licznik bloga

Obsługiwane przez usługę Blogger.

czwartek, 18 listopada 2010

Dziś dla odmiany...

…za dziadkiem w kaszkiecie… 50 km/h przez cały Starganiec – doprawdy myślałam, że mnie krew zaleje dziewicza. Ani pół kilometra szybciej, nie, absolutnie, nigdy w życiu. Kiedy go wyprzedzałam w Kochłowicach grzebał w schowku totalnie NIE PATRZĄC na drogę – widać było tylko ten kaszkiecik w kratkę. Dżizus. Po traumie w Oszołomie, który zajął mi półtorej godziny, kiedy normalnie zajmuje 50 minut – gdzie babcie z obłędem w oczach galopowały od półki do półki, od kosza do regału, kłębiły się przy kolorowych rajstopach (se myślę, że niebieskie rajty idealnie podkreślą stylową linię żylaków babci lat 80) – doprawdy taki powrót do domu to jest to o czym marzą Cleosie. Matkoblosko!

A potem się wdałam jeszcze (ku własnej zgubie – Cleos kretynka jesteś) w dyskusję o lokalnych politykach z Dużym. Ale był dym! I skry!

Za to teraz mogę się relaksować przy nowym, dostanym Vitasie (special thanks to Grabarka). Już mi lepiej.

środa, 17 listopada 2010

Wypiłam lampkę...

…wina. Komentarz Diaboła? „Dobrze Cleoś, że ty nie pijesz red bulla.” Nie bardzo chciał mi zrobić drinka, ale od czego się ma siłę perswazji??? Z drugiej strony takiej ilości podsakiwania i klapsów w tyłek i święty by nie wytrzymał:)

Hik…

wtorek, 16 listopada 2010

Jak widzę...

…wylakierowaną paniusię, z fryzurą wyglądającą jak milion dolców, z tipsami a la ta brzydka ze szczurzą gębą, no jakże jej… Jolanta R., w okularach słonecznych w szary dzień, w aucie za drugi milion wyjeżdżającą na skrzyżowaniu z PODPORZĄDKOWANEJ i patrzącą TYLKO w JEDNĄ stronę, to wychodzi ze mnie męski szowinista, seksista i każdy dowolny -ista, który wytargałby taką lafi… kierowcę od siedmiu boleści zza kieronicy i wyszorował jej chaszczem  pobliską studzienkę kanalizacyjną. No ja pieprzę, co za bezmyślność/brak uwagi/umiejętności prowadzenia pojazdu/debilizm! Wyładowała mi się pół metra przed maską, patrząc w DRUGĄ stronę, żeby jej powietrza po stronie pasażera potencjalny jadący nie wymiętosił, jak już w nią wjedzie. Jak pragnę zakwitnąć, gdybym miała kupę kasy i twardsze niż Wiśnia auto, takiego o  na przykład, to bym się nawet nie zastanawiała ułamka sekundy, tylko zmasakrowała jej te tipsy i karoserię, żeby sobie kretynka koncertowa wbiła do głowy, że w lewo-w prawo-(jak jesteś ślepa i nie masz refleksu to jeszcze) w lewo i potem dopiero jedź pindo wytapirowana!

UGH!

Jeszcze mi mnie przeszło, ale pewnie przejdzie, bo będę dzisiaj słuchała jedynych, niepowtarzalnych komplementów do doktora DOwCIPNEGO – to mi zawsze poprawia humor.

niedziela, 14 listopada 2010

No to mamy...

…towarzystwo geriatryczne z początkami zasiedzenia i zastania w stawach:) Taka reflekcja poimprezowa, zgłoszona w trakcie chyba przez Diaboła. No bo tak: dwie karmiące, dwie inkubujące, czworo kierowców, jedna lecąca dalej i my. Dzicz i hulanki zaiste:) Dyskusje jak zwykle głębokie, o otwieraniu trumien na pogrzebach, o chorobach wszelakich, o inkubacji i prowadzącym do niej seksie. Standard znaczy. Można odczuwać lekki niedosyt upojenia alkoholowego (wszyscy nie mogli), lekkie braki w ruszaniu dupkami (tylko Who kiwała się na krześle lekkawo), ale w kwestiach konwersacyjnych  należy odczuwać pełne zaspokojenie. Dobprawdy, gdybym miała kiedyś wylądować w altesheimie, to ja bardzo proszę DOKŁADNIE w tym towarzystwie. Z nudów nie umrzemy, a personel z wycieńczenia/wyczerpania owszem.

Dzięki składam na liczne ręce oraz dozgonne wyrazy wszystkiego. I love U serio serio:)

piątek, 12 listopada 2010

Smok...

…zaczyna mi podbierać skarpetki. Jeszcze chwila i będzie chciała pożyczyć biustonosz albo inne spodnie.

AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!
DZIECKO MI DORASTA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

APDEJT:
Zakończyłam część przygotowań. Zatem: zakupiono, wyprasowano, upieczono, wymieszano, ugotowano, pozamiatano, umyto, odkurzono, umyto gdzie indziej, wytarto. Padnięto na pysk. A jeszcze mi została łazienka na dzisiaj -  BO TAK!

czwartek, 11 listopada 2010

Jak czytam...

…wypowiedzi Kaczora, to mi się słabo robi. Na pocieszenie staję na wadze, a tam 6 kg mniej. Dla rozluźnienia wskakuję na drabinę i myję okno. Kwiatki już wyprałam. Dobry początek dnia – z wagą w tle szczególnie:)

APDEJT:
Zadzwoniłam do Ciotki Kapo z informacją jak się Smok czuje, bo od wczoraj gorączka 39 i więcej i ogólny zgon. Drożdż przekazywał, że Ciotka prosiła o info to zadzwoniłam. I zrobiło mi się ciepło w okolicy kamienia zwanego sercem. Bo Ona do mnie „słoneczko” i „kochanie” i „całuję was mocno”. Jakby w ogóle nie było żadnego rozwodu, kwasu, niechęci. Ma kobieta klasę – naprawdę, jako jedyna w całym tym klanie. A ja myślałam, że Ona, tak kochająca Drożdża będzie mnie nienawidziła po grób za zrobienie mu kuku. Zawsze mówiłam, że to babeczka o wielkim sercu, tylko trudnym charakterze i trzeba mieć podejście. A oni wszyscy, ci drożdżowi z jednej strony ciągną z Niej kasę i korzyści wszelakie, a z drugiej odsądzają od czci i wiary za różne dziwactwa. No ma, i co z tego? Serio, poczułam się wyjątkowo fajnie.

środa, 10 listopada 2010

Niniejszym władzą...

…nadaną mi przez Mój Majestat ogłaszam dzień 11 listopada Dniem Zakończenia Robót Jadalnianych! Proszę powstać i do hymnu

„Jadalnia nasza już nie przestrasza
i nie ma bata, piękna jak i cała chata.”

Po hymnie.

Jutro z rana w ramach świętowania umyję okno, wypiorę kwiatki i jak Diaboł zamontuje halogenki będę siedziała i gapiła się jak sroka w gnat, a potem się chyba rozpłaczę ze szczęścia. A co, będę miała błyszczące oczęta przynajmniej.

Powinnam iść spać, bo w ramach obchodów niepełnoletności nie spałam do 2giej prawie, kolejnego dnia do północy, a niezmiennie wstaję o 5tej. Padam na twarz lekko. Tym bardziej, że z kolei w ramach jutrzejszych obchodów DZRJ pomalowałam tę cholerną jadalnię niemal w całości SAMA. Otóż już wiem jak się czuje człowiek z przykurczem dłoni, który to przykurcz idealnie pasuje do uchwytu wałka malarskiego. Może komuś coś machnąć z rozpędu?

A propos, będę się musiała zmobilizować w niedzielę i namalować ten obraz, co to go już sprzedałam.

Z wieści romantycznych byliśmy na „Pile VII” 3D. Ojezusienazareńskikochany. Rzeźnia. Mła uwielbia takie jatki, ale obiektywnie muszę przyznać, że zamykałam oczy wtulając się w diabołowe ramię dokładnie w tych samych momentach, w których zamykałabym oglądając to na DVD na przykład. Zatem największej krwawej łaźni 3D nie widziałam, ergo nie należy wydawać kasy na horrory w trójwymiarze, bo Cleosia i tak w kluczowym momencie zamknie oczęta lub przesłoni je nachosami. How sweet.

Z wieści zaskakujących zostałam zaskoczona, powalona i absolutnie wykosmiczona i MUSZĘ to tu napisać, żeby naród wiedział, że jestem mułem, który marudził na diabołowe nadgodziny. Otóż te nadgodziny zmieniły się w czarnego niczym mój charakter laptoka call him Lenny, któregoż Diaboł wręczył mi chwilę po północy w dniu obchodzenia. Odszczekuję marudzenie i jęczybulenie. Piekielna niespodzianka sprawiła, że nie mogłam zasnąć z wrażenia, nie znalazłam właściwych słów, nie mogłam również znaleźć sobie miejsca. Ustalmy jedno – właściwe miejsce Cleosi jest w zgięciu diabolego ramienia, to fakt. A bilecik dołączony do Lenny’ego czytam po raz pierdylionstutysięczny i uśmiecham się do siebie i do tego, co w nim wyczytuję. Fajnie jest mieć fajne  życie wiecie? Przypomnijcie mi to jak będę narzekała na Drożdża/pracę/rodziców/teściów/byłych teściów/cokolwiek co mi nie przychodzi w tej chwili do głowy. Na tę okoliczność przypomniał mi się cytat wart zapamiętania „Znowu wszystko w moich rękach, bo Bóg nam tu raczej nie pomoże. Jak zwykle zresztą.” To z Ziemiańskiego, jakby się ktoś, pytał – trafnie zaiste.

Amen