licznik bloga

Obsługiwane przez usługę Blogger.

środa, 23 grudnia 2009

Z frontu...

…barszcz się chłodzi, kompot z suszu śmierdzi jak sam diabeł, kapusta się gotuje, karp się zacebulował. Na więcej nie mam siły. Reszta jutro, jak dożyję. Temperatura od gotowania skoczyła z 19 stopni do 22,4. Good. Kuzynka Brukselka właśnie poinformowała, że nadworna nianio-gosposia ukulała krokiety do świątecznego barszczu z marchewką i cebulą. Ktoś tak jada? Czy to przypadek jednostkowy. Wysunęła również przypuszczenie, że w nocy będę trzepać siemieniotkę. Otóż nie. Być może jeszcze ciasto dzisiaj, ale też niekoniecznie. I niech mi nikt nie mówi, że to takie boskie, bo robię dla siebie, u siebie i dla swoich. Fajnie. Tylko czemu mnie tak nogi bolą?

Karp w galarecie...

…szczeka. Hmmmm, to nawet nie takie trudne, ale do powiedzenia, że lubię to mi jeszcze zdecydowanie daleko:)

wtorek, 22 grudnia 2009

niedziela, 20 grudnia 2009

Pachnie mi tu...

…świerkiem i serowymi bułeczkami. Świerk jest różowy, a bułeczki pyszne na słodko. W karmniku dwa gołębie i sroka. W kubku czarna, gorzka kawa. W planach „Klopsiki i inne zjawiska pogodowe”. W stawach palców u dłoni ból – dziekuję Babciu, tego akurat nie chciałam po Tobie odziedziczyć. Na balkonie nowa wartswa śniegu, muszę sobie wyzamiatać drogę do karmnika, bo gołębie czekają. W uszach Buddha Bar „On walks the night”. Klimat iście świąteczny doprawdy:)

APDEJT:
Były „Klopsiki…”, a potem impreza pod patronatem Agora B-m, budowanie z lego makiet sklepów w galerii handlowej. Smok stworzył supermarket z meblami. A potem dostała kucharza z lego.
Dla odmiany pachnie schabowym bez kości. Konkluzja poobiednia jest taka, że kluski powinny się rozmnażać przez pączkowanie najlepiej bezpośrednio na talerzach i najlepiej w nieograniczonych ilościach. Jeszcze się nie zdarzyło, żebym ugotowała wystarczająco dużo (dziś 20 na 3 osoby w tym Smok).
Wczoraj w przerwie mieszania kleju do kafelek, robiłam łańcuchy na choinkę, pomagałam Smokowi odnajdywać słowa w książce do angielskiego oraz cośtam jeszcze czego nie pamiętam. Podział obowiązków jest jak widać płynny, zależnie od potrzeb chwili i nie są to koniecznie i jedynie oraz bynajmniej moje potrzeby.

środa, 16 grudnia 2009

Wracałam do domu....

…później niż zwykle i dobrze, bo mi to poprawiło humor. Jadę sobie, z przede mną biały, brudny jak sto nieszczęść Ford Courier. Wygooglać sobie proszę jak toto wygląda – brudnego może nie znajdziecie, ale będziecie mieli jakieś pojęcie o czym mowa. Jadę, patrzę, wpatruję się, a on ma na brudnych drzwiach z tyłu, palcem napisane „Jak dorosnę będę Transitem.” Uśmiałam się jak norka. A że Wiśnia, też aktualnie nie należy do tych błyszczących lakierem i woskiem, chyba sobie jutro rano napiszę na klapie „Jak dorosnę będę Ducato”

:)))

poniedziałek, 14 grudnia 2009

Na RMF...

…”Last Christmas” – mdło mi,
na CCM „Jest taki dzień” – zwracam marchewkę, którą jadłam na śniadanie,
na Zetce „Ally McBeal – Christmas songs” – matkokochana uwolnijcie mnie,
na Radio Maryja się modlą – bez komentarza,
na Jedynce – organowe granie
na Trójce – dzień ze „Śląskiem” i jak kolędują,
na Katowicach „All I want for Christams is You” – Maryśka double action
na Plusie też coś świątecznego,
na Radio 90 „Uwierz w Święta”

a gdzie moje „Felicita”??? w mordę jeża???!!!

APDEJT:
W ramach protestu świąteczno-muzycznego popakowałam prezenty:) Zostały mi dwa wierszyki/zagadki/dedykacje do napisania. Kartki wysłane. Stroiki/świeczniki gotowe. Ozdoby choinkowe jak mówi Offca – check. Lampki zakupione. Obrus z pierduśnikiem jest. Gwiazdki do pierdyknięcia są. Gwiazda nad drzwiami wisi. Czekam na rybę, siano, łuski i kapustę. Reszta ready i oczekuje gotowania. Matkoblosko! Bo wiecie, ja lubię Święta, tylko niech nie będą takie monotematyczne muzycznie:)

niedziela, 13 grudnia 2009

Sny w Hadesie

I chociaż mój mózg spowiła ciężka mgła,
Leżałem nie śpiąc, w myślach pogrążony,
Widziałem jak płomień na świeczniku drga,
Jak pełza i gaśnie śmiertelnie rażony.
I jeszcze rozbłyska sił ostatkiem.
Widziałem daleką gwiazdę nocą, ponad światem.

Mgliste postaci widziałem w oddali
Długie szeregi uśpionych pokoleń
Wciąż pogrążonych w nadziei i wierze,
Że zbudzi je słońce co ciemność pokona,
Cicho drzemiąc cichiutko przy sobie,
Jedno przy drugim w spokojnym grobie.

(…)
Księżyc świecił, lecz jego zimny blask
Był jak ognie Elma, co na masztach płoną,
gdy wieczór cieniem kładzie się jak morze,
Jak błedny ognik, co go w n oc jesienną
twe oko przelotnie pochwyci nad grobem.

(…)

Powietrze zdało się ciężkie i gęste,
Niczym ziemia wyschła i roztarta,
Co stała się pyłem, który można wdychać,
Półmrok pełen zjaw dziwacznych,
Cienie i błyski wzajem przemieszane,
Zaduch grobowej krypty, jak w baśni o czarnoksiężnikach.

(…)

Głuch jak morze, gdy je wicherz wzburzy,
Słyszałem szm mroczniejących głosów,
Niskich jak dźwięk harfianej struny.
Słyszałem jak płyną z zachodu na wschód,
Ja pytają i wyjaśniają, wznoszą się i opadają,
Jak biegną niczym fale ku mojemy łożu.

(frag. I cz. poeamtu G. Frodinga pt. „Sny w Hadesie”)

Jam morze wzburzonem
Gdy wicher nadciąga
Jak szum fali sunącej
Słyszałem westchnienie,
Przeczucie dnia
Pośród Hadesowej nocy,
Stłumione, tajemne
I pełne zdumienia.

I na oblicze
Chwilami spływał
Błysk światła
Jaśniejszy niż dawniej,
Jednak wciąż blady
Jak promień księżyca,
Co w nocy życia przenika
Przez śmierci drzwi.

(frag. IV cz. poeamtu G. Frodinga pt. „Sny w Hadesie”)