licznik bloga

Obsługiwane przez usługę Blogger.

wtorek, 8 lipca 2014

Nie ogarniam...

DIALOG TELEFONICZNY 1
Smok: Cześć babciu
Babcia 1: ....
Smok: Co robicie jutro?
Babcia 1: ....................................................
Smok: A mogłabym rano przyjechać?
Babcia 1: ....
Smok: A, to szkoda, to pa.

DIALOG TELEFONICZNY 2 (prowadzony koło mnie więc słyszałam każde słowo)
 Smok: Cześć babciu
Babcia 2: No cześć miśku.
Smok: Mam takie pytanie...
Babcia 2: Słucham...
Smok: A mogłabym rano przyjechać?
Babcia 2: Hahaha, no widzisz, a nie mogłaś dzisiaj też zostać na noc?
Smok: No w sumie mogłam.
Babcia 2: Pewnie, że możesz.
Smok: To mama mnie rano przywiezie.
Babcia 2: Pa kochanie śpij dobrze.

Tym sposobem okazuje się, że nie tylko podatki i śmierć są pewne. Pewne jest również to, że dla Teściuniuniuni nadal ważniejszy jest pies,  z którym MUSI jutro jechać do weterynarza i NIE MOŻE zapakować wnuczki do samochodu na tę okoliczność. Bo w Renault jakimśtam i nie jest to małe Clio nie ma miejsca na Teściuniuniunię, Teścia, Traktora i Wnuczkę.
Dla ułatwienia dodam, że widziały się ostatnio 2 miesiące temu.

Z całego kamienia sercowego życzę suce, żeby jej ten pies zdechł. Albo jeszcze lepiej niech jej jutro weterynarz powie, że trzeba go uśpić i niech tam siedzi i czeka, aż mu serce przestanie bić.
Tak właśnie.

niedziela, 15 czerwca 2014

Bardzo, bardzo, doprawdy...

...bardzo podoba mi się odpowiedź jednego pana, z jednej książki, którą dostałam w prezencie od jednej z moich Wiedźm. Mianowicie pan, na zadane pytanie dlaczego robisz to czy tamto odpowiada niezmiennie

"Because I can"


O tak! Takie motto życiowe nr 2 przyjmuję niniejszym.

poniedziałek, 12 maja 2014

Po prawie siedmiu...

...latach zwalczania chamstwa i prostactwa klaso i kulturo osobisto - zwycięstwo!
Teściuniuniunia spotkana na ulicy odpowiedziała mi łaskawie  na powitanie. Półgębkiem, niechętnie, na odpierdol ale jednak.
Smak chwały i zwycięstwa- bezcenny.

środa, 16 kwietnia 2014

Powinnam być...

...siwiusieńka niczem gołąbeczek. Serio. Po takich jazdach i cudach na kiju powinnam mieć również  stan przedzawałowy albo inny klekot kamienia sercowego.
Tymczasem stawiam diagnozy.
Tymczasem szukam nowych lekarzy.
Tymczasem radzę się w kwestiach prawnych.
Tymczasem o mało co przejeżdżam Teściuniunię na pasach. O jakże bezcenna była jej mina, kiedy zatrzeszczał ABS i inne tam wspomagacze hamowania. Suka. Z wiecznie niezadowolonym wyrazem pyska - suka.
Tymczasem ćwiczę cierpliwość, która podobno cnotą bogów. Życzę sobie mieć ołtarzyk postawiony - może być w Licheniu - Who wybierze mi tam dogodną lokalizację - na prawo, czy na lewo patrz święta Kleosia od Pojebanych.
Tymczasem sama nie wiem co... nie mam czasu na rower, nie mam czasu na bieganie, nie mam siły na nic. Plan naprawczy kondycji leży i kwiczy jak ja o 23.00. Wszystkie możliwe zakupy poza spożywką robię przez internet, bo nie mam na nie czasu i siły.
Tymczasem, gdybym w Tesco Extra nie spotykała co środę niepełnosprawnej Oli, która drze się nieartykułowanie na cały market, ale mnie już poznaje i uśmiecha się tym swoim nieobecnym uśmiechem i mówimy sobie "cześć" - to blog mi świadkiem, że trup tam słał by się gęsto, bo mnie wkurwiają ludzie.
A ja uwielbiam ludzi przecież.
Serio.

wtorek, 8 kwietnia 2014

Jeśli ojciec dziecka...

...zdiagnozowanego z zapaleniem trzustki, na lekkostrawnej gotowanej na parze diecie i z uczuleniem na kazeinę, funduje mu w weekend oscypek, golonkę i McDonald's, to co?