…jak z Grzecha czasem wychodzi pierwotny instynkt obronny jaskiniowca.
Siedzę w samochodzie czekam na Niego. Przechodzą dresy sztuk 3 – tępe pyski, fajki w gębach. ?: ŁUUUUUUUUP Jeden z nich wali pięścią w dach samochodu. Pozostali śmieją się i tyle. Poszli. Przychodzi Grzech… Cleos: Właśnie jeden kolega był tak uprzejmy i pierd…ł pięścią w dach. Grzech: (szczęki zaczynają Mu chodzić) Który? C: Ten w jasnej czapeczce FUBU, wysoki. Idą tam (Gołym palcem na ubranego dresa wskazuje Cleos) Grzech wskakuje do auta…rusza, jedzie pod prąd, nie zatrzymuje się na stopie. Dogania dresy i zatrzymuje się jakieś 15 metrów przed nimi. Wyskakuje z auta. Biedna bezbronna Cleos widzi jak łapie FUBU za klapy i odciąga na bok. Pozostałe dwa dresy patrzą z przerażeniem co się dzieje – jakiś pan tłamsi największego z nich. Po ok. 5 minutach Grzech wraca do samochodu. Szczęki dalej mu chodzą. Dresy idą chyłkiem w siną dal. C: Coś mu powiedział?? G: „To jestem ja a to jest mój glock. A teraz jebnąć ci też w dach?” C: I co on na to? G: Przeprosił ładnie i powiedział, że więcej nie będzie. C: Kiedyś Ci naklupią, a wtedy ja będę znowu musiała bronić swojego faceta:))) Po czym pojechaliśmy do moich Rodziców w radosnej rodzinnej atmosferze.
Grzech to najspokojniejszy człowiek jakiego znam. Nigdy nie słyszałam, żeby krzyczał. Zachowuje się jak neandertal tylko wtedy, gdy coś zagraża Jego bliskim, tudzież Jego własności. Przykład? jw. Kocham w Nim tego zwierza:)))
…nie działa – awaria w banku… Program Płatnik nie działa – zdechła nowa wersja… Program księgowy się wiesza – informatyk do odstrzału… Księgować kosztów nie mogę, bo nie wiadomo jak rozliczać delegacje sędziowskie – jaki podatek, czy z kosztem uzysku, czy może do ZUS zgłaszać – zmieniły się przepisy.
Siedzę i nic nie robię, poza dostawaniem wścieku macicy. Uczyć sie nie mogę, bo non stop ktoś tu łazi… AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!! Do domku chcę, do łóżeczka, z notatkami, herbatką i popcornem… AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA RATUNKUUUUU!!!!
…z prawa autorskiego i prasowego do examu umiem 15 na 34. Nie jest źle, jeszcze tydzień z kawałkiem został, obryję jak złoto. Problem w tym, że ciągle chce mi się spać – mało tego śpię jak zarżnięty suseł jak tylko siądę czy się położę. Kaplica. Misiątko będzie chyba najbardziej wyspanym przed urodzeniem dzieckiem na świecie.
Wojna z MJ o mieszkanie trwa. Usłyszałam, że chodzi mi wyłącznie o KASĘ. Nieważne, że on przez rok mieszkał tam za darmo…szkoda słów. Nigdy nie chciałam od niego złamanego grosza, zawsze szłam mu na rękę a teraz „chodzi mi o kasę”. Paranoja. Mąż dobrze powiedział, że nie robi się poważnych interesów z Przyjaciółmi, bo sie można niemile zdziwić. Tak czy siak zniszczę, wdepczę w grunt, a nie dam takiej kasy. Nie trzeba było zadzierać ze scorpionicą. Być może stracę przy tym parę tysiączków, ale on nie dostanie złamanego grosza. Tak mi dopomóżcie bogowie. I właśnie TERAZ zaczęło mi chodzić o kasę. Może za to, czego on nie dostanie kupię Misiątku odrzutowy wózek z klimatyzacją – a co, niech ma i uczy się tępienia wrogów od niemowlęctwa.
Odpowiedzi na moją propozycję współpracy z czasopismem na razie nie ma. Czekam na emilka albo list.
Marchwiak dostał pracę na stałe – gratulacje Słońce – Red Bull oznajmił mi, że po grób i do usranej śmierci – ALLELUJA – jest jeszcze sprawiedliwość na tym świecie, bo należało Jej się jak byk:)))
Przygotowania do imprezy karnawałowej trwają. Znaczy nie trwają ale są w planach. Skład stały – proszę mnie nie wystawić do wiatru bo gardła podgryzę.
…na trującego wiecznie chopa jest taki… (komu się przyda ten wie, że o Nią chodzi) Trujący Chop: Cleos??? Kochasz mnie??? (pytanie słyszane 90174825628347 razy dziennie i jeszcze + 3) Cleos: (słodko i spokojnie) Ależ oczywiście, że Cię kocham i spędzę z Tobą resztę życia, i pragnę i pożądam i rozłożę nogi kiedy tylko zechcesz, tylko nie truj już i nie smęć 150 tys. razy tego samego pytania, bo mi się żyć odechciewa i nie skorzystasz kochanie ani z tej miłości, ani z tych nóg rozłożonych jak zdechnę od tego słodzenia…
Żaluzju panial…Od wczoraj nie zapytał ani razu:))) VICTORY:)))))))
czyli mój artykuł na zaliczenie oceniony został na „bdb” – prawdę mówiąc nie spodziewałam się niczego innego. Usłyszałam, że piszę bardzo fabularnie i czyta się z zainteresowaniem. Dziś jeszcze napiszę do Redakcji czy zechcą ze mną współpracować – może być nieodpłatnie.
Dzień Babci – na cmentarzu. Płakałam jak bóbr mówiąc Babci Trudzi, że gdyby trochę poczekała byłaby cholera Prababcią – najlepszą na świecie. Złożyłam życzenia, bo wierzę, że chociaż Jej nie ma to jest. Nie wierzę w niebo, ani w piekło, wierzę, że jest tu obok gdzieś, bo tak mnie kochała, że chce nade mną czuwać tu na ziemi. Potem Babcia Ania i Babcia Pela i Babcia Grzecha.
Dzień Dziadka – w Domu Seniora. Jechałam w przeświadczeniu, że ani dla mnie, ani dla Misiątka, ani dla Grzecha ani dla Cioci z Kuzynką nie bedzie to miłe przeżycie. No bo przecież takie miejsca kojarzą się z przygnębiającą atmosferą i starcami gapiącymi się tępo w ściany. Pomyliłam się bogom dzięki. Dom czyściutki, pomalowany na jasne kolory, na ścianach obrazy ukwieconych pięknych łak, wszędzie poręcze umożliwiające sprawne poruszanie się tym, którzy jeszcze chodzą, elegancka recepcja, kandelabry jak w pałacu, pielęgniarek jak mrówków, sala telewizyjna, makiety na ścianach z „Pracami naszych Podopiecznych”, muzyczka w tle. Dziadek spał najpierw, ale potem przyszła siostra miła bardzo, obudziła Go, posadziła na wózek i zostawiła nas same z Dziadkiem. No i zaczął się ubaw. Dziadek głuchy jak cały wyrąbany w pień las, więc trzeba było wrzeszczeć mu prosto w ucho. Usłyszał, że będzie Pradziadkiem, że to ja Jego Wnuczka będę mamą, czy mnie poznał pewności nie mam, ale uśmiechnął się bezzębnymi dziąsłami i powiedział, że „dobrze”. No pewnie, że dobrze:))) Kuzynka z Nim nie rozmawiała, może czuła się nieswojo…Ciocia próbowała, ale i tak darłam się jak zwykle najwięcej. I tak robię w tej rodzinie za pajaca, więć może całe piętro słyszeć jak rżnę głupa, byle tylko Dziadek się rozerwał na chwilkę. Ubaw po pachy. Dowiedziałyśmy się ,kto jeszcze Dziadka odwiedzał, jak Mu się podoba, jakie są siostry i tyle. Nie było tak źle. Niedługo trzeba będzie pojechać po raz kolejny. Może tym razem uda mi się zaciągnąć do dziadka Ojca Mojego Dziecka – w końcu niech Pradziadek wie, kto go tym Pradziadkiem zrobił:)))
Notatki do examu przygotowane. Od poniedziału (fuuuuj to już jutro) zaczynam się uczyć pilnie cale poranki, ze swej pierwszej prawniczej czytanki. Nie będzie źle.
Z koleżanką Magdą, o której pisalam gdzieś-tam-wcześniej ścięłam się wczoraj na zajęciach. No nie „szczimałam” i tyle. Powiedziałam Jej w końcu, że nie znam drugiej takiej pesymistycznie nastawionej do siebie i i życia osoby i, że smutna w tym jest i tyle. I co koleżanka Madzia zrobiła??? Po 15 minutach przyszła do mnie zapytać się jak się ma obciąć, w jakim kolorze ciuchów będzie jej najlepiej i jaki powinna sobie robić make-up cholera, żeby lepiej wyglądać. Zostałam guru:))) No taki już mój los:)))
…: - 6,6 cm - dwie łapki górne - dwie łapki dolne - wielką zamkniętą czachę - kręgosłup od szyi do pupy - podzielone ładnie serducho - oczodoły wielkie jak kosmita - żołądek malutki
Siedzi po turecku prawie i się nudzi. A łapki górne trzyma tak, jakby chciało kogoś objąć. Śmiesznie. Ubawiłam się jak zawsze z moim lekarzem. A Grzech stał i gapił się w monitor oniemiały. Skomentował tylko tak, że dobrze, że z profilu nie widać jeszcze wielkiego nosa dziedzicznego w rodzinie Grzecha, więc jest szansa, że Misiątko nos będzie miało po mnie. Chwała bogom…:)))
Daję korepetycje z angielskiego. Od czterech lat przychodzą do mnie te same dziewczyny. Jeteśmy na „ty”, chcą mogą siedzieć na podłodze, z nogami za głową, nago, mnie wszystko jedno byle lepiej chłonęły wiedzę. Taka jestem sobie tolerancyjna. Zwierzają mi się z problemów z facetami, czasem czuję się bardziej jak starsza siostra niż nauczycielka. W każdym razie jest fajnie…wiedzą kiedy przeginają i na tę okazję pod biurkiem stoi pudło smarkietek, bo same ryczą nad własną głupotą. Od października zaczęła przychodzić Nowa. Nową naraiła mi Kuzynka, do której – żeby nie było – nie mam o to żalu. Nowa głupia nie była, brzydka też nie, szybko łapała, dało się z nią pogadać, lat 16. Wszystko od poczatku załatwiałam z Nią, Rodziców nie usłyszałam nawet przez telefon. Pomyślałam sobie, że znaczy się taka zaradna jest i rodzice jej ufają. Kiedy okazało się, że pali, powiedziałam Jej, że jak ma jej to w koncentracji pomóc, niech kurzy, tylko niech myśli przy tym po angielsku. Z pozwolenia nie skorzystała ani razu i to się chwali. Kłopoty zaczęły się już w listopadzie – nie przynosiła kasy za lekcję „bo zapomniałam”, nie przynosiła zeszytu „bo zgubiłam, ale znajdę”, spóźniała się „bo tak wyszło”. Cierpliwa jestem anielsko więc tłumaczyłam, że niech sobie zapisuje, supełki robi. Wszystkie moje dziewczyny proszę zawsze na pierwszej lekcji o to, że gdyby miały nie przyjść następnym razem z jakiegoś powodu, to niech mi zadzwonią dzień lub dwa wcześniej, żebym nie kwitła w domu jak stokrotka w daremnym oczekiwaniu. Nowej też o tym powiedziałam, ale najwidoczniej nie dość wyraźnie. Zaczęłam dostawać SMS-y na godzinę przed lekcją, że Jej nie będzie „bo klasówka, bo dużo nauki, bo Święta, bo nie, bo Sylwester, bo kolęda, bo Tato w szpitalu, bo klasówka”. W zeszłym tygodniu szlag mnie trafił po kolejnym takim robieniu ze mnie debila. Zadzwoniłam do Niej z ochrzanem, że jak to się jeszcze raz powtórzy to zacznie też płacić za te lekcje, które w ostatniej chwili odwołała, bo ja na Nią czasu i pieniędzy traciła nie będę. Pokajała się ładnie „Cleos to był ostatni raz”. Oki, durna jestem to uwierzyłam. Wczoraj dostałam SMS-a, że dziś Jej nie będzie i że chyba w ogóle zrezygnuje. Jednodniowe wyprzedzenie co prawda było, ale postanowiłam się upewnić. Zadzwoniłam do Niej do domu, a tu „POMYŁKA” – podała mi zły numer. W końcu Kuzynka Słoneczna zdobyła mi telefon domowy Nowej. Dzwonię, rozmawiam z Ojcem. Biedny facet. Zdziwił się, kiedy Mu powiedziałam, że Jego córka była u mnie ostatnio na początku grudnia a potem ani słychu ani widu ani ni wuja. Zapytałam grzecznie czy Nowa będzie dalej chodziła na korki. Ojciec: Nie wiem. Mamy z Nową pewne problemy… Cleos: Gdybym myślała, że wszystko jest w porządku nie dzwoniłabym do Pana. To moja pierwsza taka interwencja od czterech lat i strasznie mi przykro, ale nie chciałabym, żeby kiedyś się okazało, że Nowa brała od Państwa pieniądze na korepetycje, na które nie chodziła… O: Tak rozumiem. Porozmawiam z żoną i zadzwonimy do Pani co postanowiliśmy. C: Przykro mi, że dzwonię właśnie z taką sprawą, bo Nowa to bystra dziewczyna i szkoda byłoby rezygnować z języka dla Niej. O: (nieobecnym głosem) Tak…tak wiem…zadzwonimy…i… dziękuję Pani za telefon.
Głupio mi się zrobiło, że faceta dobiłam. A z drugiej strony mam wyrzuty sumienia, że zadzwoniłam dopiero po miesiącu, prawie dwóch. Bo jeśli Nowa brała kasę na korki, a u mnie jej nie wydawała, to co z nią robiła? Wolę nie myśleć, ale zmartwiłam się trochę…Oj naiwna Cleos nie trzeba każdemu od razu dawać kredytu zaufania, nie trzeba…