licznik bloga

Obsługiwane przez usługę Blogger.

czwartek, 7 lutego 2013

Uwielbiam...

...stare polskie filmy. Takie sprzed wojny, czarno-białe, z miękkim "L" w wymowie.
Po wczorajszym
Rozpływam się do dziś. Nic nie poradzę, jestem sentymentalna, staroświecka, zacofana i w ogóle z innej epoki. Uwielbiam kreacje z długimi rękawiczkami, połyskujące bransolety na tych rękawiczkach, etole, dancingi w klubach, gdzie największym przejawem rozpusty była kobieta paląca papierosa, szarmanckich amantów ścielących marynarki na kałużach pod stopy ich dam.
Smutne jest tylko to, że kiedy mi Gienek zaśpiewał z ekranu
"Jeśli znajdę taką żonę, że się kochać będę w niej-
O.K, O.K, będę zawsze wierny jej.
Nie przyczynię takiej żonie ani smutków, ani łez-
O Yes, O Yes, będę zawsze wierny jej jak pies.
Obnosić będę ją na rękach,
Rzucę jej pod nogi cały świat,
Ze słońca będę przez okienko
Promienie złote dla niej kradł,"
uśmiechałam się chwilę, a potem pomyślałam sobie "Ta, jasne..."
Takie współczesne zgorzknienie jakieś parszywe, no.

Co nie zmienia fakty, że kolekcja takich filmów to byłoby COŚ. Muszę to tym pomyśleć BARDZIEJ.


APDEJT:
Na Wiedźmowej Chacie pierwszy konkurs. Jeśli macie w swoim otoczeniu kogoś, o kim wiecie, że chciałby spersonalizowaną bajkę puśćcie wici. Hasło na blogu musi niestety zostać.
Buźka

wtorek, 5 lutego 2013

Smocze...

...menu:
Smok: Mamo, a kupisz w środę parówki?
Cleos: Nie kupię.
Smok: Ale, ale, ale mamoooooo
Cleos: Parówki są niezdrowe.
Smok: A kanaboski?
Cleos: E???
Smok: No, kanaboski.
Cleos: Kabanoski chyba.
Smok: No przecież mówię.
Cleos: Kanaboski mogę kupić.

Weszło do kanonu znaczy się.
Zupełnie jak ja. Ja proszę dla odmiany Diaboła, żeby wyjął pranie z lodówki, wsadził piwo do pralki i zamieszał nożem w garnku czy innej patelni. Złośliwy Niemiec za mną chodzi. Ale, żeby za Smokiem z kanaboskami???

poniedziałek, 4 lutego 2013

W wieczornym...

...planie "O trzech braciach i żywej wodzie", czy jakoś tak. Pisane piękną staropolszczyzną, co do której Smoczyca zadaje osiemset pytań na minutę, ale za to potem jak skonstruuje zdanie, to szczęki opadają nauczycielom i narodowi. Mnie też, jak Jej przyjdzie ochota odpyskować, ale pretensje mogę mieć tylko do siebie, skoro od najmłodszego wieku pełzającego tłukę Jej do łba pełnymi zdaniami prawdę o aglomeracjach, architektach, urbanistyce, apodyktycznych tyranizujących otoczenie osobnikach i inne takie. I nie ma że boli, w dobie internetu na każde pytanie jest niestety odpowiedź.
Bo czasem byłoby prościej zagonić Ją do kącika i niech tam siedzi bawiąc się woreczkiem foliowym, ale nie tym razem, moi drodzy nie tym razem i obawiam się, że dopóki będzie chciała ze mną rozmawiać, nie zaznam chwili ciszy:)

niedziela, 3 lutego 2013

Poprawiłam...

..czas na basenie o dwie długości toru - znaczy 50 m. Dzielna ja. Jeszcze 3 i będę zadowolona. Póki co widzę światełko w tunelu. Po kolejnych 5 będę dumna. Widzę ten moment gdzieś w okolicach maja.

Jak mówiła moja Babcia - jak się wali, to się sra. Nie ma tak dobrze, żeby coś się nie mogło spiergolić. Oddycham zatem głęboko, tańczę w stylu Ally do Moonspela i robię sama ze sobą burzę mózgów. No wurwa nie ma tak, żeby nie było wyjścia - nie dopuszczam takiej opcji. Gładko po fali i byle do przodu...


APDEJT:
Po obejrzeniu jednego przedstawienia, a w zasadzie wstępu do niego przyznaję - moje problemy są gówniane i w zasadzie niewarte wspomnienia. Ludzie miewają zdecydowanie większe. I to, że cudze nieszczęście mnie nie pociesza*, to jedno, ale uświadomienie sobie z czym się borykają inni, których zna się z uśmiechniętej miny i pomocnej dłoni, to całkiem inna sprawa.
A potem dostałam rozliczenie podatku od Nadwornej Księgowej Grabarki - i jak spojrzałam w tę rubrykę, od razu mi się humor poprawił. Mam tylko nadzieję, że w swoim blondynizmie księgowym nie pomyliłam rubryk:) 
Wszystko się da. Pomalutku, jakoś, da się na pewno. 



* no chyba, że to nieszczęście, które spadło na  wroga mojego, wtedy mordka mi się cieszy i wpadam w wyśmienity nastrój.

sobota, 2 lutego 2013

Temat się...

...zmęczył. Idąc dziś z Kate po majtalony i napierśniki skonkludowałyśmy radośnie, że skoro była "Kotka na gorącym, blaszanym dachu", to nie pozostaje mi nic innego jak tylko napisać sztukę o wdzięcznym tytule "Penis na ceglastej, przedpokojowej ścianie." Ma rację Kate mówiąc, że grunt to chwytliwy tytuł i że wymyślenie tegoż sprawia zawsze najwięcej problemów twórcy dzieła. Do mię tytuł przyszedł niejako sam, stacją przekaźnikową nieznanego mi bliżej zakresu częstotliwości fal. Well.

Potem Pani w Sklepie Napierśnikowym, powiedziała "Ale przecież ja was uwielbiam", na moje obawy, czy nie powinnyśmy porzucić pluskwy w przebieralni, żeby dowiedzieć się jakie komentarze są na nasz temat wydawane paszczą, kiedy już opuścimy przybytek. Bo w trakcie obecności trudno nas zagłuszyć.

I jeszcze był Pan Narzeczony, który przyszedł z miną "i co ja robię tuuuu, co ty tutaj robiiiisz?"
PN: Poproszę biustonosz, czarny, albo może z czerwonym, taki pełniejszy raczej.
PwSN: Jakie rozmiar?
PN: ...yyyyy...eeemmm... 75C??? Dla narzeczonej, ona lubi takie bardziej zwierzęce wzorki.
Dostał kilka, oglądał. W tym czasie ja robiłam za garderobianą Jej Wysokości Kate, która z czeluści przebieralni wyrzucała w tempie atomowym kolejne nabiustniki z okrzykiem "Cleosanthio, dziewczę blond tam w kącie, przydaj się na coś, zabierz to ode mnie i podaj większe/mniejsze/bardziej zabudowane/mniej zabudowane." Ubiję Ją kiedyś za ten wołacz, chociaż z drugiej strony ćwiczy to moją cierpliwość, więc niech mnie może odmienia, będzie to jakimś pocieszeniem, że deklinacja nie zaginie w natłoku emotów i innych debilizmów językowych popełnianych nagminnie przez ciemnogród wszelaki.
Zatem. Oglądał, cmokał i głową kręcił. W końcu wybrał jeden z majtkami.
PN: Ile to będzie?
PwSN: 98 PLN
PN: To ja podziękuję.
I opuścił lokal biegiem niemalże. Czego się spodziewał? Jeśli uda mi się kiedyś znaleźć bieliznę z gatunku "zdejmuj ją ze mnie zębami" za 98 PLN, to ozłocę Panią w Sklepie Napierśnikowym. Bo mnie to zawsze kosztuje więcej, a i tak omijają moje oczęta droższe egzemplarze. Parsknęłyśmy tylko śmiechem - Kate, Pani w Sklepie Napierśnikowym, Klientka i ja. W sumie mogłam go gonić i polecić jedną, znaną mi Ukrainkę na targu - zmieściłby się chłopak w przewidywanym budżecie jak nic.

Naród mnie nieustannie zadziwia jednak.

A na koniec przy kawie na terapeutycznej kanapie* okazało się, że nie ma opcji tworzenia ciepłoty domowej czyli atmosferki iście sprzyjającej egzemplarzowi hodowlanemu, bo zamiast gotować codziennie obiadki, podsuwać je pod dziób i podawać kapcie tuż za progiem wolę poczytać książkę i rozwijać własne zainteresowania oraz pasje, a bycie samicą kwoką się do nich raczej nie zalicza. Cóż. I teraz powiedzcie mi, jak tu nie pałać uczuciem do Diaboła hodowlanego skoro znad rżniętych smoków czy innych ogrów spuentował "Jakby mi dawała codziennie obiad, to bym się toczył zamiast chodzić - niech nie daje lepiej." No, love him po prostu.



* swoją drogą jak to się dzieje, że gdziekolwiek nie mieszkam, jakiejkolwiek kanapy bym nie miała, czy innego tapczaniku, nie mija chwila i zaraz robi się z niego kozetka  w jakiejś poradni: małżeńskiej, żywienia, rodzinnej, psychologicznej, itd. Przeznaczenie widać takie.

piątek, 1 lutego 2013

Tak jak...

...podejrzewałam - znajomość Drożdża na mistrzowsko.
Skasował zdjęcie ze smoczego telefonu, kiedy nie widziała i nikomu nie powiedział ani słowa o całej sytuacji. Ani Smoku, którego powinien przeprosić, ani mnie, ani pewnikiem Alutce - dla świętego spokoju. Well, minęły 4 lata - nic się nie zmieniło, on się nie zmienił ani na jotę. Czy to oznacza, że inne moje przewidywania też się sprawdzą? Póki co mamy godzinę 20.20 na kocie zero alimentów. Zemsta?

Będzie słodka, w końcu mam backup telefonu Smoka, oraz radosne zdjęcia zdjęcia w każdej możliwej konfiguracji.