licznik bloga

Obsługiwane przez usługę Blogger.

piątek, 9 marca 2012

Opanowanie...

… na mistrzowsko. Trzymanie mordy na kłódkę na mistrzowsko. Cierpliwość na mistrzowsko.
Nie wyszłam trzesakjąc drzwiami. Nie odpowiadałam opryskliwie i niegrzecznie. Nie wdawałam się w dyskusje. Nie kłóciłam się.
Bloże jakaż jestem fątastyczna.

Wróciłam do domu, a Oni sprzątają. Smok zasuwa z pronto i ściereczką, Diaboł z odkurzaczem. „Już tutaj wytarłam mamusiu, możesz sobie usiąść i odpocząć.” Mam najlepsze dziecko w galaktyce. I chłopa. Poza tymi momentami, kiedy doprowadzają mnie do wścieklicy macicy. Ale dziś stanęli na wysokości zadania. „Bo taka byłaś zdenerowana mamusiu, że myślałam, że cię wyręczę.”

czwartek, 8 marca 2012

Czy tylko ja...

…uważam, że karmienie piersią prawie trzyletniego, albo i czteroletniego dziecka jest dziwaczne/nierozsądne/chore?

Albo, że poród to nie żadne mistyczne przeżycie, tylko cytując autora scenariusza jednej z kultowych komedii „wyciskanie przedmiotu wielkości arbuza, przez otwór wielkości cytryny.”

Albo, że mogę się spokojnie czesać w irokeza.

Ale na pewno tylko ja uważam, że dzisiejsza impreza była lekko nadęta, lekko nudnawa, lekko saraawa, a jak trio smyczkowe po raz trzeci zagrało „Ostatnią niedzielę”, to myślałam, że będę wyła do księżyca.

Oraz, że to stado szarych myszy nie było interesujące – poza dwoma egzemplarzami może.

Samego rozkwitania Moje Panie. Chociaż standardowo sama nie obchodzę i obchodzenia nie wymagam/oczekuję, to obchodzącym z całego kamienia sercowego życzę:)

środa, 7 marca 2012

Poszukałam...

…posznupałam, trochę poszukał Diaboł i o proszę tak gra, Dyrektor Techniczny w Najnowszej. Oraz dla wytrwałych tak. Twórczości drugiego Jego zespołu jeszcze nie znalazłam. Ale to tylko kwestia czasu. Taki ziomek od Nergala. Hesus. I bądź tu człowieku normalny z takimmi współpracownikami:)

niedziela, 4 marca 2012

Umyłam kafelki...

…w łazience. WSZYSTKIE. Kto widział cleosiową łazienkę, ten może sobie wyobrazić jak się teraz czuję.

Pałacu się kurna Majestatowi zachciało!
Fuck.

sobota, 3 marca 2012

Przyszła ekipa...

…z administracji, żeby wymienić rury z gazem. Lubię zapach ciętego kątówką metalu.
W Narni taki widok, że dech zapiera. Mogłabym godzinami patrzeć w okno. Uwielbiam ten widok, o każdej porze roku.
Na „Rzezi” zasnęłam. Ale to ewidentnie wynik padnięcia pomisiowego i wypitego piwa.

Jakie to miłe, kiedy dzwonią chłopaki z Nowej i mówią „Kleoś jaka szkoda, że ciebie tu niy ma. Niy mosz dziołcha pojencia jako szkoda. I te główne elektryki sie o ciebie pytajom też, nic ino ‘A kaj jest pani Kleosia’, ni ma z kim tańcować i pogodać.” Znaczy seminarium tegoroczne z towarzyskiego punktu widzenia udało się średnio. Zrobiło mi się ciepło w okolicy kamienia sercowego. I mam obiecane, że zadzwonią, jak będą robić imprezę z golonką i wódką.
No to idę do niemieckiego.
APDEJT:
Sposób na Diaboła…
Bierzemy Winiary pomysł na zapiekankę ziemniaczaną z kiełbasą i cebulką. Czytamy przepis na odwrocie opakowania. A potem robimy zupełnie inaczej, bo
a) mamy w zamrażarce wieprzowinę, która jeszcze chwila i osiągnie wiek mrożonego mamuta,
b) nie mamy w domu kiełbasy
c) mamy ochotę na makaron.
Makaron świderki podgotowujemy 5 minut. Wrzucamy do  naczynia żaroodpornego. Wieprzowinę kroimy w kostkę, doprawiamy czym popadnie – mnie popadło czosnkiem, solą, pieprzem, oregano i pieprzem cayenne. Smażymy. Wrzucamy na makaron. Robimy sos z przepisu, ale podwójnie, bo lubimy jak nam pływa wszystko na talerzu. Zalewamy zawartość naczynia żaroodpornego.
Wstawiamy na 150 stopni i 25 minut do piekarnika.
A potem danie na talerzu wygląda jak kupa w trawie, cuchnie nieludzko, ale Diaboł po wchłonięciu oświadcza „Po takim obiedzie, to się od roboty nie wymigam – sumienie by mi nie pozwoliło.”
I o to chodzi.
W końcu okno w gabinecie będzie otynkowane.
APDEJT II:
Tańcujemy z Diabołem do Jessie J,  tak wiecie, z rżnięciem głupa.
Diaboł: (patrząc na mnie) O kurna teraz wiem, jak wyglądam, jakrobie „Saturday night” live.
No racja. A w kompie mija Mu błogosławieństwo Ancelona. Na Nos Tale. Taki nowy świr. Ale powiedział, że nie wyloguje, bo tańczy teraz.  Mówiłam, że się chłop uwstecznia, ale słuchać nie chciał. Pokiwał tylko głową znad czasoprzestrzeni.
Tymczasem Obsi zaczyna snuć podejrzenia, że jesteśmy tajnymi posiadaczami tajnej winnicy. Takiej, o której sami chyba nie wiemy. Wszystko dlatego, że co z Nią rozmawiam to jestem na rauszu. Umówmy się (to dla sądu rodzinego specjalnie), że nie jest to nagminne, ale jednak. A potem poprawiam literówki trzy razy zanim poślę wiadomość na gadu.
Jest 8 minut po północy. A my tu snujemy od czterech godzin rozważania teoretyczne,  i praktyczne, i hipotetyczne na tematy takie, że nie jestem pewna, czy chcę je jutro pamiętać.
To se chyba pójde zatańczyć.

piątek, 2 marca 2012

Szczyt mojejwysokościowości...

…siedzieć w wannie, w kąpieli z pianką, z książką w dłoni, podczas kiedy Diaboł  zasuwa dookoła z mopem.

Szczyt blądowatości
urządzić histerię pod świetlicą Misiów, że mi się „ZNOWU BAGAŻNIK ZACIĄŁ I SIĘ NIE ZAMYKA NIECH MNIE KTOŚ RATUJE” i zreflektować się dopiero na czyjeś nieśmiałe „Pani Cleosiu, ale ma pani drzwi kierowcy otwarte dlatego się ta lampka świeci.”

Szczyt oswajalności
Posprzątać chomika uprzednio przenosząc go W DŁONI do pudełka, a nie goniąc klnąc upiernie po klatce w celu owego zapudłowania.

Szczyt zdechłości
Siedzę, obijam się, a stopy BOLĄ.