licznik bloga

Obsługiwane przez usługę Blogger.

środa, 7 listopada 2007

Wracam do domu...

…i po głowie tłuką mi się słowa piosenki…

„To jest moje niebo, ledwie ponad ziemią
Moje przejaśnienia wśród burz
To jest moje niebo. Nie chcę mieć innego.
Blisko mi do niego.
Tuż, tuż… ”

wtorek, 6 listopada 2007

Głowa mi pęka...

…zdecydowanie za dużo głośnej muzyki i zdecydowanie za bardzo kiedyś w nią oberwałam. Prochy nie pomagają.

Kupowanie butów dla Smoka ze Smokiem przypomina drogę przez mękę i Golgota to jest doprawdy mało powiedziane. Wychodzę z założenia, że jeśli Smok może o czymś sam zadecydować, to niech decyduje: co zjeść na śniadanie/kolację, w co się ubrać, którą bajkę obejrzeć/przeczytać, gdzie na spacer i inne takie. No i przyszło mi do łba pozwolić Jej na wybór butów. Po ponad godzinie spędzonej w centrum handlowym zaczęłam się zastanawiać, kto mi umorzy postępowanie w sprawie dzieciobójstwa.
Cleos: Smoku jakie chcesz buty?
Smok: Niebieskie.
C: No nie wiem czy znajdziemy.
S: MUSIMY mamo, bo MUSZĄ pasować do kultki i spodni i gumek.
(No tak doprawdy kompatybilność kozaczków i gumek do włosów jest niezbędna)
C: Te mogą być?
S: Nie mamo, bzidkie są.
C: Te?
S: Nie chcę takich.
I tak przez godzinę. W końcu kupiłyśmy – niebieskie z motylkiem, które Smok zatargał radośnie do samochodu. Ona jest gorsza niż ja jeśli o kupowanie butów chodzi. Wróżę Jej ciężką przyszłość butową:)))

poniedziałek, 5 listopada 2007

"Belle Ami" z samego...

…rana to nie był najlepszy pomysł… Ale niech już będzie, żeby się odbić od dna trzeba je najpierw osiągnąć…

Powietrze pachnie palonymi liśćmi i mrozem. Ogień i lód… czemu mi tak zimno…?

Papier cierpliwie przyjmuje wszystko, strona po stronie, aż do wypisania długopisu, i kolejnego i jeszcze kawałka następnego wkładu. Myśli przelane wcale nie są ani lepsze, ani prostsze, ani sensowniejsze. Taka sama kołomyja przed, jak i po. Tyle tylko, że może jeśli przeczytam to za parę dni nabiorę dystansu i sama powiem sobie „kretynka!” Póki co własne wahania nastrojów mnie samą doprowadzają do szału. Śmiech – stopklatka myśli – dół. Nie da rady inaczej… na razie…

niedziela, 4 listopada 2007

Siedzimy ze Smokiem...

…na kanapie.

Cleos: Wiesz, że kocham te twoje stopiska?
Smok: A dlaczego?
C: Bo jak byłaś malutka i siedziałaś u mnie w brzuchu, to kiedy chciałaś rozprostować nóżki tak nimi machałaś, że było te twoje stópki widać przez mamy skórę na brzuchu.
(Smok zaczyna wierzgać i kopać)
C: Ajć, nie kop mnie, bo to boli.
S: A dlaczego?
C: Bo jesteś już duże krówsko i masz siłę w nóżkach.
S: MUUUUUUUUUUUUUUUUUUU. Właśnie mamo.

Tylko dlaczego to ona mnie doi ze wszelkich sił witalnych???:)))

APDEJT:
Słucham deszczu… krople idealnie zgrane z rytmem Bolera Ravela… gęsia skórka. Za zamkniędtymi powiekami obraz pasujący do tego deszczu – ciemny pokój, płomienie świec, butelka wina na stole… Mogłabym w tym deszczu milczeć latami. Mogłabym w ogóle milczeć, bo moja cisza i ta cisza to jedno. Słucham deszczu, a myśli snują się niezdyscyplinowane po zakamarkach pamięci przesuwając klatki wspomnień, jak w filmie. I jakoś tak mi w tym deszczu słonecznie:)

sobota, 3 listopada 2007

Przeglądam...

…stare pamiętniki. Tak jakoś zachciało mi się sprawdzić, co było lata temu tego konkretnego dnia.

03.11.1991
Byłam z Domą w Zbrosławicach na Hubertusie. Konie chodziły przez pół godziny. (…) Potem była pogoń za lisem. Miba, Ferrara, Wybór, Bolek, Dyskobolka. (…)

[Żadnego z tych koni już nie ma w Zbrosławicach]

03.11.1993
(…) Uczę Jankę pływać. Robi postępy, ale zdecydowanie w skupieniu się na nauce przeszkadza jej Kuba. (…)

[Potem jakiś czas przeszkadzał mnie, a teraz nie mam pojęcia co się z nim dzieje. Ostatni raz widziałam go dwa lata temu, wyglądał jakby chciał pogadać, ale zwiał na widok Smoka w wózku.]

03.11.1994
(…)Nauczyłam się w końcu, że nie istnieje nikt taki, jak Książę z Bajki, który pojawia się nagle i jest całkowicie idealny (…)

[Buhahahha]

03.11.1997
(…)Dlaczego ja?! Może on ma rację, może jestem „pierdoloną szmatą”. Nie chcę już żyć (…) Jestem niczym, jestem zerem (…) Dlaczego on mnie tak nienawidzi? (…)

[Uśmiechnęłam się czytając to... Jaka byłam głupia, i jaka dzięki tamtej głupocie teraz jestem silna]

03.11.1999
(…) Dzisiaj byłaby nasza trzecia rocznica (…)

[Nie wiem komu dziękować, że nie była...]

03.11.2001
(…) Zaczynam odzyskiwać wiarę we własną wartość, ale jeszcze tak daleko… tak daleko (…)

[Ta droga już za mną]

03.11.2002
(…) Przytłacza mnie to wszystko… Jak mam sobie z tym poradzić (…)

[I tak trwa do dziś...]

03.11.2003
Zawsze jest coś ważniejszego! A ja się zastanawiam, czy powinnam mieć dziecko, bo pewnie zostanę z nim sama (…)

[Prorokini jakaś cy cuś?]

03.11.2004
Noce bywają męczące. Smok kopie, wierzga, macha rękami i wali nimi wokół siebie, co dosyć skutecznie uniemożliwia spanie. (…) Dla Niego praca najważniejsza (…)

[...]

03.11.2005
(…) A może to jest tak, że skoro i tak nie można kogoś mieć, to rezygnuje się z niego także we snach? (…)

[Nie śnił mi się nigdy]

03.11.2006
(…) Nie żebym była zniechęcona, ale brak mi motywacji. Bo niby co ma mnie pozytywnie motywować? Śmierdząca Ewka? (…)

[Mimo wszystko to było dobre doświadczenie. I Ludzie, o których warto pamiętać]

Ciekawe co będę pisać za 5, 10, 30 lat…

piątek, 2 listopada 2007

Cały dzień...

…w sklepach. Jakim cudem nie dostałam szału, ktoś od tego szału nie zginął i wróciłam do domu w miarę zdrowa psychicznie, to ja doprawdy nie wiem. Znaczy wiem… Deszcz studził moje mordercze zapędy, gdyż ponieważ nie mieliśmy parasola:)
Wołające buty udało mi się prawie zignorować… chociaż gdyby rozmiar był właściwy, to nie wiem czy bym się oparła… i butom i przekonywaniu, że są mi absolutnie niezbędne, i mówienie, że mam podobne więc na co mi TE jest bez sensu. No doprawdy, a zawsze myślałam, że faceci cenią sobie u kobiet pragmatyczne myślenie jeśli o zakupy ciuchowe chodzi:) Okazuje się więc, że jestem oporna, okropna i w ogóle nie można ze mną kupić czegoś całkowicie niepotrzebnego.
Do tego zakupy prezentowe z Who przyprawiły mnie o taki napad śmiechu, że cała ulica Dworcowa patrzyła na mnie w osłupieniu, zastanawiając się pewnikiem „kto tę panią wypuścił z zakładu dla obłąkanych między normalnych ludzi?” Standardowo zostałam kretynką, idiotką czy tam inną nienormalną i nakazano mi NATYCHMIAST wrócić do TEGO sklepu i zakupić TO. Co też uczyniłam skrzętnie, wprawiając panią za ladą w rozbawienie „Niech mi pani już nic nie pokazuje, bo jak jeszcze coś zawoła, to ja dzisiaj do domu nie wrócę chyba. Nie mam czasu się zastanawiać – TA.” Grunt to zdecydowana klientka, a nie że „to nie, tamto może ale niekoniecznie, to och gdyby miało inny kolor.” Bleeeh.

I oświadczenie specjalnie:
Taki sposób towarzyszenia w jeździe samochodem wydaje mi się najnaturalniejszy na świecie. Nie chcę inaczej:)))

czwartek, 1 listopada 2007

Dobre sny...

…sprawiają, że budzę się z energią zdolną przenosić góry. Jakby mnie ktoś podłączył na noc do gigantycznego akumulatora… Jakby mi ktoś doczepił skrzydła i powiedział „Leć!” Po latach czekania na ten moment… schowałam mój bursztynowy dreamcatcher do szuflady. Od dziś w tym domu, będzie wisiał tylko jeden – nad smoczym łóżkiem – niech Ją chroni, mnie mój jest już niepotrzebny… Mam siłę, o której mi się nawet nie śniło. I mogę wszystko…

APDEJT:
Za każdym razem, kiedy staję obok tego czarnego krzyża czuję, jakby mi ktoś odrywał kawałek serca… Nie wiem czy przyjdzie taki dzień, kiedy pogodzę się z tą śmiercią. I chociaż wiem, że Ona jest obok mnie zawsze, kiedy tego potrzebuję, to tęsknię i brak mi… bardzo…

APDEJT II:
… dziękuję Ci…