…jest taka, że od stycznia, albo lepiej – od zakończenia remontu salonu będziemy tu uprawiać lekcje tańca. Bo najgorzej, jak się komuś wydaje, że te weselne wygibasy potrafi tańczyć. To się kończy potem MOIMI połamanymi palcami u rąk, MOIMI podeptanymi stopami, MOIMI naciągniętymi rękami goryla i MOJĄ lekką frustracją:) Umówmy się, że wszelakie inne rytmy nieweselne, a dyskotekowe, w pełnym kontakcie tańczy nam się doskonale – Diaboł rusza tyłkiem niezgorzej i doprawdy można zamknąć oczy i dać się ponieść. Ale walczyki? Dwa na jeden? Masakra:) Inna sprawa jest taka, że z obserwacji wynika, że weselne podrygi najlepiej wychodzą pokoleniu naszych rodziców. Nawet jeżeli wygląda to czasem jak naciąganie prania, albo inne małpie zaloty, to bawią się w rytmie, coś tam mieszają nogami i doskonale się przy tym bawią. Nasze pokolenie drobi w miejscu i modli się, żeby na weselu zamiast orkiestry był DJ. A tu dupa moi mili:) Można oczywiście wziąć partnerkę na ręce chwytem strażackim i wypiętrolić się z nią na parkiet. Można również zafundować jej pierdylion obrotów, żeby swoim nieskoordynowanym ciałem wkomponowała się w stół, straciła równowagę, doświadczyła kontaktu bezpośredniego z ziemią i zerwała pasek w bucie. Może w końcu samemu uprawiać lansowanie w dupie za przeproszeniem mając co aktualnie robi partnerka. Można, ale nie ze mną:) Bo ja jestem w tym zakresie wymagająca, wiem. Począwszy od tego, że nie lubię „wiosłowania” łapkami w tzw. ramie, splecionych romantycznie palców w obrotach, skończywszy na tym, że nie lubię prowadzić. Tia… partnerów, którzy nie mierzą sił na zamiary odsyłam grzecznie do stolika. Wredne to i niesympatycznie, ale tak mam (chociaż uczciwie przyznaję, że akurat wczoraj mi się nie zdarzyło, ale na wyjeździe firmowym integracyjnym na przykład, owszem – raz). Wychodzę, być może z mylnego założenia, że skoro taniec to moja pasja, skoro mam świra, to powinno mi to sprawiać przyjemność. A skoro powinno to nie widzę powodu, żeby się z jakimś gorylem, co pląsa chaotycznie męczyć na parkiecie. Konsekwencja taka:) Tym sposobem poza własnym Diabołem, który zadeklarował chęć pobierania nauk, obtańcowałam również JB, który z kolei walnął mi komplementem roku pt.: „to że ty umiesz tańczyć, dodaje facetowi pewności siebie.” Tiaaa, chyba takiemu po znacznej ilości Ballantinesa, czy tez innej czystej, który totalnie już nie widzi różnicy:) No ale wybawiłam się, pomimo lekko wyłamanych palców naprawdę super. Bo jeszcze poza tym, jak się tańczy ważne jest z kim. A mnie się wczoraj trafiło dwóch samców, z którymi w ogień i wodę, do tańca i do…. nieeeeeee na różaniec z nimi nie pójdę raczej:)
niedziela, 31 października 2010
piątek, 29 października 2010
Od Dziobaka...
…nadszedł entuzjastyczny SMS „Robalinda przespała 8 i pół godziny ciurkiem.” Gratulacje, generalnie też bym chciała tyle przespać w jednej turze, ale jakoś nie jest mi dane:)
Kręgosłup mi zaraz pęknie, a jeszcze pranie powiesić, Smoka spacyfikować, paznokcie na jutro i może jakieś coś teges… masażuuuUUU!!!
Niby mamy trzy dni wolnego, ale co to za wolne? Jutro to i owszem, tańce, hulanki, swawole, ale potem? Niedziela i poniedziałek pod znakiem szlifowania gładzi i malowania.
Myślę sobie (o tak czasem mi się zdarza), że Who ma rację (Jej się też zdarza). Że wewnętrzny spokój promieniuje, rozchodzi się na okoliczne przyległości i pewnie dlatego mamy aktualnie plejadę zachowań wskazujących na dni dobroci dla Cleosi. To mi się podoba.
Niekoniecznie podobają mi się inne racje, które być może ma Who, a które skrzętnie analizuję i wychodzą mi takie rzeczy, że wurwa na nać. No nic to. Jutro występuję w kolorze Romana, zatem na pohybel przeciwnościom.
A dopiero co mówiłam, że dzisiaj jeszcze mój przyjaciel Drożdż nie dzwonił, co należy zapisać w annałach i pogrążyć się w rozpaczy, bo dzień nie jest kompletny i spełniony bez tych telefonów. I co? I zadzwonił. Cleoś, trzymaj mordę w kubeł kobieto, bo wywołujesz drożdże z…
…z czego u licha można wywołać drożdże?
czwartek, 28 października 2010
Najpierw...
…usłyszałam, „O pani Cleos ma pani nową účeske” – zaiste tylko Karel zauważył. 5 kilogramów mniej czyni cuda nie tylko w postrzeganiu z zewnątrz, ale i w promieniowaniu od wewnątrz. No dobra, nie tylko 5 kg, ale co ja Wam będę zdradzać jakimi metodami się odchudzam…:)
Potem, że na kalendarzu mnie nie ma, bo Szef S. „jak ten kogut pilnuje swojego kurnika” i nu nu Cleosi na kalendarze podarunkowe. Powinnam walnąć fochem za kwokę w domyśle, czy może jak twierdzi Whoever puchnąć z dumy na kokoszkę w nawiasie?:)
Potem, że „A ty co taka dzisiaj odpiętrolona?! Fiuuuuu, normalne sobie popatrzę, bo mi się podobasz jeszcze bardziej niż zwykle.”
środa, 27 października 2010
Zmieniłam dzwonek...
…ustawiony na Diaboła… bo jakoś nie może się to ode mnie odczepić
| Ito Yuna - Precious | |
| 作詞: Kei Noguchi 作曲: Hayato Tanaka 心が見えなくて I promise you もう迷わない ※信じよう 傷つき 苦しむなら 信じよう 幼かった ひとりよがりの愛 信じよう | |
niedziela, 24 października 2010
Nie lubię...
…jechać nocą, kiedy droga pusta, a za mną tylko jeden samochód. Za dużo horrorów o zmotoryzowanych psychopatach najwidoczniej. Za to jechałam tą trasą i jednocześnie odbywałam podróż sentymentalną. Ile łez na tej drodze zostało, ile muzyki, ile rozpamiętywania. Targeo mówi, że droga zabiera 33 minuty. Pokonywałam ją w 16 czując ciągle tą bliskość i już tęskniąc do tej chwili, kiedy będę ją pokonywała w przeciwną stronę zamiast wracać. A może właśnie wracając… w oczy, w ramiona, w głos.
Dziś obejrzałam zdjęcia.
A teraz pójdę umyć podłogę, po drodze mijając sztalugi z „Elfką, której nie ma.”
sobota, 23 października 2010
Plan na weekend...
…
zakupy z Kate
bakłażan z ryżem
skończyć obraz
powiesić pranie
posprzątać
panieńskie
wyspać się
bakłażan z ryżem
może jakiś obraz?
czwartek, 21 października 2010
Kiedy wchodziłam...
…na cmentarz zaczął padać deszcz. Przestał, kiedy stanęłam nad grobem. Powitanie takie. Rozmawiałyśmy 40 minut, chociaż niewygodnie, zimno i wiatr. Za pierwsze zbędne pieniądze zamontuję tam ławeczkę, żebym wreszcie mogła prowadzić konwersacje w ludzkich warunkach. Pytałam, prosiłam. W odpowiedzi, tuż po moim wejściu do domu zadzwoniła Kate. Bo sekretarka Jej powiedziała, że dzwoniła jakaś Jej koleżanka, ale nie zanotowała nazwiska. Kate pomyślała, że ja, chociaż to akurat ja nie byłam. Tak czy siak nadeszło wsparcie niechcący, przez totalny przypadek i zbieg okoliczności. Nie wierzę w przypadki. Dziękuję Babciu. Porozmawiałyśmy o dupie Maryni – przydało mi się – dzięki Kate. Babcia wiedziała co robi.
A dziś Who zapluła biurko kawą, koniecznie chce mnie przedstawiać, zastanawia się gdzie ja mam miękki łokieć i o co chodzi w ogóle.
Moje przyjaciółki włażą na pomniki, są w ciąży, notorycznie niedosypiają z powodu Robaczków, zadają się z romantycznym Romanem, który gustuje we fiolecie oraz rozdają koty. I jak ja mam być normalna Babciu?:) No jak?

