licznik bloga

Obsługiwane przez usługę Blogger.

środa, 30 kwietnia 2003

Maj

Plany majowe:
jutro Brenna
pojutrze ZOO i koncert IRA
popojutrze Wisła
popopojutrze Równica i koncert Ryczących Dwudziestek i Rudiego Shuberta

kocham MAJ:)))))))))))))))

Ciężka praca wzbogaca...

„Poranek kojota”
„Spawn”
„Szeregowiec Ryan”
„Legally Blonde”
„Body”
„Czego pragną kobiety”
„E=mc2″
„Przepowiednia”

…filmy obejrzane……………w pracy:))))))

wtorek, 29 kwietnia 2003

Dzisiaj żyjesz...

jutro nie…

W grudniu syn sąsiadki, z którą w życiu słowa nie zamieniłam poza „dzień dobry” zaginął. Wyszedł z domu i szlag go trafił. Nie wiadomo gdzie się podział. Sebastian miał na imię, lat 14 czy 16, coś koło tego. W tamtym domu dzieciów jak mrówków, jeszcze chyba troje mniejszych i pies boxer – Killer. A, no i ojciec alkoholik – niegroźny. Znaczy schlewał się i szedł spać, awantur nie robił, pieniądze przepijał tylko swoje, kasy żony nie ruszył. W zeszłym roku zrobili remont kuchni – na niebiesko – ładnie nawet. Matka sprzątaczka, czy jak kto woli dozorczyni, zamiata nasze okoliczne ulice, klatki schodowe myje. A Sebastian wychodził z Killerem na spacery, z rodzeństwem się bawił – zwyczajny chłopak. Nigdy nie słyszałam, żeby klął, wrzeszczał – inny jakiś był niż reszta dzieci z podwórka co to po śmietnikach się goni i to za najlepszą zabawę uważa. Zawsze się kłaniał jak mnie widział, przed Grzechem uciekał wzrokiem, ale Grzech na wszystkich działa odstraszająco – taki ma pychol nieprzystępny snoba-milionera (chociaż taki z Niego milioner jak z koziej dupy trąbka, a snobem jest tylko troszkę).
No więc, Sebastian wyszedł z domu i nie wrócił. Matka szukała go najpierw z policją, jeździła radiowozami po okolicy, potem sama pytała ludzi, rozwieszała plakaty. Płakała siedząc w oknie nowej kuchni. A na parapecie ma pięknego kaktusa i papirus. Dla mnie też hoduje szczepkę, bo mój papirus w prezencie dostany zdechły jakiś jest.
Ani przez chwilę chyba nie przestała wierzyć, że syn po prostu miał dosyć ojca, że wpadł w złe towarzystwo i po prostu postanowił sobie zrobić przerwę od życia rodzinnego, ale w końcu wróci.
Wiem o tym wszystkim od Pani Krysi, która mieszka nad nami i psa Lorda ma co Traktora nie lubi.
No, więc mama Sebastiana wierzyła ciągle, że on wróci.

Dziś dowiedziałam się, że w zeszłym tygodniu ktoś znalazł zwłoki Sebastiana w blokach przy naszej ulicy przeznaczonych do rozbiórki.

Nie wiem, czy zmarł sam z siebie, czy został zamordowany, ale pewnikiem się dowiem. Zawsze niechcący dowiaduję się dziwnych rzeczy.

Szkoda… taki był… normalny…

Wróciła...

…Macica moja… znaczy Matka Polka…znaczy Mały John zawitał na ziemi ojczystej. Trzy godziny opóźnienia miał autobyś, Tato wystał się na dworcu jak dziki patyczak…boroczek. No ale wróciła.
Po szkoleniu Traktora pojechaliśmy z Grzechem do Jego FuturoTeściów. A tam jak grom z niebiesiech spadły na mnie przykazania:
1. Nie ćwicz tyle na siłowni, kobiecie taka budowa niepotrzebna.
2. Nie chudnij tyle bo dostaniesz anoreksji albo innej cholery.
3. Nie chodź w rozpuszczonych włosach bo ci do oczu lecą i przeszkadzają patrzeć.
4. Nie musztruj tak tego biednego psa.
5. Nie pij tyle kawy bo to niezdrowe.

… i tak dalej i w kółko… Odzwyczaiłam się. Trzy miesiące Jej nie było i tak mi jakoś było dorośle, a teraz przyjechała i ja w pierwszej godzinie tego powrotu poczułam się, jakbym miała 10 góra 15 lat. Taka malunia Mamy Pitunia, jak to Siwulec mój zwykł mówić. Bosh. Pozbieraliśmy więc szybciutko prezenty przywiezione z zagramanicy w tym boskie serki „Philadelphia” z paluszkami nie-do-dostania w tym zapyziałym kraju i wymawiając się maminym zmęczeniem podróżą umknęliśmy do domq. Ulga. Muszę się na nowo przyzwyczajać do tego, że ktoś mi kazania prawi. Męczące to jest jak byk, tym bardziej dwa razy do roku. Ale cóż, będę grzeczną córunią mamuni to może coś jeszcze dostanę:) Materialistka podła ja!!!

poniedziałek, 28 kwietnia 2003

JESZCZE...

GODZINY DWIE I MAŁYM JOHNEM ZOBACZĘ SIĘ!!!!!

Życie erotyczne Cleos

Pozwolę sobie zastosować technikę pisania Misiaków i mam nadzieję, że nie zostanę za to zlinczowana:)

Cleos świńskim truchtem biegnie za Grzechem do kuchni by dobrać się do Jego ciachowatego tyłeczka.
C: Mam Cię, teraz Ci już nic nie pomoże. Tutaj!!! Teraz!!! Na tych kafelkach!!!
G lekko poturbowany namiętnymi uściskami: UGHRGGRRR
Zlegają na kafelkach zimnych jak stado byków.
C krzywiąc się z bólu: Mamoooooooo, jeronie Grzech co mi się stało!!! Mamooo jak boli!!!
G zdezorientowany: Ale o so chosi???
C: Heksa mi wlazła i żić, w pośladek!!! Nie moga się ruszić. Pieronie chopie co my teroz zrobiemy??
Powszechnie wiadomo, że ślonsko godka działa na Grzecha jak najlepsza antykoncepja – opada wszystko ciśnienie i szczęka.
Pies wyczuwając tragizm chwili kładzie się Grzechowi na twarzy.
G przygnieciony z leksza: Ghhhhhugh ała.
C: Traktor złaź z pana gdzieś dupsko uwalił??
G z nadzieją: Cleos? Możesz się ruszyć?
C: Jakoś tak niekoniecznie. Łojesooooooo!!! Mój tyłek… Jak to boli!!!
G: Poczekaj, nogę wyprostować potrafisz? To Cię przeturlamy…
C: Zdurniałeś? Nogę? Ja tyłkiem nie potrafię ruszyć a Ty mi nogę chcesz wyrwać!!!
G: Nie ruszaj się wyczołgam się spod Ciebie…
C: BOOOOOLIIIIII, SADYYSTOOOOO. Zachciało Ci się brykania!!! Zboczeniec!!!
G: Ja? Czekaj nie ruszaj się…czołgam się…
Grzech jak glista wyłazi spod Cleos. Cleos nadal rozżabiona spoczywa błogo na posadzce.
C: Teraz mnie podnieś jakoś ogierze kura mać!!!

THE END

Dodać należy, że bohaterowie podczas w/w sceny kompletnie ubrani plątali się we własne, tudzież cudze dresy, bluzy i inne przy planowanym brykaniu zbędne części garderoby.

6 i 1/2 GODZINY...

… I MAŁY JOHN BĘDZIE NA ŁONIE RODZINY!!!!!!!