…Małego Johna.
Dzwonię do Niej z informacją, która Jej całkowicie nie leży, zupełnie się nie podoba, jest totalnie nie po Jej myśli, ale za to jest racjonalnie wytłumaczona, obiektywnie jest najsensowniejsza i dokładnie przemyślana. I Mały John mówi „Zrobimy tak, tak i tak i nie martw się wszystko się uda, jak zaplanowałaś.” I wiem, że w głębi mjowego serca nie do końca się zgadza z powziętą przeze mnie decyzją, sama zrobiłaby to zupełnie inaczej. Ale już obmyśla, jak mi pomóc i jak decyzję wprowadzić w życie.
poniedziałek, 27 lutego 2012
Za co kochamy...
niedziela, 26 lutego 2012
Mam sny...
…,których nie chcę. Po których budzę się i każda komórka mojego ciała woła, że jest jej źle. Sny, które burzą spokój. Wyrachowane, walące w splot słoneczny, odbierające oddech.
Niech ktoś je zabierze…
APDEJT:
Smok: Mamusiu (uwielbiam to Jej „mamusiu” z wyciągniętym uuuu) Mogę spać dzisiaj w namiocie?
Cleos: Prosz.
Smok: To ja będę spała dziś w spirzo… śpirzo…
Cleos: Śpiworze.
Smok: Świ… Śpiworze.
Cleos: Prosz bardz.
Smok: Tylko go zapnę.
Cleos: Ok.
Dobranoc, pchły na noc, karaluchy pod poduchy. Trzemy noski, jak Eskimoski.
Chciałabym tak beztrosko…
sobota, 25 lutego 2012
Smocza katechetka...
…zadała dzieciom zadanie domowe. Mianowicie MUSZĄ znaleźć coś, z czego będą CHCIAŁY zrezygnować na czas Wielkiego Postu. Pokażcie mi dziecko, które CHCE z czegokolwiek rezygnować. Albo dziecko, które zachęcone tym, że MUSI zrobi to chętnie i bez kręcenia nosem i histerii. Pani katechetce gratulujemy podejścia do dzieci doprawdy. Smok opowiadając o lekcji religii nie był w stanie powiedzieć DLACZEGO ma rezygnować, jaki jest cel tego, że MUSI. Po prostu MUSI i już. Jakież to zachęcające. Jakie fantastycznie pogłębiające wiarę i wiedzę o tym skąd się biorą tradycje w kościele katolickim, czego są symbolem, czego oznaką.
I przyszedł Smok po tej lekcji religii do domu i oznajmił:
Smok: Mogę zrezygnować z bawienia się lalkami.
Parsknęłam śmiechem. Zakładam, że Szanowni Czytelnicy również, gdyż powszechnie wiadomo, że Smok nie posiada na stanie ani jednej lalki. No, może jedną zdechłą , zapomnianą, którą się i tak nie bawi.
Cleos: Bez sensu Smoku. Chodzi o symbolikę, tak? Pan Jezus pościł 40 dni na pustyni…
Smok: Po co?
Cleos: Hmmmm, coś mi tam świta o kuszeniu przez diabla i symbolice liczby 40, ale nie będę ci kitów wciskać. Chodzi o to, żeby sobie też czegoś odmówić. Czegoś co się lubi. Oczywiście jeśli się wierzy w Pana Jezusa.
Smok: Bez sensu.
Cleos: Wiem. Masz dwa wyjścia, albo wcisnąć pani katechetce kit, że z czegoś zrezygnowałaś, ale to będzie kłamstwo, a wiesz, że kłamać nie wolno. Albo znaleźć coś, z czego możesz zrezygnować i nie będzie to dla ciebie bardzo upierdliwe.
Smok: Dlaczego?
Cleos: Bo jesteś dzieckiem i nie widzę sensu, żebyś umartwiała się jakimś straszliwym postem tylko dlatego, że pani katechetka powiedziała, że MUSISZ.
Smok: No dobra.
Póki co niczego nie wybrała i jeśli o mnie chodzi niech nie wybiera. Z różnych przyczyn rezygnujemy z tylu dzieciowych przyjemności, że dodatkowe umartwianie się jest totalnie bez sensu. Bo MUSI. Po akcji z obawą przed śmiercią MIAŁAM dobre zdanie o pani katechetce. MIAŁAM. Już nie mam.
czwartek, 23 lutego 2012
Miałam napisać...
…o kurce i kogucikach.
Ale tak mi napiernicza jakiś kurna mięsień w okolicy łopatki, że nie mam ani siły, ani ochoty.
Za to znalazłam DVD z Michel Telo i może jestem prosta jak budowa cepa, ale się zachwycam i cieszę do ekranu jak głupia.
Że nie wspomnę, że wczoraj słuchałam jednej piosenki godzinę non stop. Się dziwię, że mnie Diaboł nie chciał uśpić.
środa, 22 lutego 2012
Wczoraj...
…dostałam od Drożdża SMSa w trybie rozkazującym
„Odbierz Smoka od rodziców”
Generalnie nie jestem mimoza, ani jakaś wielka dama. Na pewno nie jestem, chociaż wiadomo, że wszystko z klasą.
W odpowiedzi napisałam, że
„Odbiorę oczywiście, ale mógłbyś się nauczyć używać CZASEM zwrotów grzecznościowych”
W końcu twierdzi, że też klasę ma i szyk i styl oraz zawsze potrafi się zachować.
Dziś dostałam SMSa, w trybie przypuszczającym
„Mogłabyś odebrać Smoka od rodziców?”
Lepiej.
Ale to jeszcze nie to.
Tym bardziej, że ja owszem potrafię mięsem rzucić, ale jak czegoś od Niego chcę to proszę-dziękuję-przepraszam-pitupitu.
Uczy się chłopak.
Obawiam się jednak, że mu „proszę odbierz Smoka” przez palce nie przejdzie.
I tak mit o klasie sięgnął bruku.
poniedziałek, 20 lutego 2012
Otóż...
...Konkludując opowieść Marchwiaka, a cytując nie mogę powiedzieć która Wiedźmę
„Matka żony to świekra, a matka męża to suka jebana.”
Amen
sobota, 18 lutego 2012
Zameldowałam wczoraj...
…Dużemu, że posłusznie jadę jutro (czyli dzisiaj) do wulkanizatora. Wiadomo, że Duży dba o Smerfinę bardziej niż ja i pamięta o WSZYSTKIM.
Duży: Jedź na Kruszcową, tam jest dobry wulkanizator.
Cleos: Ok, tam pojadę.
Pojechałam dzisiaj, faktycznie zrobili szybko i tanio. Wybrałam opony letnie, ale chciałabym, żeby je Duży jeszcze zobaczył, bo na oponach zwyczajnie się nie znam i nie mam pojęcia czy mi Pan z Wąsem kitu nie wciska.
Dzwonię zatem.
Cleos: Cześć tatuś.
Duży: Cześć córuś.
Cleos: Byłam u wulkanizatora, na feldze schodziło. Zaklepałam sobie opony letnie, ale chciałabym, żebyś je zobaczył, bo się nie znam.
Duży: Po ile?
Cleos: Po 90 złotych z montażem. Dopiero je przywieźli. Jakbyś mógł podejść i wpłacić mi na nie zaliczkę, żeby je odłożyli, bo nie mam teraz kasy na komplet.
Duży: 90 złotych? Oszwabić cię chcą. Za drogo. Ja ci załatwię takie opony, że mucha nie siada, zobaczysz. Nie daj się wrobić.
Cleos: Ale możesz podejść tam i zobaczyć chociaż jaki to rozmiar i te inne bzdety, żebyś wiedział co załatwiać?
Duży: PO COŚ TY TAM POJECHAŁA! MÓWIŁEM CI ŻE TO NIE JEST PRAWDZIWY WULKANIZATOR! NA PEWNO CI ŹLE ZROBILI TĄ OPONĘ.
Cleos: Tatuś, na Kruszcowej byłam jak mówiłeś.
Duży: …. Aaaaaa, no tam na pewno ci dobrze zrobili. Myślałem, że byłaś tu obok. Nieee, no tam na pewno mają dobre opony, pójdę i zobaczę.
Cleos: Mógłbyś mnie słuchać czasem zanim na mnie nawrzeszczysz?:)
Duży: To pa córuś.
Pa. Czy ja mówię w jakimś nieznanym Mu języku? Przecież mówiłam, że pojadę na Kruszcową. Mówiłam jak byk.

