licznik bloga

Obsługiwane przez usługę Blogger.

wtorek, 20 lipca 2010

Krople deszczu na skórze...

…książka czytana na balkonie i zasłuchanie w nuty. W słuchawce telefonu pytanie „Cleoś, kupić wino?” Prędzej czy później, po wszystkich życiowych  burzach, po uczuciowej suszy, po sercowej zawierusze każdy trafia na swoją drugą połówkę pomarańczy… I wtedy krople deszczu na skórze, jak pieszczota, wiatr we włosach jak ukochane palce – wszystko jest Nami.

sobota, 17 lipca 2010

Dobrze, że wstałam...

…o 7.40 w celu zrobienia chili i umycia okien, bo o 8.09 zadzwoniła MJ:
MJ: Popatrzyłam właśnie na zegarek, ale ty już pewnie w pracy jesteś.
Cleos: Mamuś, dzisiaj jest sobota…
MJ: O !#@!$#%&@#@ faktycznie.

Cała Ona. To idę kulać zupkę, bo plan dnia mam napięty.

APDEJT:
Umyłam okna z widokiem na Narnię i te w sypialni. Niech mnie ktoś szpadlem dobije. Sauna mi niepotrzebna. Zapowiedziałam już Diabołowi, że jak następnym razem wpadnę na taki twórczy pomysł 40 stopni + mycie okien, to niech mnie zwiąże i uprawia co chce, może być sadystyczne zastosowanie piórka mewiego. Kretynka.

Namalowałam sobie też obraz i zrobiłam dobry uczynek. Już słyszę, jak skrzypią bramy w niebiesiech. Jeszcze się nie wybieram, chociaż temperatura w salonie aktualnie 27,2.

Diaboł był uprzejmy wydalić się z domu w celu upicia w męskiem (ekhe powiedzmy, że to męscy faceci są) towarzystwie. Niech ma, za to obiecał mi balety za dwa tygodnie.

A propos „męscy”. Smok wyjeżdżał nad morze. Zatem ja słaba i nieporadna niewiasta, poprosiłam Diaboła, żeby mi torbę  podróżną dzieciową stachał na dół do Wiśni.
Smok: Mamo, a czemu Diaboł bierze tą torbę?
Cleos: Bo jest ciężka, a my jesteśmy wątłe niewiasty, albo przynajmniej staramy się za takie uchodzić.
Smok: Nooooo. A Diaboł to jest taki MACHOzaur…

Tia.

środa, 14 lipca 2010

Do urlopu...

…jeszcze 31 dni. Oczekuję niecierpliwie.

Chyba normalnie dziś w akcie desperacji walnę se ten obraz, co go mam w głowie od trzech tygodni. Na ochłodę se walnę.

A może filmik jakiś?

A może książka na balkonie?

Jak patrzę na te lilie w jadalni to mi normalnie serce rośnie.

wtorek, 13 lipca 2010

Nastepne auto...

…będzie z klimą.
W lodówce resztka wędzonego węgorza, w glinianym garnku ogóreczki małosolne, na kuchence bób. Mnią. Na stole w jadalni lelije w nowym wazonie. Wąch. Aklimatyzacja pourlopowa przebiega bezboleśnie.

Czasem się śmieję, czasem prycham jak kotka, czasem drapię się w głowę nad własną ówczesną ciemnotą czy też zaczej zaćmieniem. Nic to.

Pourlopowo odkryłam nowe diabołowe cechy, które przyprawiają mnie o radosne drżenie serca i wątroby:
- prowadząc samochód na hasło „stój” zatrzymuje się od razu, nie pyta „a o so chosi, a po co, a dlaczego”, staje czy wolno czy nie wolno natychmiast w celu zwymiotować dziecko, zrobić zdjęcie, rozprostować nogi,
- łazi po tych samych straganach pierdylion razy i nie jęczy,
- nie instaluje parawanu przy pomocy drąga niesionego przez Cleosię, tylko tymi ręcami,
- nie przeszkadza Mu piasek na kocu,
- nie kwęka jak trzeba Cleosię naoliwić na plaży tylko oliwi tak, że MRRRRAAAUUUU,
- nie jest za poważny na balety wieczorową porą, w ogrodzie, do disco polo.
Coś bym jeszcze pewnie sobie przypomniała, ale w sumie co się będę publicznie zachwycać. Jeszcze mi kto powie, że mam zaćmienie:)

Chciałabym na żywca zobaczyć fizjognomię Gabsa. Jakoś mi tak przypadła kobieta do serca i trzustki (wątrobę mam zajętą drganiami diabołowymi). Tylko czy nam kiedyś będzie po drodze do siebie?

czwartek, 24 czerwca 2010

No to ja Państwa...

…niniejszym żegnam oschle.
Jutro mogę nie mieć czasu.
Zamierzam się relaksować, potem zrobić kanapki, potem się przespać chwilę, a potem wyjechać.

A potem się byczyć niezależnie od pogody. A jak.

Bilans przedurlopowy:
torby spakowane,
zakupy zrobione,
rozmowe odbyte,
18 obrazów czeka na jeszcze 5 i będzie wystawa,
niebo błękitne (przypominam, że jest 20.17)

Jest cudnie. I miałam taki fajny cytat z Koontza, ale mi się gdzieś zapodział. O wściekłości był. Piękny i jakże mi bliski.

Moi Drodzy proszzzzz sp…iętralać – idę na urlop:)

niedziela, 20 czerwca 2010

Jak tak dalej...

…pójdzie, to do grudnia będę miała wystarczająco dużo obrazów. Powinnam być wdzięczna Drożdżowi za natchnienie? Być może. Kate twierdzi, że mi wyszło i ujście dla emocji się znalazło. Opadam. Niekoniecznie na dno.

Do urlopu jeszcze pięć dni. Prognoza pogody jest do chrzanu, ale czy doprawdy trzeba mieć upał 50stopniowy, żeby się dobrze bawić? Czy nie wystarczy towarzystwo osób, które się kocha i które kochają. Wystarczy.

Spłodziłam jeszcze trochę zjadliwych komentarzy na temat Drożdża, ale sobie daruję. Zainteresowani dowiedzą się u źródła, a tu pozostanie słonecznie. Nie będę sobie zaśmiecać okolicy:)

środa, 16 czerwca 2010

Wy nie wiecie...

…a ja wiem,
co od dziś mogem zrobić sem:)

Matkokochanomojo! Jaki komfort i szał.

A do tego to drzewo, co miało czekać to się doczekało, bo Diaboł wczoraj mówił nieparlamentarnie do bidetu, co to go montował i nie miałam co z sobą zrobić.

Umyłam Wiśnię, mam truskawki, zmieniam stan skupienia i skupiam się na opcjach i możliwościach. Pierdylion opcji mi się kłebi, posyłam SMSy, prowadze półgodzinne rozmowy – wszystko z bardzo dobrym skutkiem.

I zamierzam zrobić porządek w gabinecie. Myślę sobie, że jak już zniosę dwa komplety opon do piwnicy, to mi nieco power minie. I klatkę. I ciuchy smocze w kartonach.

Dobry księgowy do porady pilnie potrzebny:) O, to tak w ramach knucia podłych planów.