licznik bloga

Obsługiwane przez usługę Blogger.

czwartek, 12 listopada 2009

Via Tragara...

…wygląda jak żywa. Wprawiam się, rozsnuwam wspomnienia, przeglądam stare zdjęcia. Magiczne miejsca, słoneczny blask wokół i we mnie. Teraz mam swoje magiczne miejsce na ziemi zupełnie gdzie indziej. I chociaż temperatura na dworze oscyluje wokół 5 stopni (a to nie jest to, co Cleosie lubią najbardziej), chociaż w tym kraju nie można kupić Mellanurc, chociaż nie mam pod reką lazurowych plaż, nic to – stworzę sobie. Rozstawiam sztalugi i po paru godzinach mam to, do czego rwie się cleosiowe serce.

I jeszcze zastanawiam się, jak to zrobić, żeby w poniedziałek iść już do pracy. Bo dostanę młodych, jak tu jeszcze trochę posiedzę.

Oraz na koniec zasypiam w fotelu bujanym w najważniejszym momencie filmu. Budzę się, przecieram oczy, a Diaboł siedzi obok się uśmiecha. No to zbieram zwłoki i idę w przerwie na reklamy obmyć boskie ciało, po to, żeby wrócić na samą końcóweczkę filmu. W końcu i tak widziałam go jakieś piętnaście razy. I przecież naważniejsze jest to, że oglądamy ten film razem, że nie muszę szukać Go na ósmym hektarze, kiedy chcę się przytulić. Mam Go na wyciągnięcie ręki…

wtorek, 10 listopada 2009

Hesus Marija...

…Fernandes del Flores de la Muerte czy jak to tam było. Pierwszy dzień w domu, a ja już chodzę po ścianach. Bo ile można malować? (Sui margini jak oni, ci malarze, malowali taką Panoramę Racławicką, albo inne wielkogabarytowe dzieła, to ja doprawy nie mam pojęcia – po 3 godzinach ręka odpada.) Ile można pranie robić? Bajki oglądać? Grać ze Smokiem na kompie? Odbijać balony? Zwierzę stadne jestem wybitnie, ja chcę między ludzi jakichś, do narodu!!! Może być nawet wkurzający, byle by był. Zadzwoniłabym do kogoś, ale wszyscy jeszcze w pracy, albo w drodze z pracy do domu, albo nie mogą gadać, albo cośtam. O dżizusku! (Na szczęście za chwilę powinien przyjść hydraulik. Lepszy hydraulik w garści, niż naród na zewnątrz.) Miała przyjechać Ciotka, ale utknęła w BXL. Cholerna mgła. Jedyna rozrywka, to Pani Drukarenka, która cztery  razy dzwoniła uzgadniać druk terminarzy. Ależ jestem ukontentowana jak szlag. Potrzebę alienacji przejawiam jedynie w momentach skrajnego megazdołowania, a i wtedy wystarcza mi pół dnia (patrzcie: Juchy vel Niwy), a potem wracam do żywych i socjalizujących się, bo nie zniosę dłuższej samotności…

…(cholera zapomniałam, że mam jeszcze książkę i krzyżówki. Zaraz po nie lecę)

(Przyszło dwóch. Idę się uczyć wymieniać rurkę)

niedziela, 8 listopada 2009

Dobry wieczór...

… Państwu.

Smok ma ospę.

Bez odbioru.

Otworzyłam drzwi...

…i…

mam najlepszych Przyjaciół na świecie!!!

…
a kiedy poszli stałam w kuchni objęta Ramionami i ryczałam jak durna. Bo nikt, nigdy…wurwa…
…
Dziękuję Wam – żadne inne słowa nie przychodzą mi do głowy – naprawdę, bardzo, bardzo…

piątek, 6 listopada 2009

Od czasów Juchów...

…zwanych Niwami schudłam 4 kilogramy. Znaczy jest dobrze. Żarcie marchewek się oplaca, chociaż się może niejednoznacznie kojarzyć. Jeszcze tylko 2 z małym haczykiem i będę najboskiej najboskiejsza:)

APDEJT:
Rodzinny „Sezon na Misia” zaliczony. Smok owinięty różowym śpiworem, siedzący w bujanym fotelu, to kwintesencja Helplandu. Na stole popcorn, na ekranie miś i My – Rodzina.

APDEJT 2:
Kiedy wyszła w tej sukience to Prezesowi szczęka opadła. Matko jak ja Jej zazdroszczę takich nóg! Wyglądali na spiętych, skupionych, zestresowanych. Zatańczyli bezbłędnie, zatem próba generalna jutro o 17.00. A potem niech się dzieje wola nieba. Satysfakcja z dobrze wykonanej roboty jest tym większa im przyjemniej ogląda się efekt własnej pracy. Mnie było dziś wyjątkowo przyjemnie. Siedziałam sobie na krześle podanym przez Prezesa na moje pierwsze jęknięcie, że „siadłabym se bo mie nogi bolom” (gdzie się tak wychowuje nastolatków? ja tam poślę Smoka za jakiś czas na poszukiwanie męża), a więc siedziałam i uśmiechałam sie do siebie patrząc na nich. Dobrze, że tego nie widzieli, bo generalnie robię za straszliwie wymagającą zołzę, szalenie sympatyczną i owszem, ale wykańczającą ćwiczeniami. Jak na ten etap nauki, ten poziom i ten czas ćwiczeń – jestem zadowolona:) Dumna będę jutro, jeśli się nie pomylą:)

środa, 4 listopada 2009

Coś bym chciała...

…napisać… Ale jednak nie…

Zamiast tego może tylko to, że to chamstwo, drobnomieszczaństwo, grubiaństwo, prostactwo i słoma z butów aż żałość bierze. No, niech ja tylko usłyszę to samo, co usłyszałam, że usłyszała. Może i jestem konająca, ale w nastroju na malutką batalię. Może być słowną.

poniedziałek, 2 listopada 2009

Roma non...

… e stata construita  in un giorno… Tak to wiem. Oraz jeszcze gli occhi sono lo specchio dell’anima – moje są zimne.