…jeszcze mi trzy zostały na jutro. Ja pierdykam, czy te okna się rozmnażają przez pączkowanie, czy jak? obdarłam parapety z folii, szyby z naklejek, ramy z foli i pianki. Częściowo – na samą górę nie sięgam, chociaż wkurw dodaje skrzydeł. Przejdzie, nie przejdzie…przejdzie, nie przejdzie… Wyliczanka.
wtorek, 15 września 2009
poniedziałek, 14 września 2009
piątek, 11 września 2009
Według niektórych to cała ja...
Edyta Geppert
Och, życie kocham cię nad życie
Kocham cię życie Wierzę w niezmienność A ja szepnę skrycie Kocham cię życie Chcę spotkać w tym dniu Uparcie i skrycie Kocham cię życie
Uparcie i skrycie
och życie kocham cię kocham cię
kocham cię nad życie
W każdą pogodę
potrafią dostrzec oczy moje młode
niebezpieczną twą urodę
poznawać pragnę cię pragnę cię
pragnę cię w zachwycie
choć barwy ściemniasz
wierzę w światełko które rozprasza mrok
Nadziei nadziei
W światełko na mierzei
Co drogę wskaże we mgle
Nie zdradzi mnie
Nie opuści mnie
och życie kocham cię kocham cię
kocham cię nad życie
Choć barwy ściemniasz
Choć tej wędrówki mi nie uprzyjemniasz
Choć się marnie odwzajemniasz
Kiedy sen kończy się kończy się
kończy się o świcie
A ja się rzucam
Z nadzieją nową na budzący się dzień
Człowieka co czuje jak ja
Chcę powierzyć mu
Powierzyć mu swój niepokój
Chcę w jego wzroku
Dojrzeć to światełko które sprawi
Że on powie jak ja- jak ja
och życie kocham cię kocham cię
kocham cię nad życie
Jem jabłko winne
I myślę ech ty życie łez mych winne
Nie zamienię cię na inne
Poznawać pragnę cię pragnę cię
Pragnę cię w zachwycie
I spotkać człowieka
Który tak życie kocha
I tak jak ja
Nadzieję ma…
środa, 9 września 2009
niedziela, 6 września 2009
Powietrze...
…pachnie inaczej – jesiennie. Promienie słońca inaczej układają się na balkonie, już nie tak ciężko i obficie jak latem… Teraz raczej jak pajęczyna – delikatnie, tu i tam, nieśmiało jakoś. Narnia zmienia się, z nią ja. Lepsza, gorsza, głupsza, mądrzejsza – nie wiem – inna. Powinnam może pisać mądrości, zapisywać myśli przemykające jak nornice po polu i chowające się w norkach głęboko wewnątrz mnie. Zamiast o bzdurach słonecznych, pisać to, co ważne. Co jest ważne? Nie wiem. Taka jestem, chociaż czuję, że zmieniona. Częściej zatrzymuję myśl, słowo, odczucie – smakuję, rozważam. Na życiowe problemy swoje i cudze reaguję niezmiennie tak samo – dobitnie, dosadnie, treściwie, czasem wulgarnie, czasem złośliwie – ważne, że skutecznie. To co się zmienia, to promień słońca, też inny, jak ten na balkonie. Inna słoneczność, inne postrzeganie, chociaż na pierwszy rzut oka tego nie widać. Bo po co. Dorastam? Dojrzewam? Głupieję? Zamiast koncentrować się na mądrych wypowiedziach, jak to ja obracam w żart, trywializuję, znajduję proste, słoneczne rozwiązanie. Tak mam. Może powinnam inaczej, poważniej, mądrzej, doroślej. Przemyślenia, z których niewiele wynika. Woda na młyn. Urwane zdania, jak urwane myśli. Jesienne.
Była...
…i jak zawsze po takich wizytach pozostały zanotowane pospiesznie perełki polszczyzny.
A: Diaboł, będziesz mi frezował stopy?
Diaboł: Mogę spróbować.
B: No, idiotkę z siebie zrobiłam, chyba dobrze, że mam poczucie humoru na wlasny temat, tak?
D: One jakieś tam odglosy wydają, ale na czym one się wzorują, bo przecież nie na kopulacji słoni.
D: To brzmi normalnie, jakbyś nagle zaczęła robić spontanicznie mostek w łóżku.
C: „Kochanie, właśnie przyjebałam łbem w łóżko, przesuńmy się trochę” – tak właśnie mówię.
D: To są założenia, ale co jeśli już ktoś pierdnie?
E: No nawet o tym nie mów!
D: No nie mów, że jeden pierd przekreśliłby 15 lat znajomości.
F: Rozumiem, że jak ty byłaś na Niwach, to on spokojnie sikał?
D: No normalnie od drzwi takim lobem…
Oświadczyła Mu się, bez rymsania co prawda, ale jednak. Oświadczyny nie zostały przyjęte, chociaż jak ich potem słuchałam to łaskawie wyraziłam zgodę na ten związek. Niech se mają, byle platonicznie bo innej baby w łóżku z moim Diabołem nie zniese. Nawet jeśli to ma być Who. Ustaliliśmy kto na kogo nie leci, kto z kim nigdy oraz ewentualnie, omówiliśmy Syndrom Kutra Rybackiego, częstotliwość mycia, problemy z nianią, z kolacją, z nowym życiem, przygody z przeeszłości, budzenie delfinów w Kaliforni i waleni na kole podbiegunowym. Tak zwyczajnie było, jak zawsze, zwykle, constans:)))
A teraz się zasłuchuję
sobota, 5 września 2009
Odpoczywam po...
…targach, to mogę coś napisać. W zasadzie, to przydałyby się teraz jakieś wczasy cy cuś, bom zmęczona nieziemsko. Codziennie po 10-11 godzin na nogach-w szpileczkach-bez siadania niemal, to nie jest coś co Cleosie lubią najbardziej. Tyrać to i owszem, mieć pierdyliard rzeczy do zrobienia, ale przesyt przyszedł dnia trzeciego. Czwartego było mi już wszystko jedno w kwestii zmęczenia, bo i tak padałam twarzą na pysk, po wyjechaniu ze stoiska pojechałam zatem na tygodniowe zakupy do Oszołoma, władowałam się na drodze przyparkingowej pod prąd (i niech mi tylko ktoś spróbuje coś powiedzieć/pokazać/zatrąbić), zrobiłam zakupy, wróciłam do domu, wtargałam na trzy tury do Helplandu, skończyłam Kronikę Rodzinną, Smoczy album skończyłam, po czym udałam się do gabinetu w celu znalezienia JEDNEJ książki. Kto wie, jak gabinet wygląda, ten wie, że to nie bylo łatwe zadanie. Znalazłam. Robiąc przy okazji gruntowny porządek i lekkie przemeblowanie. Po czym do północy oglądaliśmy z Diabołem zdjęcia z Cleosiowej przeszłości. W końcu byłam zmęczona no nie? A mogłam iść spać o 19tej, mogłam, bo niby czemu nie, to nie poszłam.
Dziś rano za to wstalam, upiekłam DiabołowiMarudzieUwielbiamTwojeCiasta ciasto na śniadanie do mleka, zrobiłam pranie, wystawiłam kwiatki na balkon, żeby zmokły. A mogłam wstać przed chwilą, mogłam, bo niby czemu nie? W końcu zmęczona jestem, tak? (Cleos ty nie kończ zdania „tak”, tak?!-by Who). Efektem wstania i ciasta było…
Cleos budzi Diaboła rano…. budzi… budzi…budzi…
C: Diaboł, ale kochasz mnie, co?
D: Mhm.
C: A na śniadanie masz ciasto z mlekiem…
D: Kocham cię pierdylion razy bardziej, niż można to powiedzieć w jednym „kocham”.
No ja myślę. W końcu mogłam wstać póżniej:)
Oraz wreszcie, dla tych, którzy czekają z utęsknieniem i doczekać się nie mogą, oraz dla innym popaprańców emocjonalnych, którzy znajdują w tym potwierdzenie, że nie tylko oni mają nie całkiem równo pod sufitem – dialogi kurortowe:)
(Pozwolicie only, że oszczędzę autorkom tekstów wstydu i nie podam, co która i do kogo)
A: Co ty robisz z tym nożem i kartką?
B: Miętolę sobie…
C: Gdyby facet przy mnie pierdnął ja bym nie mogła potem podejśc do niego, żeby o tym nie myśleć.
D: Jak mnie chcecie ograniczać, jak wy tak same.
E: My możemy się też dostosować.
D: No to ok, w takim razie wszystkie trzymamy klasę.
G: Przemyślałam sobie temat pierdzenia…
H: Se wypijemy rano wino, zanim mama przyjedzie chaszcze wsadzać.
I:… I jej to wszystko wytłumaczymy.
J: A mówiłam wam, jak w Sromie składałam komodę?
K: ???
J: Tłuczkiem do mięsa.
L: Ale ty sobie nawilżasz pięty?
Ł: Ale mydło zasadniczo wysusza pięty…
M: Tak, ale nie jak jest mokre.
N: Ty tylko reagujesz na kalambury fizyczne.
O: Ja ci nie każę wiedzieć wszystkiego, tylko jak się nazywa gównofilia?
P: Czy ty idziesz do łazienki?
R: Na razie nie, jak idziesz sikać to idź.
P: Kupę bym zrobiła.
S: Ooooo, to sprawa prosta. Jam uszę siku, przed kupą musi być siku.
T: Na małej stópce kurzajka może ci się pomylić z nagniotkiem.
U: A nagniotek to taki kwiatek?
T: To jest NAGIETEK.
W: Ale wy sobie korzystajcie z tych maseczek. To takie maseczki do ciasta.
X: No jak mi ktoś powie, że to jest typ faceta za którym kobiety sikają.
Y: No ja was proszę. On jest taki jak my Pamele…. Znaczy Cleosia jest dla Diaboła Pamela po liftingu, no ale my?
X: No ja sobie wypraszam.
Z: Bo my jesteśmy panele!
A: No ale ten film mnie wnerwia.
B: Czekaj, bo ja do niego pójdę…(wije się) taka panterka…
C: Dobrze, że tu nie ma żadnego faceta, bo jakbym sobie betonowała cycki? Trzy nimfy schrott chciały zakładać: jedna zabetonowana, druga powiewa, trzecia z nożem.
D: Którego dzisiaj jest?
E: Ja wiem, że jest piątek i uważam to za duże osiągnięcie.
F: Laptopa sobie weź.
G: Nie, bo rodzina mnie zabije.
F: Dzieci pójdą spać, a mąż niech się martwi i wystawia fiuta za okno.
G: Po co ci Hamas, jak masz mnie?
H: Jak patrzę na Hamas to wiem, że gdzieś może być lepiej, jak się wyzwolę spod twojej rączki.
I: Bo ona jest Blond Laden.
J: No ja kontynuuję w temacie, a wy se pierdolcie pobocznie.
K: Bo ty się zawsze rzucasz łbem naprzód – jeb, dup, bomba.
L: To jest dowód na to, jak mi się wydawało, że mi się wydaje.
Ł: Tobie ktoś mówił, że słuchu nie masz?
M: I głosu też.
Ł: A ciebie zarzynają, czy rżną?
M: No właśnie nie. Wyję za rżnięciem.
Kurtyna. Więcej grzechów nie pamiętam (bo nie mam) i nie proszę o wybaczenie:)))
AP DEJT telefoniczny sprzed chwili:
C: To przyjeżdżaj, ja mam ciasto.
W: Dobrze, że powiedziałaś nie będę jadła obiadu… a i tak nic nie mam.
C: Durna, jakbyś pomyślała i przyjechała wcześniej, to byś się załapała na murzyńskie fiuty z ziemniaczkami.
W: A to mam sobie tak kurcgalopkiem przydreptać?
C: No przecież, Ci nie przywiozę.
W: Przypominam Ci, że mam samochód PRZYDEPTANY.
I bądź tu człowieku normalny. Cleosiu w sensie. No nie da się:)

