licznik bloga

Obsługiwane przez usługę Blogger.

poniedziałek, 31 marca 2003

CHWILOWO

… NIE CHCE MI SIE PISAĆ. MOŻE MI TO JEDNAK NIEPOTRZEBNE? MOŻE WYSTARCZY MI TO, CO PISZE W ZESZYTACH OD 1993 ROKU…?

niedziela, 30 marca 2003

Niedzielne rozrywki

1. Ukochane krzesło Grzecha wymaga jeszcze tylko polakierowania. Cały dzień skrobałam, polerowałam, ścierałam. Złamałam paznokieć sztuk:1. Krzesło wyszło BOSKIE. No może trochę przesadzam, ale jak na kogoś kto nigdy nie zajmował się stolarką meblową i renowacją prawie-zabytków, całkiem nieźle mi to wyszło.

2. Dla wszystkich zainteresowanych tym na kogo się zgrywam i kreuję:
Szkoda komentarza. Ci, na których mi zależy znają mnie i postrzegają właściwie. Reszta niech spada na drzewo.Amen.

sobota, 29 marca 2003

Aniołek w czekoladzie

…ale o co chodzi?

…Otóż Słoneczka moje i te co mnie czytają bo mnie lubią, i te co mnie czytają bo się boją, że jak nie przeczytają to dostaną od blogowiczki prawy sierpowy, i te co mnie czytają masochistycznie…

Spotkałam się z Medeą. Nie na gg, nie na czacie, tylko w rzeczywistej rzeczywistości. (eXXX – dla twojej informacji rzeczywista rzeczywistość to ulice, knajpy, ludzie, kawa a nie klik-klikanie). Spotkałyśmy się w Katowicach u Gaudiego (Whoever pewnie zna).Byłam na uczelni załatwiać kartę obiegową i spotkać się po raz ostatni z promotorem („Pani Magister proszę wejść, porozmawiamy sobie”:))A Medea przejazdem jak zawsze w locie zahaczyła o Katowice no i w końcu po roku klikania do siebie o dupie i słupie mogłyśmy pogadać gapiąc się na siebie. Najpierw mało nie połamałam sobie nóg lecąc na to spotkanie. Cholera odzwyczaiłam się od chodzenia (no, jak się cały czas tyłek samochodem wozi to się nie ma co dziwić). A ponieważ moje nogi nie znają innego obuwia niż takie z kosmicznymi 12 centymetrowymi obcasami (jak znajdę wyższe to też kupuję) leciałam jak na szczudłach.
…Stała przed schodami prowadzącymi na dworzec PKP…rudy łeb kręcił się we wszystkich kierunkach jak u sowy niemal. Hmm, no wypatrywała mnie w końcu, nie? No i wypatrzyła. Dramatyczne uściski, cmoki „Och, jakże miło mi spotkać wreszcie” – sraty taty. Normalnie, przyszedł taki czas, że w końcu trzeba było spotkać się w realu, bo ile można tylko klikać i wysyłać sobie aktualne zdjęcia.
4 godziny minęły jak z bicza strzelił. Żadnych chwil kłopotliwego milczenia, żadnych rozczarowań (no chyba że in plus), żadnych zawodów niekoniecznie miłosnych. Normalnie. Słonecznie. Medea chce mnie męczyć w wakacje wieczorkami poetyckimi przy świecach. Słońce Ty się klupnij w ten rudy czerep… ja jadę do Ciebie byczyć się, wałkonić, nic-nie-robić a nie poezje czytać i dyskutować o filozofach. No ostatecznie raz mogę, ale nie więcej.
zaliczyłyśmy kawę, po soczku, czekoladę na gorąco. Pani kelnerka chyba się we mnie zakochała, bo tak szczerzyła zęby, że widać było plomby w ósemkach. Albo w Medei się zakochała kto wie, bo tak puszczała oczka (Medea oczywiście nie pani kelnerka), że ojojoj. Ostatecznie było mi tak słodko po czekoladzie, że jeszcze chwila i glup. Odprowadziłam dziecię podróży pod schody a Ona mi wyjeżdża z txtem „Miło było cię poznać” bla bla bla… no jak miło? Zwyczajnie słonecznie…Takie grzecznościowe pierdykanie „I pozostaję w nadziei, iż to nie ostatnie spotkanie nasze o pani” – nabijam się z Niej, a Ona mi „Cleosiu ty jesteś jedyna w swoim rodzaju”, a ja na to „Wiem, takie indywiduum, oryginał taki potrzaskany”, a Ona „Nie ma drugiej takiej jak ty.” No wiem przecież – taka najboskiejsza…i znowu skomplementowana poszczudlaczyłam na katowickie shopy zakupić sobie cosik. Nie kupiłam nic.
No i jak tu nie lubić takich słoneczek? Nie dosyć, że można gadać i o Senece i o tym jak kto komu dał w ryja, to jeszcze potem takie komplementy mi sadzą. A pewnie, że się chwalę! A co mam się nie chwalić! Taka właśnie jestem – oryginał kura mać słoneczny i co mi tam, że to kogoś w depresję wpędza.

Uwieńczeniem dnia po powrocie do domu były najboskiejszejsze pierogi ruskie w wykonaniu Grzecha (widzisz Medea – mówiłam, że nie gotuję). Zjadłam 18. Nieźle zważywszy, że rok temu pochłaniałam 30 – odchudzam się przecież, nie?

piątek, 28 marca 2003

Gdy chcę pomarudzić...

…mówię:
1. Mam zad wielki jak stodoła.
2. Jestem gupia i gupiejsza.
3. Nikt mnie nie kocha.
4. Bo Ty mnie już tak nie pożądasz. (zawsze działa:))
5. Niedobra Pani Misia, niedobra.
6. Buuuuuuu

…i to wszystko przynosi efekt zgoła niesamowity. Od razu czuję się lepiej, a borok Grzech na uszach staje, rzęsami się podpiera i stepuje zębami, żeby mi było lepiej. Powiecie pewnie „Manipulację sobie urządza we własnym domu”. A ja powiem: i owszem i tak, i osiągnęłam w tym szczyt. mistrzostwo jednym słowem. Bo czasem tak mam, że nie chce mi się już być twardzielem, pierdylną pańcią z głową nad narodem, że nie chce mi się znać odpowiedzi na wszystkie pytania i szukać rozwiązan wszystkich problemów. Czasem tak mam, że robię się malutka, moje 163 cm kurczą się do rozmaru krasnalka i trzeba wtedy o mnie dbać, głaskac, przytulac i w ogóle obsypywac czułościami. Bo jak nie to sopelkuję i jestem nie-do-zniesienia. No a ile można wytrzymać w jednym domu z jadowitą wredziolką? Więc dla świętego spokoju Grzech głaszcze… a potem ja głaszczę i po kwadransie znów jestem duża i silna. Naładowana energią czerpaną pasożytniczo z drugiego człowieka. Manipulacja i wykorzystywanie!!! I dobrze mi z tym:P

Spotkania...

dzisiaj będzie poważniej…

Do tej pory spotkałam dwie osoby poznane przez cz@t: Łobuziaka i Faraona. W sobotę mam się spotkać z Medeą chociaż nie wiadomo czy coś z tego wyjdzie, bo my obie zagonione jak szkapy westernowe.
Telefonicznie słysząłam się z B@ś, Szirą, 10_MUZą, Giną, eXXXtreme. Emalie posyłam i posyłają mi poza w/w: JOY, Mrooffka, c.k. dezerter, Frojdzik, Piegulina (całego jednego wysłała z interesem do tego). Jednym słowem moje grono znajomych powiększyło się znacznie dzięki cz@tom, gadulcom i innym cudom techniki. Nawet Grzech powoli przekonuje się do tych ludzi i zmienia o nich zdanie. Do tej pory byli potencjalnymi psychopatycznymi mordercami, teraz nie wyraził sprzeciwu na wieść, że jadę z Medeą na wakacje.
No, ale po co to piszę? Bo podczas dzisiejszej rozmowy z Braciszkiem Pajacem wyszło nam, że Jemu net przesłonił świat realny. A tak być nie może – nie może i kropka. Kaplica całkowita. Tylko jak się przed tym bronić? Życie Słoneczny Bracie, życie Ci jest potrzebne. I letnie spotkanie. Ale tę decyzję musisz podjąć sam.

czwartek, 27 marca 2003

Własnym oczom nie wierzę...

…jesteście bezkrytyczni Słoneczka…Niebiescy ale bezkrytyczni jak cholera…Jedna „m” (albo jeden bo nie wiem czy to k czy m) napisała, że Jej się coś nie podoba.Więc ja Wam napiszę – jestem:
- złośliwa
- kłótliwa
- mściwa
- oschła
- zimna
bywam:
- niedostępna
- niesympatyczna
- wredziolowata
czasem:
- czuła
- delikatna
- lojalna
… i jeszcze parę słodkości ale nie będę się tu w samozachwyt wpędzać.
A teraz o co mi chodziło? Chodziło mi o to, że po przeprowadzeniu rozmowy z c.k. usłyszałam, że jestem: „No z jednej strony taka słoneczna a z drugiej taka nie-słoneczna, inna”. No i chciałam wiedzieć co o mnie myślą ludzie, którzy mnie znają albo wydaje im się, że mnie znają. Bo to jest tak: Jeden mój znajomy wuefista powiedział mi, że nigdy w życiu by mnie nie poznał sam od siebie (zostalismy sobie przedstawieni) z własnej nieprzymuszonej woli. Nie podszedłby do mnie bo mam taki wyraz pyska, że strach bierze (czyt: dumna nieprzystępna paniusia). A jak idę to prosta jak struna, jakbym wszystkich miała w d… w nosie jakbym miała.
Grzech mi kiedyś powiedział, że wyglądam na zimną i sopelkową.
Dziobak mi w ramach komplementów kadzi, że jestem wredna suka.
Żona Nr 3: „Nie chciałabym mieć w Tobie wroga – w życiu – nigdy”.
Marchwiak: „Bałabym się Ciebie.”
Mały John: „Ty to dziecko czasem serca nie masz.”
…ale jak trwoga to do Cleosi, bo ona wrednie znajdzie rozwiązanie a Przyjaciela utuli i pogłaszcze. No i niby z jednej strony dla „samych swoich” do rany przyłóż jestem, a dla „obcych” – oschła i w ogóle kawał żłoba nieheblowanego. No i czego się ten c.k. spodziewał? Że zawsze tchnę optymizmem jak słoneczny popapraniec? przecież też mam życie lepsze gorsze takie siakie inne i podobne. Podobne do Pieguliny, wesołe jak w Clashtorze, inne niż Whoever. I nie jestem zawsze radosna jak wiosna. A to, że umiem o przykrościach codziennych (jak samotne zasypianie na przykład) pisać słonecznie – cóż taka karma:) No więc wniosków konstruktywnych żadnych. Kochacie mnie jednym słowem i słowa krytyki nie usłyszę pewnie:)
PUENTA: BĘDĘ SOBIE DALEJ OBRZYDLIWIE SŁONECZNA:))))

wtorek, 25 marca 2003

Zaintrygowana...

przeprowadzoną przed chwilą rozmową mam do Was prośbę. CI, którzy mnie czytają znają mnie tylko z pisania, Ci, którzy mnie znają z reala będą mogli powiedzieć coś więcej. Jak mnie potrzegacie? Jaka jestem? Jak mnie widzą ludzie, którzy ze mną żyją na tym świecie. W komentarzach proszę o opinię. To dosyć ważne dla mnie. I nie robię tego wcale dla chęci słuchania i czytania wielbiących pod niebiosa moje zalety komentarzy. Przymiotniki typu: złośliwa, mściwa, wredna – mile widziane także.
Z góry dzięki…