licznik bloga

Obsługiwane przez usługę Blogger.

środa, 18 maja 2011

Na balkonie...

…pachną mi konwalie i cieszą oko niezapominajki. Niebieski koc nagrzewa się od słońca. Kot się łasi. Można zamknąć oczy i marzyć. Albo czytać na przykład. Potrzeba mi jeszcze tylko stolika z krzesłami na poranną kawę na balkonie.

APDEJT:
Drożdż odwiózł Smoka punktualnie. Zamiast jednak puścić jak zawsze sygnał, że jedzie, żebym po Nią zeszła, zadzwonił do domofonu i czekał pod klatką aż wejdzie do góry i zamelduje się smoczym rykiem z balkonu, że dotarła. Widocznie nie chce oglądać mojej suczej gęby.
Czasami ostentacja bywa już nie tyle śmieszna, co żałosna.

poniedziałek, 16 maja 2011

Słowo się rzekło...

…rzuciło na kości, jestem (z)jadliwa i mam dużo ości.

Cleos: I jeszcze jedno. Nie będę ci przywoziła Smoka rano.
Drożdż: Ale dlaczego co ci sięstało?
Cleos: Nic mi się nie stało, po prostu nie zamierzam być nadmiernie miła, skoro niezależnie od tego jak z tobą rozmawiam, czy jestem miła, czy oschła, kulturalna, czy kurwuję i tak robisz mnie w konia i narażasz na nieprzyjemności.
Drożdż: Ale co ci się stało? Co chcesz to masz…
Cleos: Po pierwsze nie ja mam tylko twoje dziecko, a po drugie ty mi możesz utrudniać życie, a ja ci mam ułatwiać? Niby dlaczego?
Drożdż: Ja ci życia nie utrudniam!
Cleos: Musiałam przez twoje histerie i fobie wydać kasę na adwokata, ciągać się po sądach, ciągać moje przyjaciółki, żeby zeznawały przeciwko twoim kłamliwym świadkom i ty mi życia nie utrudniasz? Zobacz wróciłśmy z Capri, nie zostałam na zmywaku. To się nazywa  kłamstwo nałogowe, tak długo je powtarzasz, aż sam zaczynasz w nie wierzyć.
Drożdż: O co ci chodzi nagle?
Cleos: A poza tym i tak coraz częściej dzwonisz do mnie, żebym zawiozła Smoka do przedszkola bo masz ważniejsze zajęcia, więc nie powinno ci to robić różnicy.
Drożdż: Ale co ci się stało? To już koniec roku prawie.
Cleos: Potem będzie szkoła i kołomyja od początku.
Drożdż: No właśnie trzeba o tym pomyśleć.
Cleos: Już pomyślałam. Diaboł będzie zaprowadzał Smoka do szkoły, albo moja mama, albo pracę zmienię, ale to cię nie powinno obchodzić. Póki co albo przyjeżdżasz po Smoka o 6 rano, albo ja 6.01 jestem z przedszkolu.
Drożdż: Ale co ci się stało? O co ci chodzi.
Cleos: O to, że za to, że kiedy Smok płakał u ciebie nie odbierałeś telefonów przez pół wieczoru i potem rano bo byłeś sobie zamknięty na klucz w sypialni, to ja teraz straciłam cierpliwość.
Drożdż: Ale…
Cleos: Opowiadałeś do tej pory o mnie kłamliwe brednie. To teraz cię kulturalnie informuję, że zamierzam być złośliwa suka. Możesz wreszcie  mówić prawdę.
Drożdż: ????!!!!
Cleos: Dla mnie temat jest skończony. Do widzenia.

I ostał stać, niczem słup soli.
Doprawdy niech się uroczo pi…li.

niedziela, 15 maja 2011

Wróciliśmy...

…do domu po północy. Ufff…

Dziś zatem dzień piżamowy dla całej rodziny, łóżkowa projekcja
i lenistwo. A potem zabieramy letnie humory i jedziemy w tym deszczu nach Dziobak and Robalinda mit Franek:) Jedna pani zbluzgała mnie na NK u Dziobaka twierdząc, że najwidoczniej nie mam dzieci i bardzo dobrze, bo mieć nie  powinnam, gdyż z takim podejściem… Muszę zapytać Smoka, czy ma coś przeciwko podejściu?:) A Dziobaka cóż to za szanowna persona ośmiela się znieważać moją jędzowatą boskość:)

sobota, 14 maja 2011

Najpierw...

…o mało nie zemdlałam, co w sumie nie byłoby takie najgorsze, bo pozwałabym galerię handlową za roztrzaskanie czaszki o posadzkę. I bylibyśmy bogaci. Niestety jestem twarda, niezniszczalna oraz wyjątkowo wytrzymała i dlatego nadal jesteśmy ubodzy – niekoniecznie w duchu.

Potem kupiliśmy rolki dla Diaboła, bo reszta już ma. Będziemy jeździć rodzinnie, przy czym w miarę potrafi tylko Smok. Obsi zadeklarowała pomoc, instruktaż, treningi i lekcje dla paralityków. Nie jestem pewna czy była wtedy trzeźwa, bo o pełnię władz umysłowych się nie martwię – na pewno nie ma. Jak to przeżyjemy nie bardzo wiem, ale w końcu nadzieja umiera ostatnia. Nadejdzie taki czas, że będziemy niczym „czy szczały” śmigać, nieuchwytni dla oka i radarów. A co:)

Potem wpakowałam przy pomocy Diaboła stół na 8-10 osób do Wiśni i odwiozłam do Dużego. Wypakowałam przy pomocy Red Bulla, który się był akuratnie napatoczył. Nie ma to jak być wątłą niewiastą (co jest totalnym zaprzeczniem twierdzenia z pierwszego akapitu niniejszego tekstu, ale co tam).

Teraz czekamy na Who.

A potem mamy Noc w Muzeum. Więc idziemy. zabierzemy krakersy, napoje i będziemy się szlajać od budynku do budynku. taki jest plan. No chyba, że Smok zaśnie i odmówi wstawania w środku nocy.

piątek, 13 maja 2011

Powitajmy uprzejmie...

…na tym świecie Pęcisławę, zwaną pieszczotliwie Pęcinką. Guten morgen. Od 10.56, świat jest cięższy o 3250 g, a całkowita długość ludzkości zwiększyła się o 53 cm. Wyciśnięta Pęcinka i matka wyciskająca nosząca miano Marchwiaka czują się dobrze:)

GRATULACJE:))))

środa, 11 maja 2011

Jeśli pójdzie się...

…Via Tragara, to dojdzie się do Punta Tragara, gdzie stoi hotel w kolorze łososiowym i gdzie można patrzeć z tarasu w morze do znudzenia, do uśmiechniętej śmierci i do zachodu słońca. Z prawej strony jest stromo w dół prowadząca uliczka, która zmierza w stronę  Via Pizzolungo. Idzie się, idzie, idzie, idzie i godzinę dalej jest Grotta di Matermania, gdzie starożytni składali ofiary ze zwierząt i ludzi, żeby udobruchać boginki płodności i nie tylko. Idealnie zachowane ściany, ławy, na których siadywali kapłani, ołtarz ofiarny. Na samej górze pod sufitem niemal zielona ściana, wilgotna jeszcze od źródła, które tu kiedyś biło. W drogę. Po lewej lita skała, po prawej przepaść, a na dole? Czerwona Villa Malaparte, kiedyś należąca do Sofii Loren, teraz do mafii ruskiej. Potem znowu droga i schody, wąziutkie na 50 cm, wysokie, jakby prowadziły do nieba, wijące się serpentynami, bo wiadomo – droga do nieba nie może być prosta. I nagle kafejka, taka przechodnia, bo za nią Arco Naturale, niczym słoń wyłaniający się ze skały. I taras widokowy, z którego można patrzeć w 200 mertową przepaść zakończoną lazurem Morza Tyrreńskiego. Powrót przez kafejkę i dalej straszliwie długą Via Matermania, aż do miejsca, gdzie można skręcić w mnóstwo wąziutkich uliczek. Tak wąziutkich, że Smok rozłożywszy ręce dotykał budynków po obu stronach. I teraz już w zasadzie wszystko jedno – gdziekolwiek by się nie poszło i tak trafi się w końcu na Piazzettę, do Gran Caffe. Prosz, prosto i w prawo i mamy widok na Marina Grande, gdzie potężne promy Caremar zabierają kogo i co się tylko da, szybkie katamarany w 30 minut dopływają do Neapolu, Ischii, Sorrento. W lewo? Via Roma, z lodziarnią, sklepikami z lokalnymi pamiątkami, dworcem miniautobusów. W prawo? Funicolare prosto na Marina Grande. Prosto i w prawo? Via Longano wychodząca wprost na Hotel Quisisana, gdzie lata temu szejk arabski wynajął całe piętro dla siebie, swojej służby i haremu. Normalnego cżłowieka nie stać nawet na to, żeby wejść do foyer. A co tam, nawet na schody przed hotelem. W lewo Gucci, D&G, jubiler, jubiler, jubiler, YSL, jubiler, Gucci, Miu Miu, jubiler. Oczopląsu można dostać. Prosto i w prawo i dochodzi się do Museo della Certosa. A tam ogromne obrazy Difenbacha mroczne, apokaliptyczne, zastanawiające i Chiesa di San Giacomo. Część fresków zwyczajnie odpadła ze sklepienia razem z tynkiem, ale to co zostało zapiera dech. W rogu kościoła stoi murowany konfesjonał, do którego wpakował się Smok pytając „Co to za szafa mamo?” I ogrody. Ogrody Certosy, z których widać Faraglioni, w krótych aloesy tworzą nieprzebyty gąszcz i kwitną jak oszalałe. Na murowanych ławkach, wśród pnączy można czytać i gadać, gadać, aż do zmroku, do zamknięcia ciężkiej ogrodowej furty.

Do domu wraca się wąskimi uliczkami, mija się La Campannina  Restaurante, w lewo, w prawo, w lewo, w prawo, kot sąsiada Argentyńczyka ucieka spod nóg zamiatając asfalt puchatym ogonem. Zielone drzwi, klucz w zamku i jesteśmy. Wino, pizza, mozzarella, tosty z wędzoną szynką w plastrach cieniusieńkich jak najdelikatniejszy tiul.

Reszta jak mi się będzie chciało:)

APDEJT:
Dialog romątyczny po połowie butelki Melanurc.
Cleos: Nic ci dzisiaj nie pomoże, gdy piergolnę cię na łoże.
Diaboł: To cię dziewczę wychędożę.

Kurtyna:)

wtorek, 10 maja 2011

Wróciłyśmy...

…z 1435 zdjęciami. Wszak Wiedźmy kazały robić dużo, to robiłyśmy DUŻO.
Aktualnie zadek mnie boli od siedzenia w autobusie i gardło mnie boli od otwartego balkonu w neapolitańskim hotelu.

Jak się odgruzuję to może będzie mi się chciało napisać jak było:)