…starego roku życzę Wam, żeby w 2005 Wasi wrogowie zdychali pod płotem, a przyjaciele byli w pobliżu zawsze, kiedy będziecie tego potrzebować. Żebyście mieli kogo przytulić i żeby ktoś chętnie przytulał Was. Żeby ziściły się Wasze plany, marzenia. Żeby dążenie do celów postawionych sobie było proste jak myśl Stalina. Żeby coś Was mile zaskoczyło i żebyście uniknęli niemiłych niespodzianek. Niech Wam się dzieje wyłącznie dobrze i pomyślnie, a jeśli już niekoniecznie to życzę Wam, żebyście zawsze wychodzili z opresji z podniesioną głową, fasonem i zwycięsko. Odwagi do działania, wrażliwości na ludzi, zrozumienia wszystkiego co dotąd niezrozumiałe, wielkich dokonań i malutkich sukcesów. Tego, żebyście pamiętali o wszystkich godnych zapamiętania i zapomnieli szybko o tych, którzy niegodni Wam butów czyścić. Wszystkiego jednym słowem czego sami sobie życzycie. I żeby nam się w tym Nowym Roku dobrze blogowało:)))
Trzymajcie się niebiesko i słonecznie!!!
I oby nam się!!!
Na zdrowie!!!
piątek, 31 grudnia 2004
W tych ostatnich chwilach...
czwartek, 30 grudnia 2004
Jak mówi...
…jedna (ale nie jedyna) moja młodsza Kuzynka – jest chujnia. Pozwolę sobie stoicki spokój, maniety i dobre wychowanie powiesić na chwilkę na kołku, bo się wkarwiłam i krew mnie zalała niekoniecznie dziewicza.
Wracam do pracy a tam:
nie ma mojego kompa
nie mam nawet pół długopisa, ołówka, czegokolwiek
nie mam nawet durnego korytka na papiery
nie mam papierów
mam złamane krzesło
mam zmieniony zakres obowiązków
nie mam w zakresie tego, co naprawdę lubiłam
za to mam wszystkie księgowe śmieci, których reszta chciała się pozbyć
w zasadzie mogłam nie wracać
usłyszałam „Cleos, ty się ciesz, że masz biurko w ogóle”
George przywłaszczył sobie moją lampkę na biurko
Księżniczka przywłaszczyła sobie połowę moich materiałów biurowych i pilnik
jest tragicznie.
Pocieszyło mnie tylko to, że koleżanka z którą się tam przyjmowałam stwierdziła „Tak nie powinno być.” Bo nie powinno. Mogłam iść na L-4 i siedzieć ze Smokiem w domu do usranej śmierci. Moglam, ale ponieważ wiadomo – wyglądałoby to naciąganie nie poszłam, żeby ktoś sobie nie pomyślał, że robię macierzyńskie wałki. I co? I w zamian za uczciwość dostałam w dupę na dzień dobry a moja szefowa Trollica nawet nie uznała za słuszne mi tego wytłumaczyć. W końcu zapytałam wprost, czy zmiana mojego zakresu czynności wyniknęła z tego, że mojemu teraz już byłemu kierownikowi lepiej się pracuje z Księżniczką. Nie zaprzeczyła. Wiadomo – Księżniczka w dupę włazić mu będzie i nie wytknie 150 SMS-ów do żony ze służbowej komórki, czy tego, że pisze „Zarządzenie wchodzi w rzycie.” Nie wytknie bo to ta sama klika i ten sam krąg. Kurwica mnie bierze.
Dziś już dostałam kompa, najstarszego w firmie, ma chyba 15 lat. Moją nóweczkę ma Księżniczka. Dziś wyprosiłam jakiś zdechły długopis z ołówkiem, bo sam od siebie nie dał nikt. Krzesło dalej mam złamane. Odzyskałam lampkę.
Szukam nowej pracy. Tak nie może być. I nie zależy mi na pieniądzach, nie muszę zarabiać kokosów, nie mam wymagań kosmicznych. Chcę tę pracę po prostu lubić – nie to co tutaj. Życzcie powodzenia. Chyba muszę się nauczyć oszukiwać, kraść i robić wałki w pracy, bo inaczej daleko nie zajdę. W końcu przykład idzie z góry, nie? Szlag mnie trafia! Tylko, tak na dobrą sprawę co z tego? Muszę opracować plan awaryjny, bo długo tam nie wytrzymam bez awantury.
Nic to – idę spać. Jutro będzie tylko gorzej, bo lepiej na pewno nie. Chujnia moi państwo jednym słowem, dno i 10 metrów mułu…
poniedziałek, 27 grudnia 2004
Jutro...
…do pracy. Zastanawiam się jak to będzie. Jakiś czas temu moja szefowa powiedziała mi „Cleos, przecież wiesz, że jest was tu w księgowości za dużo.” Czy to oznacza, że czeka mnie zwolnienie??? Zaczynam szukać nowej pracy. Gdyby mnie zwolnili… nawet byłabym zadowolona, miałabym większą motywację do zmian. A tak??? Zasiedziałam się w tym pohitlerowskim bunkrze jakim jest moja firma.Fuj. Atmosfera nie ta, ludzie nie ci, praca nie taka. Zawsze mówiłam, że pracuję tam tylko po to, żeby mieć z czego zapłacić za studia. Tymczasem studia skończyłam, drugie mają się ku końcowi, a ja dalej tkwię w tym bagnie.TFU!!! No nic, zobaczymy. Jak mi zmienią zakres obowiązków to zrobię awanturę. Tym bardziej, że moi kochani trenerzy dopytują się kiedy wrócę, bo „z Cleos to była współpraca, a z Księżniczką nie można się dogadać i ona w ogóle nie wie o co chodzi.” Księżniczka to laska, która mnie zastępuje, ale o niej napiszę innym razem. Jednym słowem kiszka i 10 metrów mułu. Obadamy, chociaż nastawiam się na najgorsze.
A po Świętach? Fajnie było. Kilka zgrzytów, jak co roku, bo to nie byłyby prawdziwe Święta gdyby ktoś komuś w Rodzinie nie dokopał, ale co tam. Teściuniuniunia sepleniła do Smoka 3 dni z rzędu, nie odkleiła ceny z prezentu dla mła, co mi akurat lotto. Cleos pomyliła maseczkę do włosów z kremem do impregnacji parasola (jest takowy???), musiała wleźć cała pod choinkę, żeby wytargać stamtąd smoka, którego Smok dostał od Dużego i Małego Johna. Smok Smoka jest najboskiejszy, brakuje tylko, żeby z rozdziawionego pyska buchał ogień. Jedno spojrzenie na niego i śmiejesz się człowieku pół dnia. Idealny poprawiacz humoru. Generalnie i globalnie wszyscy zadowoleni z prezentów, z jedzonka (lodówkę mam pełniusieńką), z towarzystwa chyba też. Szkoda tylko, że nie byliśmy na Pasterce jak co roku z Red Bullem i Marchwiakiem. Włożyłabym swoje pink futro i byłoby fajnie. Ale po pierwsze co ze Smoczyskiem, a po drugie zmienił się organista i podobno (tak mówi Mały John) jest teraz beznadziejnie. No a ponieważ Pasterka to był jedyny moment w całym roku, kiedy Cleos zaczynała mieć wątpliwości, że może jednak jakiś Bóg istnieje, to w tym roku wątpliwości te mnie ominęły i dobrze.
Właśnie zadzwonił mój Grzech fighter ukochany, że udało nam się zniszczyć naszego sasiada psychola. Wypowiedziano mu i jego matce umowę najmu mieszkania. Od 1 grudnia mają naliczane odsetki karne za zajmowanie lokalu bez prawa do niego w wysokości 200% czynszu, czyli jakiegoś 1000 PLN miesięcznie. Sprawa idzie do sądu, gdzie będzie wydany nakaz eksmisji i zapłacenia zaległości czynszowych i opłat za wodę. To ich zrujnuje pewnikiem, chociaż nawet komornik niewiele tu poradzi, bo on nie pracuje a matka ma tylko emeryturę. Trudno, niech idą mieszkać pod most. Przynajmniej będę mogła bez strachu wychodzić ze Smokiem na klatkę schodową, bo póki co, to zbiegałam z wózkiem pod pachą z tego naszego 2 piętra modląc się do wszystkich bogów, żeby psychola nie spotkać. And the winner is… Cleos and the family!!! i reszta sąsiadów oczywiście, która skrupulatnie podpisywała się pod wszystkimi pismami płodzonymi przez Grzecha. Jaki z tego wniosek??? Do wyniszczenia został tylko mj:))) A w styczniu mamy w naszym sądzie posiedzenie nad naszym zażaleniem na umorzenie dochodzenia. Dobrze, że mam genialnego pełnomocnika, który wie co robić w takich sytuacjach. Bez Niego nie dałabym rady.
Jak widać humor dopisuje i nawet nie przeraża mnie do, że od jutra wstaję o 5.30. Dla dodania sobie animuszu jutro idę na zakupy – robienia z siebie Alexis ciąg dalszy. Upatrzyłam sobie boskie spodnie i bluzek może kilka kupię. A co!? Jak już mam uchodzić za snoba i burzuja to niech przynajmniej będą ku temu jakieś podstawy:)))
A i jeszcze jedno. Kuzynka K. była i mnie z Lisiczką. Lisiczka jest wielgachna, grubachna i niespecjalnie śliczna, chociaż niby wszystkie dzieci słodkie. Nawet Mały John, który jest okazem delikatności i dyplomacji stwierdził „jest wielka”. Kuzynka K. z mężem i Lisiczką byli też u Pradziadka Romka. Spotkali tam moich Rodziców i co się okazało??? Że Mąż Kuzynki K. nie pozwala nikomu brać dziecka na ręce, bo: make-up roznosi zarazki, Pradziadek nie potrafi, Duży wiadomo niesprawne ręce, Babcia czyli Ciotka I. też ma make-up. No ja przepraszam. Pozbawiać dziecko przytulania i pieszczot, bo ktoś ma puder na twarzy??? Biedna Lisiczka. Naszego Smoka całują wszyscy pod warunkiem, że nie są chorzy i nie babrali się uprzednio w błocie i smarze – znaczy ręce czyste mają. Nasz Smok wie, że jest kochany i wyprzytualny za wszystkie czasy. A Lisiczka??? Może kiedyś okaże się, że czegoś Jej jednak w dzieciństwie brakowało??? W środę jedziemy do Kuzynki K. Zobaczymy czy mnie też szanowny Małżonek wyrwie dziecko przemocą z łap, bo mam pomalowane to czy tamto.
piątek, 24 grudnia 2004
Na te Święta, co już dzisiaj...
…życzę Wam wszystkiego słonecznego. Rodzinnej atmosfery pachnącej piernikami i makówkami i karpiem smażonym, kolędowania do późnej nocy, wielu uścisków, niespodziwanych spotkań, samych dobrych życzeń przy łamaniu się opłatkiem, cichej nocy i żeby Pierwsza Gwiazdka puściła Wam oczko z nieba.
środa, 22 grudnia 2004
A gdyby tak...
…założyć drugiego bloga??? Jak Banalna na przykład… Takiego, o którym nikt by nie wiedział… I wypisywać tam moje dziwaczne herezje w wersji hardkorr, a nie soft jak tu??? Gdyby tak… Rozmyślam nad tym już od jakiegoś czasu. Gdyby tak… A może jednak nie??? A gdyby tak… no i sama nie wiem…
wtorek, 21 grudnia 2004
Siedzę sobie samiutka...
…i czekam aż Grzech z pracy wróci, gdzie imprezę urządził z okazji zakończenia wielkiej sprawy. Jutro w Gazecie Wybiórczej ma o tym być. Wytnę, wkleję do pamiętniczka a potem zatańczę z radości, że to już koniec. Mówię Mu, temu chopu mojemu „No to się urżnij z radości. Wreszcie sobie zobaczę jak zażeglowany wracasz do domu.” A On mi na to, że nie lubi. Widział kto kiedy, żeby jakaś kobita swojego samca namawiała do chlańska??? Czy tylko ja jakaś nienormalna jestem??? No i siedzę tak i czekam. Mieli balety kończyć o 19-tej. Nie ma Go jeszcze, więc może Go przytargają do domu ze śpiewem na ustach „Janeeek Wiśniewski padł!!!” Kto to wie? Sama poszłabym na tę imprezę, ale Smoka nie miałam z kim zostawić. Nawet mnie namawiali koledzy Grzecha, co to nie mogą zapomnieć jak wódkę z legionistami Cleos ze szklanek piła. Co nie Dziobak??? Pamiętają skubańcy tę opowieść i koniecznie chcą sprawdzić, czy Cleos potrafi. A że potrafi to fakt, tyle, że formę trzeba ćwiczyć. A tu ni ma z kim. Chyba się w końcu z chłopakami umówię na weekend na ryby. Grzech zostanie w domu, a ja pojadę sobie. A co!!!??? Że nie przystoi??? Kiedy Oni mnie uwielbiają… za całokształt, nie tylko na mocną głowę. To idę sobie teraz zrobić popcorn i obejrzeć „Na Wspólnej” – coby się odmóżdżyć trochę.
Howgh!
środa, 15 grudnia 2004
Smoczka...
…posiadła nowe umiejętności. Rzuca mianowicie zabawkami na odległość z wielkim hukiem, co przyprawia Cleos o zawał. A do tego łapie się górnymi łapkami za dolne łapki i ciąąąąąąąągnie te dolne do góry. Do dzioba ich sobie jeszcze nie wsadza, ale to tylko kwestia czasu:)))
Od soboty w domu świątecznie. Wszystko posprzątane, choinka stoi, wieniec na drzwiach wisi, łańcuchy i lampki w całej chałupie robią nastrój. Tylko z sił nieco opadłam i chyba choreńka będę i jakoś mimo ozdób i pierdółek atmosfery nie czuję ni chu-chu.
W tym roku Wigilia u Moich. Z Teściuniuniami of course. To już gorzej, bo z Teściuniuniunią mamy niepisany pakt o nieagresji, ale czy wytrwamy to już inna sprawa. Why? Oto przykładów kilka:
Mały John przyjechał 9 grudnia i od razu wparował do Cleos „Mojego małego pitoraczka zobaczyć” – do niedawna pitoraczkiem była Cleos teraz rola zaszczytna przypadła Smoczycy. Mały John ze Smokiem na rękach, Cleos w piżamie, w drzwiach staje Teściuniuniunia, co po psa przyszła.
T: (do Małego Johna) O już wróciłaś? Jak tak na nią patrzę, jak ją trzymasz to ona całkiem do ciebie podobna. Chociaż jak ostatnio był tu Duży to bardziej do taty Cleos.
MJ: To skoro podobna do Dużego to i do Cleos, bo Cleos do ojca podobna jest…
T: E do Cleos nie, bo Duży jest przystojny.
I poszła.
Wniosek: Cleos jest brzydka jak kupa w trawie.
Się nie przejęłam specjalnie, bo znam możliwości Teściuniuniuni w dogryzaniu, ale Małemu Johnowi chomiki się sklonowały i zrobiły gulę w gardle. Widziałam
Przykład 2
Dzień następny. Cleos pod prysznicem myje włosy co jej wypadają garściami. Niania Znajoma w pokoju ze Smokiem. Przychodzi Teściuniuniunia i do Znajomej:
T: Gdzie Cleos?
Z: Myje włosy.
T: No tak, druga babcia przyjechała to musi być piękna.
Wniosek: Przez 3 miesiące kiedy Małego Johna nie było chodziłam brudna i niedomyta.
Przełknęłam, bo cierpliwym człowiekiem jestem.
Przykład 3
Dzwoni telefon. Teściuniuniunia głosem jakby ktoś umarł do Cleos:
T: Jest Grzech?
C: Nie ma, poszedł z psem na spacer.
T: (przybita) Powiedz mu, żeby zadzwonił jak wróci.
Cleos przekazała jak tylko Grzechw drzwiach stanął, Grzech zadzwonił, po czym…:
G: Oburzona była, żeśmy przez cały weekend nie zadzwonili jak się pies czuje. Opieprzyła mnie i w ogóle, teraz Top Gear na TVN Turbo nie obejrzę.
C: Może czas odciąć pępowinkę? I nie wyżywaj się na mnie tylko zadzwoń do niej i jej to powiedz.
Wniosek: Wszystko i tak w oczach Teściuniuni wina Cleos.
Miarka się przebrała. Rozmawiam tylko tyle ile muszę, nie uśmiecham się, nie jestem miła i w ogóle nareszcie jestem sobą. Zobaczymy co będzie w Wigilię. W zeszłym roku była awantura o ślub. A w tym? Już czekam i szykuję działa wielkiego kalibru.

