…człowieku w chwili wkurwu. Mogę być wkurzona, że mi remont leży odłogiem? Mogę. Mogę nie popierać PiSu i nie widzieć w ŚP Prezydencie wielkiego męża stanu? Mogę. Mogę się wywnętrzać kiedy i jak mi się podoba? Mogę. Najwyżej mi poczytność spadnie/wzrośnie niepotrzebne skreślić. Od soboty prowadzę prowokowana i prowokująca ze wszystkimi naokoło dyskusje o katastrofie. Ludzi mi żal. Cyrku wokół tego pojąć nie mogę. Ciekawe czy stewardessy, które zginęły przylecą do kraju z honorami i konduktem żałobnym pilotowanym przez radiowozy, czy może powrzucane do samolotu wraz z załogą w trumnach poukładanych w przykładne stosiki. Ciekawe czemu w sobotę nie czytano wśród ofiar załogi, w niedzielę czytano ich nazwiska na szarym końcu, dopiero dziś rano usłyszałam listę czytaną jak popadnie, gdzie generał był, koło ministra a minister koło pilota, a pilot koło senatora. Dziś, jutro, do soboty będziemy mieć wielkie obchody wielkiego żalu, a od przyszłego poniedziałku zacznie się planowanie kampanii i tego kto najlepiej wyjdzie na śmierci zbiorowej korpusu i osobniczej Prezydenta. I żeby nie było nie lubiłam chłopa, ale duża litera Mu się należy za urząd chociażby i za to, że aktualnie jest świętej pamięci. Tyle szacunku dla zmarłych. I zadumy. I mogę parskać gorzkim śmiechem kiedy widzę szpaler ludzi „żegnających” Prezydenta w drodze z Okęcia do Pałacu Prezydenckiego. Sporadyczne kwiaty, żadnej ciszy, żadnej zadumy, ani pół znicza w górze, za to kamery i aparaty, żeby widowisko uwiecznić. Dobrze powiedział Diaboł „Cleoś kiedyś ludzie chodzili na widowisko jak czarownice na stosie palili, teraz musiał się samolot rządowy rozbić, żeby gawiedź wyległa na ulice.” W geście jedności? Szacunku? Czy po to, żeby mieć zdjęcie. Flaki mi się wywnętrzają jak słucham porównań z papieżem, bo termin zgonu podobny. Dla ułatwienia dodam, żem ani wierząca, ani praktykująca, ani proklerykalna – tfu zgiń przepadnij. Coś mi się robi, jak znane mi osoby, które do soboty wiedziały tylko, że jest jakiś PiS i jakieś PO teraz wynoszą pod niebiosa ofiary katastrofy BO ZGINĘŁY. Matko. Świadomość polityczna narodu jest żałosna, wiedza o kraju i świecie marna, ale wszyscy cierpią. Ja się do hipokryzji w paru kwestiach przyznaję otwarcie, ale tu sobie nie dam wmówić, że mam żałobę. Nie mam. Żal mi ludzi,co zginęli, tak samo jak górników z Wujka, tak samo jak turystów co w przepaść wpadli wraz z autobusem, tak samo jak tych dzieciaków co w autokarze spłonęły na wycieczce, jak zwłok powypadkowych, które widziałam w zeszłym tygodniu jak wracałam z zakupów. Było widać trzymać mordę i nic nie mówić. Bo szczerość w moim wydaniu akurat przeważnie brutalna nie jest popularna.
Dla ułatwienia dodam, że w ramach remontu w niedzielę Diaboł położył podłogę w garderobie i zdjął wannę w celu późniejszego kładzenia tych kafli, co to mi w tym Historia przeszkodziła. Moja łazienka pewnie do historii nie przejdzie, ale jest MOJA i mogę sobie być oburzona, że nie mogę jej skończyć? Mogę.
…narodu już mi dupą wyłazi. Frekwencja na wyborach jest żałosna, z tych co wybierali większość miała wybranych po uszy po połowie kadencji (albo i wcześniej), na prezydenta marudził co 2 czy tam co 3 Polak, markety podnosiły larum, że mają być zamknięte w niedziele i święta, że dupa i zysk idzie się paść, a teraz wurwa żałoba wielka i wszystko pozamykane. Remontu nie zrobisz bo Obi, Praktiker pogrążone w żalu, zakupów nie zrobisz, bo kurna Real, Media, Auchan wyją z rozpaczy, do kina nie pójdziesz, bo Multikino, Cinema i inne w nieutulonym żalu zawiesiły działalność na dziś. Państwo wybaczą brzydko będzie…
…
Nikomu do kurwy nędzy nie przyszło do głowy, że 38 milionów Polaków ŻYJE i ma PLANY i chce je REALIZOWAĆ, bo śmierć kogokolwiek nijak na nie nie wpływa w skali domu/mieszkania/rodziny jeden dzień po tragedii. A może do jasnej cholery ktoś się nie przejął aż tak bardzo, albo nie siedzi i nie płacze i w dupie ma żałobę. Owszem chwila zadumy, owszem ludzi szkoda, ale no ja pierdolę, debilizm wsiadania niemal całej elity politycznej do jednego samolotu to nie moja wina. I niby dlaczego nie mogę dzisiaj NIC. Czytać kurwa mać mogę, ale na czytanie nie miałam akurat ochoty, miałam mieć zrobioną ostatnią ścianę w kaflach i za przeproszeniem chuj w trampkach, bo niczego dzisiaj nie można kupić. Jakby tego było mało, dam sobie włosy obciąć, że połowa pań i panów obsługujących w marketach nie była nawet na wyborach, w dupie ma los kraju bo i tak jest skazana z różnych przyczyn na siedzenie na kasie albo wykładanie towaru na półkach, w odwłoku ma żałobę i cieszy się po prostu z dnia wolnego. Tyle ich żałoby. W południe zawyły syreny. Mam przepraszam bardzo przestać klupać kotlety w ramach chwili ciszy, czy mi jednak wolno chociaż obiad zrobić? No ja pierdolę co za kraj!
…zazdrościłam MJ, że widziała w TV Elvisa na żywo, że była świadkiem wyboru papieża, że miała w życiu okazję widzieć kupę ważnych wydarzeń. Moja potrzeba doświadczania została niniejszym zaspokojona. Widziałam śmierć papieża i wybory nowego, byłam na koncercie Jacksona, widziałam wojnę w Iraku i największy atak terrorystyczny w historii na WTC. A dziś na dodatek katastrofa lotnicza większa, tak myślę, niż ta na Gibraltarze. Historycznie i dziejowo jestem zaspokojona.
Tylko jak można było tak totalnie nie mieć wyczucia i przerwać Kate bieliźniane zakupy? W imieniu Kate jestem oburzona.
Na niemal wszystkich znanych mi blogach ten sam temat. Nie szyszek mi żal, a ludzi. Politycznie jestem więcej niż zadowolona, ale człowiek lekko skamieniały wewnątrz mnie drgnął, kiedy na TVN24 czytano listę ofiar i spikerce drżał głos. Tak po ludzku – ciężko.
APDEJT: Przyjechała z wizytą Kuzynka Bruxselka. Zaraz na wstępie, nad kawą i ciastę zapodała tekst „Bo Polakom zawsze wiatr w oczy i chuj w dupę.” Coś w tym jest.
…na wieczór, naładowany energią, nabity mizianiem, napakowany fikumiku. Aktualnie plan się wypasa być może na jakiejś łączce w okolicy nowego mieszkania Herr Stasia i Familii – możliwe, że pod Stasiowym balkonem. Zamiast planu umyłam ze Smokiem Wiśnię, zapędziłam dziecko do ścierania kurzów i układania zabawek na półkach, posprzątałam łazienkę, kuchnię, zrobiłyśmy ze Smokiem listę gości na smocze imieniny, obejrzałyśmy bajkę, przeczytałyśmy gazetę. Też fajnie, chociaż plan był inny.
Na jutro mam plan napakowany planami. Ja się pytam dlaczego doba nie ma więcej godzin?
Od Jednej Mojej Przyjaciółki dostałam kartkę z okazji zbliżającego się długiego weekendu. Gdzie Ona ten weekend wypatrzyła to ja doprawdy nie wiem, bo ja nie wychylam nosa poza 17-go kwietnia. Dostałam również MMSa, z moim obrazem wiszącym na ścianie. I poczułam się jak Kossak, jak Matejko, jak Picasso (chociaż nie lubię) – gdzieś jednak te moje niekoniecznie bitwy pod Grunwaldem i inne słoneczniki wiszą i być może nawet cieszą oko.
I przemyślenia mam różne remontowo-porządkowe. Częściowo sprowokowane awanturą nienaszą, częściowo notką Szwagierki Kolaski, częściowo jedym zdjęciem co to je Diaboł zrobił w pewnym rodzinnym pokoju grzęznącym po kolana w śmieciach i brudach. Chyba mi trochę cierpliwość siada. W kącie siada i kwiczy oraz stęka, że już nie może. Ale rozwalając czarne mroki spoglądam sobie na projekt garderoby i myślę sobie, że za tydzień będę ją miała. I będę mogła wywalić kolejne pudła i kartony i zrobić sobie porządeczek jaki lubię – z segregacją ciuchów według kolorów włącznie. W końcu coś optymistycznego w tym kurzu.
…wolałabym nie znać się na ludziach. Nie mieć przeczucia dawno temu, że tak to będzie wyglądało. Nie przewidywać, że cośtam, u kogośtam, jakośtam. Trafiam niemal bez pudła za każdym razem. I luzik, jeśli to kwestie radosne, ale kiedy wizyta kończy się awanturą, o której mówiłam ponad rok temu, to mię się robię blęęę. Niefajnie. Wolałabym nie mieć racji i jak ognia unikam stwierdzenia „a nie mówiłam”. Chociaż tym razem nie mogłam się powstrzymać, dobrze chociaż, że dopiero Diabołowi w domu a nie centralnie przy awanturujących się. Czasem miewam wyczucie i bywam subtelna. CZASEM podkreślam, bo przeważnie walę prawdę między oczy i nawet mi szpadla nie potrzeba. Wniosek z tego jest jeden i niestety bardzo smutny: ludzie są jednak stadem idiotów, którzy robią co wypada, zamiast pomyśleć chwilę zrobić wbrew, ale za to tak, by uniknąć najgorszego.
…zanim się tu pozabijacie z wyrazami troski i współczucia oraz przerażenia, że Moja Wysokość została bez ręki…
…Na pogotowiu faktycznie byłam. Zdjęcie mi faktycznie zrobiono. Nadgarstek mam uroczo skręcony. I niezagipsowany. O tak, można przestać słać wspierające SMSy.
Czytam archiwum i nadziwić się nie mogę. Zmianom – chociaż sama je prowokowałam, sama nimi kierowałam, sama je robiłam. Nie zmienił się chyba tylko świat b&w, chociaż Who twierdzi, że jednak zaczynam widzieć na szaro. Uważa również, że jest dla mnie nadzieja, bo wk ońcu zaczynam schodzić na ziemię i w końcu do mnie dotrze, że miłość nie istnieje, nie bywa prawdziwa i na wieki i w ogóle jest do dupy. Koniec cytatu. To ja jednak dziękuję, postoję. Może być w ogonku do miejsca gdzie traci się optymistyczną naiwność i wiarę w to, że można przenieść każdą górę, pokonać każdą fosę i ubić każdego gada. Mnie jest z tym dobrze. Może sobie świat uważać, że jest szary, bury, ponury i tylko od czasu do czasu wybucha kolorami, żeby szybciutko stracić blask i powrócić do nijakości. Najważniejsze, żeby gdzieś, chociaż w jednej szarej komórce, chociaż w jednym błysku w oku mieć porażający wszystko blask optymizmu, wiary w lepsze, naiwności, nadziei, że się da, że można, ufności. W tym wypadku nie sprawdza się powiedzienie, że kto ma serce miękkie musi mieć odwłok z kamienia. W tym przypadku wewnętrzne różowe okulary dają power o jakim nie słyszeli naukowcy od energii atomowej. I nawet jeśli co jakiś czas dzwonię i płaczę, że jednak widzę tę szarość, to w efekcie i tak na nią ślepnę po paru dniach/tygodniach/miesiącach. I tyle, nie potrafię inaczej.
…siostry Kate od Wiedźmitek Marudzących poszłam na pogotowie. Pogotowie skierowało mnie na inne pogotowie. Inne pogotowie zrobiło RTG i orzekło 6 tygodni w gipsie, bo im się nie podobało, że jakieś kostki popękały tu i tam. Dupa. Kate aktualnie ma u mnie krechę, chociaż Ją kocham to Ją nienawidzę. Mogłam nie iść.
Sarna wkręciła mnie dziś tak, że mało na zawał nie zeszłam, informując mnie, że jakiś cap śmierdzący cofał pod sklepem i wjechał mi w Wiśnię, po czym zbiegł. Na schodach już byłam w celu pognania i dokonania oględzin, kiedy zaczęła składać się ze śmiechu. Ubiłabym, gdyby nie była taka fajna. Po godzinie byłyśmy kwita, gdyż przegoniłam Ją po parkingu, że niby Szef S Ją wzywa na dywanik. Ubiłaby mnie gdybym nie była taka fajna. Potem jeszcze zrobiłam MJ w balona, potem drugi raz w bambuko i raz Diaboła, ale mnie nadal kocha (chyba, tak twierdzi, ale wypił trzy drinki, więc może bełkocze w pijackim zwidzie). Fajny dzień.