…poszłam spać o 21.09 Dzisiaj o 16.35 i spałam do 18.47 Smok idzie spać o 20.00…
…a ja razem z Nią. Chyba mi ktoś wyjął baterie.
Spotkałam ją/go na skrzyżowaniu przy Średnicówce i Renault. Malutka/tki. Jeszcze chwila i miałabym psa. Ale tak mi było zimno i do kitu… Łapanie psa mogę uskuteczniać bez wskazań gorączkowych. Może poczeka?
…główkuje, robi misz-masze po czym kupuje kozaczki cud/miód/orzeszki/orgazm dziki idealnie pasujące do zielonego futra za 5 PLN. A wszystko to efekt braku rury na widoku i boskiego weekendu. Serio serio. Jak się tak skutecznie przegoni przeziębienie, to nawet Who się dziwi. Oraz o 8:03 wydaje odgłos paszczowy, że (imaginujcie sobie głos Who jak wpada w egzaltację) „Paznokcie sobie robię, nie pogadamy teraz!!!” To, że przed chwilą zbluzgała mnie od głupich wariatek pisemnie to pryszcz. Na dupie. Dupa bowiem pozwalam sobie mówić. I ja nie robię sobie paznokci, z czym mi nawet dobrze oraz z brakiem odpowiednika motylej nogi też. Jakieś dziwaczne konstrukcje zdaniowe mi wychodzą na tym blogusiu, a tu przecież mam te bajki pisać, co to je będzie Kate Granatnik wydawała. Dobry bloże, kiedyś mi się przestaną te Jej wszystkie osobowości opatrzone pseudonimami mieścić w linkach. Złowieszczo się śmieję na różne okoliczności, których nie wyjawiam postronnym. Kto miał mieć objawione ten ma. Alleluja – a nie to dopiero na wiosnę, czy jakoś tak. Że niby o weekendzie było… No tak, było złomowisko, Gnom, Who, pizza jednak mimo wszystko jesli Państwo pozwolą „Better Than” a nie „The Best of” – póki co. Gnam do ideału, nieco pod górkę, ale gnam. Życzenia spełniam w przedbiegach więc szykujcie palce do tego nosowego wsadzania, czy gdzie tam, bo mam dobry okres w życiu. Tfu tfu nie zapeszać. Laleczka voo-doo czeka na lepszy czas. Dla niej lepszy, mnie nie trzeba na razie. I jak to miło, że się ktoś o mnie martwi i wydumowywuje wyimaginowane powody nierobienia czegośtam. Ja jestem doprawdy ciekawa jaki, poza podanym mógłby być ten powód, ale mi się gg nie odpala, a na wzniosłe konwersacje nie mam siły, to się pewnikiem nie dowiem. Czarna jak noc wyobraźnia podsunęła niektórym moim schizofrenicznym Przyjaciółkom jakieś kosmiczne pomysły. Kochane. Znaczy głupie wariatki chciałam powiedzieć. Na szczęście pozostałe moje Przyjaciółki nie dumają po nocach nad sensem nierobienia, tylko przyjmują tłumaczenie – zresztą prawdziwe z głębi serca:) O weekendzie było zdaje się. Owocnie, owocnie. Urodziny były u Rodziny. Nowy absztyfikant jednej z kuzynek zwany Panem Pikusiem póki co nie u cieka z piskiem. A ja mu się w sumie dziwię – ja tam bym uciekała. Relaks. Co nie znaczy, że się wyspałam na przykład, zatem dziś rano jeden pan mnie obtrąbił omal nie wjeżdżając mi w zadek. Ja przeciwko urozmaiceniom nic nie mam, ale jakby mi wjechał to byłaby mea culpa i lekka dupa. Tak, dupa pozwalam sobie mówić.
…jest mi paskudnie. Powody są różne… może to plucha i brak słońca?
APDEJT: Będzie się nazywała „Better Than” – ta pizza. A co!
APDEJT ZWEI: Dzisiajszy wieczór spędzam z Who w sypialni. Się będzie działo, biorąc pod uwagę, że wyznajemy sobie miłość gorącą, a jak wiadomo ja bez miłości w sypialni nie ten teges.
APDEJT TRZY: Była Who. Tego się nie da opisać. Dalej nic nie wiem, nic nie rozumiem, ale żeby nie było – ok poczekam. Oraz małpa wygląda lepiej w moim futrze niż ja sama, to je sobie wzięła. A co, niech ma skoro już i tak wten zachwyt wpada:)
…pizzę. Diaboł mówi, że pycha, ja że w skali od 1 do 10 dla pizzy – marne 4. Iwona Szymańska-Pavlović własnej kuchni się znalazła. I że niby jak ja nazwę tę pizzę? Otóż nie nazwę, bo na cleosiową nazwę zasługuje jedynie coś, co smakuje bosko a nie jak nawciepywany glut. No. Dojdę do wprawy (prędzej czy później każdy dochodzi) to będę wymyślała nazwy i inne duperele.
Krzaki som. Gotowe. Jutro maluję.
Oraz proszę Państwa to tango – och, ach. A choreografia jaka do cha cha cha! Mnią. Z pazurem trochę. A Diaboł zazdrosny o Prezesa. Gupi ach gupi. A Prezes się wije z Żarówką. Fajnie ach fajnie. A na koniec walc angielski solo. Tiaaa… no mało sobie nóg nie połamali tak lecieli na wezwanie. Pańskie oko… i takie tam. Czasem jedna pochwała robi więcej niż stado awantur i nagan. Nie moja wina, że chłopaki sympatyczne są i chcą się uczyć. A także mieliśmy dzień pierdzenia – nie pytajcie plis… W sensie, że proszę mi tę stopę postawić w całości na podłodze prrrrrrut, plackiem prrrrut, płasko cholera prrrrut. Dotarło to najważniejsze. Metody dydaktyczne dziwne, ale skuteczne.
Ziiiimno. Niech ktoś coś zrobi!!! Włączy ogrzewanie na przykład?!
autoironiczna. Nie ma nic wspólnego z menstruacją, ani zawirowaniami pogodowymi. Nic. Jestem wymagająca. Poprzeczkę zawsze stawiam wysoko. Wymagam od wszystkich, najwięcej od siebie, żeby mi nikt nie zarzucił, że chcę czegoś czego sama nie. Zatem jeśli nie to ja też nie, jeśli tak to i owszem ja też. Nienawidzę głupoty, chamstwa i bezmyślności – uczulenie mam. Jestem anielsko cierpliwa, kiedy trzeba, można mi na język nadeptać, na głowę mi można wejść i poskakać słowa nie powiem. Mściwa jestem do przesady i pamiętam po latach. Wielkich krzywd – tych naprawdę wielkich nie wybaczam, nie zapominam i nawet jeśli z pozoru wyglądam, jakbym o tym nie myślała od dekady, knuję plany i wcielam je w życie – boleśnie dla kogoś przeważnie. Przy tych wielkich krzywdach nie waham się dzisiaj kochać, jutro nienawidzieć – jedno i drugie szczerze i z głębi serca…
…To wszystko zdecydowanie nie ułatwia mi życia. Nie ułatwia też życia ze mną. Nie wiem, czy ułatwia bycie mi bliskim i przyjacielem, ale na pewno uświadamia, że niedobrze być mi wrogiem. Najgorzej jeśli jedna parszywa cecha wyklucza się z drugą, a dwa odczucia w temacie dowolnym trwają jednocześnie. To mi właśnie nie ułatwia życia. Wcale a wcale.
…pogodzić się trudno. Nawet jeśli osładza ją wyjątkowa mądrość Dziecka. Nawet jeśli to Dziecko jest mądrzejsze od własnego ojca. Trudno zrozumieć zachowanie, z którego wynika wyłącznie zacietrzewienie, kiedy samemu zapomina się o zaciętości dlatego, żeby Dziecko nie słuchało, nie odczuło. Trudno pogodzić się z faktem, że można się aż tak pomylić w stosunku do człowieka, którego się dla siebie wybrało. Gorycz. Bo miało być inaczej „po”, z klasą. Puste słowa odbijają się czkawką. Bo nie ma klasy. Nie ma nic, tylko złość, urażona męska duma, zemsta, złośliwość, zakorzeniona głęboko uraza. Rozumiem. Naprawdę – to nie banał rzucony od niechcenia. Rozumiem ból i staram się obchodzić łukiem, ale to zupełnie kłóci się z tym, co mam w środku. A w środku mam chęć wdeptania w ziemię, na okoliczność tego, że Dziecko boi się zapytać ojca o coś bo „tato będzie na mnie zły.” Idąc za radą stwierdziłam „Dobrze, minął rok jak mówiłeś. Zakładam, że wiesz co mówiłeś – zatem teraz będzie tak i tak, nie widzę powodu żeby nie.” I co? I jaka odpowiedź? „Nie cygań. Jakoś o inne rzeczy się nie boi pytać.” Postawiłam sobie za punkt honoru okłamywać go choć nie mam już po co – ktoś wyczuwa ironię? Całkowity brak chęci zrozumienia – nie mnie – Dziecka. A Dziecko chce móc mówić do Niego „tato”, i boi się, że tatuś Go zabije. Ktoś potrzebuje psychologa – może ja, do pomocy, jak to zwalczyć, pokonać, zmienić. Mieć gdzieś jego emocje, dopóki nie dotykają Dziecka. Niech będzie szczęśliwy, albo niech zdycha jak mu wygodniej. Sam, z nią, z nim – wszystko mi jedno. Powinnam być może odważniejsza – słuchać tych rad i postępować tak-tak-tak – jak przykazano. Problem widzę tylko jeden – nikt z nich nie był w takiej sytuacji otwartej wojny- jeszcze, wcale. Trudne. Nie jestem chyba wystarczająco mądra. A myślałam, że może jednak jestem. Ani wystarczająco stanowcza. Trudne, kiedy patrzy się w oczy Dziecku mówiącemu „ale tato będzie smutny, jak mu to powiem.”