… bez… i konwalie:)))
czwartek, 17 kwietnia 2008
środa, 16 kwietnia 2008
Siedzimy ze Smokiem...
w kuchni Małego Johna. Smok je kukurydzę z puszki z Kinder Delice oraz bułeczką z masłem, ja – żurek. Gadamy ze Smokiem jednocześnie – Smok o planowanej wycieczce do Muzeum Chleba, ja o pierdołach.
Mały John: No i co misiaczku?
Smok: Nic babciu.
Cleos: Nic, a co ma być.
MJ: (do Cleosi) To nie do ciebie kobieto było.
C: (zawodząc) Jak możesz!? Ty mnie już nie kochasz? Już do mnie nie mówisz misiaczku, ani w ogóle nijak!
MJ: (przytulając zawodzącą Cleosię) No chodź tu sieroto obrzygana, chodź…
Nie ma to jak matczyna miłość:)
poniedziałek, 14 kwietnia 2008
Tego się nie da...
…opisać. To jak czytanie w myślach, jak spełnienie snu, jak odbicie w lustrze, jak Druga Połówka Pomarańczy. Na To nie ma słów. Jak Niebo i Piekło, jak historia o „Nattens Demon”, jak łzy szczęścia słodkie jak wino.
Oraz proszę Państwa, co robi Cleos w kinie na bajce „Horton słyszy Ktosia”? Cleos szlocha z radości, bo on ich uratował, całe miasteczko uratował, i Kangurzyca się nawróciła, i Kangurzątko okazało się bohaterskie i nawet Vlad się wzruszył. Ktoś mówił, żem ja normalna? Mylił się:) Przez grzeczność nie zaprzeczę.
czwartek, 10 kwietnia 2008
Zamienilam...
…Allegorię na Insolance… tak, będę bezczelna, butna, stająca ością w gardle. Lekko słodki zapach, jak mgła, jak wata cukrowa – trochę słodyczy przyda się doprawdy. Arsenał zapachów.
Dwa dni biegania, załatwiania, w ciągłym ruchu. Kilkanaście godzin pracy wpływa doskonale na cerę i wyluzowanie. Odpoczęłam. Mła i 70 chłopa, jakże uroczo. człowiek od razu czuje się najpiękniejszy, najboskiejszy i w ogóle w ogóle ogólnie naj. A potem najpierw słońce nad czubkami drzew, widok na zbocza gór, a później kamienne ściany, woda spływająca po jednej z nich, ogień na kominku. Odpoczęłam. I zające uciekające poboczem.
Jeżeli to w ogóle możliwe, to tak, jestem zaczarowana. Życie jest zaczarowane, wiecie? I można je sobie zaczarować samemu, wiem… sprawdziłam…
poniedziałek, 7 kwietnia 2008
"(...) Ale dziś...
…w powietrzu unosi się jakiś taki szalony zapach (…)”
Raymond Chandler „Siostrzyczka”
Na świecie są jednak ludzcy ludzie, optymistyczni, słoneczni – tylko spotykamy ich niezwykle rzadko. Chociaż wczoraj akurat…
Pani w sklepie z butami – „Ma pani piękny kolor włosów.” Pan w Praktikerze – „Może podać pani wody? Niech pani tu usiądzie.” Kate – „Bo ty jesteś dzielna. Ktoś nam musi w końcu pokazywać jak walczyć o swój kawałeczek szczęścia.” Offca – „Wiesz, że jestem z tobą.” I na koniec dnia Aphazel – „Śpij słodko.”
Zasypiam z myślą, że świat jest pełen ludzi słonecznych, na których trzeba tylko otworzyć oczy. Nie dać się zepchnąć w szaro-bury komiks codzienności, tylko po prostu napisać własny. Niech będzie zwyczajny, bez pogromców zła, superbohaterów i herosów ratujących świat. Tylko niech ma barwy, zapachy, uczucia życia – i będzie dobrze…słonecznie. Tu i teraz, i potem, i zawsze, w każdym świecie, w każdym wymiarze, dziś i jutro… zawsze.
sobota, 5 kwietnia 2008
czwartek, 3 kwietnia 2008
Dziwne sny...
…dziwne dni. We śnie płakałam rozpaczliwie, zanosząc się szlochem i nie znajdując ukojenia i uspokojenia w niczym. W rzeczywistości nie uroniłam ani jednej łzy. Poważne rozmowy toczą się z moim udziałem lub bez niego. Wyjaśniam, klaruję, naświetlam sytuację. Trudne tematy klonują się jak chomiki, mnożą jak króliki na wiosnę. Jeden, drugi, trzeci. Jak grochem o ścianę.
Wizyta u Who doprowadziła do zatracenia poczucia upływającego czasu. Spojrzałyśmy na zegarek, była 23.00. Spojrzałyśmy znowu:
Cleos: Zgadnij Who, która godzina?
Who: Pierwsza?
Cleos: 03.30 kochana.
Sms, telefon, Głos.
Nowa wita mnie rano zapachem mokrej ziemi i mokrej trawy. Tak, tak TRAWY. W kotłowni zapach palonego drewna, w biurze Chanel. Idąc rano przez parking patrzę na wstające czerwone słońce i myślę, że taki kolor wschodów słońca lubię najbardziej – ogień i miłość.
I w świecie mojego prywatnego black & white, gdzie nie ma miejsca i czasu na szarości, ta czerwień jest jak światełko w tunelu… Demoniczne, diaboliczne, delikatne…
Poranne wyznania. Otwieram oczy, budzę cichym „pora wstawać kochanie” i w odpowiedzi słyszę „Nie wyspałam się mamusiu, bo mnie obudziłaś, ale kocham cię najbardziej na świecie”, niezmiennie codziennie, ten sam dialog. Po czym wędrujemy razem do łazienki, gdzie ja robię się na (u)bóstwo, a Smok mi towarzyszy zadając pierdylion pytań z gatunku „a do czego to? a co to jest? a na co to?”. Jeszcze tylko chwilka i usłyszę „Baw się dobrze w pracy mamusiu”. Bawię się. I czerpię energię do kolejnych rozmów i kolejnego milczenia.

