licznik bloga

Obsługiwane przez usługę Blogger.

niedziela, 6 września 2009

Była...

…i jak zawsze po takich wizytach pozostały zanotowane pospiesznie perełki polszczyzny.

A: Diaboł, będziesz mi frezował stopy?
Diaboł: Mogę spróbować.

B: No, idiotkę z siebie zrobiłam, chyba dobrze, że mam poczucie humoru na wlasny temat, tak?

D: One jakieś tam odglosy wydają, ale na czym one się wzorują, bo przecież nie na kopulacji słoni.

D: To brzmi normalnie, jakbyś nagle zaczęła robić spontanicznie mostek w łóżku.

C: „Kochanie, właśnie przyjebałam łbem w łóżko, przesuńmy się trochę” – tak właśnie mówię.

D: To są założenia, ale co jeśli już ktoś pierdnie?
E: No nawet o tym nie mów!
D: No nie mów, że jeden pierd przekreśliłby 15 lat znajomości.

F: Rozumiem, że jak ty byłaś na Niwach, to on spokojnie sikał?
D: No normalnie od drzwi takim lobem…

Oświadczyła Mu się, bez rymsania co prawda, ale jednak. Oświadczyny nie zostały przyjęte, chociaż jak ich potem słuchałam to łaskawie wyraziłam zgodę na ten związek. Niech se mają, byle platonicznie bo innej baby w łóżku z moim Diabołem nie zniese. Nawet jeśli to ma być Who. Ustaliliśmy kto na kogo nie leci, kto z kim nigdy oraz ewentualnie, omówiliśmy Syndrom Kutra Rybackiego, częstotliwość mycia, problemy z nianią, z kolacją, z nowym życiem, przygody z przeeszłości, budzenie delfinów w Kaliforni i waleni na kole podbiegunowym. Tak zwyczajnie było, jak zawsze, zwykle, constans:)))

A teraz się zasłuchuję

sobota, 5 września 2009

Odpoczywam po...

…targach, to mogę coś napisać. W zasadzie, to przydałyby się teraz jakieś wczasy cy cuś, bom zmęczona nieziemsko. Codziennie po 10-11 godzin na nogach-w szpileczkach-bez siadania niemal, to nie jest coś co Cleosie lubią najbardziej. Tyrać to i owszem, mieć pierdyliard rzeczy do zrobienia, ale przesyt przyszedł dnia trzeciego. Czwartego było mi już  wszystko jedno w kwestii zmęczenia, bo i tak padałam twarzą na pysk, po wyjechaniu ze stoiska pojechałam zatem na tygodniowe zakupy do Oszołoma, władowałam się na drodze przyparkingowej pod prąd (i niech mi tylko ktoś spróbuje coś powiedzieć/pokazać/zatrąbić), zrobiłam zakupy, wróciłam do domu, wtargałam na trzy tury do Helplandu, skończyłam Kronikę Rodzinną, Smoczy album skończyłam, po czym udałam się do gabinetu w celu znalezienia JEDNEJ książki. Kto wie, jak gabinet wygląda, ten wie, że to nie bylo łatwe zadanie. Znalazłam. Robiąc przy okazji gruntowny porządek i lekkie przemeblowanie. Po czym do północy oglądaliśmy z Diabołem zdjęcia z Cleosiowej przeszłości. W końcu byłam zmęczona no nie? A mogłam iść spać o 19tej, mogłam, bo niby czemu nie, to nie poszłam.
Dziś rano za to wstalam, upiekłam DiabołowiMarudzieUwielbiamTwojeCiasta ciasto na śniadanie do mleka, zrobiłam pranie, wystawiłam kwiatki na balkon, żeby zmokły. A mogłam wstać przed chwilą, mogłam, bo niby czemu nie? W końcu zmęczona jestem, tak? (Cleos ty nie kończ zdania „tak”, tak?!-by Who). Efektem wstania i ciasta było…
Cleos budzi Diaboła rano…. budzi… budzi…budzi…
C: Diaboł, ale kochasz mnie, co?
D: Mhm.
C: A na śniadanie masz ciasto z mlekiem…
D: Kocham cię pierdylion razy bardziej, niż można to powiedzieć w jednym „kocham”.

No ja myślę. W końcu mogłam wstać póżniej:)

Oraz wreszcie, dla tych, którzy czekają z utęsknieniem i doczekać się nie mogą, oraz dla innym popaprańców emocjonalnych, którzy znajdują w tym potwierdzenie, że nie tylko oni mają nie całkiem równo pod sufitem – dialogi kurortowe:)
(Pozwolicie only, że oszczędzę autorkom tekstów wstydu i nie podam, co która i do kogo)

A: Co ty robisz z tym nożem i kartką?
B: Miętolę sobie…

C: Gdyby facet przy mnie pierdnął ja bym nie mogła potem podejśc do niego, żeby o tym nie myśleć.

D: Jak mnie chcecie ograniczać, jak wy tak same.
E: My możemy się też dostosować.
D: No to ok, w takim razie wszystkie trzymamy klasę.

G: Przemyślałam sobie temat pierdzenia…

H: Se wypijemy rano wino, zanim mama przyjedzie chaszcze wsadzać.
I:… I jej to wszystko wytłumaczymy.

J: A mówiłam wam, jak w Sromie składałam komodę?
K: ???
J: Tłuczkiem do mięsa.

L: Ale ty sobie nawilżasz pięty?
Ł: Ale mydło zasadniczo wysusza pięty…
M: Tak, ale nie jak jest mokre.

N: Ty tylko reagujesz na kalambury fizyczne.

O: Ja ci nie każę wiedzieć wszystkiego, tylko jak się nazywa gównofilia?

P: Czy ty idziesz do łazienki?
R: Na razie nie, jak idziesz sikać to idź.
P: Kupę bym zrobiła.
S: Ooooo, to sprawa prosta. Jam uszę siku, przed kupą musi być siku.

T: Na małej stópce kurzajka może ci się pomylić z nagniotkiem.
U: A nagniotek to taki kwiatek?
T: To jest NAGIETEK.

W: Ale wy sobie korzystajcie z tych maseczek. To takie maseczki do ciasta.

X: No jak mi ktoś powie, że to jest typ faceta za którym kobiety sikają.
Y: No ja was proszę. On jest taki jak my Pamele…. Znaczy Cleosia jest dla Diaboła Pamela po liftingu, no ale my?
X: No ja sobie wypraszam.
Z: Bo my jesteśmy panele!

A: No ale ten film mnie wnerwia.
B: Czekaj, bo ja do niego pójdę…(wije się)  taka panterka…

C: Dobrze, że tu nie ma żadnego faceta, bo jakbym sobie betonowała cycki? Trzy nimfy schrott chciały zakładać: jedna zabetonowana, druga powiewa, trzecia z nożem.

D: Którego dzisiaj jest?
E: Ja wiem, że jest piątek i uważam to za duże osiągnięcie.

F: Laptopa sobie weź.
G: Nie, bo rodzina mnie zabije.
F: Dzieci pójdą spać, a mąż niech się martwi i wystawia fiuta za okno.

G: Po co ci Hamas, jak masz mnie?
H: Jak patrzę na Hamas to wiem, że gdzieś może być lepiej, jak się wyzwolę spod twojej rączki.
I: Bo ona jest Blond Laden.

J: No ja kontynuuję w temacie, a wy se pierdolcie pobocznie.

K: Bo ty się zawsze rzucasz łbem naprzód – jeb, dup, bomba.

L: To jest dowód na to, jak mi się wydawało, że mi się wydaje.

Ł: Tobie ktoś mówił, że słuchu nie masz?
M: I głosu też.
Ł: A ciebie zarzynają, czy rżną?
M: No właśnie nie. Wyję za rżnięciem.

Kurtyna. Więcej grzechów nie pamiętam (bo nie mam) i nie proszę o wybaczenie:)))

AP DEJT telefoniczny sprzed chwili:
C: To przyjeżdżaj, ja mam ciasto.
W: Dobrze, że powiedziałaś nie będę jadła obiadu… a i tak nic nie mam.
C: Durna, jakbyś pomyślała i przyjechała wcześniej, to byś się załapała na murzyńskie fiuty z ziemniaczkami.
W: A to mam sobie tak kurcgalopkiem przydreptać?
C: No przecież, Ci nie przywiozę.
W: Przypominam Ci, że mam samochód PRZYDEPTANY.

I bądź tu człowieku normalny. Cleosiu w sensie. No nie da się:)

niedziela, 23 sierpnia 2009

Wrócilim...

…pełni wrażeń i niechętni cywilizacji. Bo miejsca, gdzie nie ma niemal żadnego zasięgu są super.  I przez  tydzień za płotem przejechały CZTERY samochody. Złomowisko by jednak nie powstało. No trudno. Trudno też, że wróciłyśmy, ale nie dało się inaczej Babcia Halinka nie wyraziła chęci adoptowania ani mnie ani Smoka. Stety niestety.

 Pisania nie będzie, póki mi się nie zachce. A nie zachce mi się długo. Zatem tęsknijta:)

niedziela, 9 sierpnia 2009

Bo najważniejsze...

…to umieć cieszyć się z rzeczy małych. Wiadomo, że prościej z wielkich osiągnięć, z nowej, lepszej, pracy, nowego samochodu, nowej miłości, zdanego egzaminu. Ale kiedy pozdawało się wszystkie egzaminy, a na nowe się nie zapowiada, kiedy nowe auto ma już 8 lat, nowa, lepsza praca jest po prostu dobra, a nowa miłość jest Miłością, to mówi się, że przyszedł czas na rutynę i codzienne życie. Czyli nudę, która nie przynosi radości. I wtedy, żeby nie dać się tej codzienności trzeba cieszyć się z rzeczy małych. Z tych 50 małych radości z notki u Who. Trudne. Proste. Od podejścia zależy. Pierdylion razy słyszałam, że zarażam optymizmem, że trudno się nie cieszyć, kiedy się cieszę, że idę jak czołg dzięki temu, że się nie poddaję, że w każdym dupersznicie do chrzanu znajduję „o mój bloże jakie on cudowny”. Rozejrzyjmy się zatem wokół… Kto był w Helplandzie ten wie o czym będzie mowa.  W salonie siedzę aktualnie – w radio włoski szlagier, za oknem widok na koronę czerwonego klonu, kot się łasi,  telewizor mam nareszcie w salonie, słońce za oknem. Tyle powodów do radości. Nie dalej jak parę dni temu, odkręciłam z drzwi ten pierduśnik do wrzucania listów, wyszlifowałam i zatchnęło mnie z zachwytu. Wołam Diaboła „Patrz jaki on piekny”, a Diaboł na pierduśnik, na mnie, na pierduśnik, na mnie i „Kocham Cię Kleoś, bo sie potrafisz cieszyć takimi pierdołami.” No, ale jak tu się nie cieszyć, kiedy on naprawdę piekny. Albo dywan w sypialni… albo przestrzeń po wyniesieniu stamtąd telewizora, albo nowe, niebieskie talerze, albo że Diaboł zeżarł 10 klusek z sosem i się zachwycał, albo, że jak mi przychodzi SMS to słyszę dwuletniego Smoka, albo, że sąsiedzi przystają na klatce i podziwiają nasze wrota, albo, że mam takich właśnie sąsiadów, że nie przemykają, tylko zagadują, albo, że ktoś mi w pracy zrobił uprzejmość, albo, że ktoś mówi do mnie „Czarownica”, albo że wstałam rano i mogłam kawę na balkonie wypić, albo że hibiskus mi kwitnie, a oleandry puściły się jak gupie. Ja pierdykam, jest tyle powodów do radości, do cieszenia się gdzieś głęboko w sercu i/lub skakania pod sufit, że głowa mała.
Może to jest powód, dla którego przyciągam głównie dwa rodzaje osobowości. Przyjaźnię się z ludźmi zdecydowanymi i silnymi, nawet w swych słabościach, z osobowościami na tyle wyraźnymi, żeby się przy mom kleosiowym charakterze nie zgubiły. A charakter mam trudny, to wiemy nie od dzisiaj. Za to towarzysko i na chwilę przyciągam życiowe fajtłapy, sierotki Marysie z zapałkami, kurna, które szukają wsparcia, bezpieczeństwa, kogoś, kto ich obroni. Przykład mam w pracy, pozwólcie, że nie opiszę, bo osobiste problemy osobnika-osobniczki, nie po to mi są powierzane, żebym je publikowała. Wywnętrzają się tacy, mazgają, wypluwają zastygły w nich życiowy jad, po czym dostają porcję optymistycznego wsparcia i rad-porad tchnących kleosiowym słońcem. A czasem wystarczy, że się wypłaczą i niczego im więcej nie potrzeba. Niech będzie, mnie nie ubędzie, a im się przyda. Nie oceniam. Czasem mnie takie sępiarstwo męczy, czasem irytuje, ale zasadniczo nie odmawiam wysłuchania i wsparcia. Nic mnie to nie kosztuje, a skoro mam, to dam.
Tyle jest powodów do radości, a czasu tak mało (tchnęło głeboką filozofią, co nie:), że szkoda go marnotrawić na życiowe marudzenie. Powiedziałam kiedyś do Kate chyba, że już mnie nic gorszego nie spotka, niż spotkało dotąd. Mógłby mi jeszcze zejść z tego świata ktoś bliski, ale z taką okolicznością liczymy się codziennie. Zatem było parszywie, ale kurna nie jest. Jest lepiej nawet. Po każdym kopniaku budzę się silniejsza, spokojniejsza, i paradoksalnie bardziej zadowolona z tego co mam i co jest wokół mnie. Niczego nie żałuję, każdy błąd – nawet najboleśniejszy czegoś mnie nauczył. Niektóre nawet dały niezłą szkołę. Niektóre będą się jeszcze jakiś czas odbijały czkawką. Ale co tam, patrzę za okno, a tam… słońce. I we mnie słońce, choć oczywiście czasem mam ochotę ryczeć w poduszkę. Ale wtedy jest Diaboł. I chociaż On się do tego za Chiny ludowe nie przyzna, bo woli Mrok, to On to też Słońce. Zatem czy ryczę, czy skaczę z radości zawsze mam słonecznie, czego i Wam życzę… bo tyle jest powodów do radości…

poniedziałek, 3 sierpnia 2009

Tak mnie rano...

…nakręciła „Zuppa Romana” i „Quando quando”, że aż wysłałam maila dziękczynnego do radia. A co, niech wiedzą, że dobrze mi robią. Szef S na mój widok, śpiewającej pod nosem i gnającej do Niego z kawą w podskokach skwitował „O, ktoś tu dobrze zaczął tydzień”, „Mogę trochę dobrego humoru odstąpić, sporo mam.” Niech ma wódz, jak mówił Diaboł. Trza się dzielić w końcu, niekoniecznie z biblijnego przykładu. Trza się dzielić, bo kiedyś też się dostanie. Przed oczami staje mi film „Siedem dusz”. No to się dzielę, jak mam, a jak nie mam to oddaję darmo.

Potem zrobiłam sobie dobrze pracą. Bo ja lubię dobrze pracować.

Potem załatwiłam co miałam w planie. Jubilerrrr nadal mnie namawia na ten pierścień Arabelli, co to mi się na niego oczy błyszczą. Ale nu nu, nie ma takiej opcji.

Lekki wkurw skutkował Moonspelem i powerem, że góry przenosić. Albo sufit jak kto woli, bo jest – to i jest co przenosić. Drzwi jutro jak tylko uporam się z dywanem do sypialni. Powiem Was… pięknie będzie.

Plany mamy na dwa tygodnie w pełni. W końcu Smoka nie ma, to nadmiar czasu się zrobił. Gówno prawda moi drodzy. Latam jak potrzaskana i nie wiem, gdzie w następnej kolejności powinnam powieźć własny zad. Jutro do banków na przykład, obu, bo co się będę rozdrabniać.

Aaaa, no i Kate była. Ryjan w sensie. Pozostało po niej przeświadczenie, że faceci nabawiają się zapalenia pęcherza od sikania blisko pokrywy śnieżnej – na klęcząco znaczy, że lecę na różowe kawałki plastiku, że Diaboł się myje dokładnie oraz, że podnoszę Jej upadłe poczucie własnej wartości. A także dowcip prosze Państwa miesiąca (niech będzie, bo się dopiero zaczął)
Kate: Bo ja się widzę jako ten krystaliczny aniołek fru fru.
No błagam, takiej bredni nawet moje odporne uszy  nie zniesom. Ale nic to, niech dziewczę ma dobre samopoczucie przynajmniej. I mam nadzieję, że Jej durchfall po popcornie z lodami nie męczył:)

Co by tu… No dobra, jeszcze chwila i spać idę, ale najpierw 3 strony „Lśnienia”, bo wakacyjnie czeka cała sterta pt.: „przeczytaj bo warto.” No to czytam i zasypiam po tych 3 stronach a Diaboł gasi światło.
Gut najt zatem:)

niedziela, 2 sierpnia 2009

Jeden sąsiad...

…wyraża lekką zazdrość ciągłym marudzeniem na zakłócaniem ciszy niedzielnej i śmiecenie.
Druga sąsiadka powiedziała mi dzisiaj „pani jest jak MajGajwer, wszystko pani potrafi zrobić.”
Trzeci sąsiad „Pani jest niezmordowana.”

Orgazmiczna przyjemność trwa:)