licznik bloga

Obsługiwane przez usługę Blogger.

niedziela, 17 lutego 2013

Seth nam się...

...elektryzuje. A ponieważ czyni tę czynność na kanapie, łazi po domu naelektryzowany. Głaskanie kota powoduje przenoszenie ładunków, czy jak tam to zwał, na fizyce się nie znam przecież już to ustalaliśmy. Zatem "kopanie" członków rodziny, iskry przy dotykaniu metali i siebie nawzajem są u nas stanem normalnym. Jak u Copperfieldów zaiste, ale można się przyzwyczaić, chociaż przyznaję, że czasem jeszcze zaskakuje.
Jak wczoraj.
Ładowałam talerze do zmywarki stojąc tyłem do świata, kiedy podszedł do mnie Diaboł. Chciał mnie objąć, ale zdążył tylko dotknąć jednym palcem. Kopnęło. Uczucie było takie, jakby ktoś przystawił mi z prawej strony pod żebro czubek zimnego noża. Wydarłam się histerycznie, skoczyłam jak kangur, a potem rozpłakałam ze strachu i ulgi. I przecież wiem, że Diaboł przynajmniej póki co nie planuje mnie zadźgać i posiekać. Przecież wiem, że to absolutnie absurdalne, głupie, żeby nie powiedzieć debilne wręcz. Jednak...

...znam to uczucie, ten dotyk czubka noża. I chociaż minęło tyle lat... nie sądziłam, że to tak głęboko we mnie siedzi... myślałam, że minęło, bo jednak szczęśliwe, słonecznie, cleosiowe życie wiodę i takie tam, ale jak widać chyba będzie siedziało zawsze... jakby to było wczoraj. Szlag by to!

sobota, 16 lutego 2013

Odkrycia...

...dnia.
Jakże oczywiste i prawdziwe - "188 dni i nocy" Małgorzaty Domagalik i Janusza Wiśniewskiego.
Możecie się śmiać - Herbert Grönemeyer.
Tylko spróbujcie się śmiać - Joss Stone.

Well, taki dzień, no.

piątek, 15 lutego 2013

Trudne sprawy...

...nie tylko w TV proszę ja Was.
Codziennie niemal prowadzę takie rozmowy, że szlag mnie trafia - na ludzką głupotę, ignorancję, egoizm, niezaradność, łatwowierność, naiwność i takie tam.
Czasami moje własne, takie wypływające ze mnie i z mojego własnego jakże wcale nie nudnego życia.
Czasami wynikające z ludzi, którzy są wokół mnie - gdyż jako stworzenie stadne mam ich wokół całkiem sporo. Przeważnie w charakterze członków stada, ale czasem w postaci rywalizujących o przywództwo. Nieudolnie - ale oj tam.
Powinnam iść na psychologię. Albo jakąś psychiatrię kliniczną, czy coś. Albo do szkoły trenerów czy innych kałczów. Nawet jest taki plan, tylko na razie jeszcze motywacji brak.

Kanapa terapeutyczna rules. Powinnam chyba sobie sama na niej usiąść i przemóżdżyć parę spraw. I tak zrobię, jak tylko wrócę z zumby.

A z nowin śmiesznych: Drożdż i Obsi spotkali się pod wyciągiem. On udawał, że Jej nie widzi, Smok i Marti oznajmiły światu, że go mają w nosie i zjeżdżały razem olewając Drożdża i towarzystwo dzieci feriowych. Well. Świat jest jednak niemiłosiernie malutki.

środa, 13 lutego 2013

Ku pamięci...

...jeżeli człowieku żreś śledzie w oleju z cebulą i ogórkiem bez opamiętania i zapijasz flaszą Igristoje, to na bank będzie ci niedobrze.

Ide spać, albo żzygać - jeszcze nie wiem.

Dobranopc

wtorek, 12 lutego 2013

Nadejszła...

...wiekopomna chwiła i nagroda moja miła. MJ zadzwoniła z tą jakże radosną informacją oraz zaraz na tym samym wydechu oznajmiła, że chyba nie będzie Jej w domu, jak będę chciała nagrodę odebrać. Wyżre sama:)
Na fali udanego startu, zaraz zalogowałam się w następny konkurs. To w sumie nie takie trudne i czasochłonne, jeśli się bierze pod uwagę tylko konkursy opisowe. Bo jak wiadomo lać wodę, to Mój Majestat potrafi.

Trzymamy kciuki Drogie Dziatki:)

poniedziałek, 11 lutego 2013

Głupoty...

...i góralskiej muzyki to ja.... wróóóóć... góralską muzykę nawet zniesę, ale głupoty nie bardzo panie dzieju, nie bardzo. I tak to są przejawy, które toleruję, bo wiadomo wyżej dupy nie podskoczysz, głową muru nie przebijesz, kijem Wisły nie zawrócisz i inne takie tam, ale są takie, że mie sie agresor włańcza (© by Alutka) i nie daję rady po prostu, panie dzieju, nie daję rady. I tak to, kiedy okazuje się, że ja moje prawdy objawione  niczem ta Wyrocznia Delficka tchnę w pustogłowie, a tu nic, nawet echo nie, bo echo to już COŚ jednak, nawet próżnia niekoniecznie, bo to jakby nie było też COŚ chociaż nijakie, to mię krew zalewa dziewicza. 
I zwróćcież moi mili uwagę, na tę wielość słowotwórstwa, na przytoczone tu  przysłowia wszelakie, odwołania do Starożytności, staropolszczyznę, poprawną interpunkcję i wuj wie co jeszcze. Za Mileną powtarzając " Pi... eprzyć przecinki! Przecież nikt w tym kraju oprócz Ciebie NIE WIE, gdzie one powinny stać!", no właśnie, ja rozumiem, że naród nie przykłada odpowiedniej wagi do przecinka, czy innego średnika, ale jak ja tłumaczę, mówię, klaruję, produkuję się godzinami, a do narodu nie dociera, to ja wurwa z takiego narodu wysiadam. Oknem, jeśli nie da się drzwiami.
Powiedział mi niedawno jeden samiec, którego uważam za bardzo inteligentnego i to nawet nie inaczej, że tylko wyjątkowo intelektualnie rozwinięte jednostki są w stanie tworzyć neologizmy poprzez tworzenie nowych formacji słowotwórczych, w zwykłej rozmowie o pieczeniu kaczki, czy o filmie, w którym szli. I nie mam tu na myśli Władcy Pierścieni bynajmniej, o nie. Więc, o mój bloże, może nie mam pojęcia o chemii, fizyce kwantowej, a matematyka to jest, była i będzie dla mnie magią nie tylko czarną, ale i zakazaną, ale czegośtam uczę. I wurwa mur. To tu, to tam, nieustająco. Jak tu się nie zniechęcić, kiedy nauczyciel bardziej chce od ucznia? Jak tu nie zacząć wyć do księżyca, niekoniecznie przy pełni nawet, kiedy ta pustka jest tak wszechogarniająca, że niemal zasysa? Bleh.
Codziennie, dnia każdego, na każdym kroku, wszędzie, ciągle, wciąż i ja piergolę, nieustannie.
Są oczywiście światełka w tunelu, które w obliczu ogólnego* ciemnogrodu dają nadzieję, a jak wiemy ta umiera ostatnia. Ach znowu przysłowie, jaka ja mądra jestem, jaka wysokorozwinięta. Smoczyca, która chłonie jak gąbka, MJ, która daje sobie wytłumaczyć i nawet przyswaja niektóre informacje i pomysły, Diaboł, który czasem rozumie, nawet Drożdż, który przynajmniej słucha instynktów pierwotnych i wie, kiedy spierniczać w busz. Przyjaciele - no ale wiemy, z debilami nie nawiązujemy bliższych relacji, bo nas to za dużo zdrowia i nerw kosztuje, więc wybraliśmy ich sobie sami, zatem muszą mieć mózgi pofałdowane w stopniu wystarczającym i jeszcze wykorzystywać je w większej niż przeciętna ilości procentów. Trzymam się tej myśli, jak tonący brzytwy (hehehehe), ona mnie ratuje z opresji codziennego, wiecznego zmagania się z rozwielitkami wszelkiego rodzaju. Czy możemy na potrzeby tego miejsca przyjąć, żeby było sprawiedliwie, że skoro baby to rozwielitki, to chłopy to pantofelki? Paramecium caudatum takie, z jednym jądrem komórkowym WSZĘDZIE i zamiast WSZYSTKIEGO. Żeby nie było, łacińską nazwę sobie wygooglałam, bo WIEM jak używać google, a to wiedza tajemna jest jak wiemy, nie wszyscy ją posiadają. Te jądra to pamiętałam o dziwo, z biologii u Królika - że też człowiek pamięta jednak takie śmieci. Okazuje się, że nie wszyscy oczywiście i nie wszystko.
Więc mam to światełko w tunelu. Blogu niech będą dzięki. Bez tego ani rusz. Jak ja rozumiem Who, która od dawna deklaruje, to co deklaruje. Jak ja rozumiem Kate, która toczy pianę z pyska, z klasą oczywiście, ale jednak. I MiriamB, która życiowo wyznaje podobne mnie zasady. 

Patrzcie ile można napisać o ludzkiej głupocie, ignorancji, ciemnocie i zaściankowości, o lenistwie, masakrze intelektualnej, życiowej dupowatości, bystrości inaczej i papce zamiast mózgu.  A jak pięknie i z klasą, można o tym napisać, się w głowie nie mieści.





* przepraszam czytaczy za uogólnienie, jakby oczywistym jest, że skoro czytacie ten bebłot i rozumiecie, to macie mózgi i potraficie ich używać

niedziela, 10 lutego 2013

56 długości...

...w 45 minut. Przeliczyłam to sobie na 1 długość na czas i wychodzi mi, że do olimpijczyków daleko.

Poza tym zniechęcam się pomalutku. Pomaluteńku. W kieracie organizacji doskonałej trzyma mnie tylko wizja gotyckiego żyrandola i czarnych tapet. Czasem ciężko samej ciągnąć wózek, pchać go i jeszcze mieć  radochę z tego, że się człowiek umęczy i upoci. Ale tylko czasem i tylko trochę - wiadomo, kto da radę, jak nie ja.

Wizja samochodowa nie jest najgorsza - zobaczę, co mi jutro powie mój Nadworny Mechanik. Jest chłopak dobrej myśli i tego się będziemy trzymać.

Z wywiadu z Grocholą "Z każdego gówna, można zrobić nawóz." Jak bardzo zgadzam się z tym twierdzeniem i jak bardzo przekułam je na motto życiowe, chyba tylko ja wiem. I nawet jeśli nie czytam romansideł autorki, jeśli nie oglądam komedii romantycznych na ich podstawie, bo uważam, że to pasta dla ciemnoty, bo żadna miłość nie jest romantyczna i cudna wyłącznie, za to każda jest ciężką pracą nad sobą, orką nad związkiem, a i tak człowiek nie ma gwarancji, że będzie bosko po kres dni naszych, nawet jeśli pod powłoczką z puchatej romantyczki kryje się zgorzkniała lekko realistka, to i tak się zgadzam, że jeśli przypalę sobie poranną jajecznicę, to zamiast się wkurzać, że będę chodziła głodna, powiem sobie, że cholesterol będę miała na pewno niższy, jeśli jej nie zeżrę.

Zatem na moje zniechęcenie - z tego gówna też nawóz zrobię. Tyle tylko, że jeszcze nie wiem jak. Ale dajcie mi chwilkę.