…tynkować kolejne okno. Zostało mi tylko to w jadalni – panoramiczne cholera jego mać. Kto był w Helplandzie, ten wie o czym mówię. Kto nie był – zapraszam. Jakby mi ktoś chciał sprawić niewielki prezent pod choinkę to ja poproszę dziesięć worków zaprawy tynkarskiej – drogo nie wyjdzie, a zaoszczędzi mi jeżdżenia do hurtowni. W życiu nie myślałam, że najlepiej egzystencjalnie będzie mi się myślotokować przy takim tynkowaniu właśnie. Ale tak jest – macham szpachlą i knuję podłe plany, rozmyślam życiowo, analizuję, werbalizuję nawet czasem na głos to, co mi się w głowie ukula. Smok w tym czasie biega w kółko kapci na środku salonu i wrzeszczy „niech mnie ktoś zatrzyma! Nie mogę sama stanąć! Ratunku!” W ramach ratowania dziecka posyłam Ją więc po zmiotkę, szmatę, spryskiwacz, cokolwiek. W nagrodę za zatrzymanie dostaję „Pięknie to zrobiłaś mamusiu!” No ba! W głowie pomiędzy tym, jak wykończyć przyszłego byłego męża, układa się plan co sobie jeszcze otynkować, zamurować, pomiąchać, żeby to wszystko miało jakoś ręce i nogi i inne członki.
Wczorajszy Mikołaj – rodzinny. Wbrew wszystkiemu i wszystkim. Taki wiecie z Mikołajem z długą brodą, co przychodzi dzwoniąc dzwonkiem, niegrzeczne dzieci wali warzechą po łapach, grzecznym daje lizaki, a najgrzeczniejszemu za przyznanie się, że „bo ja jestem grzeczna, ale czasem też jestem niegrzeczna” daje strój pirata, namiot Spider Mana i czapkę z szalikiem w ulubionym – fioletowym – kolorze. Zasłużyła sobie, bo chociaż czasem doprowadza mnie do szału, to jest mądra, mądrzejsza niż niejeden dorosły. I grzeczna. I mówi zawsze prawdę. I „proszę, dziękuję, przepraszam.” I bawi się sama kiedy jestem zmęczona. I… to w końcu mój Smok, taki skarb największy, najpiękniejszy.
Mały John zadaje trudne pytania, Duży powątpiewa chwilami, czego nie wyraża mnie w twarz za przeproszeniem, tylko pokątnie gdzieś na boku, a do mnie dociera z opóźnieniem. No i co mam Im powiedzieć? Ciężko jest przekonać samą siebie, a co dopiero kogoś. Taki stan. Chociaż przegadany z Diabołem, gdzieś tam siedzi między przysadką a lewym płatem, a może w sercu albo w wątrobie. Widać cztery godziny rozmowy to za mało… Jest mi spokojniej, przynajmniej nie ryczę z byle powodu, ale do całkowitego uspokojenia raczej mi daleko. Jak daleko wiem tylko ja.

