licznik bloga

Obsługiwane przez usługę Blogger.

wtorek, 30 listopada 2010

Od Grazina...

…dostałam książkę. Skończyłam przed chwilą. Zapatrzyłam się w Narnię za oknem, taką czarno-białą jak podobno ja jestem. I pomyślałam sobie jakie te książki bywają prawdziwe, jak bardzo odzwierciedlają to, co wokół, w przeszłości, w teraźniejszości, w przyszłości może? Czy to była/jest fikcja? Nie wiem, ale…

„Jesteś moją igłą w stogu siana. Znalazłam cię. Ale nie chcę się tobą ukłuć, jasne?”
Hera Lind „Czarodziejka”

poniedziałek, 29 listopada 2010

19 grudnia...

…Misie Moje Puchate odtańczą taką rumbę, że szczęka opadnie proboszczowi, prezydentowi i kto tam jeszcze będzie na tej gali. Taki mamy plan. Najbardziej ze wszystkiego cieszy mnie to, że dziś po raz pierwszy ONI mieli pomysły, jak można coś zatańczyć, jak można zakończyć przygotowaną przeze mnie choreografię. Dyndaniem, uciekaniem i szpagatem konkretnie. Rozwijają się, a przy okazji mam z Nimi taki ubaw, że już Im dzisiaj zaproponowałam, żeby jeździli po domach wariatów jako antidotum na każdy rodzaj obłąkania. Doprawdy po dniu w pracy relaksuję się i czuję, jak mi w żyłach zaczyna krążyć nieznany nikomu innemu rodzaj dopalacza.

No, to teraz musimy to jeszcze pięknie dopracować i bydzie:)

A potem nauczę Diaboła

niedziela, 28 listopada 2010

Mam za oknem...

…taką Narnię, że mucha nie siada. I już mi nie psuje widoku nieotynkowane okno, jeno podnosi wartość artystyczną widoku ściana w kolorze ecru (czy coś w ten deseń – zdania są podzielone).

Mam fazę na turkus. W sensie koloru, a nie kamieni, gdyż kamienie posiadam w znacznej ilości już. Teraz należy zanabyć (by Who) turkusowe odzienie. Wczoraj szalik i pasek, tydzień temu spódnicę i bluzkę, miesiąc temu kozaczki. Uwielbiam dwukolorowe zestawienia, a turkusowy komponuje mi się idealnie z czarnym. W innym zestawie szary z czerwonym, tudzież czarny z czerwonym. Klasyka, że aż bleeeh. No, ale co ja na to…

…ano nic. Dobrze mi z tym.

Z rozwalonym tynkiem nad innym oknem również:)

sobota, 27 listopada 2010

Grrrr...

…miałam plan na weekend, ale się był spierniczył. Tak ot, z uśmiechem na ustach. Nienawidzę, jak mi ktoś w ostatniej chwili zmienia plany i stawia pod ścianą!

APDEJT:
Na chwilę obecną 38 minut spóźnienia… Ghhhhhhrr

APDEJT II:
1 godzina 10 minut i gdyby Diaboł nie zadzwonił, nawet nie wiedzielibyśmy, że jeszcze nie wyjechali z domu. Bo po grzyba dzwonić i uprzedzać o spóźnieniu?

APDEJT III:
1 godzina 46 minut. A pierwotnie mieli przyjechać na 14tą. Jakby nie było oczywiste, że to pora obiadowa w niemal każdym niemal normalnym domu. Tłumaczenie na teraz, cyt: „dziecko nam się zesrało przed wyjściem”. Zaraz mnie szalg trafi nagły jasny. A Diabołowi zapowiedziałam, żeby mi nie dał ni łyka wina, bo mogę nie zdzierżyć i wygarnąć prosto w twarz.

piątek, 26 listopada 2010

Zamówiłam...

…ławę do salonu. Nazywa się o ironio „Arkadia”. Tfu. Piękna jest i jak tylko ją zobaczyłam nie chciałam żadnej innej. Nadejdzie pod koniec przyszłego tygodnia – mnią:)

czwartek, 25 listopada 2010

Miałam podły plan...

…,który się był uknuł na wczoraj. Mianowicie zrobiłam z podwójnych kartek A3 tytki, opisane pięknie markerem „MultiKleoś Popcorn”, wypełniłam je opisaną zawartością (uprzednio otwierając okna na przestrzał i przesypując zawartość z torebki fabrycznej do tytek na balkonie pośród śniegu, żeby w chałupie nie został zapach, a następnie pakując je do szafki, co do której mam pewność, że Diaboł się do niej nie zniży), dla unicestwienia popcornowego smrodku, który być może jednak został przypaliłam tosta, żeby było czuć tylko ten węgiel na nim:), do kinowych kubków z rurką  z dzieciowych zestawów wlałam wino, ustawiłam krzesła i popełniłam V.I.P.owskie wizytówki, żeby Diaboł wiedział, gdzie ma zad posadzić, nagrałam skrzeczącym głosem a la dworzec kolejowy na dyktafon zapowiedź o seansie i prośbę o wyłączenie telefonów komórkowych, przyciemniłam światło, po czym zawołałam Diaboła, który siedział i odwalał ze Smokiem (wprowadzonym w konspirację) wierszyki logopedyczne na „trz”, „wsz”, „ws”, „chw”. Odtworzyłam zapowiedź i włączyłam telewizor. A tam  seans mianowicie taki. Jak w prawdziwym kinie naświniliśmy popcornem na podłodze (chyba koty zeżarły to potem, bo po zapaleniu światła niczego nie znalazłam), tylko jakiś idiota w  tym kinie wprowadził reklamy w połowie filmu.

Myślę sobie, że podłe plany bywają prawdziwie podłe:) Knuję kolejne…