licznik bloga

Obsługiwane przez usługę Blogger.

piątek, 16 listopada 2007

Jezusiekochanymatkoicórkoiwszyscyświęci...

…wyjechanie dziś z Nowej przypominało taniec Pik Poka na szkle. Cherry Devil na letnich oponach to jakby nie do końca jest wymarzony szatan szos. Gdyby mnie Derektor Grzywka za przeproszeniem nie popchał, to siedziałabym tam do tej pory umierając ze śmiechu za kierownicą. Dobre rady Wujka Aphazela na nic się nie zdały, kiedy szklanka na drodze taka, że łomatkokochana. No ale dopsz, dojechałam. Zaparkowałam nie jak zwykle na własnym podwórku, tylko w bocznej uliczce, mając na uwadze wieczorny wyjazd. O ile wyjadę:))) Bo jeśli nie wyjadę, to dla odmiany będę tam siedziała do rana płacząc łzami rzewnemi.

Trzymajta kciuki Misie Puchate!

czwartek, 15 listopada 2007

Smok chory...

…z zaropiałym gardłem. Kaszle straszliwie, ale na basen uparła się iść. I do przedszkola. 100% frekwencja obowiązkowa – to po mamusi ma.

Grzech rzuca palenie – od jutra. Warczy – od dzisiaj. Zapowiedziałam słodkim tonem, że jak mnie wnerwi po raz pierwszy, zabieram Smoka i wracam do Małego Johna, dopóki nie rzuci definitywnie z wurwami włącznie. Oczywiście okazało się, że zamiast dbać o własne zdrowie psychiczne powinnam „wspierać, stać murem, pomagać, znosić dzielnie.” A dupa:)))

Mały John jutro wyjeżdża i wraca dopiero 17 marca. Jak ja to przeżyję??? Na pożegnanie „ale pamiętaj, uważaj, myśl, nie myśl, przemyśl.” A dupa:)))

Odzywają się ludzie po latach bez mała 11 oraz 15. Z klasy z podstawówki, z ogólniaka. Jeden w Katarze, drugi w Bytomiu, trzeci gdzieś tam jeszcze. Nie zmienili się nic – zupełnie jak ja:))) O dziwo rozmawiamy jakbyśmy pokończyli te szkoły wczoraj, albo co najwyżej tydzień temu. I znowu słyszę, że jestem Cebula, Bulinka albo jakoś-tam-jeszcze:))) Fajnie.

Padam na twarz. Zdecydowanie potrzeba mi snu. I odpoczynku. Odprężenia bez myślenia, przemyśliwania, zabiegania, zamartwiania, zastanawiania, kombinowania, rozwiązywania, pracowania, smokowania, bawienia, sprzątania, domowania i innych takich. Należy mi się…

Dzisiejszy wieczór spędzę pod znakiem chrupek bekonowych, piwa, konwersacji różnorodnych oraz Wiedźmina. Taki mam plan:)))

Taank U gut najt:)))

środa, 14 listopada 2007

Faceci to...

…kretyni, a ja czasem zachowuję się jak stuknięta małolata:)))

(Za wstęp uogólniający przepraszam nielicznych niekretynów.)

Wracam do domu, stoję na światłach (dla Sirenqui, Dziobaka, Iwy, Marchwiaka – tych koło Mc Drive’a – reszcie będzie obojętne.) Na pasie obok stoi jakiś samochód. Spoglądam w prawo, a tam za kierownicą Miszcz Szosy siedzi – puszcza oko, macha i posyła całusa z obleśnym uśmieszkiem. A że ja akurat nie bardzo jestem w całuśnym nastroju, a tym bardziej nie z Miszczem Szosy, to sobie myślę „Nie pokażę ci debilu palca tylko dlatego, że za dobrze wygląda w rękawiczce, jeszcze byś się podniecił.”
Czerwone. Miszcz podjeżdża pod same światła, pewnie nie widzi już zmieniających się kolorów. A tymczasem – żółte, zielone, Cleosia – jedynka, dwójka, trójka – Miszcz został w tyle. No i dobra, to nie było ani mądre, ani wyjątkowo kobiece, ani sensowne. Deszcz ze śniegiem walił, prawdopodobieńśtwo spotkania polucjantów za mostem było spore, ale nie mogłam się powstrzymać:))) Nie będzie mi jakiś bubek w LEPSZYM samochodzie całusów posyłał i do tego odjeżdżał pierwszy spod świateł. O nie!!!
Miszcz minął mnie na następnych światłach (ja do stadionu, on prosto). Już się nie uśmiechał – ciekawe dlaczego?

Ja jestem spokojny człowiek, mnie można na język nadeptać nic nie powiem, ale nadętych bubków, co to się mają za blog wie co, nie znoszę serdecznie i tępiłabym nie tylko na światłach, ale również w kołchozach. Gromadami, zbiorowo i gremialnie. Bleeeeh. A swoją szosą – ale ubaw miałam:)))

wtorek, 13 listopada 2007

Robi mi się...

…ciepło na sercu (tym, którego nie mam), kiedy…

Duży z pokoju woła „Cześć córuś” głosem jakby mówił o aksamicie,
Smok budzi się w nocy z płaczem „Mamo! Mamusiu! Obloń mnie przed potwolami” – przychodzę przytulam i słyszę „Jusz się nie boję, z tobą”.
Mały John opowiada jak to Smok wysępił kolejną zabawkę w sklepie i widzę, że nie może jej się oprzeć (znaczy MJ Smokowi).
Traktor przychodzi i kiedy drzemię na kanapie kładzie mi łeb na brzuchu.

Bo mnie niewiele do szczęścia potrzeba… i mam WSZYSTKO…

niedziela, 11 listopada 2007

Chciałam napisać...

…coś o Przyjaciołach… Ale o Nich nie da się napisać paru zdań i zakończyć temat… Chciałam opisać imprezę, i że bosko było i w ogóle, ale prawda jest taka, że to Oni są boscy niezależnie od okazji, imprezy i w ogóle niezależnie od wszystkiego. A ja mam więcej szczęścia niż rozumu, że ze mną wytrzymują i że SĄ…

sobota, 10 listopada 2007

Niniejszym...

…z całego serca, którego nie mam podobno, dziękuję wszystkim za przesyłanie pozytywnej energii:)))

Ponieważ po wczorajszym upiciu się na amen, dziś rano Smok zrobił mi pobudkę „już polanek mamo” o koszmarnej godzinie 6,35, więc Państwo wybaczą, jeśli mi tu coś nieskładnie się nakreśli/naklika. Uratował mnie tylko basen + masaż + gorący prysznic. I sen. I w tym śnie było tak:
radość (życzenia by Kozioł)
szeroko rozumiane szczęście (by Who)
zdrowe rośnięcie (by JohnnyB)
spokój ducha (by Gina)
wspaniałe życie (by Kate)
wszystko poukładane (by Aguśka)
muzyka w sercu (by Gabrielle co to śpiewać nie umie)
prawdziwa przyjaźń (by Aphazel)
spełnienie marzenia (by Sirenqua)
i wszystko naj (by Dziobak, Offca & Ala)

No. To idę sprzątać i realizować się w roli gospodyni domowej. Bleeeeeh.

piątek, 9 listopada 2007

No to obchody...

…czas zacząć:)))

Happy birthday to ME… i żeby mi wrogowie zdychali pod płotem parchami porośnięci – amen:)))