licznik bloga

Obsługiwane przez usługę Blogger.

czwartek, 11 lutego 2010

Dużo się dzieje...

…ale nie mam czasu, ani nerw, ani siły. Wzruszam się, wkurzam, denerwuję, stresuję, szału dostaję, wyżywam, wywnętrzam, rozmyślam, gadam, słucham, planuję, maluję, wymyślam.

Karuzela z melisą w tle.

niedziela, 7 lutego 2010

Miałam sen...

…niefajny. Trochę irracjonalny, trochę rzeczywisty – jeden z TYCH snów. Obudziłam się zniesmaczona i lekko podkurzona, na tyle lekko, że odechciało mi sie porannej lektury w pieleszach.
Po paru godzinach, ciągle dręczona twarzą ze snu zadzwoniłam…
„Dobrze, że dzwonisz córcia, bo jakiś zły dzień mam, ciągle mi się chce płakać.”
No ja się nie dziwię, w końcu miałam SEN. Przeczucie? Więzi? Jasnowidzenie? Proroctwo? Wizja? Ciągle czuję niesmak, a tę twarz spotkaną na ulicy poznam o każdej porze dnia i nocy. W pamięci tkwi imię – kiedyś zapytam kogo trzeba czy się pomyliłam.

sobota, 6 lutego 2010

Prawie cała...

…ściana wyfugowana i prawie całe „Ogrody Augusta” namalowane. W tych wypadkach „prawie” nie robi różnicy.

APDEJT:
Po konsultacjach z MJ „Ogrody” zostały przemianowane na „Przed zmierzchem”. Też ładnie.

piątek, 5 lutego 2010

czwartek, 4 lutego 2010

W kolejności...

…

wtorek
praca, wyjazd, obiad, przyjazd, praca, kolacja, tańce, duuużo wódki, tańce,
tańce, tańce – 2.30 spać
środa
7.00 pobudka, śniadanie, praca, praca, praca, praca, praca, praca, obiad,
kulig, sauna, sauna, sauna, sauna, kolacja występy artystyczne – samba, salsa,
tańce hawajskie, striptisssss, konkursy, karaoke, tańce, tańce, tańce, ani
grama wódki, tańce, tańce, tańce – 4.00 spać
czwartek
7.00 pobudka, śniadanie, sauna, sauna, sauna, sauna, praca, praca, praca,
praca, obiad, wyjazd, przyjazd, Oszołom, dojazd, 17.00 Helpland.

Żyję, mam się nieźle. Ponownie z żalem stwierdzam, że najlepszy feeling w tańcu
mają mężczyźni zza wschodniej granicy. Jak walnęliśmy z Borysem wiednia z fleckerlami
włącznie, niektórzy oniemieli. Ma chłop dryg i taki uścisk ręki, jak pitbul
uścisk szczęki – lekko mnie zmasakrował, ale dla wiednia warto. Mogłam sobie
również говорить troszeczkę, wyłącznie na trzeźwo, bo po
pijoku wiadomo – szeleszczę. Ruski z szeleszczeniem byłby niezjadliwy. Zatem w
100 stopniach sauny my uprawiali konwersacje.
Podobno jestem okropna i pyszczę, i się ze mną nie wygra
w dyskursach. Też mi nowina, ha!
I strusia jadłam. Mnią. I dorsza w sosie grzybowym -
orgazmiczna przyjemność. I motyla noga trudno wymieniać co jeszcze, bo może
lepiej zapomnieć dla zdrowia własnego sumienia.
A….. no i karaoke było z owacją dla mła. A co!
Ogólnie proszę ja Was cud malina, ale dobrze, że następna
taka impreza dopiero za rok, bo mogłabym mieć ręce jak orangutan – poniżej
kolan, przy tym tanecznym naciąganiu. Dlaczego, ja się pytam dlaczego naród nie
szkoli się tanecznie? Chociaż… przyznać muszę (z żalem i przykrością
niestety, ubolewając nad własnym pokoleniem), że im starszy partner (balkoniki
są poza oceną), tym lepszy i bardziej wytańczony tancerz.

To ja się pójdę przewrócić jeśli już nie ma nic do
zrobienia, tak?

poniedziałek, 1 lutego 2010

No to jadę...

…tyrać jak niewolnica. Pośród 94 chłopów, z przerwą na kulig, laski z piórami tam, gdzie nie wolno mówić, tańce, saunę i bardzo mądre wykłady. Zasadniczo wykłady i prezentacje są najważniejszze. Jakby co. A jak wrócę w piątek z pracy to pozwolę sobie się przewrócić i zakończyć żywot nędzny.

Sayo.