licznik bloga

Obsługiwane przez usługę Blogger.

środa, 22 grudnia 2010

Wrócił Smok...

…do domu. Weszła do kuchni i rzuciła się na paczkę, którą zafundował nam Szef S. Najpierw dostała ślinotoku na widok Toffifee, potem ja się zachwyciłam herbatą, którą Smok pasjami i na hektolitry, a potem
Smok: O-W-O-C-O-W-A. Owocowa.
Cleos: AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!:))))))))))))))))))))
Diaboł: (z lekkim przerażeniem) Co się stało?

Otóż Smok przeczytał swój pierwszy wyraz. W sensie pierwszy w domu, bo w przedszkolu to ja nie wiem, póki co zadziwia mnie słówkami z angielskiego.
Dla sprawdzenia zadałam Jej następne.
S: A-N-A-N-A-S. Ananas.
i następne:
S: Miód.
C: Smoku jesteś geniuszem, tak od razu bez literowania przeczytałaś.
S: Nie mamusiu, widzę co jest w słoiku:)))

Załaskotałam Ją na amen:)))

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Przewiezienie...

…trzymetrowej choinki Wiśnią to SZTUKA:)

APDEJT:
Uwolniłam choinkę z siatki – teraz mnie atakuje ekhe od tyłu. Zajęła 1/4 jadalni. Pięknie.

sobota, 18 grudnia 2010

Lasagne...

…con carne się grzeje. Pranie się pierze. W części gościnnej Rezydencji pachnie obiadem. W części sypialnej pachnie snem. Porządki świąteczne zrobię w przyszłym roku, bo biorąc pod uwagę szlifowanie gładzi gdzieś w okolicach jutra może, w tym roku byłyby raczej totalnie pozbawione sensu.

Co najważniejsze – motyl mi nie odpada!!!:) Grabarkę ozłocimy, oprawimy w trumienkę i postawimy na katafalku, żeby Ją uszczęśliwić. Albo po prostu damy Jej śledzia, żeby Jej się mordka cieszyła. Muszę sobie koniecznie kupić taki pistolet na klej, żebym mogła robić różne dziwaczne rzeczy, które mi przyjdą do głowy.

Jak sobie pomyślę, że muszę dziś wyjść z domu, jechać hektar, w Wiśni ogrzewanie działa dopiero po 30 kilometrach, a i to tylko wtedy kiedy temperatura zewnętrzna nie przekracza -5 – to mi się słabo robi. Słabuję ale pojadę, cóż robić. Jak człowiek chce jutro pękać z dumy, nadymać się i uskuteczniać lans, to dziś musi zapierniczać i szlifować te Puchate diamenty:)

Za to na jutro przebieram nóżkami, jakby mi ktoś miał podarować gwiazdkę z nieba. Gdyby ktoś miał ochotę ZAPRASZAM.

I jeszcze po choinkę pojedziemy. Blogu dzięki za balkon, bo tak to już nie wiem gdzie i jak i w ogóle jakim cudem…:)

piątek, 17 grudnia 2010

Zaliczyłam...

…Wiśnią ślizg zakończony w zaspie. Uroczo. Ulica moich Rodziców zaliczana do spokojnej dzielnicy okazuje się być morderczą.

Jak mawia(ła) babcia przyjaciółki Obserwatorki „co chłop, to gadzina”, co dokładnie zgadza się z moją dewizą od wczoraj „Odmówić nie wypada ratowania z opresji tego gada”, tym bardziej jeśli opresja dotyczy Smoka. Głupota ludzka i totalny brak podejścia nie znają granic.

Szwagierka spóźnia się 40 minut. Oni to mają w genach, czy jak? No szlag mnie trafi normalnie programowo.

Od naszej Isówki dostałam pierniczki. Tylko Szef S i ja. Czymże sobie zasłużyłam, ach czym?! Moja uboga w cukier ostatnimi czasy osobowość wewnętrzna wchłonęła  je niemal wszystkie w ułamku sekundy. Mnią. Muszę koniecznie wziąć przepis na te pierduśniki obtoczone w kokosie.

Akcja „W” nabiera tempa. Telefony się urywają, prowadzę konsultacje w zakresie ile ryb, jakie wino, ile wina, gdzie to trzymać, w czym to przywieźć, kto ma miejsce w lodówce, ile uszek, czy w słoikach ten barszcz, czy Duży pojedzie zmielić mak na makówki, kto pojedzie z MJ po składniki na siemieniotkę, czy obrusy mogą być oraz czy wystarczą tylko trzy, w jakim kolorze zastawa, ilu talerzy brakuje, czy mam miski oraz półmiski, czego brakuje, kto o czym zapomniał, gdzie wstawić choinkę na czas szlifowania i malowania salonu, jak wsadzić 2 i 1/2  metra choinki do Wiśni, czy mam lampki i ile kompletów, co na czubek i czy motyl się klei, czy już zrobiłam ozdoby, czy mamy wystarczającą ilość krzeseł, kto ma przywieźć ciasto, jakie ciasto będę robiła, komu prezenty, czy mam już wszystkie, czy tylko dzieciom, czy dorosłym również, o której początek, co po początku, czy Pasterka, a jeśli tak to w którym kościele, czy przywozić kapcie, czy raczej eleganckie lakierki na zamianę z kozaczkami. Uf. Mogłabym wymieniać do rana, ale mi szkoda weekendu.

Jakby tego było mało, jutro muszę jechać na próbę generalną koncertu, na którym moje Misie Puchate tańczą pokaz rumby. Zmiana muzyki na ostatnią chwilę to nie jest to, co nas jakoś strasznie cieszy, ale zakładam jak zawsze optymistycznie, że damy radę.

A w niedzielę koncert, choinka, kończenie końca salonu.

Matkokochanomojoicórko, jak nie umrę ze zgryzoty zanim godzina „W” wybije, to będzie jakiś cud bloski.

środa, 15 grudnia 2010

Nienawidzę...

…odmrażania lodówki! Natomiast uwielbiam, kiedy Wiśnia okazuje się być van-kombi-tereno-truckiem. Inni stoją w zaspach, nie mogą ruszyć pod górkę, a my jedziemy. Istnieje też opcja, że jestem genialnym kierowcą – nie mogę tego wykluczyć:)

Seth po kolejnych inwestycjach ma takie wyniki, że jest spore prawdopodobieństwo, iż nas wszystkich przeżyje. Dej mu bloże.

APDEJT:
Konkluzje pokąpielne:
1. Nabzdryngoliłam się prezentem od Mikołaja Cmentarnego. Gdyby nie to, że ów Mikołaj aktualnie inkubuje, a w tej chwili pewnikiem śpi, jakby mu baterie wyjęli, zadzwoniłabym żeby pobełkotać w słuchawkę.

2. Mam władzę:)

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Przedwczorajsze konwersacje...

…o jezusienazareński. Kto stoi przy drodze i liże
mazaka? Czy rzucać się na szyję i uprawiać histerię? Czy może jednak
współczująco głaskać i wyrażać ubolewanie? Jaki jest wpływ muzyki na
hydraulikę? Kto jest nienormalny i czy to jest któraś z nas? Jak doczyścić
dzieci po tych malowidłach? Najpierw myślałam sobie, że nie należy spodziewać
się cudów, powalającej jedności dusz i w ogóle nastawić się raczej krytycznie.
Potem mi kot o mało nie zdechł, więc mi się odechciało lansowania i
przywdziawszy sweter mało gustowny oraz jeansy postanowiłam poszaleć umysłem,
bo na make-up już mi czasu nie starczyło. Zakładam, że mi wyszło, bo prawie
szcześć godzin minęło od powitania do pożegnania. Uśmiałyśmy się, doszukały wielu nieścisłości, kitów, kłamstw, ściemniania, doszłyśmy do wspólnych wniosków, konkluzji, rozważyłyśmy wszelkie za i przeciw – wyszło nam zdecydowanie przeciw oraz, że ofiary na własne życzenie nie są w naszym guście-biuście. Fajnie było

Dziś rano niektórzy mieli minę jak „what the fuck”, w chwilę potem „a w dupie to mam” oraz na moje „no ja nie wiem Philipie, czy tak nie było do czego” odpowiedzią była mina „o kurwa mać”. Uroczo, doprawdy uroczo się bawiłam w sobotę, dziś również doskonale.

 

niedziela, 12 grudnia 2010

Na obiad...

…pizza vegetariana con quatro formaggi, pizza picante con funghi oraz pizza con prosciutto e mozzarella. Mnią. I piwo. Double mnią.

A ściana się tworzy – ekhe – i jakoś tam wygląda. trudno mi jeszcze powiedzieć czy dobrze.