…boski. Będę tę prawdę głosić wszem i wobec i o każdej porze dnia i nocy. Malowniczy, ustawny, podręczny, uroczy, z jednostką wojskową wojsk lotniczych prawdopodobnie, gdzie Kate znajdzie mojca Elenczy, jak tylko zamieszka u Who. Bo one stanowią parę doskonałą w sensie życiowym. Nawet jedna wanna powinna im do spania wystarczyć. Chociaż zgodnie uzgodniły (tfu), że jak będzie trzeba, to gości wyślą do hotelu. Powinnam być zazdrosna chyba, ale jakoś mi ta zazdrość zawsze umknie w tabunie dzikich tematów o łysych, Elenczach, piosenkach na VH1, wychowywaniu dzieci i byłych wężów, przy gotowaniu, piciu i ciągłym jedzeniu. Wyjątkowo jakoś tym razem nie sięgnęłam po kartkę w celu notowania myśli złotych, i mnie pokarało zgubieniem etui z kompletem pisadeł. Who ratuj!!! W drodze powrotnej było o korkach, bogu, absolucie, śmierci, ślubie Kate, zaręczynach, oświadczynach, kandydatach, sukienkach, bytach pośmiertnych, pieniądzach, materializmie, spełnieniu i odpoczynku w pracy. I obrazie. Wszystkim się póki co podoba, albo zatem mam wyjątkowo dobrze wychowanych ludzi wokół siebie, albo nie jest tragiczny:)
Odpoczęłam. I nawet udało mi się być w pracy dzisiaj tylko trochę mroczną i złą:)))
…SPArtystyczny mi się zapowiada. Kąpiel z pianką, maseczka, manicure, malowanie, czytanie, filmu oglądanie. A co! Należy mi się!
APDEJT: Popełniłam dzieło w postaci landszaftu. Na początek może być. Kossak to nie jest, ale wstydzić się za niego nie będę. Siedzę, stopy mi marzną, zatem będę miała katar do plusnieskończoności, ale jakoś oderwać się nie mogę. Nic nie poradzę. Najwyżej umrę na zapalenie płuc – proszę mi to na grobie puszczać w dni Sabatów. Chyba sobie jeszcze posłucham inkszości… w celu zrelaksowania oraz zapomnienia o bolącej stopie, która była się mi zużyła nieco w tym tangu, a konkretnie w sambowych botafogos. Myslałam, że nie boli, bo jakby cały dzień nie bolała, ale chyba nadejszłam sobie na próg jeden co go posiadam na stanie kuchenno-jadalnianym i szlag trafił niebolenie. No nic to. Następne tańcowanie za tydzień prawie powinnam odzyskać formę… stopę znaczy. No. Sama jestem, nikt nie podgląda, to sobie pójdę potańczyć. A co! Należy mi się, tak?!
…tango – BEZCENNE. Nawet jeśli jest to tylko krok podstawowy (na razie). Móc zatańczyć tango i być prowadzoną przez partnera BEZCENNE do kwadratu. Moje Dzieci się wyrabiają, zaczynają rozumieć w pół słowa, łapać gesty, otwierają się na muzykę, na rytm, zaczynają wyrażać siebie odważniej. Na hasło „wczuć mi się tu w tej chwili w wielkie love” zmieniają im się twarze, ruchy kocieją. Majster od tanga na „wkurz się trochę, bo my tu właśnie kłótnię kochanków uskuteczniamy” tak mną zamachał, zamiótł parkiet, wymachnął, że o mój bloże. BEZCENNE. Rozumieją, to największy sukces.
…posiada na stanie polot do tekstów tworzenia. Cytaty z Diaboła:
„Jak ją widzę to mi w poprzek staje.” o Ally McBeal „Ty Kleoś weź z pralki te taile bo mi space będzie potrzebny.” „Alias zawsze już będzie Alienem.”
Nie notuję wszystkich, a może powinnam, bo umykają mi/Wam/narodowi perełki języka polskiego. Się poprawię.
Po spacerze przytargaliśmy (no dobra Diaboł targał przez całe miasto) reklamówkę kasztanów. Oraz po prodze popełniliśmy serce kasztanowe pod jednym krzyżem z granitu. Odczuwalny fluid w powietrzu miesza się z jesiennym zapachem. Ciągle, nieustająco odczuwam Obecność między gałęziami starych kasztanowców. W tej materii nic się nie zmienia od lat. Naenergetyzowane do granic możliwości miejsce – jakby stała obok. A może to tylko moje wspomnienie? Jedno, setki, ogrom cały, rozsypane po zakamarkach mnie jak kasztany po ścieżkach? Who knows? Chociaż w tym wypadku nawet Who nie wie, jak sądzę. Tęsknię za maślanymi ciasteczkami.
Otwarte na oścież drzwi balkonu wpuszczają do salonu rześkość, zapach, powiew. Widok na Narnię zaczynającą się złocić i czerwienić zachwyca niezmiennie. Czytałam dziś gazetę siedząc na progu drzwi balkonowych, a słońce grzało jak głupie. Termometr pokazał w słońcu 27 stopni – oszalał. Ja też, z radości, że jeszcze jakiś czas będę miała to moje ukochane słońce na wyciągnięcie ręki. Jak szczęście. Na zadane jakiś czas temu pytanie odpowiedziałam „tak”. Zdecydowanie i bez namysłu. Zwyczajnie po prostu ot tak sobie. I poczułam w środku, w gardle kluskę śląską wielkości arbuza. Właśnie dlatego, że tak. Tak reaguję na szczęście – wzruszam się jak kretynka. Chyba jedynie wtedy tak naprawdę i szczerze. Podobno poza tym jestem zimną suką. Diaboł mi dziś uczynił wyznanie „Lubię takie.” Całe szczęście, bo inna nie będę. Za stara jestem na gruntowną reformę systemu i za dobrze mi ze sobą. Grunt to gruntowne (tfu) poddanie się samoocenie. Po takim czymś albo cieżko sobie spojrzeć w twarz w lustrze, albo staje się przed nim i mówi sobie, że jest ok. Nie mam problemów z lustrami. Żadnych. Możliwe, że to niekoniecznie oznacza, że ktoś nie ma problemów ze mną, ale to mi akurat zwisa uroczo, niemal jak biust własny. No umówmy się, sterczący był dawno temu, tak? No. Samokrytykę czynię spokojnie, bez spazmów, palpitacji, rzucania talerzami. Dobrze mi robi na samopoczucie. Różne rzeczy dobrze mi robią. Kasztany na przykład zbierane rodzinnie.
Burdel w tej notce nawet mnie zadziwia, tym bardziej, że miały być tylko cytaty z Diaboła i alles. Cała ja. Myślotok sam się nakręca i mknie. I niech go ktoś tylko spróbuje kontrolować. Zupełnie jak mnie:)
…Kate u drzwi. W celu windykacji oraz odebrania zgrzebeł, dostarczenia Frecho, które okazało się być czym innym, zeżarcia sorbetu co nie uciekł sam od siebie, a także wyjątkowo zachwycania się poczuciem humoru współpracowników. Nadejszła zaś. Może ja powinnam zacząć uskuteczniać Posiedzenia Piątkowe? Miast obiadów czwartkowych, bo wybaczcie w czwartek w porze obiadu uganiam się po Oszołomie oraz potem odliczam slow-slow-quick-quick-slow. (jeśli zrobię jeszcze jedną literówkę, to sobie pójdę i notki nie skończę) Zatem nadejszła, tą razą pokonując schody w tempie normalnym a nie kładzenia. Trening czyni mistrza. I potem:
Diaboł: Jak palcem, to robisz badanie prostaty per rectum. Cleos: Musimy to wypróbować, Ja sobie wezmę warzechę, jakbym nie dosięgnęła prostaty palcem. D: To ja z dwojga złego wolę wsadzać między drzwi.
C: Nienawidzę Cię. Kate: Nie, ty mnie kochasz. Miłością niezmienną i niezgłębioną. C: Nienawidzę zatem siebie. K: To smutne:) C: Diaboł powiedziałbyś chociaż ty, że mnie kochasz. D: (z oczodołami w kompie i mózgiem w zero-jedynkach) Tak…tak…
K: A poza tym Gudrun, Elencza i bliźnięta Jak i Nijak zeszły śmiercią śmiertleną przed poczęciem.
K: (o koledze z pracy) Jak biegnie, to ja jestem cała posikana. Cały się trzęsie, a każdy tłuszcz w inną stronę.
Wszystko to razem dowodzi, że nigdy nie znormalnieję, bo zadaję się wyłącznie z czubami. I pięknie.
A tango wyszło dzieciom bardzo fajnie, o czym nie dane mi było opowiedzieć, jakoś:)
…3 wiedźm. I o mój bloże zapomniałam o sorbecie!!! O własnych siłach nie uciekł, jeno został pominięty w menu. Ale za to upiekłam ciasto, czy mi to Kate wybaczy? Wybaczysz Jędzo? Dialogi jak zwykle:
Kate: Czy ona chce zostać kurą domową? Cura Domestica? Cleos: ObsCura chyba. K: ObsCura Domestica – może być.
K: Ona przygody przyruchawcze miała wcześniej.
Diaboł: (o koleżance z ogólniaka, co miała wydatne usta) Zdejmij wargę z nosa, jak do mnie mówisz.
K: Z wiekiem człowiek się starzeje…
Oraz w temacie delfinów i waleni Kate ma tak, że: C: Strusie w RPA wciskają głowę w piasek, żeby nie ogłuchnąć.
Miły wieczór był, zakończony miłym porankiem, przedpołudniem, południem, popołudniem i miejmy nadzieję kolejnym wieczorem. Jament:)
…taki mieć sposób na siebie. Tak w ogóle – w rytmie cha cha cha. Zapomniałam się w tangu, a oni patrzyli… i patrzyli… i patrzyli.
A od Życia dostaję czasem szpadlem w potylicę. Żeby nie było widać od kogo, zachodzi od tyłu i pierdut. A może to Los? Albo Ludzie? Albo może Kolej Rzeczy? Żebym znała swoje miejsce w szeregu i przypomniała sobie, że skala barw ma w cholerę szarości. Wiem, wurwa, ale się na nie nie zgadzam! Ani teraz, ani potem, ani nigdy. I dam radę pomalować mój świat na niebiesko. Wiem, że warto, chociaż bywa ciężko… Ciągle się uczę…