licznik bloga

Obsługiwane przez usługę Blogger.

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Całą niedzielę...

…wałkoniliśmy się w Maroku. Ze wstawaniem na sik i obiad. Calusieńką.
Leżę, po południu już jest, a ja dalej leżę.
Cleos: Diaboł… Ale przebimbaliśmy tą niedzielę masakrycznie… Jutro będę miała wyrzuty sumienia, że nic nie zrobiłam.
Diaboł: Mhmmm.
Cleos: A może byśmy tak…
Diaboł: No wiedziałem! Ty jak poleżysz chwilę, to ci się od razu włącza standardowy wiewiórczy zapierdol.

No coś w tym jest. Ale wytrzymałam w łóżku do wieczora:)

sobota, 14 kwietnia 2012

Trzy worki...

…zaprawy, zakupy, ziemia, stół, cztery krzesła, trzy karnisze, Diaboł, MJ i ja.
Uwielbiam Smerfinę:)

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Rozmowy z winnicy...

Cleos 22:16:37
kurna powinnam to nagrac jak Diabol gra na stole jak na pianinie do jakiegoś kawałka z YT. miny bezcenne
Obsi 22:16:53
a masz czym nagrać?
nagraj
Cleos 22:17:01
telefonem chyb a
Cleos 22:17:04
albo aparatem
Obsi 22:17:05
puscimy na YT
Cleos 22:17:17
tańczące chomiki 2/3 kurna
Obsi 22:17:19
i moze się nim ktoś zainteresuje
Cleos 22:17:31
psychiatrycznie chyba
Obsi 22:17:32
w sensie zostanie gwiazdą
Cleos 22:17:46
ja nie wiem czy w toszku mają odddział X Factor
Obsi 22:17:53
psychiatrycznie rownież ;)
Obsi 22:18:06
mają w rybniku

Nie ma to...

…jak wywalić w kosmos prąd tuż przed gotowaniem obiadu. Temu Vattelfallu gratulujemy. Dobrze,  że do MJa niedaleko. Zabieramy surowiznę i gnamy gotować tam.

sobota, 7 kwietnia 2012

No i tak to...

…Człowiek studiuje dziennikarstwo, staje na głowie, a MJ ląduje w telewizji w głównym wydaniu aktualności.FOCH:)

czwartek, 5 kwietnia 2012

Pomalutku...

…stajemy na głowie, cichutko zaciskamy kciuki i realizujemy, realizujemy, realizujemy…

Albo, jak mówi Diaboł „Staramy się i zawsze do przodu” (by Krzynówek of oxycort).

Byle do 12 maja… byle do 12 maja… byle do 12 maja.

wtorek, 3 kwietnia 2012

VICTORY!

…Skończyłam.

APDEJT:
W kryształowych miseczkach od MJa mieszam farby. MJ uważa to pewnie za profanację. I szczerze mówiąc mam to w nosie, bo kto teraz u,żywa kryształowych miseczek z pierdylionem żłobień i pierduśników, których niedomytych żal mi tylko wtedy, jak mi się farba spaprze?
Spełniam najdziksze prośby Przyjaciół malując im prosektoria albo inne rozkładające się trupy. Niektórzy z Najnowszej mówić „fuj” widząc zdjęcia gotowych prac. I szczerze mówiąc mam to w nosie, bo co jest cenniejszego niż Przyjaciel, któremu spełniło się zachciankę/marzenie/widzimisię?

Na różnych płaszczyznach robię INACZEJ. Czy to źle, że mam swoją drogę póki nikomu nie wyrządza ona krzywdy? A jeśli wyrządza krzywdę WROGOM, takim przez duże W i resztę? (I ja tu nie o malowaniu bynajmniej) Pomyślałam sobie ostatnio, że nie chcę mieć więcej Wrogów. Nie mam czasu – dotychczasowi jeszcze żyją i mają się nieźle. Do czasu. Przyjdzie czas na nowe napędzające nienawiści. I niech mi nikt nie mówi, że to uczucie, które nic nie daje. Bo daje – jakże wielką satysfakcję…

I jest mi strasznie przykro (no dobra łżę jak pies) – nie potrafię inaczej. I jest mi z tym dokonale. I myślę sobie, że tym, którzy są mi Bliscy też, bo wiedzą, że dla nich, kiedy trzeba włącza mi się opcja „terminator” i nie ma zmiłuj.

Tymczasem jeszcze tylko werniks i będzie. Dobrze zakonserowowane dzieło do galerii niestandardowych.

Jak na obrazie, tak w życiu – piękna galeria soczystych zemst.