licznik bloga

Obsługiwane przez usługę Blogger.

środa, 29 sierpnia 2007

...

…………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………… kurwa mać?:(((
Koniec tego dobrego… koniec wszystkiego… Koniec ze słonecznym światem, mam gdzieś promyki i robienie ludziom dobrze… Koniec z… Przyjaciele od lat tłukli mi do głowy, że może być inaczej, a wystarczyło pokazać po prostu…………………………………………………………………………………………..
I tylko jednej rzeczy żal… ale to jest nie do zrobienia:( chociaż podobno jeśli się chce, bardzo bardzo chce…

wtorek, 28 sierpnia 2007

Siedzę w domu...

…sama. Przytłaczająca cisza, pustka bez sensu. To jakby nic nowego, cisza i pustka są obecne obok od dawna.
Iwa ma rację, pora przestać się okłamywać. Chociaż z drugiej strony, wszystko inne układa się po mojej myśli. Wymarzony dom ma już niemal wymurowany parter. Do końca tygodnia będą kłaść stropy. Nowa zaskoczyła mnie mile, realizuję się, być może jeszcze nie w pełni, ale widzę możliwości. Ważni dla mnie ludzie są zawsze blisko i ze spojrzenia, albo ze sposobu pisania poznają, że trzeba wesprzeć Cleosię, chociaż uchodzi za życiowego king konga co to wszystko udźwignie. Smok przytula się i szepcze do ucha „kocham cię mamusiu najbaldziej na świecie”. Prawie wszystko jest tak jak ja chcę. A reszta też będzie, bo chyba zmienił mi się pogląd na chcenie. Pora tupnąć nóżką i pomyśleć o sobie, nie tylko zawodowo, matczynie i budowlańczo, ale uczuciowo głównie. Pora przyznać, że ten blog jest słoneczny tylko dlatego, że nie ma tu wszystkiego. Znalazłam wyjście, uknułam plan, pogłówkowałam na tych huśtawkach i wyszło mi, że nie ma rady BĘDZIE TAK JAK JA CHCĘ. Czy to będzie zbieżne z Jego oczekiwaniami pojęcia nie mam i nie ode mnie to już zależy. Teraz liczę się JA…

Chciałabym powiedzieć...

…tyle słów i nie mam do kogo… Śpi… Chciałabym… Chyba się ubiorę i pójdę na huśtawki. Sama. Mogę sobie tylko napisać parę słów, bo myśli ulatują tak szybko… to nawet dobrze, nie chcę do nich wracać. Brak mi bliskości drugiego człowieka. Tam gdzie bym ją być może znalazła nie mogę, nie chcę… nie wiem po prostu nie dzwonię. Głupia. Kolejna nieprzespana noc. Jak w tanim, beznadziejnie głupim dramacie. Nienawidzę dramatów. „Stalowe magnolie” przyprawiają mnie o płacz, ale tu i teraz powiedziałam sobie, że ani jednej łzy więcej. Okłamuję samą siebie. I tak naprawdę nie jest mi już chyba żal, że śpi. Żałuję straconego czasu, prób, które nic nie dały, nerwów, łez.
Chciałabym poczuć dotyk… pocałunek, ciepło. Chciałabym nie czuć tego co teraz, że siedzę jak głupia przed monitorem zamiast być w innym miejscu i w innym czasie. Znajdę takie miejsce? Taki czas? Mam dosyć. Ciągle doszukuję sie w tym mojej winy, gdzie schrzaniłam? Pytam samą siebie co mogłam jeszcze zrobić? I mam na to tylko jedną odpowiedź – nic. Chciałabym móc napisać tu czego naprawdę chcę. Ale nie mogę. Mogę to powiedzieć… Chyba…
To idę… na huśtawki.

poniedziałek, 27 sierpnia 2007

Praca 7.00-15.00...

…15.50 – 15.57 poczta,
16.10 – 16.25 zakupy,
16.43 – 17.20 rodzice.

Przyjechałam do domu o 17.30. Na 19.00 jestem umówiona z Golden w Fat Mama’s. Jakie powinno być w tym miejscu postawione pytanie???

Co robi Cleosia kiedy ma 1 1/2 godziny do spotkania, brudnego dzieciora i lekko miękkie kolana z niewyspania???

Otóż w takiej sytuacji Cleosia bierze się za pieczenie ciasta marki tofiś (gdyż jutro też goście, a poza tym Misie w Nowej muszą coś jeść) oraz za robienie soków jeżynowych…

Pilnie potrzebny ktoś do odkręcania słoików (sama zakręcałam, a odkręcić nie umiem) oraz do oblizywania palców z soku (bo sama nie nadążam).

W takiej sytuacji Cleosia zabiera się również za pisanie blogusia.

Kretynka koncertowa… call me Speedy Cleosialles:)))

APDEJT
Golden jaka jest każdy widzi, a kto nie widzi niech żałuje. Dzięki Ci Dobry Blogu, że stawiasz na mojej drodze takich ludzi.
Pogadałyśmy o wszystkim po trochu, bo ile słów można zmieścić w dwóch godzinach z kawałkiem? Koniecznie musimy się spotkać, tym razem może jednak bez dzieciorów, bo Smok zamęczy Adama albo On Ją ubije w końcu. No ale w koóńcu dzieli nas tylko 200 kilometrów, zmotoryzowała się, więc wszystko przed nami. Pod warunkiem, że Golden nie ucieknie w popłochu przed tą czy inną wizją kolejnego spotkania.

niedziela, 26 sierpnia 2007

Niech mnie ktoś...

…przytuli:)))

Dwie godziny snu i gorący prysznic, który zmywa zapach dymu tytoniowego to jest to co cleosie lubią najbardziej. Serio serio. Czuję się wypoczęta niczem stado skowronków.

I nawet zniosę te konie, kombajny, owce, loterie, miodonkę, chleb z tustym, traktory, pochody i inne takie co to mnie czekają za trzy godziny.

Wniosek???
Powinnam spać o jakieś 4 godziny mniej na dobę:)))

APDEJT: (tak mi się spodobało)

Spędzenie całego dnia z Dużm i Małym Johnem wymaga ode mnie nadludzkiej cierpliwości i umiejętności ukrywania zgrzytania zębami. Kocham ich nad życie, ale nie znoszę „zdejmij jej czapkę bo ciepło, załóż jej czapkę, kup watę, daj rękę, zrób salto i puść bąka”. Łolamatko!!!
Po latach znów znalazłam się w siodle. „Mamo mamo na konika”. No to tak: Mały John absolutnie, Duży ależ skąd, Grzech ucieka w popłochu. Nie pozostało mi nic innego tylko z zakamarków pamięci wytargać umiejętności. Nie zapomina się tego jak jady na rowerze. Pięty w dół, palce do konia, łydki przy bokach, kolana ściśle, wodze między małym a serdecznym palcem, kręgosłup prosty, w siodle przy tylnym łęku i alles. Anglezowanie na kobyle, co ma dupę szerokości sypialnianej szafy trzydrzwiowej wymaga niezwykłej siły w łydkach, o tak:))) Za to Smok był zachwycony siedząc przede mną w siodle i trzymając wodze, jak mamusia nauczyła. Mniej zachwycony był Pan Właściciel Naszej Szkapy, bo przewidział tylko podróż stępa, a tu mu się jakiś kłusik malutki wykulał. Ach, nie trza mi dawać palca, bo wezmę rękę:))) Gdyby nie Smok znalazłabym w tym upale jeszcze pokłady energii w sobie i koniu do galopu:))) Dobrze, że niedaleko Hacjendy jest stadnina, bo chyba wrócę do dawnego hobby… I tylko chyba schudnąć jeszcze trochę muszę, bo mi się ciężko wsiada:)))

APDEJT sponsorują Dożynki w Brennej of kors:)))

A w ogóle to MMMMRRRRRRRRRRR:)))

sobota, 25 sierpnia 2007

Jadę na Hacjendę się...

…opalowywać czyli uskutecznić lekkie zaciemnienie ciała. I obiecuję nie kiwnąć palcem przy laniu betonu, układaniu kamieni, wyrównywaniu gruntu. Jeśli kiwnę, możecie mi ten palec upierniczyć.

AUDIOTELE
Czy wstawanie o 4 rano i sprzątanie łazienki/szczura/kurzów/zmywanie można uznać za przejaw:
a) choroby psychicznej,
b) skrajnego niewyżycia,
c) wrodzonego debilizmu,
d) zamiłowania do porządku,

Tank U gut dej:)))

APDEJT:
Nie kiwnęłam, byłam dzielna.
Kobra wygląda zdecydowanie lepiej na brązowym tle.
Dlaczego na Hacjendzie ZAWSZE jest STADO ludzi i NIE MOGĘ opalać się tak, jakbym CHCIAŁA???