…jak niebiesko:))) Ani jednej chmurki:))) Żyć się chce i tańczyć.
Richard robi dziś imieniny dla połowy miasta. Złazi się to-to chmarami i czatuje na żarcie. A ponieważ droga żarcia z miejsca jego przygotowywania do gabinetu Richarda biegnie koło mojego biura, przeto Cleosia zjadła dziś na II śniadanie: 1. truskawki, 2. poledwiczkę chudziutką, 3. boczek robiony przez Richarda, 4. ser żółty z ziołami, 5. pasztecik, 6. winogrona, 7. kanapkę robioną w domu:), 8. czekoladki, 9. Kubusia, 10. szynkę swojską mniam.
ufffff, teraz mogę pogrążyć się w lekturze, bo Trollica na urlopie (2 tygodnie JUHUUU), p.o. Trollicy na urlopie, Richard baluje. Jednym słowem wolnam jak dzika świnia. I tak samo nażarta:)
Zakupione 28 lutego bojówki czarne rozpadły się. Materiał się rozlazł i do tego nie na szwie, tylko obok. I do tego wcale nie były opinająco-dopasowane więc to wada producenta. Grzech kolekcjonuje wszelakie śmieci i w Jego garderobie wygrzebałam pośród miotanych przekleństw paragon za te cholerne spodnie. I w związku z posiadanym dowodem zakupu, dowodem rozpadu spodni, których nawet nie zdążyłam wyprać (więc nikt mi nie powie, że na pewno były źle prane i się rozeszły) idę dziś do sklepu zrobić Pani awanturę. 95 PLN poproszę back, albo nowe spodnie. No, bo ja rozumiem, że gdyby kosztowały 30 PLN i były kupione w budzie na handlu, to mają prawo nie tylko się rozejść, ale i rozpaść całkowicie – nawet po miesiącu. Ale sklep elegancki, cena też nawet. Biedna Pani nie wie co ją czeka:))) Bojowo-taneczny nastrój włączony:)))
…że sobie odpuścił, ale niekoniecznie jak się okazuje. Uparta bestia widocznie prosi się jednak, żeby ktoś mu wreszcie powiedział przykrą prawdę prosto w oczy. Że był doskonałym przyjacielem, dobrym człowiekiem, że można było na niego liczyć w każdej sprawie i że stał się pustym, beznadziejnym, zapatrzonym w siebie, żałośnie myślącym tylko o kasie zerem, do tego zadufanym i idiotycznie głupim. Głupim, bo ze mną i Grzechem nie wygra, a jedynie się pogrąży. MJ pytał wczoraj kiedy dostanie „swoje” pieniądze za mieszkanie. Przypomniałam mu grzecznie, że to on jest mi winien 370,07 PLN zwrotu podatku i 369 PLN z groszami za remont, po czym podałam telefon do mojego pełnomocnika i zamknęłam temat. Zastanawiam się, czy będzie na tyle kretyńsko posłuszny żonie, żeby pójść do sądu – i kto mu pozew napisze – i ile na tym jeszcze straci. Czy się kiedyś ocknie? Czy dostrzeże wreszcie, że traci nie tylko kumpli i przyjaciół, ale i Rodzinę? Brat przestał do niego przyjeżdżać, matka nie odwiedza i nie zaprasza na obiadki, kumple przestali przychodzić do pracy i domu, przyjaciele… jacy przyjaciele? A wszystko przez jedną wpadkę, jeden ślub, jedną kobietę. No, nieważne. Ciąg dalszy wojny po 30 kwietnia, jak sądzę… Szczerze – nie chce mi się. Partnerów do rozmowy i znajomości wybieram sobie sama – a z niego żaden pratner ani do rozmowy ani do czegokolwiek innego – z procesem sądowym włącznie…
…w brzuchu parkiet, albo bieżnię lekkoatletyczną. Możliwości są dwie: 1. Misiątko jest samiczką o fantastycznym wyczuciu rytmu po mamusi i tańcuje całymi wieczorami… 2. Misiątko jest samczykiem łajzą po tatusiu i łazi jakiś maraton cy cuś – bo tatuś nawet jak się przebiera to przemierza mieszkanie w tę i spowrotem. Znaczy się Misiątko tak czy siak buszuje, może cholera kickboxing uprawia, stepowania się uczy:))) Leżę i czuję… i jest mi misio.
Trochę mi mniej misio, bo znowu dzwoniła Gwiazda. Tym razem po to, by prosić Grzecha o spotkanie na spacerze z psami. Oby żyła długo i nieszczęśliwie.
…skończyłam myć okna. I co z tego, że śnieg pada??? Trzeba było umyć to umyłam. Posprzątałam łazienkę, wytarłam kurze, przymocowałam listwy, rozsadziłam diffenbachię. Jeszcze trzeba przygotować pieczarki do sosu i marchewkę na surówkę. I co z tego, że jest dopiero 11??? Powera mam, to trzeba go wykorzystać. A potem zrobię sobie pazury na srebrno-niebiesko, urąbię loki na głowie, zjem boski obiadek przygotowany przez Grzecha i oddam się błogiemu lenistwu i lekturze „Kolumbów”. Zupełnie nie rozumiem, czemu wszyscy znajomi czytali to jako lekturę w ogólniakach, a my nie. Uwielbiam literaturę okresu II wojny światowej. No to miłego słonecznego weekendu:)))
…wczoraj przed 15-tą rozmawiałam z Calendulą o pobieraniu krwi pępowinowej a tu niespodziewanka. Wraca Grzech do domu i…: G: (nieśmiało) Wiesz, bo chciałem Ci coś powiedzieć… C: Mmmmhhh??? G: Tylko nie wiem jak za bardzo… C: No gadaj jak człowiek. G: Czy ty wiesz coś i tej krwi pępowinowej? C: Pewnie, a co? G: No bo ja myślę, że to dobry pomysł… (chowa się za ścianą) C: (podejrzliwie) A ty skąd się o tym dowiedziałeś, sam nie wyczytałeś na pewno… G: (zza ściany) No… mama mi powiedziała, ale nie wiedziałem jak cię zagadać, bo powiedziałaś kiedyś, że nie życzysz sobie, żeby mama wtrącała ci się do dziecka… Faktycznie tak powiedziałam, jak również, że po porodzie nie chcę oglądać rodziców ani jednych ani drugich przez tydzień, a znajomych przez dwa tygodnie. C: Zdurniałeś. Nareszcie czymś się zainteresowałeś a propos Misiątka i nic nie mówisz. Właśnie o tym rozmawiałam dziś z Claendulą. G: NO i co o tym myślisz? C: Fantastyczna możliwość, tylko strasznie droga. G: Ile??? C: Koło 3 tys. za pobranie i transport i potem jakieś 400 PLN za rok za przechowanie w banku krwi. G: (myśli) C: Nie mamy takiej kasy…skąd ją weźmiemy??? G: NO jak to skąd? Z banku…
…Koniec dyskusji. Postanowione. Pobieramy krew pępowinową, tylko muszę to omówić z moim lekarzem. Fajny ten mój Grzech, tylko czasem gupi okrutnie – zamiast mówić od razu o co loto, to On się zastanawia. A to taka ważna sprawa. Ja tu się głowię skąd wziąć kasę, a On mi, że z banku. No i fajnie – jeden problem z głowy:)))
A Księżniczka (z którą dzielę biuro) przychodzi wczoraj zadowolona z kawusi u mamy (która jest szatniarką). Księżniczka: Właśnie widzieliśmy z okna z mamą i Mietkiem, jak czterech łysych obrobiło 4 samochody na parkingu przed firmą. Cleos: Zadzwoniłaś chociaż po policję??? K: A po co? C: ?????????? A wydarłaś się chociaż? K: A po co??? C: No jak to po co, żeby ich wystarszyć, larma narobić, cokolwiek. K: Otworzyli zabrali i poszli. A z banku wychodzili ochroniarze i nawet nie spojrzeli na nich. C: Ochroniarze z banku mają zasrany obowiązek pinować bankowej kasy i konwoju. Gdyby twój samochód obrabiali pewnie darłabyś dziób na pół miasta. K: Jak nam okradali samochód, to przeszliśmy z mężem obok i nawet się nie zatrzymaliśmy. C: ??????????? K: Nie będę dla kawałka blachy ryzykowała. C: No pewnie, że nie, a potem się dziwisz, że bandyctwo i samowolka.
Matko-Polko-i-córko nie rozumiem tego. Jak można po prostu przyglądać się jak ktoś kradnie??? Czy ja jakaś dziwna jestem??? Bo dla mnie to niepojęte – nie potrafiłabym tak po prostu nie zareagować…
… udała się wyśmienicie. Na początek dostałam piękną czerwoną różę (o którą potem Grzech trochę burczał), a później przez dwie i pół godziny słuchałam o życiu Alexa – niekoniecznie szczęśliwym. Siedzieliśmy przy stoliku i było tak, jakbyśmy ostatni raz widzieli się w zeszłym tygodniu a nie 5 lat temu. Całkowite zrozumienie. Zmieniło się tylko to, że tym razem nikt nikogo nie przegadywał, nie było sporów egzystencjalnych. Dziwne – ale powiedziałam tego wieczoru niewiele. Siedziałam słuchałam i obserwowałam, jak z każdym słowem spływa z Niego napięcie i smutek. Widocznie potrzeba mówienia o sobie, wygadania swoich niepowodzeń, wywnętrzenia problemów była silniejsza niz zwykła u Alexa chęć dokopania partnerowi w dyskusji. Alex: Niesamowicie się cieszę, że tak siedzmy i gadamy i że mnie rozumiesz…To niezwykłe… Owszem to było niezwykłe, bo przecież tak na dobrą sprawę zrobiłam temu wrażliwemu facetowi krzywdę. Zmieniłam Jego patrzenie na świat i kobiety. A: Kobiety mają taką samą możliwość tworzenia mężczyzn, jak ich niszczenia. Ty mnie najpierw stworzyłaś, uskrzydliłaś, a potem zniszczyłaś. I powiedział to wszystko bez żalu, złości, nienawiści, pretensji – po prostu ze smutkiem, ale i z sympatią. Dobrze wiedzieć, że jest na tym świecie ktoś podobny do mnie. Chociaż teraz już wiem, że jestem silniejsza – nawet od Niego. Być może kiedyś pozwoli mi to jakoś Mu pomóc i tym samym zmarzę tamte moje winy. Nie mam wyrzutów sumienia, nie żałuję tego co wtedy zrobiłam i to też Mu powiedziałam. I doskonałe było to, że zrozumiał – bez pytań, po prostu zrozumiał, że wtedy nie mogłam inaczej i że tamten błąd dał mi dzisiejszą siłę. Alex…ciągle te same długie włosy, ten sam głęboki głos… i tylko oczy inne – nieskończenie smutne, nawet wtedy kiedy usta się uśmiechały…
…w sobotę zajęcia w telewizji:))) I po tych zajęciach wiem już, że korespondentem wojennym, ani nawet zagranicznym nie zostanę. Dlaczego??? Otóż Narodzie – Cleosia ma za duży, zupełnie niemedialny łeb. Po nakręceniu materiału na taśmę okazało się, że wyglądam na ekranie telewizora jak „Teatrzyk jednej głowy – Cleosia przedstawia” – MA-SA-KRA jednym słowem. Uśmiałam się setnie, zresztą wszyscy wypadli tak sobie. Aga usłyszała, że ma telewizyjna twarz, na której doskonale rozkłada się światło, Baśka, że ma szczękościsk, Agata niechlujną fryzurę, Anka doskonałą pamięć, Wojtas za duży brzuch, Madzior się jąkał. Mnie Przemiły Pan Redaktor Pies na Baby powiedział, że mam dosknonałą dykcję i odpowiednio niski głęboki głos. O wielkiej głowie litościwie nie wspomniał, sama się tak skomentowałam. Samokrytycznym trzeba być. No koszmar po prostu:))) Potwierdziło się to, co wiedziałam od dawna, moje miejsce jest w radio:))) I tam uderzę w przyszłym roku… taki mam plan:)))
A dziś idę na randkę po latach. Nie widzieliśmy się chyba 5, a może 6 lat. Boski Alex i Jego Głos. Mrrrrrrr… Długie włosy, wystudiowany seks, elektryzujące dźwięki gitary, piosenki pisane dla mnie, śpiewane z Nim i Marchwiakiem „Dwa serca, dwa smutki”. Życie Mu się nie ułożyło…niestety. Zobaczymy jak ułoży się dzisiejsze spotkanie. Co na to Grzech??? Ano nic – powiedział, że mnie zawiezie do knajpy i potem po mnie przyjedzie. Kochany jest:)))