj się Mężu Nr 1