licznik bloga

Obsługiwane przez usługę Blogger.

czwartek, 31 marca 2011

Panie bloże...

…jeśli istniejesz bardzo ładnie cię proszę, nie daj mi nigdy tylu pieniędzy, żebym zapomniała jak to jest bez nich, tylu „przyjaciół”, żebym olała swoich i takiej łatwości we wszystkim, żebym zapomniała, jak to jest, kiedy jest trudno.
Dziękuję.

Cleosia

APDEJT:
Za nami już

w planie na dziś

A na weekend

i

środa, 30 marca 2011

My tu gadu gadu...

…a słowo się rzekło i SMS poszedł prosto do powodu pretensji, bez pośredników, bez przekaźników, bez bufora pomiędzy. Awantura być może gotowa, ale oględnie mówiąc mam to gdzieś. Koniec prosz państwa dyplomacji i dupowłażenia nie wiadomo po co. Niniejszym oświadczam, że przeszłam wiosenną metamorfozę wewnętrzną, która mnie napełniła pewnością, natchnęła zdecydowaniem i po mojemu będzie albo wcale. Następnym razem zamiast słowa pisanego, zadzwonię i oczywiście grzecznie i z klasą powiem co uważam, że mam do powiedzenia. Kto mi zabroni? Kto mi przeszkodzi? Kto mnie powstrzyma? Pokażcie mi tego śmiałka, odważnego tego, który mi teraz na drodze stanie.

Bo tak sobie jechałam dzisiaj, okno w Wiśni otwarte, szum silnika, słońce świeciło, ptaszki gdzieś tam pitoliły i pomyślałam sobie, że to jednak jestem nowa JA. Że nie chodzi o wiek, o doroślenie, o starzenie. Że tak naprawdę chodzi o przeżycie, o doświadczenie, o dotychczasowe kopniaki i kuksańce i to jak się z nich podnosiło. Że to daje dojrzałość, pewność, że wiem co robię, ugruntowane przeświadczenie, że nic mnie nie zatrzyma, że mam rację, że dorosłam i dojrzałam do tego, żeby spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie, że na tyle lubię siebie i akceptuję w sobie wszystkie świrowatości, żeby nikt nie był w stanie mnie wypchnąć z upatrzonego toru. Że taki mam garb życiowy, że mogę się teraz spokojnie wyprostować i kręgosłup mi nie pęknie. Że w każdym jednym upodleniu, złamaniu swoich zasad, złamaniu siebie, w każdym dole, kryzysie znalazłam coś, co mnie wzmocniło i co teraz pozwala mi wierzyć, nie – wiedzieć, że przejdę taranem przez wszystko. Że z każdego szamba, jakkolwiek to nie zabrzmi wyciągnęłam dla siebie jeden drogocenny kamień, jedną naukę i to jest mój kapitał na teraz i na potem. I pomyślałam sobie, że moją „pestką” (tak lektura po raz kolejny sprawiła, że POMYŚLAŁAM) jest optymizm, który się nie kończy. Cokolwiek by się nie działo, jakkolwiek by nie było, gdziekolwiek nie wbiliby mi szpili/noża – zawsze. We wszystkim szukam dobrego i nie dlatego, że jestem naiwna, tylko dlatego, że to daje mi siłę, żeby przetrwać i wyjść na swoje. Podnieść się i zwyciężyć. Poskładać pocharatane kości/serce/wartości i zrobić tak, żeby znowu poczuć, że JEST DOBRZE. A dobrze jest, kiedy we mnie jest dobrze, i światło, i śpiew, i radość taka, że nie wiem gdzie oczy podziać, żeby oczopląsu nie dostać. A tak jest, kiedy spełnia się to, co pomyślałam sobie w tym zdeptaniu, sponiewieraniu, ten plan, który ułożyłam – nie zawsze dobry, nie zawsze miły, ale zawsze niosący dla mnie optymistyczną myśl, że moje na górze. We wszystkim. Taka jest ta dojrzałość – świadoma tego, czemu się sprzeniewierzyła, co oszukała w sobie, gdzie zbłądziła, gdzie poszła na skróty, gdzie skłamała, gdzie spieprzyła totalnie. Taka jest – przyznająca się do błędów, ale nie żałująca ich, bo z każdego płynęła nauka. Taka – kontrolowana, chociaż wygląda na spontaniczną, zrównoważona – chociaż mówią, że jest szalona. Taka jest moja, jak ja jest optymistycznie idąca na wojnę i kochająca optymistycznie. Bo tak łatwiej, martwić się będę jutro – jak Scarlett.

wtorek, 29 marca 2011

Jutro nastąpi...

…koniec Naszej Szkapy. Musze pomyśleć nad jakimś oficjalnym wręczeniem. Diaboł powiedział, że jest demoniczna. Niech będzie, przyszła właścicielka też nie sprawia wrażenia potulnej kobyły, a przyszłemu (bardzo przyszłemu) potencjalnemu mężowi już możemy złożyć wyrazy współczucia. Ale, jaka Matka, taka Córka, co u nas w Rodzinie chyba genetycznie jakoś jest pokrochmalone. Żadna w każdym razie nie jest normalna, to i kuń nie jest.

poniedziałek, 28 marca 2011

Mam taki...

…power, że góry przenosić. Misie moje Puchate patrzą na mnie jak na kosmitę, kiedy nie zwalniam rytmu przez bite dwie godziny. W pracy pytają się, czy na dopalaczach jadę. Diaboł pyta co mi się stało, że nie zasypiam w połowie zdania. Whoever poranny telefon komentuje nieparlamentarym wyrazem zdziwienia, że „o ja cię bracie”, Kate na SMSa reaguje telefonem, co prawda po czasie, ale dam sobie głowę obciąć, że zdziwionym, co mi się stało.

Ano nic. Wiosna czy cuś w ten deseń.

niedziela, 27 marca 2011

"Ona była...

…przeraźliwie twarda. Mówiłeś jej, że ciało ma jak roślina, jak bezkręga kotka. Ale psychicznie  z rośliny miała tylko to, że tak cierpliwie podnosiła się i prostowała z przydeptania, z przygięcia, ze zranień. Twardość, o której mówię, miała z kota; miła i przyjazna, pazurami jak z diamentu broniła swego domu, swego kąta, swej miski.”

Pestka – Anka Kowalska

sobota, 26 marca 2011

Położyć się...

…spać z bólem głowy – takie sobie uczucie. Obudzić się z bólem głowy – bezcenne wurwa.

Plan na dziś: przesadzić trzy kwiatki, domalować kobyłę.Zmolestować Diaboła o przycięcie drzwi wejściowych i kawałek podłogi w przedpokoju. Ustawić płyty DVD i kasety VHS. Potem mogę umierać w spokoju. A może jednak pójdę do sklepu po tablety?

APDEJT:
Kwiatki zrobione. Przy ostatnim zaskoczył mnie na balkonie GRAD. No wypraszam sobie oraz NIE ŻYCZĘ a’, b’, c’.

piątek, 25 marca 2011

Jak człowiek...

…maluje pierwszego konia w życiu… w dodatku na prezent… w dodatku dla dziecka… w dodatku dla dziecka rodziny gdzie Matka/Babka Rodu też maluje… w dodatku z bólem głowy, to zaprawdę powiadam Wam ma stresa jak cholera:) Ale cóż – słowo się rzekło kobyłka na sztalugach.