licznik bloga

Obsługiwane przez usługę Blogger.

sobota, 9 lipca 2016

Who moją muzą....

...natchniuzą...


Dostałam książkę w darze od Dziobaka. I serio nie wiem, czy Ona naiwna, czy wiarę taką ma, czy może nadzieję. Czytam i nie wierzę, bo takie rzeczy się nie dzieją. Co mi zupełnie nie przeszkadza ryczeć na leżaku w Hydropolis - lokalnym Aquaparku. Gdyż ja tu na urlopie jestem, 32 stopnie, greckie wino, morza szum, a mnie się romansów w ramach lektury zachciało.


Codziennie rano 10 kilometrów, ze słuchawkami w uszach, odcięta od świata, to serio dużo czasu żeby myślotoki ogarnąć. Wylaszczam się. Mam plan i nie zawaham się go użyć. Wrócę i będzie po mojemu... Może.


Tymczasem priorytetem jest opalenizna, relaks i 5 książka w 7 dni. A w uszach albo salsa, albo kizomba... Potańczyłabym...

sobota, 11 czerwca 2016

Jak słusznie...

...zauważyła Adewma - już czerwiec.
I to nie jest tak, że pochłonął mnie Fejsbuniu, czy tam mam niechcieja, czy jeszcze nie wiem co. Raczej wywnętrzam się papierowo, bo tak mi prościej i terapeutyczniej. Bo dzieje się, oj dzieje i myślotoki są takie, że głowa mała i kwadratowa do tego.
Po radykalnych porządkach w życiu został w nim niemal idealny porządek. Prawie, jak wiemy robi różnicę, ale wiemy również, że Cleosia dąrzy do doskonałości, by sobie na cmentarnej kwaterce w granicie wyryć epitafium w stylu "Spoczywaj w pokoju doskonała Granitowa Królewno" - Whoever dopilnuje kamieniarza, obiecała.
Bo ten rok jest Rokiem Królewny i kto mi zabroni? Zatem robię sobie dobrze na samopoczucie, spełniając najrozmaitsze zachcianki. Wolno mi? Wolno. W posiadanym metrykalnie wieku, głupoty proszę Państwa robi się świadomie i z premedytacją i jeszcze się człowiek z nich cieszy. To robię. Różne. Pomiędzy salsą, pracą, zumbą, szukaniem motoru  - czyli wszystkim co uwielbiam, prowadzę wielogodzinne konwersacje z Who i układamy sobie wzajemnie światopoglądy.
Jeszcze chwila i tfu tfu odtrąbię sukces - stanę przed lustrem i powiem sobie Królewno, jest Ci zajebiście.

I nawet znalazłam sobie wzór na nowy tatuaż... Pełnia szczęścia:)

sobota, 27 lutego 2016

Nowe okulary dla Smoczycy...

...i cztery pary butów dla nas... Mój budżet nie istnieje jakby... Ale co tam, dam radę, za to jestem, o przepraszam jesteśmy dziko zadowolone.

Muszę przestać kupować buty... i książki... i kolczyki... zdecydowania. No niby mam szafę na buty, co to mi ją Diaboł zrobił, i bibliotekę co to ją sobie zaprojektowałam, i nowe piękne pudło na kolczyki, co to je nabyłam na targu staroci... No mam... ale potrzeba wezwania zdrowego rozsądku jakoś tak nagle wybuchła mi pod czaszką. Sczeźnie pewnie wkrótce... to sobie tu posiedzę i poczekam...

poniedziałek, 12 października 2015

Paniśliwa...

...jest boska. Jeśli się nie zepsuje (tfu tfu tfu) to będę Ją kochać miłością prawdziwą. Nowiutkie, śmierdzące oponki zimowe w drodze. Na razie jestem w fazie zachwytu - proszę mnie nie sprowadzać na ziemię...

czwartek, 8 października 2015

Żaden nie rokuje...

...nawet w najmniejszym stopniu!
Zapisałam się na salsę, tak? Głównie w celu nauczenia się, tak? Facetów na salsie o połowę mniej niż babek, tak?
Pierwszy w ogóle nie patrzy na partnerkę. Podziwiam skupienie z jakim kontempluje potwietrze gdzieś na prawo ode mnie.
Drugiemu muzyka w tańcu zupełnie nie przeszkadza.
Trzeci ma mokre dłonie.
Czwarty jest tak spięty, jakby miał podnieść 300 kg.
Piąty ma zeza i w sumie nie wiem gdzie patrzy, ale i tak myli kroki.
Szósty od razu mówi, że nic nie umie.
Siódmy ma chyba z 17 lat i jest tak zestresowany, jakbym się miał właśnie zbiorowo rozprawiczyć.
Reszta - szkoda słów.

Gdzie ci męęęężczyźniiiiii, prawdziwi taaaacy???

poniedziałek, 5 października 2015

Zasadniczo...

..., generalnie nie mam na nic czasu. Słownie na NIC.
Zumba,
salsa,
szkolenie psa,
prawko,
Smoka judo i gitara,
bieganie,
brzuszki,
praca,
dom
i życie.

Trochę mnie to pochłania. Nie powiem - lubię. Nawet jeśli wracam do domu o 22.00 wychodząc z niego rano o 6.45.
A dzieje się, oj dzieje... zagarniam coraz więcej życia dla siebie. I może ktoś mi powie, że to egoistyczne i samolubne i w ogóle jestem skoncentrowana na sobie. Owszem. Bo kto niby ma mnie uszczęśliwić, jeśli nie ja sama? Więc się uszczęśliwiam codziennie po trochu.
I owszem brak mi jest pewnych rzeczy w pewnych sferach - ale i nad tym pracuję. Chwilowo co prawda wyłącznie tracąc na wadze, a przybierając na poczuciu pewności siebie, ale w końcu od czegoś trzeba zacząć, czyż nie?

sobota, 18 lipca 2015

Bo ja rano...

...wychodząc ze Smrodem na spacer, muszę mieć w pamięci, pod czaszką gdzieś w miejscu już w miarę obudzonym, że mam w domu cała trzodę do nakarmienia i trzeba temu dziadostwu narwać mleczy, trawy, koniczyny, pokrzyw i babki. I poszłam dziś sobie zrywam spokojnie, a tu nagle kap. A za chwilkę KAP. I za moment jak nie PIERDUTNIE KAP KAAAAP KAAAPPPP. Podnoszę łeb znad kępy mleczy, patrzę... ludzie uciekają, chowają się po bramach, biegną, jakby myśleli, że przemkną między tym oberwaniem chmury unikając kropel jakimś cudem... I zrywam sobie i patrzę i czuję, że woda zaczyna mi z włosów spływać kap KAP KAAAP na buzkę, mokrą i tak już dokumentnie. Więc się nie spieszę, do domu mam 50 metrów, ale i tak nie dotrę tam sucha. Znad trawy dla Diablo podnoszę wzrok - przechodnie z oczyma wbitymi w płytki chodnikowe gnają, lecą, wyciągają parasole. Czy naprawdę tylko ja czuję, że deszcz jest ciepły, że krople tak fajnie odbijają się od skóry, że sklejone włosy tworzą zabawny bajzel na głowie?
Nazbierałam. Szłam te 50 metrów do domu ślizgając się w mokrych japonkach i perswadując Smrodowi, żeby nie ciągnął matoł jeden, bo się nie rozpuści przecież, a jak za chwilę wyrżnę zadkiem z poślizgu to mi dobry humor minie.
Do domu dotarłam mokrusieńka, jakby ktoś na mnie 5 kubłów wody wylał. Ciepłej:) Krople na rzęsach, strąki kłaków z wyczesanej chwilę temu fryzury. Smród otrzepał się na korytarzu i grzecznie siedział pod drzwiami czekając na wytarcie łap, a ja śmiałam się jak kretynka do tej prawie czterdziestoletniej nawiedzonej babki w lustrze, która najwidoczniej nie musi wyglądać, ale za to na pewno musi CZUĆ:)