licznik bloga

Obsługiwane przez usługę Blogger.

czwartek, 9 września 2010

Od 20-go...

…zaczynam zajęcia z moimi Misiami Puchatymi. To oznacza trochę więcej potu i trochę mniej kilogramów.

Dzis jakiś dzień jest nawiedzony, sprzyjający kierowcom pełnosprytnym inaczej. Najpierw jakiś debil łysy w Reni z Crazy Frogiem na lusterku (granat Ci w dupę debilu) jechał 10 cm od zderzaka Wiśni. Od Stargańca do Bykowiny tak jechał. Potem cudne miasto na Ś, gdzie każdy łazi i jeździ jak chce, istny Neapol Górnego Śląska, a na koniec L-ka pod domem Dużego. Bosz… człowiek musi wymyślać te motyle nogi i skrzydła nietoperza, kiedy na usta cisną się pospolite gromy z jasnego nieba.

Oraz z cyklu z kim muszę pracować:
Jakiś czas temu przychodzi jeden kolego do mła.
Cleos: Wyślij to zamówienie jeszcze raz, bo zadzwonili, że ceny nie wpisałeś.
Kolega: Ale ja nie znam ceny.
C: Jak nie znasz?
K: Bo to nie ja załatwiałem, ja miałem tam tylko napisaną cenę ORIENTALNĄ.

Dziękuję za uwagę, idę robić album rodzinny.

sobota, 4 września 2010

Od 8.08...

…do 10.11 posprzątałam łazienkę, rozmroziłam zupę, pomalowałam drugostronnie drzwi do łazienki, zrobiłam ciasto na pizzę, przekopałam zółwia.

Potem wyskoczyłam z Wiką do ściany płaczu, po drodze szukając czegoś czerwonego, a znajdując czarne, brązowe i w ciapki.

Wróciłam, podlałam kwiaty.

Teraz idziemy na rower.

APDEJT
Na obiad była pizza. Na kolację zgodnie z życzeniem będzie pizza. Ciekawe co będzie jutro na obiad? A na kolację?

Zaczęłam dopieszczać wrota salonowe. 244 cm wysokości i 144 cm szerokości, dwa skrzydła, pierduśniki żlobione. Gdyby nie to, że na sztalugach mam obraz, który wie jak chce wyglądać, to pieściłabym te drzwi bez opamiętania i kontroli nad czasem. A tak nie. Jednocześnie z och! i ach! i o  ja piętrolę! jakie one piękne wydalam z siebie za przeproszeniem stada inwektyw pod adresem poprzednich właścicieli do roku 1911 włącznie, którzy malowali te drzwi pierdylion razy, a teraz okazało się również, że tapetowali futrynę. Merda! Cazzo moffette! Słów nie znajduję!

W planach WC Party (jezusienazareński po 2 latach mam klamkę w kiblu!!!! nastała nowa era!), na które to party brakuje mi 9 krzeseł. Exsssstra. Przynajmniej stołów mamy dostatek.

Czy ja coś jeszcze…?
Nie?
To pójde kulać tę pizzę kolacjową.
Mnią.

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Ja się pytam...

…gdzie jest ciepłuniuniunio!? I jeszcze dlaczego przy parkomatach nie ma miejsca do parkowania!? I jeszcze dlaczego nie można zapłacić za np. 15 minut parkowania, tylko od razu za całą godzinę, nawet jeśli sprawę załatwia się 5 minut?! I dlaczego mi jedna donica wrzosu uschła ZNOWU?! I czemu w nos mi zimno!

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Było tego dużo...

…dużo w każdym zakresie i wymiarze. Jedzenia, opalania, picia, zabawy, lasu, dzieci i wiedźm. Chwilami zastanawiam sie kogo było więcej i wychodzi mi, że dzieci było jakieś 918356837467 a wiedźm coś około 9248583634876. Były Lejdis, i Jelzin, i ognisko, i wrzaski, i basen, i kłótnie dzieciowe, i dyskusje do nocy, i bredzenie od rzeczy, i całkiem konstruktywne konwersacje, i śmiech. Wyjątkowo nikt w tym roku nie upił się na smutno, a przynajmniej mnie nic o tym nie wiadomo. Były rozmowy wieczorne punkt 21.00 z Diabołem, była poranne kawy z Who, w ogóle BYŁO.

Z mądrzejszych tekstów pozwolę sobie przytoczyć:
?: Ty mu zaproponuj truktor z Prosiakiem, Oślicą i Mulicą z domu Fragles.

?:Pytanie brzmi… chwila, jak brzmi pytanie? Nad czym ja się zastanawiam?

?: Ja wam powiem, że wszystko jest kwestią… nie wiem czego.

Z grzeczności i w trosce o własne zdrowie i życie nie powiem co, kto i w jakich okolicznościach mówił. Nie podam również treści jednego ogłoszenia pilnie komponowanego przez cały tydzień i mającego zapewnić partnera idealnego.

Powinnam teraz wziąć tydzień urlopu i jechać do jakiejś pustelni w Nepalu albo innym Gabonie, zaszyć sięw buszu czy tez może w lepiance i słuchać ciszy:)

No, Moje Drogie – blog Wam zapłać za ten radosny tydzień:)

sobota, 14 sierpnia 2010

7 słoików...

…trochę grzybów i 1 dzień. Obyło się bez ofiar w ludziach i żmijach – cudowny dar najwyraźniej powrócił do Iwy, gdzie jego miejsce:) Napotkana jaszczutka się nie liczy.

Spakowałyśmy się. Iście po harcersku w jedną torbę. Za to nalewki, soki, prowiant wszelaki to ja nie wiem gdzie wciśniemy. Srebrna Szczała musi się cudownie powiększyć, jak namioty w Harrym Putta i Czarze Ognia. Mogłabym te filmy o czarodzieju oglądać co tydzień i mi się nie nudzą – o czym to świadczy? Ktoś pokusi się o interpretację?

Trochę jak dziecko, przebieram nóżkami i odliczam godziny (jakby się ktoś jeszcze nie zorientował). Bo to będzie fajny czas. I nawet jeśli się upiję (jeśli – dobre sobie) – to może jednak nie na smutno, co?

piątek, 13 sierpnia 2010

2 dni...

…i spadam. Będę leżała plackiem, chodziła po lesie, darła się na bandę hunów. Nie będę jadła prażynek, bo Kate z Who zabroniły kupować – bywa, może to sprawi, że te 3 kilogramy pójdą się wypasać?

Diabołowi zostawiam listę daily questów – ciekawam ilu podoła. Zapiera się wołami, że będzie pilnie realizował, ale już ja tam wiem swoje. Jako ostatnie napisalam „Przed naszym powrotem posprzątać iście kawalerski bajzel, bo mnie w progu szlag trafi”. Tia, wiara niby czyni cuda, góry przenosi, ale czy wyrzuci też śmieci i uprzątnie trochę Helpland?

Jutro podwójny ślub. Pierwszy Jednej Takiej, co ją znam lata i generalnie… ekhm… mama poznała ją z obecnym narzeczonym i mama powiedziała mu w night clubie, gdzie siedział samotny przy stoliku „może pan zatańczy z moją córką?” – no i tak dotańczyli aż do ślubu. Daj im bloże. Drugi Zadziora. Cieszę się, że moja ślubna kieca na coś się jeszcze przydała i Zadzior zrobi w tym swoim Jaśle furorę – albo przyprawi parę osób o zawał. Wygląda bosko, nawet Diabołowi podobają się Jej ramiona w tym gorsecie (ubiję gada). Daj Jej bloże też, a co mi tam.

Droga Kate, Iwo, Who i reszto pijoków – doceńcie maupy fakt, że wstaję jutro nieprzyzwoicie wcześnie, budzę resztą Rodzinki i jedziemy na jeżyny (profilaktycznie w kaloszach). Konkurs na pomnik ku chwale ogłoszę po powrocie z lasu, chyba, że mnie jakieś napotkane boa udusi czy cuś. Peany pochwalne możecie słać już teraz via SMS. Czekam.

Lampy do sypialni przyjechały z Tunezji wraz z Kuzynką Brukselką. Tym sposobem, brakuje mi tylko okiennych szmat. Przy dobrych wiatrach (btw zjadłabym dobrej grochówy, takiej, że łycha staje) jeszcze w tym roku dam radę. A potem upatrzona rzeźba i wazony dwa i sypialnia w stylu Morocco będzie gotowa. Wymarzyłam ją sobie, potem miałam Plan, potem plan padł na ryj, a teraz? spełniło się. Może jesdnak da się zaplanować marzenie?

Zasysam Koontza. I martwię się, bo mi na Juchy zostały trzy książki raptem. Repertuar mam też inny, ale czy mi się chce? Po tej całej karuzeli jaka mi się tu uskutecznia doprawdy biografia Joanny d’Arc to nie jest to, co Cleosie lubią najbardziej (chociaż biografie uwielbiam pasjami). Odmóżdżam się, pochałaniam krwawe jatki na pęczki i ciągle mi mało. Głupieję na starość? (Smok w takim moemncie natychmiast by zaprzeczył „nie jesteś mamo stara” – kocham Ją za to, serio serio).

Namalowałam Tulisiowi dżunglę, bo biedak napierniczał w ściany terrarium myśląc, że tam dalej da się przejść. No to mu uskuteczniłam chaszcze z zaroślami, żeby go pozbawić złudzeń. Diaboł ma zamontować pod naszą nieobecność. A w głowie kolejny obraz, który będzie musiał poczekać. Owszem rozpatrywałam możliwość wciśnięcia do Srebrnej Szczały sztalug i kartonów i farb i reszty, ale po pierwsze wrażliwa psychika Kate mogłaby tego nie unieść, a po drugie czy mi się chce? Obraz nie zając… a ja będę  leżała plackiem, chodziła po lesie, darła się na bandę hunów