licznik bloga

Obsługiwane przez usługę Blogger.

czwartek, 9 czerwca 2011

Zrobienie ciasta...

…przygotowanie zapiekanki, wstawienie ogórków do buncloka – 45 minut. Zostanę mistrzem kuchni (własnej) z opcją „prosz mnie nie wkurwiać kiedy coś kroję NożemCoMożePokroićGwoździe”. Podobno zirytowane do granic ostateczności kobiety zadają tylko jedno, przypadkowe pchnięcie pt.: „no odwróciłam się a on akurat tam stał i się nadział”, a zirytowany facet zadaje pierdylion pchnięć gdzie popadni i potem jest, że „się pastwił nad zwłokami”. Zupełnie nie wiem po co. Mnie co prawda nikt nie stał (akurat) za plecami, ale pod nogami ustawicznie plątały się koty z zamiarem „wlezę  ci na łeb, albo i w majtki tylko daj mi kawałek tej kiełbasy durna babo!” A tu wał na schwał – jak mówi jedna a w zasadzie jedyna znana mi Smoczyca.
I ja to chyba nawet zaczynam lubić. Jak na kogoś kto przez 7 lat ugotował 1 rosół i deklarował się jako totalnie niekuchenny – całkiem nieźle. Byle tylko miał kto żryć za przeproszeniem i się zachwycać. Bo Diaboł to się już tak rozbestwił, że przestał mruczeć przy obiedzie z zadowolenia (tu spektakularnie walimy focha z przytupem).

Chyba mię się ciasto pali!!!!

środa, 8 czerwca 2011

Niniejszym...

…posiadamy na zbyciu kota – dwudniowego – z opcją karmienia co dwie godziny. Matka zwiała, kot póki co dycha.

Ktoś chętny?

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Obejrzawszy zdjęcia...

…Wiedźmy powiedziały:

Wiedźma 1: Szkoda, że nie masz go stojącego. Na jednym zdjęciu wygląda jakby miał biust.

Wiedźma 2: Się popłakałam. Ty, jemu cyce rosną jak tralala,  na dzień ojca mu śmiało Wika może podarować bikini, bo mu się będą na plaży trzęsły.

Wiedźma 3: O żesz, nie, no Drożdżyna się nie czuje. Wygląda śmiesznie, jakby go żywcem przenieśli z Misia.

Wiedźma 4: Nooo fajne zdjęcia;P No obrzydliwy oblech. Niedługo na botoks mu nie starczy kasy jak będzie się tak marszczył. Zawsze uważałam kolesia za buca, a na tej ławce to buc jak malowany.

niedziela, 5 czerwca 2011

W lesie...

…wrzosy, paprocie, komary, upał, ptaszki, pitolenie z dziupli.

Po drodze z lasu łubin i skrzyp. Pierwszy już w wazonie, drugi suszy się na balkonie.

I jeszcze segregator z widoczkiem. Produkuję album wakacyjny. Tym razem dla odmiany zabrakło mi bloku technicznego A3. Urok ktoś rzucił, czy jak?

Leniwie i gorąco. Może by tak jakiś film na popołudnie? Z mrożoną herbatą? W łóżku? Z bonusem w postaci miziania?

sobota, 4 czerwca 2011

Mina...

…Drożdża na widok Diaboła, na pikniku rodzinnym w przedszkolu – bezcenna. Red Bull ubolewał, że w przyłym roku już nas nie będzie bo zaproponowałby paniom przedszkolankom zakupienie  tronu wraz ze skórami – idealny dla kogoś kto 4 godziny niemal bite siedzi na ławce i opala się ignorując otoczenie, w tym własną córkę, bo ma focha i to nawet nie z przytupem, gdyż przytupy są męczące dla panów w średnim wieku. Oraz komponowałby się ze skórami baranimi zakupionymi z Alutką na wyposażenie mieszkania (ekhe).

Jedna z pań skomentowała „nie dorósł.”
Jedna z mam „on się nigdy nie integrował i zawsze był wyobcowany.”
Mam takie jedno zdjęcie, które sobie normalnie wywołam, bo mina tak poprawia mi humor, że będę je chyba  nosiła w portfelu.
Pozostale zdjęcia u Red Bulla, robione na zamówienie superduper obiektywem. Jestem gotowa niemal za nie zapłacić:)
Ja rozumiem, że miłość jest ślepa, i że ja mam wadę wzroku, ale żeby aż tak?

„Spętana” poszła na licytacji za 100 PLN. Mogłam oczekiwać więcej, ale jak na zbożny cel rozbudowy placu zabaw dla dzieciorów niech będzie. Zaoferowałam się, że w przyszłym roku też dam obraz na licytację.

A Smoczyca? Po chwilowym kryzysie spowodowanym tatusiowym „nie pójdę, wiesz dlaczego!” bawiła się doskonale zaliczając dmuchańce, piaskownice, małpi gaj, loterię, kiełbaski, zabawy z animatorami, bańki mydlane. I wołając na pomoc przy wspinaniu się na drabinki Diaboła miast ojca. To o czymś świadczy?

APDEJT:
Obsi proponuje umieścić zdjęcie na billboardzie pod tytułem „Znowu w życiu mi nie wyszło.” Popieram, mogę w to nawet zainwestować. Ależ suki jesteśmy bure.

Kate poszukuje wyluzowanego buddysty na koniu z opcją szaleństwa włączaną okresowo. Eeee? Drzewo pod Helplandem już wybrałyśmy.

piątek, 3 czerwca 2011

Dziewięć lat...

…tyle dokładnie mi zajęło przejście kilometra i dojście do tancbudy, do której zawsze w ramach wyluzowanego poczucia humoru chciałam iść. Dziewięć lat, bo Drożdż mówił, że to „przestań taka knajpa, patrz kto tam chodzi – podstawowe wykształcenie i plebs”, a ja jestem kretynką. Dokładnie tak – dziewięć lat i kretynka. Samokrytykę uskuteczniam co prawda po dwóch piwach, ale mogę ją powtórzyć jutro na trzeźwo.
A Diaboła to ja po grób za to, że powiedziałam raz „potem idziemy tam”, a On kiedy wychodziliśmy z knajpy na kortach sam od siebie przypomniał „tam idziemy, bo tam chciałaś iść.” I żaden tam plebs czy coś, tylko „O Ela, Ela” i Shakin Stevens. A co!

Idę pić wino słodkie. Kto jutro pójdzie na festyn do przedszkola doprawdy nie wiem, ale to pewnikiem będę ja w stanie wskazującym na to, że powinnam raczej iść spać zamiast szlajać się po festynach. A co!

środa, 1 czerwca 2011

Chodniki parują...

…jakby dyszały z wściekłości. Taki miejski kawałek piekiełka, bo na tych chodnikach ludzie z twarzami wykrzywionymi grymasem ” &#&^%#% burza, a ja nie zabrałem/łam parasola” – trudno idioto, nie zabrałeś, to moknij. Osobiście lubię wszelakie „uga uga deszcz”, które to Smok wspomina do dziś z uśmiechem na paszczy. Te chodniki i ten klon czerwony za oknem, co to już jest zielony, i zepsuta wycieraczka w Wiśni, i strugi wody spływające po szybach powodują myślotok.
„I just call to say I love you” – Stevie nastraja wspomnieniowo. Siedziałam na zajęciach prowadzonych przez Jakuba Poradę, kiedy zadzwonił telefon. Mój. Oddzwaniała sekretarka, na której Drożdż nagrał tą piosenkę. To jest dobre wspomnienie, które każdorazowo odbija mi się uśmiechem. Nic nie poradzę – szczerze wolałabym go nienawidzieć całym sercem i uważać za skończonego skunksa faktycznie, ale takich wspomnień jest mnóstwo – opowiadam o nich Smokowi, o pierwszym spotkaniu, o liście, o randce w ciemno, o oświadczynach i o tym jak się wtedy zatrułam kremem z borowików, o ślubie i weselu, o Jej narodzinach, o różnych momentach, w których myślałam sobie, że jestem szczęśliwa. I jak tu powiedzieć o nim potem, że jest matoł i idiota? No jest – dla mnie jest. Albo raczej nie jest dla mnie, a tamto po prostu warto pamiętać.
Elvis żyje i śpiewa „Always on my mind” – szlag by trafił, co za sentymentalny repertuar. I znowu zastanawiam się, czy kiedykolwiek podobne słowa postały mu w głowie. Bo mnie owszem i to krytycznie względem siebie. Refleksja zawsze przychodzi za późno. Zawsze.
Westlife „More than words” – czy jakikolwiek facet na świecie to zrozumie? Czy jest w stanie pojąć? Że owszem mów mi, że mnie kochasz, ale bzu mi nazrywaj, gwóźdź mi przybij, zakupy przytargaj, jak ryczę bez sensu to siedź obok i bądź. Czasem mam wrażenie, że ta funkcja włącza im się czasowo/okresowo/chwilowo/jak mają ochotę.
Bodo „Seksapil” – i co mi z tego? Zaczynają mnie męczyć niewybredne komentarze, błyskotliwe uwagi, zawoalowane propozycje, walone prosto z mostu oczekiwania. Nie, żebym była jakiś cud świata, ale dlaczego do kurwy nędzy faceci, kiedy widzą cycatą blondynkę od razu myślą, że a) głupia, b) do wygięcia, c) nie innego poza „lody robię” nie powie. Walka ze stereotypami bywa męcząca. Albo się starzeję, albo dojrzewam, albo powinnam pomniejszyć piersi.

Jakiś ten myślotok taki monotematyczny. Powinnam chyba zdecydowanie zmienić playlistę w telefonie.

Bo w ogóle, to chciałam iść na rower. Skoro nie ma Diaboła, Smoczyca  u Drożdża, to pomyślałam sobie, że mam czas, mogę chudnąć. A tu ta burza. Trudno, poczekam – czekałam 4 lata mogę poczekać jeszcze parę dni. Bo ja cierpliwa jestem niezwykle, nierychliwa rzekłabym nawet w działaniach, ale jak już zaczynam…