licznik bloga

Obsługiwane przez usługę Blogger.

niedziela, 9 stycznia 2011

Smok ma...

…szlaban na TV przez tydzień. Skubanica jedna oglądała TV tajniacko już po pacyfikacji. Weszłam, a Ona myk z pilotem pod kołdrę. Akcja była krótka, obfitująca w łzy i skuteczna. Pilota nie zabrałam. Dziś wstała o 8, przyszła się poprzytulać, poszła się bawić do siebie – telewizora nie słyszałam, chociaż piolot  leżał w zasięgu smoczej łapy. Dzielna moja:) I tak się pięknie bawi, że chyba będę Jej te szlabany częściej fundowała:)

A na sztalugach się tworzy. Obaczym co z tego wyniknie.

sobota, 8 stycznia 2011

Rodzinnie...

…bawimy się w kopciuszka. Diaboł łupie aż trzeszczy w posadach kuchnia, a my ze Smokiem przebieramy. W zasadzie już koniec. Zostało pół reklamówki, ale już mi kręgosłup odmówił współpracy. Suszą się… A jakie będzie z nich pyszne ciasto orzechowe – mnią.

Namówienie sześciolatki, żeby zrobiła porządek w zabawkach i oddała część do przedszkola nie jest łatwe, o nie jest. Na razie na transport doprzedszkolny czeka reklamówka lalek, bo jak wiadomo „dziewczyńskie zabawki są nudne mamo”. No to żegnamy nieczule lalki, które nigdy nie dorobiły się imion i nie zaznały wózka, ani ramion pięcio-, sześciolatki. I mówiąc „nigdy” mam naprawdę na myśli, że NIGDY. Ich miejsce na półce zajęły roboty i interaktywny pies. W skrytości ducha liczę na to, że wkrótce Smok dojrzeje do wywalenia większej części tych paści, które zalegają smoczą gawrę.  Przeliczę się pewnikiem, ale co tam, już tak mam, że pokładam nadzieję, a potem dostaję w dupsko z rozbiegu ciężkim życiowym buciorem.

Znalazłam piękny prezent dla Grabarki. Jak będzie miała jakąś okazję to Jej kupię, bo normalnie napatrzyć się nie mogę i tak pięknie będzie do Niej pasował.

Wymyśliłam też kolejne niespodziewanki. Mniej więcej. W zasadzie mniej, ale wiadomo weny mi nie brak, więc wymyślę i resztę.

Seth wskakuje mi na kolana i diesluje. Znaczy poprawiło mu się. Widocznie dotarła do niego smutna prawda, że pani jest spłukana jak włosy po odżywce, przez co lekka niczym nimfa bagienna (w bagnie ubogości własnej unurzana) i albo się sam wykuruje, albo kończ waść wstydu oszczędź. Albo może moim słabym sercem się przejął. No grunt, że mruczy i śpi na magicznej ścianie Diaboła.

A ponieważ byłyśmy dziś ze Smokiem na Księżniczkowym Złomowisku, sprzedałyśmy makulaturę, Smok zarobił 22,50 PLN i zapragnął wydawać, WYdawać, WYDAwać WYDAWAĆ. Na zabawki postawiłam veto, wylądowałyśmy przeto w przydomowym antykwariacie, co to go prowadzi mój kolega z ogólniaka na potrzeby tutejszych wywnętrzeń znany jako Szkolny Loverinjo (pół szkoły się w nim kochało, w tym ja też, w drugiej klasie chyba), gdzie Smok zanabył „Pocztę Doktora Doolittle”. Za 2 PLN, choć na okładce była cena 6 PLN. Jakim cudem ten antykwariat jeszcze funkcjonuje, to ja pojęcia nie mam.

A do płaszcza znalazłam buty. Zapłaczę się chyba, no:/

APDEJT:
Wraz ze Smokiem obejrzałyśmy Plastusiowy Pamiętnik. Jako dziecko się zachwycałam. Teraz obejrzałam z sentymentu, ale zachodzę w głowę jak można stworzyć coś tak niedoskonałego ale fajnego.

A naprzeciwko mnie siedzi Purchawek Nadymek i manifestuje focha. No dobra, manifestował przed chwilą, ale nie mogę się oprzeć pokusie, żeby Mu jeszcze parę razy nie wyjechać z tym pseudonimem artystycznym:)

APDEJT 2:
Ostatni odcinek pierwszego sezonu „Trueblood” oglądałam wczoraj z wypiekami na twarzy i zapartym tchem. Bilans jest taki, że jeden wątek wiedziałam jak się skończy zanim w ogóle o nim wspomnieli i Diaboł mnie bluzga od wiedźm i jasnowidzek, innego nie mogę rozgryźć. Okaże się niedługo, bo dziś w planie sezon drugi (jakieś 3 odcinki może)

 i
 

piątek, 7 stycznia 2011

Kot wykorzystał...

…trzecie spośród 9 żyć kocich i chyba się wyliże.

Tymczasem mła zapakowała niespodziewankę w samców i dumam nad następną.

Oraz znalazłam taki płaszcz na allegro natchniona przez Leę, i takie buty, że mam orgiastyczną przyjemność od samego patrzenia. Będę niestety musiała poczekać na dzień dziecka, żeby mi Duży dołożył kasę, bo inaczej nie da rady.

A z Whoever niezmiennie łączy mnie jedność dusz. Kiedy zaczynałam pisać do Niej SMSa ozwał się w telefonie dzwonek do Niej przypisany i sakramentalne „jak się czujesz?” po drugiej stronie eteru/sieci/łącza/kabla/druta/czegośtam. Jak my to robimy?

czwartek, 6 stycznia 2011

Na takim etapie...

…rezygnacji jeszcze nie byłam. Miało być cudnie, wyniki nienajgorsze, a tu bach – znowu mamy to samo. Nie mam pojęcia jak mu pomóc, jak się wyciska koci pęcherz, czy mogę coś zrobić, coś, co by nie kosztowało 400 PLN, żeby jednak pożył jeszcze trochę.

Pomyślałam sobie wczoraj, ze kolejny kot będzie się nazywał Sabbath. Weszłam dzisiaj na kilka stron różnych schronisk i w Zabrzu znalazłam kocura, który nazywa się Sabat. Czyżby znak? Będę wyła po tym kocie tydzień chyba, chociaż zaciskam zęby i udaję, że mnie to niemal wcale w ogóle nie obchodzi, ale jakby on był uprzejmy jednak się wysikać, albo zdechnąć w miarę szybko, najlepiej podczas mojej nieobecności w domu, to byłabym wdzięczna. Jeśli mogę mimo wszystko wybierać to niech sika – gdziekolwiek, jakkolwiek byle do końca.

Chodzę i zaglądam mu w oczy. Nawet karmę superduperdietetyczną zakupiłam, jak się może okazać nie wiem po co jeśli zejdzie z tego świata.

środa, 5 stycznia 2011

Ręce mi opadły...

…cycki mi opadły, wszystko mi opadło. Jakbym miała za przeproszeniem fiuta, to pewnie też by mi aktualnie opadł. Ni mom siły…

niedziela, 2 stycznia 2011

Żyję...

…lecz cóż to za życie, charkotliwym oddychaniem przypominające marną wegetację. Ciepłota ciała spadła do wymaganych dla homo sapiens 36,6 – ani pół kreski więcej. Żywotność organizmu spadła do zera po podlaniu choinki, zamieceniu pod choinką, zrobieniu śniadania, wyprawieniu Smoka do Drożdża, wstawieniu prania, zdjęciu  poprzedniego prania z suszarki, powieszeniu nowego na suszarce, pościelaniu smoczej gawry. W planach tuż przed skonaniem mamy na dziś jeszcze dokończenie pędzenia nalewki, gdyż Duży już nogami przebiera. Ale najpierw opanuję drgawki (kawki wśród trawki, sprawką czkawki te drgawki – smoczy wierszyk logopedyczny), posmaruję sobie nos maścią majerankową, żeby wyglądać jak seksowna ogrzyca (w końcu Diaboł do 6.12 siedział z ogrami i trolami w chaszczach, może Go ten nos zielony do mnie przyciągnie) i postaram się poczuć smak herbaty co ma w nazwie „Lemon”. Problem w tym, że wczoraj wciągnęłam cały dzbanek nie czując jej smaku. Bleeee. Dziś wcisnęłam do Kubka Wyroczni PÓŁ cytryny nim poczułam marne cokolwiek. Wegetacja trwa. Aktualnie pałam nienawiścią do własnego łóżka dostając czkawki (wśród trawki) na myśl, że ZNOWU mam w nim zlegnąć. Na pocieszenie wczoraj wieczorem 3 odcinki

Mniam.
Podręczna apteczka zajmuje cała szafkę nocną. A szafki nocne mamy spore. Po podsumowaniu weekendu w pamięci zostaje – jutro do pracy. Hesus.
Skończyć się w końcu czy się nie skończyć oto jest pytanie?

sobota, 1 stycznia 2011

Podsuma:)

127 przeczytanych książek
89 obejrzanych z Diabołem filmów
27 obejrzanych ze Smokiem nowych bajek
1 wyrobiony paszport
1 Wigilia rodzinna
2 tygodnie rodzinnego szaleństwa urlopowego
1 tydzień z Wiedźmami
1 Sabat
4 pomieszczenia w Helplandzie skończone
kilka niespodzianek
1 nowa obiecująca znajomość
kilka mniej obiecujących
1 szok na wieść o Alutce
kopa wbitych szpileczek
fura trafionych prezentów danych
fura trafionych prezentów dostanych
1 nowy Bunsch
2 obrazy sprzedane
14 obrazów namalowanych
2 wymarzone stoły.

Plan na styczeń:
zbić gorączkę
pozbyć się dreszczy
dotrwać do Sabatu
wypoganiać Diaboła w kwestii magicznej ściany
położyć z Diabołem panele.

Plan na dziś:
nie skonać.