licznik bloga

Obsługiwane przez usługę Blogger.

wtorek, 12 kwietnia 2011

Wspólny rower...

…wspólne lody, rozmowy niekontrolowane, wspólna kąpiel i zupa na kolację, wspólne czytanie i zasypianie. Fajne są babskie popołudnia i wieczory ze Smokiem:)

niedziela, 10 kwietnia 2011

Na stanie...

…

oraz

bez tej pani i niebiesko-brązowy:)

Za oknem Narnia w słońcu. Plan z kawą w tle. Chociaż dziś już dwie były, więc dla dobra serca może jednak coś innego. Diaboł myje podłogi – podmienili Go w tej Stolycy?

Dni 19. Przygotowań poza moim i smoczym bikini – 0 (słownie: zero)

No to umyję dziś resztą okien w pokoju kąpielowym i pomaluję huśtawkę. I kwiatki na balkonie posadzę. I skończę tło do anioła. I dopilnuję dopieszczania nowego smoczego roweru. I odnajdę moje rolki w gabinecie. I nie włączę telewizora dzisiaj, bo tam STRASZY.

Jest dobrze. Lepiej w każdym razie. I nie zasypiam sama. A Seth goni Czesia po mieszkaniu i miauczy na niego – dobry Cześhunter dobry.

APDEJT:
Diaboł nie lubi kremu nivea. Zapach, smak i oślizłość Mu przeszkadzają. A mnie usta pieką, więc się posmarowawszy.
Cleos: Całuj mnie tu zaraz.
Diaboł: (chce się wywinąć) O nie!!!
Cleos: (za fraki Go i do ściany) Jak mi powiesz zaraz po japońsku i bez kitu „dziękuję za możliwość pocałowania szanownej pani, ale tym razem nie skorzystam, będę zachwycony następnym razem” to Ci odpuszczę.
Diaboł: O kurna. No dobra, chodź.

 Grunt to postawić faceta pod ścianą:)

piątek, 8 kwietnia 2011

Gdyby mi się...

…chciało, tak jak mi się nie chce, to miałabym i obraz i umyte podłogi. A tak mam tło i umyte częściowo. I wymienione ledy w halogenach (człowiek się jednak całe życie uczy, ale za to teraz mogę sama, SAMA). I sprzątniętą resztę, ale czymże to jest wobec nieskończoności wszechświata, czy tam innej wieczności.

Shaggy daje ummc, UMMC, UMMMMMC basami po ścianie – ciekawe czy sąsiedzi już nas nienawidzą czy jeszcze wstrzymają się chwilkę z linczem.

Za oknem takie coś, żę Narnia gnie się do ziemi czerwonymi klonami. O dziwo pączki czerwonych klonów są zielone – paradoks przyrody taki. O Paradoksie daj mi 25 stopni i lekką bryzę – NOOOOOOOW!! Tymczasem paradoks ma mnie w poważaniu i muszę odliczać strichami na kalendarzu – dni 21.

Zastanawiam się również, od jakieś czasu już się zastanawiam i to nawet dosyć intensywnie, kiedy to Szefowi S. skończy się skorpionia cierpliwość i pierdyknąwszy ręką w biurko powie mi w żołnierskich słowach, że jestem niezdyscyplinowana, nieposłuszna i w ogóle nieprofesjonalna i nie odróżniam kawy od herbaty – blondynka jednym słowem. A potem wywali mnie na zbity pysk, gdzieś w okolice tego zagajnika brzozowego co rośnie przy drodze nieopodal. Gdyż? Otóż od kilku miesięcy na prośbę „Pani Cleosiu kawę poproszę” lecę z herbatą na złamanie karku. Bo Mu nie wolno kawy. Prosi o kieliszki i koniak dla siebie i trzech gości, dostaje trzy kieliszki i soczek pod nos. Bo mu nie wolno koniaku i innych trunków. Było się nie przyznawać. Minę miewa nietęgą, ale jakby co i jednak postanowił mnie napomnieć dyscyplinarnie powiem Mu, że serce mam dobre tyle, że amputowane i nie zamierzam Mu reanimacji uskuteczniać jakby Go jednak po kawie szlag trafił. Wystarczająco podnoszę Mu przecież ciśnienie. Przykład?
Wchodzę do księgowości, a tam rolety zaciągnięte, lekki półmrok, wszyscy siedzą, Szef S. stoi, na biurku przed Nim świeca niczym gromnica.
Cleos: A wy co duchy wywołujecie, czy ktoś umarł.
Szef S.: Nie chce pani zdmuchnąć?
Cleos: Żeby z siebie blondynkę zrobić w jakiś sposób?
Szf S: No niech pani dmucha.
Cleos: Ja szefie nie dmucham w pracy.

Świeca okazała się zaiste idealnie podrobioną lampą.  Ja okazałam się po raz kolejny pyskata. No bywa. Po co Mu kawa?:) Nie dostanie – po moim trupie! Albo może lepiej nie?

:)))

środa, 6 kwietnia 2011

Kate lekko...

…skonfudowana zapowiedziała ślub w przyszłym roku – konkordatowy i w różu. Doprawdy chcę to zobaczyć i zdjęcia robić, bo Kate na tle ołtarza to będzie przeżycie:)
Zapowiedziała też szafę, ale o szafie to można całe Iliady i Odyseje napisać:P

Remont chwilowo całkwoicie (info for Gabs). Póki co. Bo jeszcze ten gabinet w przyszłym roku. Ale na razie cisza i spokój i nudy. Deszcz pada (jednak) to może pójdę okna w pokoju kąpielowym umyć – czy coś.

APDEJT:
Tym razem już nie SMS – zadzwoniłam bezpośrednio.

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Słomiana czarna...

…wdowa – deszcz pada więc okien myć nie może. (Nawiasem mówiąć część dzienną umyła w weekend i co? i pierdyknęło ulewą.) Remont się skończył, więc poza domalowaniem kawałka drzwi – żadnej roboty. Gruntowne sprzątanie odbyło się – czysto ma, nie ma co sprzątać. Jeść nie będzie, bo dieta. Malować nie może, bo wymiarów (wurwa) zamówionego dzieła nie zna. Kwiatki na balkonie już posadziła. Muzyki słuchać może, z wanny najlepiej, z książką i herbatą cytrynową. Dzisiaj. A jutro?

Matkokochanomojo muszę sobie znaleźć jakieś zajęcie, bo ocipieję!

niedziela, 3 kwietnia 2011

Jak sobie pomyślę...

…, że mogłam się zfrajerować, wydać pieniądze na kino i iść na taki film jak „Święty interes”, to mnie zęby bolą. Słusznie uważam, że polskie komedie są najlepszym środkiem depresogennym i powodują niekontrolowane wypróżnienia również z pozytywnych emocji. Matkokochano – kto daje fundusze na kręcenie takiego badziewia?! Z ostatnich lat „Lejdis”, „Rewers” i może „Nigdy w życiu”, z wcześniejszych „Psy”, „Tato”, dla odmóżdżenia „Sara” (Diaboł się ciągle zastanawia co ja w tym filmie widzę, a on mnie relaksuje po prostu), „Demony wojny” – może. Z dawniejszych „Nie ma mocnych”. A jeszcze przed? „Pasjami mogę oglądać Eugeniusza Bodo, Tońcia i Szczepcia, panią minister co tańczy i takie tam. W kolejce do oglądania czeka „Kołysanka”, reklamowana jako polska czarna komedia. Normalnie już się boję. Bo przy „Świętym interesie” wytrzeźwieliśmy wczoraj z Diabołem w bardzo nieprzyjemny i rozczarowujący sposób.

Za to po dzisiejszym „Jak wytresować smoka”, natchnieni pozytywną energią i wibracją, idziemy zwiedzać zabytki naszego miasta. Niech się dzieci czegoś nauczą, bo ja lekcję historii już odrobiłam. Tylko zebrać im się nie chce, chociaż pogoda cudna. Już dawno doszłam do wniosku, że własne dziecko i partnera życiowego powinnam wybierać na zawodach sprinterskich. Może wtedy nie mieliby problemu żeby za mną nadążyć? :)))

sobota, 2 kwietnia 2011

Włazimy ze Smokiem...

…do wanny, co jest prostą drogą do zalania całej łazienki. Ale za to jaki masaż głowy mi zrobiła, to ja wymiękam. A potem zaprzęgnęłam Diaboła do rozczesywania mokrego chaszcza, co z kolei prowadzi wielokrotnego orgazmu głowowego.

A wszystko to, co ciebie koooooocham!!!!!